Category Archives

914 Articles

dziennik pesymistyczny

Kronika policyjna

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

 – W poniedziałek, 4 listopada, o godzinie 8:10 dyżurny straży miejskiej otrzymał interwencje, iż na ulicy Kilińskiego przy Staszica dochodzi do kradzieży płotu – przeczytałem na stronie pewnego lokalnego portalu informacyjnego. Po lekturze takich wiadomości zawsze dręczą mnie pytania czy sprawcy dokonali tego czynu zabronionego zwyczajnie z biedy czy też może, aby się wzbogacić na sprzedaży desek z płotu? Czy do tego straszliwego czynu pchnęła ich chęć zdobycia kilku złotych na chleb (nawet taki w płynie) czy raczej sprawcy chcieli po dokonaniu kradzieży zysk ze sprzedaży płotu wpłacić do banku i potem żyć w bogactwie do końca życia?

Chętnie poznałbym tło tych wydarzeń. Dowiedziałbym się czegoś więcej. Ale takie notki zawsze są takie suche. Zawsze mam wrażenie, że ich autorem nie jest dziennikarz, który w pocie i trudzie studiował ten trudny zawód latami lub zdobywał doświadczenie zawodowe przez lata, lecz policjant lub strażnik miejski, który zwyczajnie sporządził notkę z interwencji.  Potem zapisek trafił faksem lub maile do redakcji aby następnie w niezmienionej formie znaleźć się na stronie wśród innych doniesień, informacji oraz artykułów.

„Na miejsce wysłano patrol straży miejskiej, funkcjonariusze ujęli dwóch mężczyzn” – czytam dalej i znów z podświadomości do świadomości pcha mi taka chęć, aby poznać tło wydarzeń. Tak bardzo chciałbym poczytać jak przebiegła interwencja. Poznać jakieś szczegóły tej niebezpiecznej misji funkcjonariuszy straży miejskiej. „Na posesji stwierdzono rozłożoną część płotu w tym również deski drewniane” – przeczytałem i to był błąd, bo teraz będzie mnie męczyć pytanie bez odpowiedz: z jakiegoż to materiału wykonana była „rozłożoną część płotu”. Bo przecież, jeśli „w tym (były) również deski drewniane” to jakież, motyla noga, były te inne części niedrewniane?

„Jeden z mężczyzn przyznał się do kradzieży płotu” – donosi portal informacyjny. No dobrze, jeden ze sprawców się przyznał, a co drugim? Zaprzeczał? Nie przyznawał się? Twierdził, że tylko przechodził kierując swe kroki do kościoła? Nic o nim nie wiadomo. Wiadomo za to, że „sprawców zdarzenia przewieziono na I komisariat policji, gdzie zostali przekazani do dyspozycji oficera dyżurnego”. No tak, dobrze, ale nadal nie dowiedziałem się jak ich losem zadysponował oficer dyżurny? Co się z nimi stało? Same zagadki. Psia kostka, zawsze tak jest, że takie notki rodzą więcej pytań niże odpowiedzi.

dziennik pesymistyczny

Zgadzam się z prezesem, czyli „władza jest celem samym w sobie”

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Z prezesem nigdy się nie zgadzałem. Staram się nie słuchać i nie czytać jego wypowiedzi, ale w kraju gdzie wszystko jest polityczne, takie podejście do sprawy nie jest łatwe. Dlatego też – jak powiedział klasyk – nie chce, ale musze. Tym razem prezes był łaskaw wypowiedzieć się na temat tego, co myśli o rządzących. Ja, jako obywatel miasta rządzonego przez Prawych i Sprawiedliwych od listopada 2006 roku postanowiłem jego słowa odnieść do tej władzy samorządowej, jaką znam i jaką obserwuje od ośmiu lat i musze przyznać, że po raz pierwszy zgadzam się z oceną sytuacji, jaką przedstawił prezes.

– Dzięki przewadze medialnej, we władzach wszelkiego typu, dzięki temu, że choć nie było terroru, ludzie zaczęli się bać, to mogło trwać przez siedem lat – podsumował wódz Prawych i Sprawiedliwych. I jak tu się nie zgodzić? Ta przenikliwość w ocenie władz mojego miasta naprawdę mnie wzruszyła. Według niego, jednym z założeń przyjętych przez obecnie rządzących było to, że: „władza jest celem samym w sobie”. Znowu bardzo trafnie.

