Przebudzenie po wczorajszym

Obublikował pavvel dnia

Każdy ranek, każde przebudzenie po wczorajszym, oznacza u mnie tą samą procedurę startową. Mam to w standardzie. Bęc! Coś wyrywa mnie ze snu. Otwieram oczy pełen niepokoju. Pierwsza myśl: gdzie ja jestem? Uf, dobrze, poznaje. W norce. We własnym łóżku. Dobrze. Lekkie uspokojenie.  Bardzo, dobrze. Pięknie. Pięknie. Zaraz, zaraz, gdzie telefon?! A, jest. Dobrze. Klucze?! Gdzie są klucze? Gdzieś przecież są, bo jakoś przecież tu wszedłem. Są, dobrze. Gdzie okulary?! A, tu, dobrze. To co ważne nie zostało zgubione czy gdzieś zostawione, zapomniane. Tak, teraz już na spokojnie można zacząć analizować swoje wczorajsze zachowanie. I tu się zaczyna kaczorek i nie tylko ten klasyczny, ale i moralny.

Teraz kontrola wydatków. Tyle! Dżizus! Naprawdę? Miałem gest. Nie jest też dziwne dlaczego tak się dziś czuje jak się czuje. Sądząc po tym gdzie i za co płaciłem w nocy i o świtaniu było tego dużo. Tyle wydałem? Naprawdę? No, widocznie tak, jak tak tu jest napisane. Ale z drugiej strony, mogłem więcej, więc nie jest najgorzej. Można spokojnie odetchnąć.

W te obrazy przypływające z niepamięci. Bo przecież nie jest tak dobrze że wszystko i o wszystkim pamiętam. Jezusie nazareński królu żydowski! Tańczyłem. No, tak! Pamiętam.  Choć wolałbym nie, to jednak pamiętam. Tak, zawsze sobie po wszystkim powtarzam, że wódka jest najlepszą nauczycielką tańca. Mam nadzieje, że nie śpiewałem? Nie, nie pamiętam tego. Jest nadzieja, że się to nie wydarzyło. Dobrze. Bardzo dobrze. Dzięki ci panie przynajmniej tego upokorzenie żeś mi oszczędził.

Zaraz, zaraz. Kogo spotkałem? A, tak. Teraz pamiętam. Mam tylko nadzieje, że nie mówiłem za dużo i nie powiedziałem czegoś… Jezu! A jednak! No, nie. Czy ja nie mogę po prostu milczeć jak pije, tylko zaraz zbiera mi się na wylewność. Jeszcze szybkie podsumowanie spotkany pań. Uf, chyba nie zrobiłem nic takiego, co byłoby wyjątkowo naganne i nieodwracalne. A jednak! Jest jedna sprawa. Czasem za dużo sobie wyobrażam i za mało ma to wspólnego z rzeczywistością a bardziej z marzeniami. Potem konfrontacja jednego z drugim jest czasem upokarzająca. Ale już załagodziłem i sprawę, i teraz własne sumienie. Spokój. Tylko spokojnie.

Może bym się czegoś napił? Ale żeby tak zrobić trzeba będzie wstać. Wykonać te kilka kroków do kuchni. Nigdy nie przygotuje się zawczasu na tą poranną suchość. Ale co się dziwić? Dobrze że przynajmniej dotarłem do domu. Ale w zasadzie to chyba nie tak źle było. Żadnych konfliktów z prawem. Nikogo nie przyprowadziłem i sam nie byłem ciągniony, więc w sumie było dobrze.  Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję i proszę wszystkich o przebaczenie. To jeszcze sobie trochę poleżę i pomyśle.