Monthly Archives

14 Articles

dziennik pesymistyczny

Nie wykluczam, nie potwierdzam

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Mam wielki kłopot zmedialnymi wypowiedziami prezesa prawych i sprawiedliwych. Przeważnie jest tak,że wódz wypowiada się do narodu, a ja choć nie chcę to jednak muszę czasamitego słuchać i z tego powodu cierpieć. Bo zdarza się coraz częściej, żeodczuwam fizyczny ból gdy słucham wywodów prezesa. Wielokrotnie sobieprzyrzekałem, że już koniec, że wzorem działaczy prawych i sprawiedliwychogłoszę bojkot i nie będę komentował słów prezesa. Ale co ja mam zrobić, jakczasami odnoszę wrażenie, że on to robi specjalnie. – Przeciwko komu to byłonapisane lub powiedziane – pyta mnie często mój kolega. No, właśnie! Corazczęściej ulegam wrażeniu ,że prezes tak specjalnie do mnie mówi. Żeby mniewnerwić.  A że każda akcja wywołujereakcję, to nic dziwnego że ja czasem  idącza radą klasyka polskiej myśli politycznej, nie chcem ale muszem. Dlatego niechcę komentować słów, ale czasem po prostu muszę.  Wódz prawych i sprawiedliwych  odwiedził studio pewnej telewizji czym  mnie wielce zaskoczył. Nie spodziewałem sięgo tam zobaczyć.  – Mamy przykładynierzetelności w pokazywaniu nas przez TVN. Nie chodzi nam o krytykę, tylkoskrajną nierzetelność i nieprawdę. Jak tak będzie dalej, to my poradzimy sobiebez tej stacji. Pytanie, czy telewizja informacyjna poradzi sobie bez politykównajwiększej partii opozycyjnej, którą popiera co trzeci Polak –  takie słowa prezesa wyczytałem, nie tak dawnow Internecie, na pewnym portalu politycznym. Czyli jak widać mogłem sięspodziewać, że w tej stacji telewizyjnej prezesa nie zobaczę. A tu proszę, był,wystąpił i powiedział znów kilka słów, które aż się proszą o mójkomentarz.  – Nie twierdzę, że byłzamach, tylko że jest grubo za mało materiału, żeby powiedzieć coś ostatecznie.Nie mogę tego wykluczyć, nie mogę potwierdzić – stwierdził prezes „ największejpartii opozycyjnej, którą popiera co trzeci Polak” w telewizji . Czyli jeślimnie coś chorego natchnie i zacznę nagle twierdzić, że za wiadomą katastrofęlotniczą pod Smoleńskiem odpowiadają Marsjanie, to spokojnie mogę argumentowaćto jak prezes: – Nie twierdzę, że był atak z kosmosu, tylko że jest grubo zamało materiału, żeby powiedzieć coś ostatecznie. Nie mogę tego wykluczyć, niemogę potwierdzić. Pod wypowiedź prezesa,  że niczego nie da się ostateczniewykluczyć,  można podstawiać wszystko.Nawet najbardziej absurdalną teorię spiskową. Na przykład:  nie twierdzę, że był ostrzał rosyjskiejartylerii przeciwlotniczej, tylko że jest grubo za mało materiału, żebypowiedzieć coś ostatecznie. Ja nikogo nie chcę obrażać ani szargać niczyjejpamięci.  Ja tylko chcę zareagować nasłowa, które dla mnie, są tak po prostu pozbawione sensu. Gdy słyszę, że  nie można niczego wykluczyć, nie możnapotwierdzić, to boję się, że dyskusja o tej tragedii nigdy się nie skończy. Żemoże trwać w nieskończoność. Bo przecież chyba nigdy nie będzie dość materiałówżeby o którejkolwiek, nawet o tej najbardziej nieprawdopodobnej teorii, powiedzieć coś ostatecznie. Niewykluczyć jej, i  nie potwierdzić.