– Ta władza wiedziała, że rzeczywistość jest inna niż oni opisują. W związku z tym musiała skorzystać z metody, która jest znana od wieków, ale która szczególnie rozwinięta była w komunizmie: media miały stworzyć zupełnie inny kształt rzeczywistości niż ten, który jest – ocenił prezes. Od razu przypomniałem sobie jak w maju bieżącego roku ujawniono w mediach, że magistrat poza obowiązującymi procedurami wydał ponad 145 tysięcy złotych. Pieniądze poszły na… gazetkę propagandową. Prezes to ma pamięć! Ja już prawie zapomniałem, a on pamiętał.

– Jest system, który służy mniejszości, zdecydowanej mniejszości, która za nic ma interesy większości obywateli. Ten system działa począwszy od samorządu, a skończywszy na władzach Warszawy. Mamy szanse zacząć to zmieniać – podkreślił prezes. Całkowicie się z tym zgadzam. Jest szansa na zmiany. Tylko w przypadku realnego wyboru miedzy dwie partiami sponsorowanymi przez państwo trudno mówić o zmianie systemu. To takie: zamienił stryjek siekierkę na kijek. Ale nie wchodząc w szczegóły zgadzam się ze słowami prezesa.

Słuchając tych wypowiedzi byłego premiera można by powiedzieć: nic dodać nic ująć. Gdybym tak właśnie zrobił, a nie zrobiłem. Tak, przyznaje, ująłem i wyciąłem ze słów prezesa troszeczkę i zostawiłem, co mi pasowało. Ale przecież miałem dobrych nauczycieli. Politycy w swych bezsensownych sporach robią to co ja codziennie, więc i ja – skromy prowincjusz – też sobie pozwoliłem na drobną manipulacje. Ale nie mogłem się powstrzymać. Przecież od ośmiu lat moim miastem rządzą Prawi i Sprawiedliwi. Dlaczego więc konwekcji partii nie urządzono tu właśnie? Przecież przy takiej okazji można by się pochwalić dobrymi sprawiedliwymi i prawymi rządami, dobrobytem mieszkańców, rozwojem miasta, spadkiem bezrobocia itd. Ośmioletnie rządy musiały przecież czymś zaowocować i powinny stać się dobrą podstawą do pokazania, czym dla obywateli będą rządy Prawych i Sprawiedliwych w innych samorządach. Bo jeśli jest tak dobrze, jak wmawiają nam lokalni działacze, to dlaczego prezes na stopniu krajowym nie chwali się miastem, w który jego partia rządzi od listopada 2006 roku?

dziennik pesymistyczny

Obywatel, choć nietrzeźwy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Człowiek pod wpływem alkoholu nie przestaje być człowiekiem i nie traci swych podstawowych praw obywatelskich. Jednak z przekazów medialnych wyłania się obraz państwa, w którym w konfrontacji z policją, zwykły obywatel będący „pod wpływem” prawie zawsze nie ma najmniejszych szans na zachowanie nawet minimum godności.

Państwo koncesjonuje sprzedaż alkoholu, czerpie z jego produkcji i sprzedaży ogromne zyski w postaci podatków a potem, gdy ktoś znajdzie się pod wpływem tej legalnie sprzedawanej substancji, automatycznie traci podstawowe prawa obywatelskie. Może czas umieszczać na butelkach z alkoholem ostrzeżenia podpisane przez stosowego ministra informujące, że po spożyciu traci się prawa obywatelskie i naraża się na pobicie i znieważenie przez policje.

Prawie rok temu pewien poseł twierdził, że został pobity przez policjantów. Na początku zareagowałem standardowo. Skazałem zaocznie parlamentarzystę na wieczne potępienie za to, że był pijany, że się awanturował i po prostu pasował do tego, co myślę o wszelkiej maści politykach. Jednak gdy usłyszałem w telewizji jak rzecznik komendy stołecznej policji przekonywał, że poseł zachowywał się „agresywnie i wulgarnie, chciał wydawać policjantom polecenia” to uświadomiłem sobie, że ja takie oskarżenia słyszę od mundurowych wręcz standardowo.

Po tym, jak w mediach ujawniono nagrania z monitoringu sprzed roku, na których wyraźnie widać, że to nie poseł wszczął bójkę, ale został przez policję pobity – wybuchła afera. Jednak z reakcji większości polityków wynika, że to poseł był winny, bo był pijany. Tak jakby stan upicia prowadził do czasowego zawieszenia praw obywatelskich. Prokuratura i policja nadal twierdzą, że to poseł atakował funkcjonariuszy, a oni tylko odpowiednio zareagowali. To bardzo ciekawe stanowisko. Bo nawet sześcioletnie dziecko może zobaczyć na filmie jak było i z łatwością policzyć jak policjantka szesnaście razy uderzyła parlamentarzystę pałką, a gdy poseł przed razami starał się wyrwać, chwyta go za pasek i usiłuje zdjąć mu spodnie. A przecież policjantom nie wolno stosować pałek wobec osób stawiających bierny opór.

