Tag Archives

157 Articles

dziennik pesymistyczny

Analiza uzależnień

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Jestem na tyle wolny, na ile pozwalają mi na to moje uzależnienia. Czyli tak naprawdę jestem powszednim niewolnikiem. Wstaję rano, bo tak wypada czynić z rana. Bo tak jestem zaprogramowany. Przedszkole, szkoła, praca. Ósma rano. Znak – nakaz.  Zniewolenie. Możesz się oczywiście uwolnić, ale spróbuj nie zarabiać. Bez tego nie można żyć. Jestem niewolnikiem pieniądza. Niewolnikiem czasu, który powinienem poświęcić na jego zarabianie. Jestem niewolnikiem banków.

dziennik pesymistyczny

Nie mogę być członkiem tej wspólnoty…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Temperatura za oknem bliska zeru. Były minister sprawiedliwości podobno też jest zerem. Choć według ostatnich doniesień i to może być znacznie niedoszacowane.  Zimno. Klimat taki nieznośny. Za oknem śnieg. Po  chodnikach przemykają  przechodnie. Dzień zimowy jak co dzień. W zasadzie nic się nie zmieniło. A jednak wydaje mi się że to co obserwuję jest jakieś takie…  nie moje. Obce. Wrogie. Śnieg pada spokojnie tysiącami płatków. Teraz już wiem, że funkcjonariuszom państwowych służb specjalnych i prokuratorom nie grozi kara za manipulowanie dowodami. Nastąpiło przedawnienie. Co czuję? Nic nie czuję. Bo tak mnie nauczono. Zima w pełni. Spokojnie. Patrzę na swoje dłonie. – To tylko kolejna afera – uspokajam sam siebie. Taka aferka z tych telewizyjnych. Pojawiła się to i zniknie. Stopi się. Przyjdzie nowa, lepsza. Przyglądam się jak dzieci lepią bałwana ze śniegu.

Podczas odczytywania uzasadnienia wyroku w procesie pewnego lekarza – łapówkarza, sędzia państwowy ocenił taktykę organów ścigania jako „przerażającą”. Ale to nie ma znaczenia, bo się przedawniło. – Budzi to skojarzenia nawet nie z latami osiemdziesiątymi, ale z metodami z lat czterdziestych  i pięćdziesiątych, czasów największego stalinizmu – mówił sędzia. I co? I nic. Przecież nic nie było – jak chcą prawi i sprawiedliwi.  Nie było „przewinień dyscyplinarnych” ze strony funkcjonariuszy państwowych służb specjalnych i prokuratorów, którzy prowadzili nocne, następujące jedno po drugim,  wielogodzinne przesłuchania oskarżonych i świadków. Podobno zainteresowani sami tak chcieli. Nic się nie stało. – Sędzia przesadził – mówi poseł partii, której poparcie jest bliskie zeru. Sąd uznał za „fałszywy i zmanipulowany, sporządzony przez kiepskiego reżysera” emitowany w telewizjach materiał służb specjalnych z zatrzymania lekarza-łapówkarza.  Pamiętam też, na moje nieszczęście,  jak minister sprawiedliwości mówił, że już „nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. I co, i nic… Nie mogę być już członkiem tej wspólnoty…

 

dziennik pesymistyczny

Polska – oto jest pytanie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

W polskojęzycznej Wikipedii najczęściej wyszukiwanym hasłem okazała się być… Polska. Wychodzi na to, że najczęściej wpisujemy w wyszukiwarkę nazwę naszego kraju! Mam nadzieję, że nie jest to tylko przejaw tego, że Polacy zwyczajnie, co kilka dni sprawdzają, aby się upewnić, gdzie to, w jakim kraju i w jakim państwie żyją. – Co to jest Polska?  – czyżby to pytanie było tym, które najczęściej zadają w internecie mieszkańcy tej pięknej, acz jak widać zagadkowej, krainy? – Gdzie ja właściwie jestem? – pytają polscy internauci i szukają odpowiedzi w Wikipedii.

