Dziesięć sekund

Obublikował pavvel dnia

– Nie odkładaj nigdy do jutra tego, co możesz wypić dzisiaj – napisał kiedyś Julian Tuwim. Zestawiając to z informacją, że co dziesięć sekund ktoś umiera z powodu alkoholu – jak głosi Światowa Organizacja Zdrowia – to faktycznie, nasz naród ma nikłe szanse na przeżycie, przy takim poziomie spożycia, a po nim przy takim znikaniu z powodu spożycia.  

Dziesięć sekund i już się ktoś zabiera z tego świata z powodu alkoholu. Co więcej codziennie po małe butelki z alkoholem sięga trzy miliony Polaków, z czego sześćset tysięcy nawet dwa razy dziennie – wynika z najnowszych rządowych badań. Tak, nie ma szans żebyśmy, jako naród, doczekali kolejnego długiego łykendu. Taka statystyka.

Żeby zwizualizować sobie, co przeczytałem w tych badaniach, spojrzałem na zegarek aby odliczyć te złowieszcze dziesięć sekund. Po chwili odczułem pewną ulgę, że tym razem to nie ja, a pewnie ktoś inny. Ale może nie ja, bo ja od rana trzeźwy jak nie Polak. A przecież dziś święto, a jako Polak, a więc i katolik wiem już od dziecka, że dzień święta trzeba świecić – czy jakoś tak.

Od momentu, gdy przyswoiłem sobie straszliwą prawdę o tym, że co dziesięć sekund ktoś umiera z powodu alkoholu, a więc mogę mieć teoretycznie mało czasu, minęło już o wiele więcej niż dziesięć sekund.  Postanowiłem pójść za radą mistrza Juliana, bo mnie tak bardzo pokonała ta wiadomość o tych trzech milionach umarlaków, że choć nie chciałem, naprawdę nie chciałem, to jednak nie miałem innego wyjścia, musiałem się napić. W końcu istniała i istnieje taka możliwość, że mam przed sobą dziesięć sekund życia, bo coś tam w życiu jednak już wypiłem. I jakby nie patrzyć jestem w pewnym sensie już po spożyciu. Nie mogłem niczego odkładać, jak chciał poeta.

Codziennie po małe butelki z alkoholem sięga trzy miliony Polaków. Podobno większość rano. A że było jeszcze rano, choć nie wcześnie rano, postanowiłem wyjść. Przejść się i poszukać mimo święta miejsca gdzie mógłbym kupić małą buteleczkę. Nie musiałem szukać daleko. Li tylko kilka kroków zrobiłem. Sklep otwarty, więc nabyłem droga kupna mała buteleczkę. Teraz tylko musiałem udać się w ustronne miejsce celem spożycia. Znalazłem takie. Spożyłem. Odczekałem te statystyczne dziesięć sekund i nic. Żyje. Poczułem się lepiej.  Bo istniałem.

– Ach, ta statystyka – pomyślałem uspokojony.  Niech to będzie swoiste podsumowanie.  Albo może jeszcze jedno. – Czytasz plakacik w kolejce po flaszkę: alkohol zabija powoli. I morda jakoś sama ci się cieszy. Bo tobie się przecież nie spieszy – przypomniałem sobie słowa piosenki. A że minęło kolejne dziesięć sekund, sami rozumiecie… I pewnie to mnie ratuje, przed tymi dziesięcioma sekundami do nicości, bo mnie się przecież nie spieszy. Innym może, mnie nie. Mam czas, przynajmniej dziesięć sekund.