Warunkiem użycia środka przymusu bezpośredniego wobec określonej osoby jest uprzednie wezwanie jej do zachowania zgodnego z prawem. Czy słowa – jak relacjonuje parlamentarzysta – o tym, żeby spierdalał, można uznać za „wezwanie jej do zachowania zgodnego z prawem”? Na filmie z zajścia widać wyraźnie, że policjantka bije leżącego posła. Czy to jest użycie odpowiedniego do rodzaju zagrożenia środka przymusu bezpośredniego?

Medialne doniesienia o brutalności funkcjonariuszy polskiej państwowej policji są już codziennością. Co kilka dni można przeczytać czy zobaczyć w telewizji relacje o nadużyciu przez mundurowych władzy, przekraczaniu uprawnień czy łamaniu przez nich prawa. Jak powszechnie wiadomo nasz naród jest trunkowy, za kołnierz nie wylewa to i pewnie nie raz trzeba, i trzeba będzie, zbierać z ulic tych, co to nie dotarli do własnych domów z powodu zbyt dużego spożycia. Ale nie może być tak, że w konfrontacji z policją, zwykły obywatel prawie zawsze stoi na przegranej pozycji.

Zdarza się, że nawet jak ktoś jest w stanie wskazującym, ale spokojny i nieawanturujący się to i tak nie ma szans w przypadkowych kontaktach z władzą, bo zawsze, jeśli nawet jest ofiarą a nie napastnikiem, to koronnym argumentem przeciw niemu jest to, że był pijany.

W czasach słusznie dawno minionych policja, o przepraszam milicja, była przynajmniej z nazwy obywatelska. Teraz jest państwowa. I chyba to stanowi różnice. Teraz to uzbrojone formacje nadzorcze, stojące zdecydowanie ponad prawem i w sposób szczególny prawnie chronione. Czy dlatego że służą państwu, nie społeczeństwu? Gdzieś już dawno zatarły się proporcje. Chyba już nikt nie pamięta, że głównym zadaniem policji jest służba obywatelom. Nie może być tak, że naruszania praw obywatelskich dopuszczają się ludzie, których podstawowych obowiązkiem jest stać na ich straży. No chyba, że tak nie jest.

dziennik pesymistyczny

Posprzątali na jesień!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Trzech panów w podeszłym wieku, w tym jeden z perspektywami, dwóch bez perspektyw wzięło udział w akcji „Posprzątajmy na jesień”. Porządkowali m.in. okolice naszego miejskiego Urokliwego Uroczyska.

Na akcję wspólnego sprzątania miasta wyruszyli przedstawiciele lokalnych mediów, środowiska z nimi związane oraz trzech panów w podeszłym wieku, w tym jeden z perspektywami, dwóch bez perspektyw. – Wspólnymi siłami uprzątnięto teren na pograniczu prowincjonalnego miasta i zatorza. Podczas akcji uzbierano jeden 5 litrowy worek śmieci – podkreśla rzecznik trzech panów w podeszłym wieku, w tym jeden z perspektywami, dwóch bez perspektyw.

Po sprzątaniu nastąpił okolicznościowy bankiet poprzedzony występami artystycznymi. Celem akcji było wspólne promowanie wartości ekologicznych, które w Polsce stają się coraz bardziej popularne. Podczas akcji odnaleziono między innymi butelkę po winie krajowym, dwie butelki po piwie, plastikowe kubeczki, kilka butelek po wódce, opakowania po słonych przekąskach, butelki plastikowe oraz innego rodzaju śmieci.

dziennik pesymistyczny

Posprzątajmy na jesień!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Już 5 listopada, w samo południe, rozpocznie się wielkie sprzątanie naszego miejskiego Urokliwego Uroczyska. Akcję po raz pierwszy organizuje trzech panów w podeszłym wieku, w tym jeden z perspektywami, dwóch bez perspektyw.

W tym roku posprzątane zostanie jedno miejsce znajdującego się na pograniczu prowincjonalnego miasta i zatorza. To już pewne, że sprzątać będą przedstawiciele lokalnych mediów, środowiska z nimi związane oraz trzech panów w podeszłym wieku, w tym jeden z perspektywami, dwóch bez perspektyw. W sumie jest to ok. 3 osób. Ale, co warto podkreślić, zaproszeni do sprzątania są wszyscy mieszkańcy i użytkownicy Urokliwego Uroczyska. Wystarczy przyjść na wskazane miejsce zaopatrzony w niezbędne do sprzątania rzeczy: worki i rękawice. Po sprzątaniu nastąpi okolicznościowy bankiet poprzedzony występami artystycznymi.