Może moje nadzieje, co do intencji rodaków szukających w internetowej bazie wiedzy, odpowiedzi na to, co to jest Polska są za bardzo naciągane. Tak, jest to możliwe. Ale również nie można wykluczyć takiej możliwości, że to wielbiciele myśli politycznej wodza prawych i sprawiedliwych, co kilka dni sprawdzają czy Polska to nadal kondominium rosyjsko-niemieckie?  A najłatwiej sprawdzić w internecie, który jest naszym oknem na świat – jak mawiał klasyk. I to zapewne, dlatego tak znakomity rezultat hasła „Polska”. Bo to zdecydowanie zdyscyplinowany elektorat.  Może się też wydawać, że tak dobry wynik w Wikipedii, to zasługa młodzieży z wszechpolskich ruchów narodowych. Przecież to niewykluczone, że ci patriotycznie nastawieni młodzi ludzie chcąc się dokształcić szukają informacji o Polsce. Poza tym, w naszym kraju z dużą regularnością prawdziwi Polacy demonstrują pod hasłem „Tu jest Polska”. Może wcześniej sprawdzają w Wikipedii gdzie to ich „Tu” jest obecnie.  Co roku, prawie w połowie listopada, nacjonaliści organizują swoje marsze ulicami polskich miast i miasteczek. Od zeszłego roku kroczą pod hasłem Marsz Niepodległości. Jest przecież możliwe, że tuż przed wyruszeniem z domu, kontrolnie sprawdzają w internetowym kompendium wiedzy pod hasłem „ Polska” czy aby od ostatniego ich protestu ojczyzna nasza, jest mniej, czy też już bardziej niepodległa.

– III Rzeczpospolita jest szybko rozwijającym się państwem – czytamy w Wikipedii i od razu jaśniejszy staje się kolejny dzień. Nie wiem, co spowodowało, że tak wielu z nas, Polaków, szukało w roku dwa tysiące dwunastym wiedzy o tym państwie gdzie przyszło im się z wyroku losu lub Boga narodzić i być do niego przypisanym. Na szczęście w tym ciągłym ustalaniu i dowiadywaniu się, w jakim to kraju i państwie żyjemy nie jesteśmy osamotnieni. Podobnie problemy z ustaleniem – gdzie ja to aktualnie jestem? Co to za kraj? – mają Szwedzi. U naszych sąsiadów zza morza, podobnie jak u nas, nazwa ich kraju to najczęściej przeglądane hasło w Wikipedii.

Jeszcze większym zaskoczeniem jest drugie miejsce w zestawieniu. Znalazło się hasło: „zamek swobodny” oznaczające element broni strzeleckiej. I to jest dopiero informacja. Szczególnie bolesna, jeśli na pierwszym miejscu najczęściej wyszukiwanym hasłem w polskojęzycznej Wikipedii okazała się być „Polska”. Strach się bać.

 

Źródło badań: Wirtualnemedia.pl.

 

dziennik pesymistyczny

„Bohaterem staje się błazen”

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Tradycyjnie w Polsce czas, w którym wierni rzymskokatolickiego kościoła świętują, lub świętować powinni narodziny Boga – Człowieka, jest dla hierarchów kościoła czasem wygłaszania umoralniających mów okolicznościowych. Całkowicie ich rozumiem, bo przynajmniej tej jednej nocy kościoły są pełne i jest, do kogo mówić. Tradycją stało się też przypominanie wiernym przez różne ekscelencje, że Kościół w Polsce jest obleganą twierdzą,  a siły zła czyhają tylko, aby zniszczyć tradycyjny model rodziny. Nie zdziwiło mnie więc szczególnie, że i w tym roku pewien arcybiskup, zwyczajowo przypomniał, że jesteśmy świadkami wyraźnego ataku na rodzinę i kościół. Ale też z radością zauważyłem, że z wielu jego wypowiedziami zgadzam się z pełni, choć chyba z innych pobudek.

– Błazen zajmuje miejsce mędrca, nauczyciela, kapłana. Błazen, wszystko mu wolno. Piana na ustach staje się wzorem niejednego działacza politycznego, któremu wszystko wolno, bezkarnie może obrażać innych ludzi. Myślę, że warto powiedzieć, zauważyć jak często paraliżuje lęk przed prawdą ludzi dzisiaj w świecie – powiadał metropolita. O i tu się zgadzam z dostojnikiem rzymskokatolickim.  Idąc za jego radą nie ulegam paraliżowi i nie odczuwam leku przed prawdą. Ale chyba inaczej pojmujemy tę prawdę. Chyba też inaczej widzimy  kto tu jest błaznem, który „zajmuje miejsce mędrca, nauczyciela, kapłana”. Posłużę się przykładem z miasta Torunia (nie piszę dokładnie, o kogo mi chodzi, bo i tak każdy wie, a po co robić reklamę). Mam nadzieję, że ekscelencja mówiąc o pianie na ustach błazna, o działaczach politycznych obrażających „innych ludzi” dostrzega, że to zjawisko w polityce powszechne i u tych, co stają często pod sztandarem rzymskiej wiary i u tych po stronie przeciwnej.  – Gadzina skórę zmienia, a przecież kąsa jednako – jak podobno mawiał Stańczyk.

