Nie powinienem pisać po alkoholu
Pewnych rzeczy robić nie powinienem. Jednak co innego wiedzieć o tym a co innego postępować w myśl takiej zasady. Ja zdecydowanie nie powinienem pisać po pijaku. Nie powinienem też dzwonić lub inaczej korzystać z telefonu gdy jestem w stanie wskazującym na spożycie. Nie wolno mi wysyłać wiadomości tekstowych oraz maili. Powinienem być w stanie nawet lekkiego upojenia alkoholowego pozbawiony możliwości korzystania z komunikacji elektronicznej. Najlepiej byłoby dla mnie po spożyciu nie wchodzić w żadną interakcje z otoczeniem bliższym czy dalszym.
Powinienem w takim stanie wracać do domu najkrótszą drogą i to jak najszybciej. A w domu po prostu powinienem iść spać. W ten sposób nie narobiłbym sobie szkód. Nie chodzi tu o szkody materialne, bo takie to raczej rzadko się zdarzają mojej osobie po pijaku. Niczego nie niszczę, nic nie gubię… no prawie nic. A jeśli już tak się stanie, to zbieg nieprzewidzianych wypadków do tego doprowadza a nie mój stan nietrzeźwości. Szkody, jakie sobie wyrządzam, gdy jestem w stanie nietrzeźwości są natury normalnej czy też wizerunkowej.
Moralnej w sensie takim, że jak jestem po kilku głębszych i jak w ten czas najdzie mnie ochota komuś wyznać, co o nim umyśle i to zrobię w nocy o północy, to o poranku mam kaca po alkoholu plus kaca moralnego. I to są szkody moralne. Nie mogę się upilnować na tyle żeby odpuścić wysyłanie wiadomości do byłej, tak dla przykładu. Nie mogę przestać pisać maili czy wiadomości tekstowych do ludzi, których mam za nieszczerych czy złośliwych. Tak na trzeźwo do ja im bym tego, co o nich myślę nigdy nie wyznał a po pijaku nie mam oporów. Opór i refleksja przychodzą rano, gdy jest za późno.
Co ja mam z tym, że jak tylko wprowadzę w moje szare życie element baśniowy, (bo jak mawiał Jan Himilsbach – picie wódki to jest wprowadzanie elementu baśniowego do rzeczywistości) to od razu jakby z znikąd pojawia się w moich dłoniach smartfonik. I już po chwili niewielkiej moje paluszki szykują mi porażkę, której doświadczę następnego dnia.
To moje przekleństwo, z którym się zmagam i z którym muszę żyć. Oczywiście mogę przestać pić. I to robię coraz częściej. Mogę się też odciąć od internetu. Pewnie, że mogę. Ale rezygnować z tego, co lubię? Nie, nie jestem gotowy na tak radykalne kroki. Powinienem raczej wprowadzić blokadę antyalkoholową na telefon i komputer. Coś na wzór tych blokad proponowanych przez Unie Europejską w samochodach.
Blokada alkoholowa w autach ma działać na zasadzie alkomatu. Kierowca wsiadający za kółko będzie musiał dmuchnąć w ustnik. Jeśli urządzenie wykaże, że w wydychanym powietrzu nie ma alkoholu, samochód będzie gotowy do jazdy. W przeciwnym wypadku auto po prostu nie odpali. I na zasadzie analogi dla mnie najlepszym rozwiązaniem stałaby się blokada – alkomat na telefonie i komputerze. Jak dmuchnąłbym w blokadę a ta wyczuła w moim chuchu alkohol to od razu odcinałoby mnie to od komunikacji ze światem, poza telefonami alarmowymi oczywiście.
Dałoby to poczucie bezpieczeństwo, którego mi teraz brakuje. Ochroniłoby przed wieloma przykrymi porankami. Może miałbym więcej przyjaciół? Może moje byłe partnerki chętniej odzywałyby się do mnie? A może nawet zrealizowałoby się moje wielkie marzenie przyjaźni z byłymi? Wszystko to mogłoby się zdarzyć gdybym nie pisał po pijaku. Ale to oczywiście nie możliwe.
