Ta moja łagodność

Obublikował pavvel dnia

Nieraz zadaje sobie pytanie skąd u mnie bierze się moja taktowność, że nie zadaje trudnych pytań. Nie krytykuje. Nie wypominam. Wręcz przeciwnie. Odpuszczam wszelkie przewiny i zapominam. Skąd u mnie ta łagodność, że nie wygarniam całej prawdy a maskuje ją półsłówkami i niedopowiedzeniami. Jest przecież we mnie odwaga, żeby mówić prawdę i tylko prawdę, ale w stosunku to tych kilku przyjaciół, którzy są nadal przy mnie jestem łagodny jak baranek. Nie chce nikogo urazić. I przyjmuje razy ich krytyki ze spokojem wartym lepszej sprawy.

Czasem wolę zapomnieć, przemilczeć. Niż powiedzieć za dużo. Bo a nuż się obrażą i z tych niewielu, nikt już nie pozostanie. Więc lepiej dla mnie, z różnych względów, bym nie powiedział za dużo. Coś zmilczał. Czegoś nie dopowiedział. Z grona tych znajomych wykluczam jednego, któremu na tyle ufam, że jemu jednemu mogę powiedzieć to co myślę.  Choć w tym przypadku nie muszę na szczęście mówić nic przykrego. Co do pozostałego grona moich przyjaciół i znajomych bywa różnie. Tam częściej stosuje zasadę, że lepiej ugryźć się w język niż powiedzieć za dużo.

Najbardziej boli mnie wtedy, gdy któryś z moich znajomych dalszych lub mi bliższych bierze moją taktowność za oznakę słabości.  – To ja mu tu z dobroci serca nie wygarnąłem, co mi leży na wątrobie, bo cenie sobie naszą przyjaźń, a ten uważa, że mnie nie stać na powiedzenie prawdy? – myślę sobie. I już się zbieram w sobie żeby powiedzieć i prawdę i co o nim myślę, ale zaraz przychodzi refleksja, że nie warto, że może lepiej być ponad to. Bo tak będzie lepiej. Dla wszystkich tak będzie lepiej. I odpuszczam.

Mam takich znajomych, którzy przy każdej nadążającej im się okazji nie szczędzą mi słów krytyki. A to, że nie zarabiam tyle ile inni. A to, że nie mieszkam w lepszej dzielnicy, nie mam jak inni samochodu, nie mam odpowiedniej jak inni pracy, nie mam pieniędzy, nie mam w odpowiednim czasie urlopu, że się nie staram, że przegrywam na własne żądanie. Słyszę dość często, że nie jestem taki, jaki być powinienem. Powiecie, co to za przyjaciele, co tak Cię krytykują? No, cóż, są tacy, jacy są i poza tyli chwilami, w których doprowadzają mnie do szału są to zwyczajnie dobrzy ludzie, których lubię i szanuje. Mógłbym im powiedzieć do słuchu, że nie życzę sobie tak częstej i bezpodstawnej krytyki, ale coś jest takiego we mnie, że się od tego powstrzymuje.

Bardzo możliwe, że mam już tak mało znajomych, którzy zniknęli z mojego życia z różnych przyczyn, że tych, co mi zostali bardziej szanuje. Ale może ja zwyczajnie unikam konfliktów? Może jak nie muszę, jak nie dochodzi do ostateczności, to nie chce wdawać się w kłótnie i wypominania im ich błędy. Choć mam taką prośbę, no i taką nadzieje, że ktoś tą moją taktowność wreszcie doceni i przestanie być ona tak powszechnie wykorzystywana. Bardzo liczę w tej kwestii na wzajemność.