– To jest też niekiedy historia nasza, naszej codzienności, że nie mamy odwagi, już się przyzwyczailiśmy i nie umiemy mówić prawdy. Kłamiemy nawet wtedy, kiedy usiłujemy mówić prawdę – zauważył patriarcha. I znów muszę się zgodzić, bo przecież to, co piszę wynika z mojego wewnętrznego przymusu mówienia prawdy.  Ekscelencja zauważa też, że ludzie, którzy chcą mówić prawdę są dyskwalifikowani. I jak się tu nie zgodzić. – Moje słowa – wyrwało mi się wewnętrznie, gdy przeczytałem o tym, że patriarcha uważa, że w Polsce jest demokracja sterowana oraz, że „można uzyskać wszystko, jeśli się ma duże pieniądze, jeśli się ma duży dostęp do grupy ludzi, wszystko wtedy staje się relatywne”. Mam też nadzieję, że obaj(jeszcze raz przepraszam że stawiam się na równi z ekscelencją, bo przecież jestem niegodny) nie kłamiemy nawet wtedy, kiedy usiłujemy mówić prawdę.

W jednym się nie zgadzam z purpuratem.  Zawsze mnie dziwiło, że te około dziewięćdziesiąt pięć procent naszego społeczeństwa, które przynajmniej według własnych deklaracji jest katolickie tak łatwo daje się oblegać też pozostałej mniejszości naszego społeczeństwa. I te marne „pięć procent „ znów zaatakowało skutecznie większość zamkniętą w kościelnej twierdzy. – Myślę, że dzisiaj (…) jest wyraźny atak na tradycyjny model rodziny, złożonej z jednego mężczyzny i z jednej kobiety, rodziny wielodzietnej – mówił arcybiskup.  Jak silna może być te „pięć procent”, że tak skutecznie atakuje „tradycyjny model rodziny”, że w tych dziewięćdziesięciu pięciu procentach Polaków zachwiała się wiara w to, że rodzina jest złożona z „z jednego mężczyzny i z jednej kobiety” otoczonej mrowiem przychówku.

– Niech mi pokaże którykolwiek z tych ludzi, którzy wymyślili to wielkie kłamstwo historyczne, w którym miejscu ewangelia mówi o przemocy? Gdzie Kościół zachęca do przemocy? To jest dramat zakłamywania – mówił hierarcha.  Proszę bardzo: „Z woli Bożej opanowali miasto i urządzili nieopisaną rzeź do tego stopnia, że leżące obok jezioro, szerokie na dwa stadia, wydawało się pełne krwi, która tam spłynęła”. Zajęło mi to minutę. To tylko jeden cytat.  Ale co ja tam wiem, ja jestem tylko maluczkim, daleko mi do mądrości ekscelencji i jego znajomości pisma. Gdzie Kościół zachęca do przemocy? Historia kościoła to chyba nie tylko nawoływanie do miłości i zrozumienia?  Było wielu takich wiernych, i chyba nadal jest, którzy uważają, że likwidacja niewiernych jest spełnieniem woli Bożej. Ale w jednym się z ekscelencją zgadzam, jest to „dramat zakłamywania”.

I chyba nikt mi już nie powie, że jako ten, kto często dawany jest, jako przykład tych, co atakują i oblegają katolicko – narodową – tradycyjnie – rodzinną twierdzę, czasami nie zgadzam się z tymi, których jest tu około dziewięćdziesięciu pięciu procent oraz z tym, który przynajmniej teoretycznie powinien im przewodzić. I jeśli jestem błaznem? Trudno, nie jestem tu sam.

dziennik pesymistyczny

A wyburzyć, parkingi porobić

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Jest pewien plac w naszym szarym prowincjonalnym mieście, o który toczy nieustanną walkę pani redaktor z pewnej gazety. Plac jest od lat pusty jak głowa urzędnika, a zaradni mieszkańcy wykorzystują tę wolną przestrzeń, aby parkować tam auta. Taki stan rzeczy, choć prosty, nie podoba się pani redaktor, która od wielu miesięcy, czy może już od lat walczy o to, aby plac nie był parkingiem. Jak przeczytałem w ostatnim raporcie z frontu walki z parkującymi na placu pani redaktor uznała w końcu zwycięstwo swych wrogów i oznajmiła, że plac jest parkingiem. „Dla wszystkich wygodnickich (…). I te zwyczaje wkrótce wejdą w nawyk ich dzieciom.” Czyli hańba nam i naszym dzieciom, jeśli się nie opanujemy.