 

dziennik pesymistyczny

Płaca bez pracy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ciekawe jak długo bympracował gdybym regularnie spóźniał się do pracy? Zastanawiam jak długopracodawca tolerowałby to , że wpadam do firmy by tylko podpisać listęobecności. Pewnie nikt nie byłby dla mnie wyrozumiały w takiej sytuacji. Ipewnie niewiele by pomogły moje tłumaczenia, że nawet jak jestem poza biurem toi tak ciężko pracuję, tyle, że koncepcyjnie. Gdybym miał być, na ważnym spotkaniu,dajmy na to na czternastą, to zdecydowanie być bym musiał. Dlatego też bardzozazdroszczę tym, którzy mają tak dobrą pracę, w której pracować już nietrzeba.  Przyznam, że zawsze fantazjowałemo takiej formie zatrudnienia.  Wpadałbymna siedem minut do biura, podpisywał listę, na podstawie której mi potem zapłacąi już miałbym wolne. A nawet, jeśli nie wolne, to mógłbym ten czaszaoszczędzony, a już sowicie opłacony, wykorzystać inaczej.  Idealna dla mnie byłaby taka praca bez pracy,ale za to z płacą. Tak, ale to tylko marzenia. W realnym świecie takiej nie ma.A żeby taką pracę mieć trzeba zostać politykiem, bo tam standardy zatrudnieniasą zdecydowanie inne.  Jak ja bymzaoferował pracodawcy, że wpadałbym na kilka minut do biura głównie w celupodpisania listy, to pewnie nie popracowałbym dla niego zbyt długo. Aleprzecież ja jestem zwykłym szarakiem, a nie europosłem, bo on jak najbardziejmoże wpaść na chwilę, podpisać się na liście (nie)obecności i po kilku minutachwyjść. Czyli w zasadzie jego praca ograniczyła się do podpisania listy…nieobecności. Taki poseł to ma boskie życie. Tak, zadecydowanie zazdroszczę. Toidealna reklama polityki i europejskich standardów pracy przynajmniej w unijnejbiurokracji. Jak tu nie kandydować, jeśli można dorwać pracę, w której płacąponad trzysta euro za kilka minut pobytu w biurze. Taki europoseł to jest gość.Nie dość, że i tak dobrze zarabia to jeszcze może dorobić do pensji.  Zawsze może wpaść na chwilę na obrady komisjiw polskim sejmie. Posłowie z Parlamentu Europejskiego pojawiają się tam, jakozaproszeni goście na posiedzenia odpowiedniego zespołu, na przykład takiego dospraw Unii Europejskiej. Za udział w obradach Unia wypłaca europosłom trzystacztery euro dziennie. Przypomniało mi się wyśmiewane przez obecnych politykówpowiedzonko z czasów PRL-u, że nieważne czy się stoi czy się leży, bo dwatysiące się należy. Teraz wystarczy być posłem, jeden podpis na liścieobecności… i nieważne, co się robi potem, bo trzysta cztery euro się należy.Dziennikarze z TVN24 przyłapali polityków, którzy pojawiają się tylko nachwilę, byle podpisać listę, a potem, czym prędzej się ulatniają.  Może to jest jakiś trend odgórny? Może napoczątku tak pracować będą europosłowie, potem posłowie w kraju… a na końcu wkońcu my wszyscy, lud szary wsi, miast i miasteczek. Może to jest właśnie tenszczyt kapitalizmu i dobrobytu, o którym mi opowiadają politycy od dwudziestulat? Jest już taki dobrobyt, że pracować nie trzeba. Wystarczy tylko przyjść,podpisać listę i wolne…, Ale pewnie tak nie będzie. Taka płaca bez pracy, toprzywilej tych na górze społecznego świecznika. Bo jak wiadomo od dawna: wszystkiezwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze.


