Tag Archives

254 Articles

dziennik pesymistyczny

Aniołek mojego sumienia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 6

Czasem tak mam jak w tym wierszu Bursy. „Podstawiasz staruszkowi nogę, że wyrżnie mordą o bruk, aniołek spuszcza główkę. Dasz staruszkowi pięć groszy aniołek podnosi główkę”. Mam wrażenie, pewnie tylko takie wrażenie niepodparte rzeczywistością, że wszystko, no prawie wszystko, działa na tym świecie na zasadzie buddyjskiej karmy. Jak zrobisz dobry uczynek, to on do Ciebie wróci dobrym uczynkiem. I na zasadzie odwrotności, jak ty coś lub komuś coś źle, to to do Ciebie wróci złem. Dlatego staram się bardzo nie robić nikomu krzywdy, a jak tylko mogę pomoc to pomagam.

W życiu jest jak w tym wierszu „stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary, aniołek spuszcza główkę. Ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju, aniołek podnosi główkę”. Wczoraj spotkał mnie na ulicy pewien jegomość, co to ja już od razu wiedziałem nim mnie zauważył, że on będzie coś ode mnie chciał. Tak się też oczywiście stało. – Przepraszam, przepraszam, czy może mnie pan poratować kilkoma groszami na jedzenie – usłyszałem to, co się spodziewałem usłyszeć. Wiedziałem, czułem w zasadzie, że te moje kilka złotych to nie na jedzenie zostanie przeznaczone, ale niech mu tam – pomyślałem – na jedzenie czy na picie, teraz mam, to dam. Bo przecież „wylejesz staruszkowi na głowę nocnik, aniołek spuszcza główkę. Powiesz staruszkowi „szczęść Boże” aniołek podnosi główkę. Dałem kilka złotych, i szczęść mu Boże.

dziennik pesymistyczny

Boleści jesiennego poranka

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Obudził się, a raczej wyrwało go ze snu, w ten sposób jakby ktoś nagle zapalił światło w ciemnym pokoju. Przez dłuższą chwile nie bardzo mógł zrozumieć, co takiego się stało. Instynktownie wiedział, że otacza go przytłumiona jasność poranka, choć oczy miał nadal zamknięte.

Postanowił rozkleić powieki i otworzyć oczy. – Pięknie – powiedział, choć chciał tylko tak pomyśleć. Powoli wracało do niego to, co było wczoraj. Za dużo, za dużo wszystkiego. Za duże tempo. Tak nie powinno być, to już nie jest ten organizm, co dawniej. Wiek już nie ten. Tak to można było działać za szczeniaka a nie teraz w jesieni życia.

Przepełniał go jakiś irracjonalny lęk. Można było śmiało powiedzieć, że był przerażony. Serce waliło mu młotem. Czuł się jak po biegu na sto metrów, a że bieganiem się brzydził, tym bardziej był przerażony swym stanem. Starając się uspokoić dyszał ciężko, wyobrażając sobie, że wydmuchuje i wdycha powietrze z papierowej torby.

dziennik pesymistyczny

Pod wpływem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ranek witał go zazwyczaj przyjaźnie. Przez kilka pierwszych minut było nawet znośnie. Leżał w bezruchu. Był spokojny i odprężony. Organizm sprawował się poprawnie. Potem niestety przypominał sobie, kim jest, kim był i kim się stanie. Nagle następowało nieuniknione samouformowanie, po którym wszystko wracało do przykrej dla niego normy. Depresja przypominała o swoim istnieniu. Ale teraz było jeszcze w miarę dobrze. Lubił te poranne chwile, w których organizm oraz świadomość były jeszcze w zawieszeniu miedzy snem a rzeczywistością.