Pani redaktor przypomina, że już „trzy tygodnie temu pisałam o tym, że plac (…) znów zmienił się w parking. Ktoś odsunął gazon stojący przy przejściu dla pieszych (…) tak, że można wjechać na plac bez obaw o zarysowanie karoserii.”  I znowu doszło do zgorszenia. Choć mieszkańcy wcielili przecież w czyn magistrackie hasło promocyjne, które brzmi ”Siła w Precyzji”. Jednak pani redaktor uznała to za akt wygodnictwa. Obywatele „ochoczo korzystają z darmowego parkingu. Przez te trzy tygodnie nic się nie zmieniło.” – denerwuje się pani redaktor.

A czym tu się denerwować. Wszystko na tym placu dzieje się zgodnie z miejską tradycją. Nawet na przełomie XIX i XX wieku, kiedy zakątek zwany był rajszulą. Nie wszystkim mieszkańcom Radomia podobały się organizowane tam targowiska. Ale furmanki i tak tam parkowały. W 1910 roku, dla uczczenia 500 rocznicy bitwy pod Grunwaldem, postanowiono nazwać plac Jagiellońskim. Targi odbywały się tam jednak nadal, także w czasie okupacji, gdy na kilka lat zmieniono nazwę na Reichplatz. Po wojnie nastąpiła kolejna przeróbka w nazwie – i pojawił się Plac Zwycięstwa. W jego centralnym punkcie, ówczesne władze miasta postanowiły postawić pomnik ku czci żołnierzy Armii Czerwonej. Ale na placu wciąż prowadzono handel i parkowało tam wszystko, czym przywożono produkty na targ, co w tamtych czasach wzbudzało też kontrowersje u niektórych. Po odzyskaniu „wolności”, po 1989 roku plac znów wrócił do nazwy Jagielloński. Zniknął za to pomnik ku czci żołnierzy Armii Czerwonej a powstał czy pozostał pusty plac pięknie otoczony zielenią, schodkami oraz murkiem. Pośrodku pojawiła się piaskownica w podstawie nieistniejącego już pomnika.

Od wyburzenia obelisku wszyscy ważni w tym mieście snuli plany, co zrobić z placem. Ktoś nawet chciał tam biurowca o jedenastu kondygnacjach. Na przełomie XX i XXI wieku władze miasta zamierzały dla odmiany zlokalizować tam nową siedzibę sądu rejonowego. Ostatnie lata to przede wszystkim dyskusje pro pomnikowe. Jedni chcieli wzniesienia na placu rzeźby ku czci królewicza Kazimierza. Konkurenci pomnikowi chcieli na placu zobaczyć rzeźbę poświęcona żołnierzom AK. Był też projekt pomnika – „Powiew”, czyli bramy z powiewająca nad nią kotarą. Pomnik miał symbolizować przejście między światami, otwarte podmuchem wolności. Tu też skończyło się na planach. A gdy tak dyskutowano nad kolejnymi koncepcjami, każdego lata plac zamieniał się budkę piwną z toaletami wokół, oraz boiskiem do gry w siatkówkę.

Mam kolegę, który podobnie jak ja uwielbia pewną scenę z filmu „Szczęśliwego Nowego Jorku”, w której główny bohater Serfer, co prawda tłumaczy coś zgoła innego słuchaczom, ale wypowiada piękne zdanie idealnie pasujące do tego, co tu opisuję. – A wyburzyć, parkingi porobić. Może by się wam w głowach rozpogodziło – mówi Serfer. No właśnie! A może szanowna pani redaktor, i wy włodarze miasta posłuchacie woli narodu, czy jak kto woli mieszkańców?  Jeśli po wyburzeniu tego, co tam było, i przy niechęci do nowych pomników wybrali obywatele parking, to niech ten parking tam z przyzwoleniem władz, kościoła i wolnej prasy pozostanie.