Trzech panów w podeszłym wieku, w tym jeden z perspektywami dwóch bez perspektyw zapowiada, że będzie organizować takie akcję dwa razy do roku lub do końca życia. W każdej weźmie udział ok. 3 osób. Organizatorzy liczą na zebranie jednego 5 litowego worka śmieci. – Dzięki takim akcją miasto robi się coraz czystsze. Możemy to zauważyć gołym okiem – cieszy się rzecznik trzech panów w podeszłym wieku, w tym jeden z perspektywami, dwóch bez perspektyw.

dziennik pesymistyczny

Prochem jesteś i w proch się obrócisz

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– W piwnicy mnie pochowajcie, w piwnicy mi kopcie grób – brzmią słowa starej knajpianej piosenki. To pragnienie wyrażone przez podmiot liryczny w tym dobrze znanym naszemu społeczeństwu utworze niestety nie jest łatwe do spełnienia w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, bo tu każdy jest własnością państwa, tak za życia jak i po swojej śmierci. Dosłownie ciałem i umysłem.

Gdy już zejdziemy z tego łez padołu nie możemy tak po prostu zapragnąć, aby nasze doczesne szczątki były złożone na wieczność tam gdzie sobie zażyczymy, bo jako państwowa własność mamy przecież obowiązki oraz podlegamy państwowemu prawu. Zgodnie z ustawą o cmentarzach i chowaniu zmarłych ciało osoby zmarłej może być pochowane w grobach ziemnych, murowanych lub w katakumbach. Według prawa groby, katakumby i kolumbaria mogą znajdować się tylko na cmentarzach, które z kolei mogą zakładać jedynie gminy (cmentarze komunalne) oraz władze kościelne (cmentarze wyznaniowe). A więc nici z pragnień, aby być pochowanym w piwnicy na wino z głową obróconą tam „gdzie do beczki będzie szpunt”.

To, że jesteśmy śmiertelni okazuje się zazwyczaj niespodziewanie, więc warto wcześniej wyrazić wolę, co do tego jak byśmy chcieli przeczekać wieczność. Co prawda możemy w akcie ostatniej woli zażądać lub ewentualnie bardzo poprosić bliskich, aby nas spopielili, bo polskie prawo w swej łaskawości dopuszcza to by nasze zwłoki mogły być poddane kremacji. Ale nawet w tym przypadku, gdy obrócimy się w proch nie mamy, co liczyć na to, że spoczniemy tam gdzie nam się spodoba. Nasze prochy – w sensie dosłownym – też muszą spocząć tam gdzie nakazuje prawo, czyli na cmentarzu.

W Polsce nie mamy prawa do dysponowania szczątkami naszych bliskich zmarłych. Nie ma, więc najmniejszej nawet nadziei, że zgodnie z prawem i wolą zmarłego ustawimy urnę z doczesnymi prochami naszego bliskiego na kominku. Nie ma też, co marzyć o tym, że będziemy mogli zgodnie z jego wolą rozsypać je w pięknych okolicznościach przyrody. To, co na Zachodzie jest popularną i akceptowaną praktyką, w Polsce jest zakazane i możemy za taki czy zostać skazani na wysoką grzywnę.

Rząd dodatkowo zamroził prace nad ustawą, która zalegalizowałaby specjalne „łąki pamięci” na cmentarzach. Czyli jesteśmy skazani na formalny grobowiec z wykupionym miejscem i ze stosownymi za nie opłatami. Póki co, to co się stanie z naszymi zwłokami, gdy już odejdziemy z tego najlepszego ze światów reguluje prawo spisane w 1959 roku.

A jakby tak jednak wymóc na bliskich to żeby nas skremowali? Przecież prochy są najbardziej sanitarnie czystą rzeczą, bo ciało poddawane jest spalaniu w ponad 700 stopniach i niewiele z nas pozostaje. Oczywiście można, ale jak już wspominałem nie ma, co liczyć, że spoczniemy w morzu lub wśród gór. Episkopat Polski w liście do wiernych z listopada 2011 roku napisał, że Kościół stanowczo sprzeciwia się praktyce rozrzucania prochów ludzkich w miejscach pamięci, na morzu, w górach czy gdziekolwiek indziej. Ciało i prochy ludzkie należy złożyć do grobu. Kościół nie sprzeciwia się kremacji, ale zaleca zachowanie dotychczasowego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. W zasadzie to nie jestem zdziwiony, przecież to biznes, a biznes to biznes i trzeba o niego dbać.

