Twój głos w wyborczym młynku
Wczoraj dostało mi się od moich uroczych koleżanek, gdy przy kawiarnianym stoliku nagle oznajmiłem, że nie zamierzam głosować. Zdziwiło mnie ich oburzenie, bo na moje pytanie czy znają i czy mogą mi przystępnie wytłumaczyć, jakie są zasady oddawania głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie uzyskałem wyczerpującej odpowiedzi. I nie jest to wina moich sympatycznych koleżanek. Podejrzewam, że większość z tych kilkunastu procent obywateli, który jednak w niedziele zdecyduje się udać do urn, nie bardzo te zasady rozumie. A mnie się wydaje oczywistym , że zasady demokracji powinny być proste a przynajmniej przejrzyste i czytelne dla każdego. A jeśli tak nie jest, to mam uzasadnione wątpliwości czy mój oddany w wyborach głos jest na pewno tym głosem który zdecydowałem się oddać, czy może jest tylko liczbą podstawową w zawiłych matematycznych obliczeniach.
Od tygodni słyszę z radia i z telewizji oraz czytam w gazetach, że jak nie pójdę na wybory to mój głos zostanie zmarnowany. A on właśnie, ten mój osobisty głos na wielkie znaczenie. I ta opinia o ważności głosu pojedynczego na pewno przekonała wielu, ale ilu z tych przekonanym zastanowiło się, co dalej stanie się z ich głosem zaraz po tym jak zostanie wrzucony do urny w lokalu wyborczym. Każdy, no dobrze, prawie każdy wyborca wie, że każda z partii wystawiającej swych kandydatów w wyborach do PE dostaje liczbę mandatów proporcjonalną do liczby uzyskanych przez nią głosów. No i w zasadzie wszystko jest jasne. Wydawałoby się, że jak zagłosuje na pana x z partii y i to samo zrobi powiedzmy 1000 osób. To pan x dostanie właśnie dokładnie te 1000 głosów. Otóż nie jest tak. W nowoczesnej demokracji takie przestarzałe rozwiązania byłoby za proste i nie do pomyślenia. Urzędnicy z unii europejskiej postanowili demokracje znacznie ulepszyć i procedurę podziałów mandatów skomplikować. Zapewne dla przejrzystości zasad tej demokracji właśnie. I tu pozwolę sobie na obszerny cytat z jednego z tygodników, który na pierwszej stronie zachęca do głosowania: „By liczyć na miejsce w europarlamencie, dana partia musi uzyskać, co najmniej 5-procentowe poparcie. Kiedy Państwowa Komisja Wyborcza to ustali, wylicza – metodą d’Hondta – ile mandatów przypada poszczególnym komitetom. Zgodnie z tą metodą liczba głosów ważnych oddanych łącznie na wszystkie listy okręgowe każdego z komitetów wyborczych dzielona jest przez kolejne liczby pierwsze (1, 2, 3, 4, 5… itd.) tak długo, aż z otrzymanych w ten sposób ilorazów da się uszeregować 50 największych liczb, czyli tyle, ilu posłów do PE wybiera się w Polsce”. No i jakie to proste! Gdzie tam takiej metodzie to zwykłego starodawnego głosowania gdzie jeden głos jest liczony, jako jeden głos oddany na kandydata na posła.
A ci wszyscy, którzy myślą, że to już koniec mielenia naszego pojedynczego głosu bardzo się mylą. Jesteśmy dopiero w połowie demokratyczno – prostych operacji. Bo teraz każdy komitet otrzymuje tyle mandatów ile przypadło im największych ilorazów wynikłych z tego liczenia opisanego powyżej. I dla dalszego uproszczenia tego, co starożytni wymyślili, teraz trzeba te mandaty przydzielić okręgom wyborczym. Polska podzielona jest na trzynaście okręgów wyborczych. Państwowa Komisja Wyborcza prościuteńką metodą Hare’a-Niemeyera ( chciałem ja przytoczyć, ale wzór tam użyty mnie poraził) policzy głosy oddane na poszczególne listy okręgowe komitetów, a następnie powstało cyfrę pomnoży przez liczbę mandatów przypadających danemu komitetowi w kraju i po tej dziecinie prostej operacji matematycznej mamy już iloczyny. Które dzielone są z kolei przez łączną liczbę głosów ważnych oddanych we wszystkich okręgach na listy danego komitetu. Już jest blisko końca. Powstały iloraz oznacza liczbę mandatów przypadających danej liście w pojedynczym okręgu wyborczym. Mandaty na poszczególnych listach okręgowych uzyskują ci kandydaci danej partii, którzy otrzymali kolejno najwięcej głosów. Uff…. koniec. Ale nie zawsze udaje się w powyżej opisany sposób przyznać do okręgów wszystkich mandatów przynależnych danemu komitetowi. Coś tam jeszcze pozostaje, i tę resztówkę przyznaje się wtedy listom okręgowym, dla których wyliczone wcześniej ilorazy mają kolejno największe wartości po przecinku. No i już, po wszystkim. I mamy, co chcieliśmy, czyli wynik wyborczy.
Ja bardzo moich czytelników przepraszam za ten wykład z matematyki, ale chciałem pokazać jak proste i przejrzyste są zasady demokratycznego głosowania w wyborach do PE. Więc jak już wszystko jest jasne, to zapraszam do głosowania. Jak udowodniłem powyżej, Wasz głos jest w tych zawiłych obliczeniach bardzo ważny! A kto wygra w wyborach do PE? No to się dopiero… obliczy.