Może nie trzeba ambitnych planów przywrócenia świetności? Może ludzie już sami sobie wybrali, co tam chcą mieć na tym placu? Jeśli nie stać nas na nic innego, albo nie możemy się porozumieć, co tam na tym placu chcemy, to niech po nas przynajmniej parkingi pozostaną.

dziennik pesymistyczny

Bądź patriotą… umrzyj zaraz po przejściu na emeryturę

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 17

– Ten człowiek, w życiu słowa prawdy nie powiedział! – rzekł mój znajomy, i słowa które padły z jego ust wcale mnie nie zdziwiły, bo on już dawno  wyjaśnił mi, że ten cytat z pewnej polskiej komedii, jego zdaniem idealnie oddaje to, co ten mój znajomy myśli o politykach od prawej do lewej strony sceny politycznej. I choć generalnie to się zgadzam z taką opinią kolegi, to ostatnio zauważyłem, że coś się w podejściu do prawa w rządzie zmieniło. Ostatnio polscy politycy zaczęli mówić prawdę. Wiem jakie to szokujące. Ale to fakt! I choć to bardzo bolesna dla szarych ludzi prawda, to jednak jest to sama prawda. No oczywiście nie wszyscy tak od razu stali się prawdomówni, ale może to jakaś tendencja? Mało się nie udławiłem kanapką, gdy usłyszałem w telewizji wypowiedź premiera, no nie tego najważniejszego premiera,  ale zawsze premiera. – Ja nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury, staram się zabezpieczyć tę przyszłość właśnie i przez oszczędności, i przez dobre relacje z moimi dziećmi, bo liczę, że to będzie pewniejsze niż te liczne, chimeryczne państwowe rozwiązania – rzekł do kamery premier, może i vice, ale zawsze premier, zapytany przez dziennikarkę, czy odkłada jakieś dodatkowe pieniądze na emeryturę. No proszę, cóż za odwaga! Co za prawdomówność! Nareszcie ktoś z rządu przyznał, że nie mam co liczyć na państwową emeryturę, choć przymusowo zbieram już na nią od wielu lat. – Oprócz państwa są jeszcze organizacje społeczne, są kościoły, są ludzie dobrej woli, którzy pokazują, że nie jesteśmy zakładnikami tylko takiej bezdusznej maszynerii państwowej – powiedział ten prawdomówny polityk. – Dwie rzeczy, które w życiu są pewne – głosi amerykańskie porzekadło – to śmierć i podatki. I teraz już wiem na pewno jak potraktuje mnie moje państwo. Mam pracować wydajnie, siedzieć cicho, nie podskakiwać, nie wywoływać awantur, nie strajkować, płacić sumiennie i na czas przez całe zawodowe życie… a po sześćdziesiątym siódmym roku życia liczyć na „organizacje społeczne, (…) kościoły” i ludzi dobrej woli.  Czyli wygląda na to, że jak nie mam co liczyć na państwową emeryturę, to zostało mi już tylko żebrać pod kościołem. No tak,premier też radzi bym oszczędzał, ale przy tym co zarabiam i przy tych rządowych podatkach jest to po prostu niewykonalne. – … no to niestety, mówmy o przykrych rzeczach, ale… eee… musi… przejście na emeryturę musi być na tyle późne, że oczekiwany przeciętny oczywiście, oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa – powiedział kolejny polityk z rządu. Czyli ta prawdomówność jest zaraźliwa. Wygląda na to, że prawdziwy patriota to ten, kto po wydajnym,pracowitym życiu i zapłaceniu odpowiedniej sumy podatków przejdzie na emeryturę i bardzo szybko opuści ten padół łez. By nie przysparzać ukochanemu państwu kłopotów oczywiście. I nie mam co myśleć o leczeniu gdy podupadnę na zdrowiu! Bo jak wszyscy wiemy z wypowiedzi Pani minister,  którą obecnie wylosowano na zarządzanie sportem, nie ma sensu w robieniu operacji biodra u osiemdziesięciopięciolatka i w ogóle pani minister uważa, że starsi ludzie to kłopot, bo „chodzą do lekarza co dwa tygodnie dla rozrywki”.  Może od razu wprowadzić eutanazję po przejściu na emeryturę? Nie wiem co tym politykom się stało. Ale coraz trudniej mi uwierzyć że to państwo istnieje dla mnie. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że to ja jestem dla niego. Mam jak najdłużej pracować.  Broń Boże nie chorować! Z płaconych podatków utrzymywać  państwo i jego urzędników, a potem na emeryturze szybko umrzeć. Taki nowoczesny, propaństwowy patriotyczny model życia.