Mechanizm kontrolny wypracował Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Przed wypłaceniem zasiłku pogrzebowego część oddziałów ZUS domaga się albo pisemnego oświadczenia, że pogrzeb się odbył, albo nawet zaświadczenia wydanego przez administrację cmentarza. Są jednak ludzie na tyle majętni, że nie zależy im na 4 tysiącach zasiłku. Są też zmarli, na których zasiłek nie przysługuje. I ci mogą w konspiracji rozsypać prochy bliskiej im osoby tam gdzie zmarły sobie tego życzył. Ale trzeba oczywiście pamiętać, że państwo czuwa i „kto narusza przepisy niniejszej ustawy i rozporządzeń wydanych na jej podstawie, podlega karze aresztu lub grzywny”.

 „Księdza do mnie nie wołajcie, niech nie robi żadnych szop” – brzmią słowa pieśni. Ale nawet to nie jest łatwe.  Trzeba pamiętać o tym, że w Polsce prawdziwy monopol na życie po życiu ma rzymski kościół. Nie jest prostą sprawą zrezygnować z obecności katabasa na własnym pogrzebie. Bo choćbyśmy za życia bardzo podkreślali fakt, że nam z wiarą rzymską nie po drodze to presja rodziny i środowiska jest tak dużo, że w wielu przypadkach niewierzący i niepraktykujący i tak mają religijne pochówki. Cóż taki i kraj i takie obyczaje. W Najjaśniejszej Rzeczpospolitej nie jest łatwo żyć, nie jest też łatwo umrzeć, i nie jest też łatwo zaznać spokoju po śmierci.

dziennik pesymistyczny

Sobota pracująca

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i systemie 4-brygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy. Jak myślisz drogi czytelniku skąd pochodzi ten cytat? Nie, to nie są wymysły współczesnych związkowców. To cześć naszej historii, którą tak uwielbiają hołubić wszelkiej maści polscy politycy i biznesmeni. Tak brzmi dwudziesty pierwszy z postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 17 sierpnia 1980 roku.

Nasz rząd, który przy każdej nadarzającej się okazji wskazuje jako swojego protoplastę ruch związkowy z lat osiemdziesiątych dwudziestego, po raz kolejny pokazuje jak bardzo różnią się jego oficjalne zapewnienia od rzeczywistych działań. Pod wpływem silnego lobby przedsiębiorców upadają kolejne zdobycze socjalne. Tym razem grupa posłów z Platformy Obywatelskiej zgłosiła pomysł zmian w Kodeksie pracy, które są w rzeczywistości wydłużenie tygodnia pracy, czyli likwidacją wolnych sobót.

– Jeśli przedsiębiorca nie da pracownikowi wolnego dnia za pracę w sobotę, będzie musiał mu wypłacić ekwiwalent – głosi zapis w proponowanej przez parlamentarzystów i wspieranej przez rząd zmianie ustawy. Dziś według przepisów pracujemy 5 dni w tygodniu, po 8 godzin. Za każdy dodatkowy dzień pracy powinien przysługiwać dzień wolny. Ale oczywiście wszystko to jest tylko teoretycznym ustawowym zapewnieniem. Przeważnie dodatkowy dzień wolny czy pieniądze za nadgodziny to fikcja.

Jak to zwykle bywa, zamiast walczyć z pazernością pracodawców, rząd postanawia zalegalizować nadużycia wynikające z łamania kodeksu pracy.  Stąd właśnie pomysł zmian: jeśli przedsiębiorca nie da pracownikowi wolnego dnia za pracę w sobotę, będzie musiał mu wypłacić ekwiwalent.

Nie wiem jak trzeba być ślepym żeby nie widzieć do czego to zmierza. Przecież pod zapłatą za nadgodziny ukrywa się w rzeczywistości wydłużenie tygodnia pracy. – Mówi się, że będzie można wybrać, czy będziemy chcieli pracować w sobotę, czy nie. Doskonale wiemy, że w rzeczywistości polski pracownik ma niewiele do powiedzenia. W wielu firmach tzw. wolny wybór będzie oznaczał narzucenie przez pracodawcę dłuższego czasu pracy – mówi serwisowi infoWire.pl Piotr Szumlewicz z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Tak samo może być z rozliczaniem: to nie od pracownika – jak zakłada projekt zmian – tylko od szefa będzie zależeć, czy za przepracowany szósty dzień dostanie się wolne, czy otrzyma zapłatę.

