Stopa bólu i przerażania

Obublikował pavvel dnia

Kilka dni temu postanowiłem popracować fizycznie. Rzadko nachodzą mnie takie myśli i jeszcze rzadziej to robię, bo zdecydowanie nie jest to moją pasją. Jednakże, jeśli trzeba to nie odmawiam. Nie mam doświadczenia w ciężkiej pracy. Coś tam niby wiedziałem, że jak używa się wielkiego młota zwanego pieszczotliwie Józefem to trzeba zachować odpowiednie środki ostrożności. Ale jak się domyślacie to co wiedziałem teoretycznie nie wpłynęło na moje zachowanie praktyczne. Tak czy inaczej, przywaliłem młotem z całej siły, na jaka było mnie stać w to, w co miałem walnąć a młot odskoczył raptownie i wylądował z impetem i całym swym ciężarem na mojej stopie.

Efektu można się było spodziewać. Jednak czułem wielki ból tylko przez chwile, zaraz po incydencie z Józefem, potem bolało już znacznie mniej. Wieczorem, po pracy, gdy zzułem już robocze buty i moja stopa uzyskała wolność poczułem, że ból jest prawie nie do zniesienia. Teraz mam stopę podwójnej wielkości i odczuwam cierpienie przy każdym kroku. I to jest jedna z przyczyn mojego uwiezienia w domu.

Od kilkunastu tygodni przekonuje sam siebie, że powinienem się wyprowadzić i zamieszkać w innym miejscu. Tańszym, równie dobrym a przez to lepszym. Ale choć wszyscy chcący mojego dobra przekonują mnie każdego prawie dnia, że to mi się opłaci i będzie dla mnie dobre, to ja nie mogę się zdecydować. Po prostu nie chce podjąć decyzji. Chce żeby nic się nie zmieniło. Żeby jak najdłużej pozostało tak jak jest teraz. Nie chce żadnych zmian, nawet tych na lepsze. Bo ja nie lubię, wręcz nienawidzę zmian.

Nie znoszę zmian, ani tych na lepsze, ani tych na gorsze.  W szczególności nienawidzę czystą nienawiścią zmian na gorszę. Ale to chyba zrozumiałe i nie muszę tego szerzej tłumaczyć. Co ciekawe zmiany na lepsze też mnie wnerwiają, z tym tylko zastrzeżeniem, że wnerwiają mnie znacznie mniej.

Teraz mam tak, że odczuwam presje otoczenia, które chce dla mnie dobrze i mnie to przeraża. Ja wiem, że wszyscy chcą mojego dobra. Ba! Nawet ja sam wiem, że to byłoby dla mnie lepsze. Ale coś tam we mnie nie chce żadnej zmiany. Chce żeby wszystko zostało tak jak jest. I dlatego uciekam do domu. Zamykam się w nim i staram się udawać, że mnie nie ma dla nikogo. I choć to właśnie mnie więzi w domu to i daje mi jednocześnie poczucie bezpieczeństwa.

Jak wspomniałem na wstępie, nie znoszę wszelkich zmian. Nawet, gdy wiem, że są one konieczne, to i tak ich nienawidzę. Nawet jak przynoszą te zmiany korzyści, to i tak boli mnie to, że coś tam zostało zmienione w moim przecież bardzo nieuporządkowanym, ale przecież tak bardzo moim świecie.

To co powyżej uwięziło mnie w domu. Nie mogę z niego wyjść, bo mnie boli. A muszę wyjść, bo inaczej stracę miejsce, w którym aktualnie mieszkam i które lubię nazywać je domem. Nie mogę wyjść z domu przez obolałą stopę, ale też przez to, że nie mogę znieść presji własnego przekonania, oraz presji otoczenia, że powinienem postąpić tak jak, powinienem ale tak jak nie chce.

Dlatego wole ucieczkę. Wole zamknąć się w domu i przeczekać, choć przecież przeczekać się nie da. Nie wiem, co mi jest w stopę, ale liczę, że ciało jakoś samo się uzdrowi, bo nie chce iść do lekarza.  Przeraża mnie wizja zmian. Tego, że muszę podjąć decyzje. Uciekam od tego w czasie odkładając to, co muszę zrobić z dnia na dzień i z tygodnia na tydzień następny.

Uciekam i się chowam. Teraz sam się zastanawiam czy mój wypadek przy pracy nie spowodowałem sam, podświadomie, szukając powodu, dla którego nie będę mógł nic zrobić, bo przecież cierpię. Nie będę mógł się spakować przed wyprowadzką, bo mnie boli. I nie powinienem podejmować żadnych drastycznych decyzji, gdy mnie boli. Tak, to wymówka. I mam nadzieje, że to tylko teoria z tym, że sam się okaleczyłem by nie podejmować ważnej życiowej decyzji, bo tak bardzo boje się wszelkich zmian.