dziennik pesymistyczny

Tłumaczenie z polskiego na nasze

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Człowiek uczy się przezcałe życie. To prawda. A gdybym nawet o tym zapomniał, to uczynny politykzawsze mi o tym przypomni. Choć już od dawna nie zasiadałem w szkolnej ławie tojednak znów poczułem się jak uczniak w jakiejś tradycjonalnej szkole, któregostrofuje wszechwiedzący nauczyciel. Oczami wyobraźni widziałem tablicę zwypisanym na niej pytaniem będącym jednocześnie tematem lekcji: -Co poeta miałma myśli? Tamto to tylko koszmarne wspomnienie pewnego nauczyciela, któryzawsze chciał mieć rację. A każde odstępstwo od jego norm myślenia traktował,jako osobistą zniewagę.  Tak długo,belfer ten, wmawiał mi, że jest tylko jedna prawda, oczywiście ta jego, żeczasami dla świętego spokoju i dobrej oceny, przyznawałem mu rację. I terazczuję się podobnie. Co kilka dni prezes tych polityków, co to uważają się zanajbardziej prawych i sprawiedliwych coś powie lub napisze a potem jest z tymtaki kłopot, że trzeba to wyjaśniać tym, którzy go opacznie zrozumieli. Odnoszęwrażenie, że istnieje specjalna armia działaczy, która światłą myśl wodza przekładana prawdę obowiązującą. W swoisty sposób tłumaczy z polskiego na nasze.Interpretuje prawdę objawioną w ten sposób, aby lud ciemny nie zrozumiał jejopacznie. Bo to niedopuszczalne przecież, że ktoś może słowa prezesaniewłaściwie zrozumieć. I co ciekawe wina zawsze leży nie po stronie tego cosłowa wypowiedział czy napisał, lecz po stronie tych, którzy właściwie niepojęli prawdy w nich zawartej.  Narodowitrzeba tłumaczyć , aby nikt nie mógł opacznie zrozumieć tego, że przecież gdy nauczycielecoś mówią, to jest to oczywiste i jasne. Ma to swoisty urok takie tłumaczenieczegoś , co się samemu uznaje za proste i zrozumiałe. A jak to nie wystarczy, tozawsze można dopisać do oryginału kilka zdań. Powyższe przyda się przecież,ponieważ „wielu dziennikarzy i polityków interpretowało zawarte w tekście jasnetezy w fałszywy sposób”. A to przecież niedopuszczalne. Znów jak przed latysłyszę nauczycieli, tylko teraz w ich roli  występują prawi i sprawiedliwi politycy,którzy tłumaczą mi, co poeta, czyli prezes miał na myśli. Pan prezes napisałksiążeczkę, a partia mu ją wydała. Każdy mógł ją przeczytać.  Jednak jak widać nie każdy czyta ze zrozumieniem,co często podkreślają politycy prawi i sprawiedliwi. Bo jeśli ktoś poczuł sięoburzony słowami prezesa, na przykład tymi o narodowości śląskiej, to właśniesłów prezesa nie pojął odpowiednio. Ale to nic nie szkodzi, bo działaczepolityczni mu to odpowiednio zinterpretują. Aby od tej chwili białe byłowłaściwie białe, czarne odpowiednio czarne. Zawarte w książce prawdy niewszyscy, jak to widać, zrozumieli właściwie. Zaistniała konieczność wytłumaczenianarodowi, co też prezes miał na myśli. I znów jak w szkole ,mam wrażenie, że jainterpretuję zadany tekst po swojemu, a mój nauczyciel chce mi wmówić, że sięmylę i tłumaczy mi, że tylko on ma monopol naprawdę. Bo jak odczytam słowa prezesapo swojemu to zawsze można mnie nazwać wtórnym analfabetą.

 