– Oczywiście są osoby, które chciałyby zarabiać więcej i przyjdą chętnie do pracy w soboty. Jednak to rozumowanie jest niebezpieczne – dodaje przedstawiciel OPZZ. Jest wiele osób, które potrzebują pieniędzy, więc dlaczego by nie pracować po 16 godzin dziennie? – Kodeks pracy stworzono po to, by pracownik miał czas na odpoczynek. Polacy pracują długo – w wymiarze tygodniowym średnio 40 i pół godziny, w krajach Unii Europejskiej jest to 37 godzin. W wymiarze rocznym Polacy spędzają w pracy 2000 godzin, podczas gdy Holendrzy tylko 1400 – wyjaśnia Piotr Szumlewicz.

Nie tak dawno Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu pracy wydłużającą do roku okres rozliczeniowy czasu pracy. Główne założenie nowelizacji to wydłużenie okresu rozliczeniowego czasu pracy z 4 do 12 miesięcy. Teraz likwidacja wolnych sobót. Co teraz? Szesnastogodzinny dzień pracy? Zniesienie płacy? Wypłata w bonach które można zrealizować w prowadzonym przez pracodawcę sklepiku? Może zakaz opuszczanie miejsca pracy? Co jeszcze?

dziennik pesymistyczny

Hello Kity niszczy dziecięcą psychikę

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

W moim prowincjonalnym mieście odbyła się konferencja, na której rozmawiano o wartościach, o wychowaniu oraz o niebezpieczeństwach kryjących się w demonicznych zabawkach. Jak zapewne większość czytelników już się domyśliła – po tematyce spotkania – organizatorom chodziło o wartości katolickie, wychowanie młodzieży i dzieci w tym właśnie duchu oraz o demoniczność zabawek w podobnym odniesieniu.  Organizatorem sympozjum był wydział edukacji Urzędu Miejskiego oraz lokalny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli.

Po głośnej poznańskiej osłoaferze nikogo nie zdziwi chyba, że konferencje o demonicznych zabawkach sponsorował wydział magistratu, w którym rządy sprawuje partia sprawach i sprawiedliwych. Oni kochają takie abstrakcyjne tematy.

Jednym z prelegentów na konferencji był pewien ksiądz autor prezentacji pod niejednoznacznym dla mnie tytułem „Odebrać dzieciom niewinność”. Według duchownego kościoła katolickiego zagrożeniem dla niewinności dzieci są zabawki m.in. z logo Monster High, Hello Kity, serial telewizyjny „Włatcy móch”, filmy z sagi „Zmierzch” oraz tradycyjnie książki z serii Harrego Pottera.

– Symbol trupiej czaszki do tej pory był oznaką zagrożenia. Obecnie symbole okultyzmu, zniewolenia, śmierci czy diabła stały się rozrywką. Demoniczne zabawki odbierają dzieciom niewinność i wprowadzają w doświadczenie zła i grzechu – stwierdził ksiądz, który omówił szczegółowo serię zabawek, która „niszczy dziecięcą psychikę”. – Wiele gier komputerowych przywołuje satanistyczne zwyczaje, przejścia na następne poziomy wtajemniczenia, inicjacje czy podpisywanie paktów. Dotychczasowe miejsca świętości i szacunku stają się miejscem zabaw. Tak jest w serialu „Włatcy móch”. W bajkach i książkach drwi się z rodziców, nauczycieli, a wielu publikacjach także z wizerunku Jezusa. Dzieci są bombardowane przez demoniczne i makabryczne obrazy. Moda na diabły i śmierć niszczy ich niewinność – podsumował duszpasterz.

Oczywiście nie mogło zabraknąć narzekania na halloween. – Sprzeciw środowisk katolickich jest wyśmiewany, choć te zabawy przywołują pogańskie obrzędy celtyckie. Symbole śmierci mogą wywoływać w dzieciach lek i niepokój – grzmiał z mównicy jak z ambony duchowny.

Mogę nawet zrozumieć zamiłowanie duchownych do teorii spiskowych w końcu chodzi tu o wielowiekową tradycje tej instytucji. Ale sponsorowanie indoktrynacyjnej konferencji przez urząd miejski to już zdecydowana przesada. Nie wiem, dlaczego tak duża jest różnica miedzy zapisaną w prawach świeckością państwa i instytucji samorządowych a praktyką, w której jedna ideologia jest w zasadzie wykładnią rządzenia i nauczania.

