Nie pseudo, lecz kibice
Kilkudziesięciu chuliganów identyfikujących się z klubami piłkarskimi z Chorzowa oraz z Katowic zatrzymała policja tuż przed rozpoczęciem uroczystości upamiętniających trzydziestą drugą rocznicę pacyfikacji kopalni Wujek. – Pseudokibice dążyli do konfrontacji, jednak udało się temu zapobiec – przekonywała mnie dźwięcznym głosikiem panienka z telewizyjnego okienka.
Nie tak dawno, bo kilka dni temu ponownie budziły mnie niestety tak dobrze mi znane ze słyszenia, głośne nocne okrzyki wychwalające potęgę i niezwyciężoność lokalnego klubu piłki nożnej. – Eeee!, ooooooleeeee! Eeeeejjjjjjaaaaa! Mistrzem jest…. Eeeeejjjjjjjaaaaa, ooooooleeeeee! Mistrzem jest… w miejscu kropek należałoby wstawić nazwę drużyny, ale nie chciałbym promować chuliganów – używając nomenklatury panienki z telewizji. Darły się po północy wniebogłosy męskie głosy. Potem wyśpiewali jeszcze kilka zwrotek o tym, jak to bardzo nienawidzą jakiejś tam drużyny, której nazwy nie zapamiętałem, i pamiętać nie chce. Bo bardziej wnerwiło mnie to wycie przechodzące w zawodzenie. Oczywiście jak to miłośnicy piłki nożnej mają w zwyczaju, poinformowali oni też przy okazji wszystkich wokół głośnym krzykiem z użyciem słów ogólnie uważanych za obelżywe o swoim stosunku do służb mundurowych. Następnie w prostych żołnierskich słowach wyrazili ci miłośnicy piłki kopanej nadzieję, że panowie w mundurach „zawsze i wszędzie” będą narażeni na wielkie niebezpieczeństwo, gdy nie będą pilnować swoich tyłów – że się tak wyrażę.
Przerwali mi sen. Ale i tak miałem wrażenie, że jawa jest przedłużeniem nocnego koszmaru, w którym uciekałem przed kibicami, którzy chcieli mi ręcznie zaszczepić miłość do swojej ukochanej drużyny. – Trzecia trzydzieści jeden – wymamrotałem do siebie. A za ciemnym oknem echo niosło radosny śpiew wychwalający drużynę piłki kopanej. – Czy im się zawsze musi to uwielbienie objawiać w nocy, jak ludzie śpią – gadałem sam do siebie? Choć w zasadzie powinienem być im wdzięczny za to przebudzenie, bo wyrwali mnie z łap tych, którzy właśnie zabierali się do przekonywania mnie o wyższości drużyny „R” nad drużyną „B”. Zwlokłem się z łóżka i stojąc w oknie obserwowałem jak środkiem jezdni szło (choć to zdecydowanie na wyrost określenie) kilku młodzieńców w barwnych szalikach. Maszerowali wytrwale, choć niepewnie, wzajemnie się podtrzymując i widać było, że śpiew ich męczył, bo jak tylko zaczynali swoje wycie natychmiast rozkładali ręce na boki, jakby udawali samolot, czynili to pewnie by zachować równowagę zachwianą przez popisy wokalne. – Oj, zmęczeni – powiedziałem, bo widać było, że kroczenie sprawia im wyraźną trudność, choć nie hamuje ich zapędów wokalnych. – Nie, no zadzwonię – postanowiłem. Wzbierała we mnie chęć poinformowania służb mundurowych. – Przy okazji zobaczę, jak oni spełniają swoje seksualne groźby wobec policjantów – pomyślałem, choć bez większej nadziei na odwagę ze strony nocnych śpiewaków, co to ukochali tak bardzo lokalny klub piłki kopanej, że zapragnęli o tym poinformować wszystkich w okolicy. Tymczasem kibice w jakiś chyba nadprzyrodzony sposób przedefilowawszy pod moimi oknami, skręcili za róg ulicy i przez to ich skowyt przestał być tak dotkliwy.
Zrezygnowałem z obywatelskiego donosu do służb i poszedłem spać. I pewnie bym zapomniał o tym nocnym incydencie, gdybym znów nie zobaczył i nie usłyszał o pseudo – kibicach. – Trzeba to w końcu wyraźnie powiedzieć. Tak zwani pseudo – kibice nie istnieją. Przedrostek „pseudo” to wymysł służący mydleniu oczu; udawaniu, że sport nie ma nic wspólnego z przemocą i barbarzyństwem. Prawda jest taka, że tak zwani pseudo – kibice są właściwie prawdziwymi kibicami – tymi, którzy odsłaniają najgłębszą prawdę o sportowych rywalizacjach; ukazują ich podszewkę – powiedziała pewna Marta i ja się z szanowną Panią Martą zgadzam. Może starczy już tego mydlenia oczu. Czy wyobrażacie sobie jakiekolwiek inne środowisko kryminogenne, które jest tak pobłażliwie przez wszystkich traktowane? Nie, bo tylko sport i kibicowanie jest traktowane inaczej niż wszystko inne. Jest w jakiś zadziwiający lub może niezadziwiający sposób po za normalnym i tradycyjnym zachowanie prawa i jego przedstawicieli.
– We wszystkich epokach wszystkie rządy zawsze przypisywały sportowi największe znaczenie, i słusznie, bawi on, bowiem, ogłupia i odurza masy, a dyktatury wiedzą najlepiej, dlaczego zawsze i w każdym wypadku opowiadają się za sportem. Kto jest za sportem, ma masy po swojej stronie, kto jest za kulturą, ma je przeciw sobie, (…), dlatego zawsze wszystkie rządy są za sportem i przeciw kulturze – powiedział już dawno ale nadal jak najbardziej prawdziwie Thomas Bernhard. Bo w naszej epoce nie jest inaczej, jest bardzo tak samo.