Najważniejsze, że nie było kaczorka. Co najwyżej niewielka dysfunkcja zmysłów wzroku, słuchu i równowagi. Nie żeby tam, jakieś przykre skrajności. Było znoście. Można by śmiało powiedzieć, że było wręcz nieźle.  Gdy już odtajał po śnie to zabierał się za zwyczajne poranne czynności. By potem już czysty, pachnący i najedzony udawać się do biura. Tam przez następne osiem, dziesięć godzin zabijał czas pisząc, co tam miał do napisania, czytając, co było do przeczytania oraz przeglądając internet, w którym zawsze coś było zajmującego.

dziennik pesymistyczny

Żal, że nie urodził się Holendrem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ernest nie był Holendrem, ba, nawet nie był obywatelem holenderskim. Był niestety, ku jego wielkiej żałości, zwykłym, klasycznym Polakiem, a przez to stał się też katolikiem. Bo przecież w tym kraju nadwiślańskim bycie Polakiem w duże mierze oznaczało bycie wyznawcą kościoła katolickiego. Przynajmniej do uzyskania przez obywatela pełnej świadomości umysłowej. Potem różnie już bywało, i z tą polskością, i tym katolicyzmem.

W tym jednak dniu, w którym Ernest przeczytał w gazecie informacje o tym, że rząd holenderski nie tylko jest pierwszym krajem świata, który zalegalizował eutanazję, ale jeszcze, niejako dodatkowo, rządzący Holandią chcą do prawa tego kraju wpisać instytucje zwaną „asystentem śmierci”. W tym właśnie dniu Ernest bardzo pożałował, że przypadek, czy też istota wyższa, nie uczyniły mu tego zaszczytu i nie sprawiły, że urodziłby się Holendrem. Żałował też, że nie stał się obywatelem tego kraju przez świadomy wybór zmiany obywatelstwa. A teraz było już za późno, i na jedno, i na drugie.

dziennik pesymistyczny

Się zdarza

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Wiedziałem, że na jednej butelce się nie skończy. Spraw – ogólnie rzecz ujmując – ludzkich nie sposób omawiać na trzeźwo. Toż to przecież już starożytni Rosjanie mawiali ze znawstwem, że „biez wodki nie razbieriosz”. Dlatego, gdy tylko wykryliśmy braki w zaopatrzeniu, nie pozostało nam nic innego jak udać się do najbliższego monopolowego w celu nabycia większej ilości alkoholu i do tego kilka odpowiednich utensyliów pozwalających na przyjemne kontynuowanie naszej rozmowy o boleściach duszy ludzkiej, o kobietach, które nas zostawiły, (bo to złe kobiety były), czyli ogólnie rzecz ujmując o nieszczęsnej naszej doli, która przypadła mam w udziale z wyroku stwórcy lub jak kto tam woli w wyniku ewolucji.

– Czy masz świadomość, drogi przyjacielu, że poza światem romantycznej literatury kobiecej, każdy związek lub relacja damsko – męska wcześniej czy później się kończy? – zapytałem, gdy znów zajęliśmy nasze miejsca przy stole obrad. Niechętnie i z pewnym ociąganiem, ale jednak przyznał, że jest tego świadom. A jako zatwardzały pesymista dodał, że nawet zakładał taki scenariusz rozwoju wypadków życiowych. Ale zawsze to, co innego jest zakładać coś teoretycznie i co innego przeżyć i doświadczyć na własnej skórze.

dziennik pesymistyczny

Dreptak codzienny nieutulony w żalu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nie wiem jak długo jeszcze będę krążył wokół tej samej sprawy. Czasem odnoszę wrażenie, że tak już będzie zawsze, dopóki starczy sił i życia. Chociaż ja przecież najlepiej wiem, że to, co było, i tak już nie powróci. Nie ma na to najmniejszej choćby szansy. Ja to wiem, ale nie potraf inaczej jak tylko dreptać w miejscu z nadzieją na coś, na cud chyba, bo ja wiem, na co innego? Dla mnie widocznie tak właśnie trzeba, choć wiem, że to jest niezdrowe, a może być i śmiertelne, to jednak robię to z dziwnym uporem ocierającym się o obłęd. Nie mogę się tego pozbyć. To silnie we mnie wrosło i się tam, blisko serca a daleko od rozumu, zakorzeniło. Nie potrafię tego wyrwać i o tym zapomnieć. To było, jest, i pewnie jeszcze długo będzie we mnie i chyba nie ma szans żeby kiedykolwiek odeszło.