Co do zagrożenia płynącego z demonicznych zabawek to uważam, że jest to zwyczajowy temat, który uwielbiają różni nadwrażliwi przedstawiciele kościoła katolickiego, którzy we wszystkim widzą działania sił nadprzyrodzonych. Tak się zastanawiałem jakbym to ja nagle zaczął pouczać moich sąsiadów o szkodliwości płynącej z kontaktów dzieci z pluszowymi owieczkami to jak szybko znalazłbym się w odosobnieniu pod lekarskim nadzorem? Jak nagle zauważyłbym i to ogłosił światu, że na przykład lizaki to słodycze, które „niszczą dziecięcą psychikę” to ciupasem wylądowałbym w pokoju bez klamek. A tu proszę, ktoś głosi na konferencji sponsorowanej przez magistrat, że zabawki z serii Hello Kity „odbierają dzieciom niewinność i wprowadzają w doświadczenie zła i grzechu” i nic się nie dzieje. Pewnie w urzędzie stosują zasadę z komedii „Miś”: sprawdzić czy nie ksiądz.

dziennik pesymistyczny

I kto tu jest głupi jak osioł?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Powszechnie uważa się, że to osły są głupie, ale ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to bardzo niesprawiedliwe i fałszywe oskarżenia. Głupsze od tych zwierzaków okazały się dwie matki oraz pewna radna z partii prawych i sprawiedliwych. Kobitki te zdecydowanie zdystansowały w tępocie umysłowej niewinne posadzane o takie skłonności osiołki.

– Dzieci to oglądają, przecież tak nie może być – relacjonuje w rozmowie z portalem epoznan.pl miejska radna z PiS. Chodziło o to, że matki odwiedzające Zoo na poznańskich Jeżycach poczuły się wielce oburzone widokiem osłów kopulującymi na wybiegu. Zwierzęta robiły to, co z zasady robią zwierzęta od zarania dziejów, ale widok tego miłosnego aktu okazał się niegodny oczu matek a już w szczególności ich dzieci.

Matki zbulwersowane widokiem osłów kopulującymi na wybiegu (na szczęście był to samiec i samica, bo jakby było inaczej to mogło w tym miejscu dojść do prawdziwej tragedii) tuż przy placu zabaw dla dzieci w Starym ZOO zgłosiły się do poznańskiej radnej PiS, która nie pozostała bierna wobec tak ewidentnego aktu zgorszenia publicznego. – Dzieci to oglądają, przecież tak nie może być – mówiła pani radna portalowi epoznan.pl. Lokalna polityk udała się na rozmowę z dyrektorem ogrodu zoologicznego – i jak zaznacza – długo musiała go przekonywać do wprowadzenia stosownych zmian. – Ostatecznie obiecał, że takie sytuacje się nie powtórzą – twierdzi zadowolona radna.

Niestety media nie donoszą czy na rozmowę z dyrektorem zostały zaproszone osły. Jeśli tak nie było to duży błąd, bo może siła argumentów pani radnej przekonałaby zwierzęta do zaprzestania tego, co ich przodkowe robią od wieków i zastosowania się do prawych i sprawiedliwych zasad, które nie narażają matek i ich dzieci takie plugawe widoki.

Myślałem, że jakaś granica absurdu jednak istnieje, ale jak widać nic takiego nie ma. Moje przekonanie o tym, że jest taka bariera po za którą katopolak nie pójdzie, bo po prostu będzie się obawiał śmieszności okazała się płonna. Takiej granicy nie ma.

Koktajl z politycznych wymysłów prawicy, polskiego zaściankowego katolicyzmu oraz zwykłej głupoty podsycanej matczynym ekstremizmem okazał się czymś, co zamroczyło mamuśki do tego stopnia, że poszły naskarżyć na osły, które zachowały się zgodnie z naturą.

Proponowałbym zorganizować ponowne spotkanie dyrekcji Zoo, oburzonych matek, przedstawicieli prawych i sprawiedliwych oraz odpowiedzialnych za te bezeceństwa osłów na którym to zwierzakom wytłumaczono by, że takie publiczne epatowanie zachowaniami prokreacyjnymi jest zgubne dla dziecięcej psychiki i może być przyczyną wielu groźnych chorób. Ciekawi mnie, jakim sposobem osły zostałyby przekonane do moralnych i nie gorszących ludzkich dzieci zachowań.

