Tak, nie, warto, nie warto

Obublikował pavvel dnia

– Chcesz? – Nie, nie chce. – Dlaczego nie? – powiedziała spokojnie. Jak dla mnie za spokojnie. Jakby jej nie zależało, a przecież jej zależało. Było to wyraźnie widać. Przynajmniej w tej chwili jej zależało. Może była nazbyt pijana?  A ja za bardzo niedostępny? I tak się to zmiksowało, że zadziałało. Bo nie urzekłem jej chyba urokiem osobistym? Tak czy inaczej ona chciała a ja nie za bardzo.

Z zasadzie jedyne o czy wtedy myślałem to czy w przypadku mężczyzn nadmiernie zachęcanych przez kobiety też „nie znaczy nie”? A ja zdecydowanie nie byłem zdecydowany czy chce czy raczej nie chce. Bo przecież ładna, zgrabna, chętna a ja mam tu skrupuły. W męskim świecie, a i pewnie w damskim, to nie zdarza się często. – Ale dlaczego nie? Nie podobam Ci się? – użyła koronnego argumentu. Sunęła teraz wolno w moim kierunku wzdłuż baru delikatnie przesuwając dłoń po jego metalowej powierzchni. Krok za krokiem zbliżała się do mnie jakby od niechcenia. – No, weź przestań. Wiem, że chcesz. Nie wstydź się.

Nie chciałem. Naprawdę nie chciałem. Może jeszcze dwa lata temu postąpiłbym przewidywalnie. Ale teraz? W tej chwili było i teraz jest mi to obojętne. Tak, zgadza się też o tym pomyślałem. Człowieku, jeśli jest ci to obojętne to, co ci szkodzi? Zrób to dla siebie. Dla przyjemności. Tak żeby jej nie było przykro. Bo pewnie pomyśli sobie Bóg wie co. Co ci szkodzi? Właśnie, co mi szkodziło? A jednak nie miałem ochoty. Nawet, jeśli moje ciało postanowiło zareagować inaczej to umysł nadal nie był przekonany, że tego właśnie chce. A właściwie był w pełni przekonany, że właśnie tego nie chce.

Stała przede mną lekko się uśmiechając. Subtelnie dotykała mojej dłoni. – Choć – powiedziała łagodnie. Lecz zdecydowanie. – Słuchaj, to miłe i takie tam, ale ty za dużo wypiłaś a ja nie jestem przekonany czy tego nie wykorzystuje a ty nie będziesz tego potem żałować – starałem się zagrać argumentem nie do odparcia. Przynajmniej tak się wtedy wydawało. Naparła na mnie całym ciałem. Jej noga znalazła się miedzy moimi. Zbliżyła usta do moich ust w oczekiwaniu na mój ruch. Wnerwiło mnie te jej przekonanie, że przecież nie można inaczej. To że jak już dostałem łaskawe przyzwolenie, a wręcz zostałem zachęcony, to nie mogę odmówić. – I kto tu karwa jest traktowany przedmiotowo? – pomyślałem. Tak, mogłem sobie tak gdybać. Jednak instynkt to instynkt. Co było robić? Trzeba było coś zrobić.

To zabawne, o czym człowiek myśli w takich chwilach. Ja przywołałem z zakamarków pamięci pewien wiersz traktujący całkowicie o czymś innym i powtarzałem w myślach jego fragment jak mantrę. Ten urywek pasował idealnie do sytuacji. „Ale czy warto? Może nie warto? Ech, chyba warto…” A może nie warto? I na tym nie koniec. Potem, dnia następnego znów powraca to samo pytanie dodatkowo wsparte wyrzutami sumienia. Bo zawsze źle, co bym nie wybrał i jak bym nie postąpił. Zawsze źle.