dziennik pesymistyczny

Dobry policjant

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Co dziś robisz ze sobą? Nie zaprosiłbyś mnie na wódkę? – spytał przyjaciel na „dzień dobry”, gdy tylko wymieniliśmy się serdecznościami. Nic innego nie miałem ze sobą do zrobienia, więc perspektywa wspólnego picia alkoholu wydała się wielce kusząca. – Do mnie, do Ciebie, do restauracji, do baru, do parku, w inne urocze uroczysko? – zapytałem tak, aby mógł wybrać miejsce spożywania, które aktualnie najbardziej pasuje do dzisiejszej aury i mojego samopoczucia.

dziennik pesymistyczny

Ostateczność decyzji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Wiem, że zwycięstwo ostateczności nadchodzi. Czuje jak się zbliża. Słyszę jej kroki na schodach. Widzę jak zagląda do okien. Wiem, że chodzi za mną po ulicach.  Przesiaduje ze mną w restauracjach. Snuje się za mną po sklepach. Towarzyszy mi na spacerach. Już prawie mieszka ze mną. Razem oglądamy telewizje, razem jemy przy stole. Zagląda przez ramie, gdy czytam i gdy coś pisze. Siedzi na skraju mojego łóżka, gdy zasypiam i jest przy mnie, gdy się budzę.  Gdziekolwiek się udam ona jest tuż za mną. Dręczy mnie swoją obecnością. Swoją wytrwałością. Własną skutecznością.

Wiem, że ostateczność nadchodzi i będę musiał coś z tym zrobić.  Teraz już, ta moja ostateczność, mniej niż dawniej zapowiada się telefonicznie, choć całkowicie z tego nie zrezygnowała. Jednak nadal śle do mnie dziesiątki listów żądając potwierdzenia podpisem, że do mnie dotarły. Zapewne, dlatego, żeby mieć pewność, że zdaje sobie sprawę z jej obecności.

dziennik pesymistyczny

Dopóki będzie we mnie ból, to nieprzestane

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Wszystkim się wydaje, że jak kogoś spotka coś złego, to reakcja na to zło powinna być natychmiastowa. Uważają błędnie, że jak minie tydzień, dwa tygodnie, miesiąc lub dwa, to już okres w którym ktoś może być smutny czy przygnębiony, dawno minął. Bo przecież zgodnie z zasadą, że czas leczy rany, każde nieszczęście podlega przedawnieniu – powiedział na zakończenie swojej przydługiej spowiedzi mój przyjaciel podając mi otwartą i już do połowy opróżnioną butelkę wódki.

Staliśmy tak sobie w bramie, a w zasadzie to na przemian staliśmy i siedzieliśmy na kamiennych schodkach. Wstać trzeba było, co pewien czas, choćby, dlatego, żeby spojrzeć na ulice sprawdzając czy przypadkiem nie nadciąga patrol służ porządkowych. Bo tym razem nijak nie dałoby się wytłumaczyć ze spożywania w miejscu publicznym.

dziennik pesymistyczny

Nieważny dowód powodem antypaństwowej postawy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

O dłuższego już czasu, każdego już prawie ranka, budziłem się z antypaństwowym okrzykiem. Czułem, że cały stałem się taki odporny na narodową dumę, nie ulegałem dobrej ani złej zmianie i byłem całkowicie i zdecydowanie nie patriotyczny.

Od rana do wieczora wygrażałem w słowach niecenzuralnych naszemu rządowi. Przeklinałem, na czym świat stoi, naszą panią premier. Nie szczędziłem szyderstw i mocnych słów całej rządzącej koalicji a nawet opozycji się ode mnie porządnie dostało. Mocnymi słowy obrzuciłem wszystkim przywódców partyjnym, ministrów, podsekretarzy stanu, kierowników gabinetów politycznych a nawet rzeczników kilku ważnych ministerstw.  Doszło do tego, że obraziłem niecenzuralnym słowem prezydenta, na szczęście tylko prezydenta mojego miasta, bo przecież jak nic poszedłbym siedzieć jakby moje przekleństwa dotyczyły majestatu głowy państwa.