dziennik pesymistyczny

Od rocznicy do rocznicy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Mam wrażenie, że w Polsce odmierzamy upływający czas kolejnymi rocznicami. A już w tym miesiącu mamy ich prawdziwą kumulację. Można by powiedzieć, że kwiecień jest miesiącem rozpamiętywania wielkich narodowych tragedii i zagadki śmierci tak ogólnie. Czy tak już będzie, co roku? Chyba nie, bo wielki pęd do rozpamiętywania narodowych tragedii jest w części naszego społeczeństwa tak silny, że ujawnia się, co miesiąc, a nie raz w roku. Ja rozumiem, że o zmarłych należy pamiętać, a już o tych, którzy odeszli z naszego świata w sposób tragiczny i nagły, warto pamiętać w szczególności. Ale czym innym dla mnie jest zachowanie kogoś w pamięci, a czymś zupełnie innym jest nachalne nakłanianie mnie do obchodzenia kolejnych rocznic i miesięcznic. Każdy z nas jest inny i nie można zakładać, że wszyscy jak monolit na jeden dzień w roku pochylimy się nad nawet tą największą tragedią. Nikomu nie odmawiam prawa do przeżywania rocznic, ale też nie chcę, aby ktoś mi wmawiał, że powinienem robić to, czego nie chcę lub nie umiem. A jeśli nawet nie nakazywał to nie życzę sobie nawet aluzji do tego, że jak nie pojawiam się z pochodnią przed pałacem w odpowiednim dniu miesiąca to nie jestem prawdziwym Polakiem. Że nikt o mnie czegoś takiego nie powie, gdy nie będę chciał obchodzić kolejnej rocznicy tragedii? Ależ powie. Już powiedział, a raczej napisał: – Wartości – oto, czego brakuje, a ludzie są ich spragnieni, o czym świadczy ich stała obecność na Krakowskim Przedmieściu. Gromadzą się tam ludzie z krwi i kości, a nie postaci dziurawe w środku, jak z rzeźb Archipenki – niby ludzie, a w środku wydrążeni, pozostaje pustka. Tacy ludzie, bez serc, bez ducha, bez pamięci, bez gniewu, złożeni tylko z żołądka i z mięśni… – przeczytałem w felietonie prezesa partii prawych i sprawiedliwych zamieszczonym w tygodniku Polityka. I tak stałem się człowiekiem pozbawianym „krwi i kości”, wydmuszką prawie, dziurawym w środku, „bez serc, bez ducha, bez pamięci, bez gniewu”, złożonym „ tylko z żołądka i z mięśni”. A winą moją stało się niestawienie się w kolejne miesięcznice na Krakowskim Przedmieściu. Winny jestem, bo czuję i myślę inaczej niż prezes. Nikt nie ma prawa negować mojego patriotyzmu lub nazywać postaci dziurawym w środku, gdy nie chcę uczestniczyć w uroczystościach, które nie są moim zdaniem dniami pamięci, ale dniami manifestacji politycznych. Nie jesteśmy jednością, choć jesteśmy jednym Narodem. Wolę o sobie myśleć w kategoriach jednostki, a nie masy ludzkiej. A mam wrażenie, że wielu polityków, i nie tylko tych prawych i sprawiedliwych, zwraca się do mnie jakby mówiło do tłumu. Jestem dla nich kartą do głosowania, nie człowiekiem. I gdy pozwolę sobie na herezje własnych poglądów jestem przez nich napiętnowany, na przykład, brakiem odpowiednio poprawnej patriotycznej postawy. Mam być za lub przeciw, ale jakoś tak nikt z polityków nie chce przyjąć do wiadomości, że mogę nie chcieć nikogo popierać i nie chcę być przeciw nikomu. Chcę tylko być i stać z boku.  Mieć własne zdanie. I tak jest z rocznicami. Nie chcę żeby ktoś mnie przymuszał, nawet, jeśli nie jest to zbyt nachalne, to nie chcę też czuć się winny, że rocznic nie obchodzę. Kiedy w końcu różnej maści naprawiacze naszej rzeczywistości pojmą prostą prawdę, że nikomu nic nie można nakazać? Że choć łączy nas bardzo wiele, to jednak też bardzo wiele różni. W wielu Polakach jest wielka potrzeba uroczystego rozpamiętywania rocznic tragicznych dla naszego narodu. Stosunkowo rzadko urządzamy uroczystości z okazji sukcesów czy zwycięstwa, a za to wprost uwielbiamy się umartwiać w kolejne rocznice i miesięcznice tragedii. Wolałbym świętować zwycięstwa nie tragedie, a mam wrażenie, że wciąż ktoś mi wmawia, że tylko tragedia jest godna mej pamięci. I tylko to można prawdziwie i patriotycznie rozpamiętywać, co miesiąc, czy co rok.