A może wprowadzić prawo zakazujące zwierzętom kopulowania na oczach człowieka? Groziłaby za to surowa kara. Proponowałbym, aby specjalne jednostki policji oraz prokuratury z całą surowością ścigała takie przypadki.  Przecież takie rzeczy się zdarzają nie tylko w Zoo! I to jest straszne! Przecież dziecko może zobaczyć kopulujące gołębie, psy, koty czy – nie daj Boże – wiewiórki w parku.  Czy te niemoralne osły nie wiedzą, że w Polsce obowiązuje prawo mówiące o tym, iż seks, a także wykonywanie innej czynności seksualnej w miejscu publicznym to wybryk nieobyczajny? Czy one nie znają prawa? Przecież zgodnie z art. 140 kodeksu wykroczeń, za takie zachowanie grozi areszt, ograniczenie wolności, grzywna do 1500 złotych albo kara nagany. Jeśli te osły nie wiedzą, to trzeba je jak najszybciej uświadomić, a jak nadal będą uparte – jak to osły – to karać, zabraniać i jeszcze raz karać.

dziennik pesymistyczny

Statystyczne znikniecie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Choć już siódmy miesiąc spada wskaźnik bezrobocia, liczba osób, które podjęły pracę, jest mniejsza niż przed rokiem – przeczytałem na stronach gazety, której przyznaje, najczęściej nie czytam gdyż zajmuje się ona dziedzinami życia społecznego, które interesują mnie tylko w stopniu minimalnym czyli polityką, ekonomią lub gospodarką. W tej prasowej notatce nie to mnie zainteresowało, że już siódmy miesiąc wskaźnik bezrobocia sobie spada, ale to, że mimo tego iż statystycznie coraz mniej jest w naszym kraju ludzi bez pracy to jednak osób, które podjęły prace nie jest wcale więcej. To jakieś wielkie statystyczne znikniecie? Zapewne jest kilku znawców tematu, ekonomistów czy innych speców od gospodarki, którzy z łatwością wyjaśnią, dlaczego zniknęło tylu bezrobotnych, którzy nie pojawili się w statystykach jako pracujący, ale ja znalazłem własne wyjaśnienie. Nie musiałem długo szukać, bo w tej samej gazecie odkryłem notkę informującą o lawinowo rosnącej liczbie samobójstw w Polsce. Autor informował o tym, że samobójców mamy już niemal dwa razy więcej, niż ofiar wypadków drogowych. W samobójstwach tracą życie głównie mężczyźni, którzy już wcześniej coś stracili. Na przykład pracę, pozycję, pieniądze. Nie trzeba dużo oby skojarzyć fakty i wysnuć tezę, że ta zaginiona liczba obywateli, która zniknęła ze statystach bezrobotnych, a nie pojawiła się, jako statystyczni pracujący – po prostu nie żyje.

Według badań naukowców „polskich, zagranicznych i amerykańskich” najczęściej odchodzą z tego świata osoby które straciły pracę. Czyli znów pojawia się idealne dopasowanie. Stracili pracę, byli bezrobotni, przestali być bezrobotni, bo nie żyją. Nie podjęli pracy, bo odeszli z tego łez padołu. W naszym nowym kraju szczęśliwości, który od dwudziestu pięciu lat jest miejscem, w którym nowym bogiem stał się pieniądz, kariera i pozycja w społeczeństwie, coraz więcej osób nie wytrzymuje pogoni za szczęściem.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała statystyki dotyczące liczby samobójstw na świecie. Według danych tej instytucji, co roku życie odbiera sobie osiemset tysięcy osób – czyli co czterdzieści sekund ktoś popełnia samobójstwo. W wielu europejskich krajach to już najpowszechniej występująca choroba. Podobnie jest w Polsce, choć tu władza zdaje się kompletnie nie dostrzegać problemu. Fala samobójstw przybrała już rozmiary epidemii, ale tak jakby prawie nikt tego nie zauważał. Do tego dochodzą nerwice, lęki, depresja, wypalenie zawodowe, ale to nadal często nie są tak do końca w mniemaniu wielu urzędników „prawdziwe” choroby. Prawie dwadzieścia trzy procent Polaków może cierpieć na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne – jak wynika danych Komisji Europejskiej, ale spróbujcie pójść na chorobowe z powodu wypalenia zawodowego. Życzę powodzenia w przekonaniu na przykład urzędników ZUS-u, że jesteście naprawdę chorzy i należą się Wam gwarantowane prawem świadczenia.

Jak widać w naszym domu wolności, tej świątyni nowego ładu społecznego o dwudziestopięcioletniej tradycji nie ma miejsca dla osób słabszych, nieprzystosowanych czy zwyczajnie chorych. To kraj sukcesu, gdzie chorzy na depresje czy nerwicę psują pozytywny wizerunek ludziom sukcesu. Bo przecież statystycznie jest coraz lepiej, a tych, co już nie ma… no, po prostu nie ma. Zniknęli ze statystyki, ze spisu mieszkańców, wyborców czy bezrobotnych. Zostali wykreślani z listy podatników i świadczeniobiorców. Może to taka lekko sterowana przez bierność władzy selekcja naturalna? Kto wie, ważne że statystycznie żyje nam się lepiej.

Dane statystyczne za newser.com.