Gender! Danger! Niebezpieczeństwo!

Obublikował pavvel dnia

Spotkany niedawno znajomy dziennikarz opowiadał mi o pewnej pani, która przez kilka lat z wielką regularnością odwiedzała jego redakcję. Pani ta podczas każdej wizyty miała zawsze w ręku lokalną gazetę i dyżurującemu dziennikarzowi z zawziętością i lekkim wzburzeniem wskazywała palcem odpowiedni artykuł, po czym go przekonywała: – Wy tu panowie o głupotach i o ( tu wstawiała odpowiedni temat z gazety) piszecie a przecież ten konkordat. Nie słyszałem więcej o tej pani zamęczającej miejscowych żurnalistów. Ale wiem dobrze, że gdzieś tam ulicami mojego prowincjonalnego miasta przechadza się jakaś pani czy pan dręcząc wszystkich, którzy chcą lub nie chcą słuchać, ciągłymi opowieściami o ideologii gender.

Ta pani z opowieści znajomego redaktora była jak to się mówi niegroźnie zakręconą. A szczególnie zafiksowało ją na punkcie kościoła i konkordatu. Taki mały, niegroźny, choć irytujący dziennikarzy bzik. Przypomniało mi się to teraz, gdy po raz kolejny wysłuchałem radiowej dyskusji polityków i duchownych o ideologii gender. Duch tej pani od „konkordatu” zawładnął polskim duchowieństwem, które oskarżone o zgniliznę moralną, rozpasanie, zepsucie seksualne na szybko potrzebowała wroga, z którym mogłoby się dzielnie zmierzyć w śmiertelnej walce. Był tylko jeden problem nikt za bardzo nie chciał w kościołem i z duchowieństwem rzymskokatolickim wojować, więc propagandyści kościoła wpadli na pomysł, że sobie tego arcywroga sami stworzą po czym zetrą się z nim w śmiertelnej walce.

Żyłbym pewnie w błogiej niewiedzy nie kojarząc nawet, że podgryza mnie ideologia gender gdyby nie jeden z drugim kościelny dziadunio. Nagle zostałem uświadomiony przez duchownych, że ja, moi znajomi, przyjaciele, moi sąsiedzi, ich dzieci i dzieci ich dzieci żyjemy wszyscy pospołu w śmiertelnym zagrożeniu ideologią, o której nikt poza wyspecjalizowanymi naukowcami do tego czasu nawet nie słyszał. I powróciła ta pani ze swoim lekkim fiksum – dyrdum na punkcie konkordatu tylko, że tym razem to ideologia gender.

Do nowej krucjaty przyłączyli się kolejni przegrani rycerze, którzy w walce z nowym szatanem chcą znowu zabłysłość. Politycy i duchowni po raz kolejny łapka w łatkę ruszają na wojnę, którą sobie sami wymyślili. O sprawie ideologii gender stało się głośno m.in. za sprawą listu pasterskiego przygotowanego na Niedzielę Świętej Rodziny, w którym biskupi przestrzegają przed ideologią gender. Nikt by o tym niebezpieczeństwie nie usłyszał, albo przynajmniej niewielu by o tym wiedziało gdyby nie reklama, jaką robi temu pustemu dla wielu słowu „gender” kościół katolicki. Nikt pewnie dziś, a nawet jutro, nie zastanawiałby się na tym i nie sprawdzał po słownikach czy w internetowych wyszukiwarkach znaczenia tego szatańskiego słowa oraz tego czym jest w zasadzie gender gdyby nie działalność wiecznie niedocenianych polityków tworzących dziwaczne zespoły parlamentarne do walki w wydumanym zagrożeniem.

A przecież wystarczy choć trochę poczytać aby przekonać się, że gender to nie ideologia, a społeczna i kulturowa tożsamość płci. Czy jak ja sprzątam w domu, gotuje, prasuje, piorę na równi z moją partnerką to wpadłem w szpony szatańskiej heretycznej ideologii? Jest tak, bo tak twierdzi jakiś dziaduniu? Bo jest o tym przekonana jakaś paniusia polityk od siedmiu boleści? Bo ja mam przypisana rolę społeczną? Mam od rana machać łopatą, bić młotem w fabryce, siedzieć na dupie w biurze? Jak wypiorę sobie skarpetki czy ugotuje zupę ogórkową to bozia mnie pokara za moją niemęskość? Może nie tylko biologia określa nas, ale po za nią także kontekst społeczny, kulturowy? To, co niosą ze sobą pojęcia kobieta i mężczyzna, jest nie tylko wyznaczone przez biologię, ale również przez role społeczne i narzucone nam społeczne oczekiwania.

Znam pewnego pana, który gdy mnie spotykał na ulicy zawsze podczas każdej naszej rozmowy jakimś dziwnym trafem zahacza o politykę. Zaczynamy rozmawiać o pogodzie…  a już po chwili dyskutujemy o polityce. Teraz dodatkowo rozmawiamy, to znaczy on głównie wygłasza monologi o niebezpieczeństwach związanych z gender. Kiedyś nie wytrzymałem i go wprost zapytałem, co to takiego ten gender, przed którym mnie tak zawzięcie ostrzega. – Dokładnie to nie wiem, ale w kościele mówili, ze to złe, to musi być złe – odpowiedział. I to chyba wszytko wyjaśnia.