dziennik pesymistyczny

Kiedy byłeś ostatni raz w kinie?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 12

Podczas kolejnej wędrówki ulicami mojego miasta, moją uwagę już z daleka przykuł wielki plakat z podobizną gwiazdy światowego kina, zawieszony na słupie ogłoszeniowym. Afisz reklamował  premierowy pokaz filmu, który zaplanowany był w najbliższym czasie w jednym z lokalnych kin. A właściwie to seans miał się odbyć w jednym z dwóch multipleksów, bo teraz to przecież nie ma u nas zwykłych kin, jakie zapamiętałem z dzieciństwa, tylko są właśnie multipleksy.  Ostatnie małe kino z kameralną  salą splajtowało kilka lat temu.  Teraz podobno ma być tam galeria handlowa.  Kiedy ja ostatni raz byłem w kinie – zamyśliłem się,  gdy zatrzymałem się podziwiając na plakacie nadnaturalnych rozmiarów twarz blond piękności. –Na czym to ja ostatnio byłem w kinie? – starałem sobie przypomnieć ten fakt z mojego życia.  Nie przypomniałem  sobie. Miałem jakieś mgliste wspomnienia. – A prawda! –  nagle w moim mózgu otworzyła się odpowiednia zapadka – byłem w kinie dwa miesiące temu, mniej więcej . Ucieszyłem się,  że z tego, ze sobie przypomniałem i z tego, że jednak nie jest że mną tak źle, bo nadal, mimo ciągłego braku funduszy,nadal bywam w kinie. Wygrałem bilet w radiowym konkursie – dotarły do mnie kolejne fragmenty wspomnień. Czyli jednak nie zapłaciłem za bilet – dostałem bilet.Czyli nie liczy się. – Kiedy to w takim razie, sam, z własnych pieniędzy,zapłaciłem za bilet wstępu do kina – zastanawiałem się. Wyszło mi z tych dociekań, że to już jakieś siedem miesięcy, może więcej. Naprawdę nie bardzo mogłem sobie przypomnieć. Jak już się zatrzymałem przy tym słupie ogłoszeniowym,to postanowiłem poczytać, co tak jeszcze jest na tych plakatach  ciekawego. Plakat zachęcał do odwiedzin teatru. – Kiedy ostatnio raz byłem w teatrze? – pomyślałem, i znów nie bardzo mogłem sobie przypomnieć datę. Zrobiłem kilka kroków wokół słupa i przed oczami miałem  plakat reklamujący koncert. – A kiedy byłem na koncercie? – zgodnie z logiką mojego umartwiania się zapytałem sam siebie. Też nie pamiętałem. W dalszej drodze do biura zastanawiałem się kiedy ostatni raz kupowałem książkę? Nie pamiętałem, ale wiedziałem , że dawno.Kiedy kupiłem płytę w sklepie muzycznym?  Też dawno.  A dlaczego? Dlaczego jestem tak daleko od kultury? Dlaczego choć kiedyś bywałem na każdej premierze w teatrze i w kinie,teraz tam nie bywam?. Dlaczego nie kupuje książek,  albumów, płyt? Odpowiedz przyszła do mnie od razu – z oszczędności. Bo choć pracuję, i choć zarabiam, to z trudem starcza mi tylko na opłaty i jedzenie, z naciskiem na jedzenie. A kultura? Kino, teatr, książka?Zrezygnowałem z kina,z  teatru, z książek i płyt z oszczędności, bo mnie nie stać na to. To smutne. Czy czytam? Czy oglądam? Staram się korzystać z darmowego dostępu. Ale jest to dziwne, że dwadzieścia lat wolnej Polski tak bardzo oddaliło mnie od tego, co kiedyś było dla mnie tak oczywiste. – Kiedy byleś ostatni raz w kinie? Kiedy kupiłeś książkę w księgarni? – zapytałem spotkanego przyjaciela. – A wiesz, że nie pamiętam – odparł. I to jest właśnie znak czasów. To nie jest tak, że stajemy plecami do kultury. To jest czas w, którym kino, teatr, książka są dostępne tylko dla bogatych.  Kolejna zdobycz czasów, w których pieniądz jest bogiem. Teraz chyba jedyna rzeczą, która będę miał doczytania, to to,  co wypisano na banknotach, i to tylko do czasu aż, je wydam w piekarni na chleb.