Tag Archives

56 Articles

dziennik pesymistyczny

Trzyminutowy dyrektor

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ktoś tam kiedyś powiedział, że umiejętność rządzenia polega na umiejętności podejmowania szybkich decyzji.  Na mojej prowincji władający bardzo dbają o czas. Miejskim hasłem promocyjnym jest „siła w precyzji” więc jak tę precyzję, siłę i dbałość o czas, połączy się w jedno, to wychodzi na to, że tu nawet dyrektorską karierę można zrobić tak szybko, że niektórzy to pewnie tego nawet nie zauważyli. Precyzyjna władza naszego grodu,jak wynika z doniesień prasy lokalnej, specjalnym zarządzeniem prezydenta miasta, powierzyła stanowisko dyrektora młodzieżowego domu kultury pewnej pani. Władza uczyniła to precyzyjnie w piątek, 31 sierpnia, o godzinie 14.52. Czas jest tu ważny. Majestat municypalny ogłosił swe rozporządzenie w biuletynie informacji publicznej.Nowo mianowana pani dyrektor miała cieszyć się funkcją i ją sprawować przez następnych pięć lat szkolnych, to jest od pierwszego września 2012 roku, do trzydziestego pierwszego sierpnia 2017 roku. Jak to u nas wszystko było precyzyjnie zapisane. Ale radość nowo mianowanej była krótka.

Czas płynie u nas z tak wielką siłą precyzji, i tak nieubłaganie, że już po chwili (może właśnie wyjaśniła się odwieczna zagadka ile trwa chwila), o godzinie 14.55, pojawiło się kolejne zarządzenie prezydenta. Tym razem w sprawie odwołania tej pani, co ją powołano na stanowisko dyrektora młodzieżowego domu kultury  trzy minuty wcześniej. Nowo powołana, a już odwołana dyrektorka, straciła zaufanie prezydenta miasta. Szybko, tak w trzy minuty straciła to zaufanie? To się nazywa precyzja w działaniu, połączona z siłą argumentu! Ale żeby nie było wakatu na tak ważnym dla miasta stanowisku, trzecim zarządzeniem opublikowanym o godzinie 15.03 prezydent od drugiego września powierzył pełnienie obowiązków dyrektora domu kultury pewnemu panu. I cała ta operacja trwała prawie jedenaście minut.

Trzeba też wyjaśnić, że prezydent powoływał i odwoływał w takim tempie , bo on to zaufanie do pani dyrektor to znacznie wcześniej utracił, bo już wiosną. Ale okoliczności nie pozwoliły mu na wykazanie się kto, dzieli stanowiskami i rządzi w mieście. Już kilka miesięcy temu, jak donosi lokalna prasa władze miasta rozpoczęły działania na rzecz przekształcenia tej instytucji z placówki oświatowej w placówkę kultury. Ale nie spodobało się to rodzicom. Następnie na stronie internetowej miejskiego domu kultury pojawił się link odsyłający do ankiety badającej nastroje mieszkańców naszego miasta przed ewentualnym rozpisaniem referendum w sprawie odwołania prezydenta. No i jak widać, to jest dostateczny powód do utraty zaufania.  Bo jak wszyscy wiemy,każda władza pochodzi od Boga i nie należy jej tak bezczelnie kwestionować. Już wtedy, wiosną, prezydent odwołał panią dyrektor z pełnionej funkcji argumentując to właśnie utratą zaufania. Żeby nie było że tak bezproduktywnie odwołano byłą szefową placówki i w kwietniu ogłoszono konkurs na nowego dyrektora placówki. No i ta pani, którą odwołać raczył prezydent miasta, jako jedyna kandydatka przystąpiła do niego i zwyciężyła. Powołano ją też wówczas na stanowisko, jednak nominacji odebrać nie mogła, gdyż do dwudziestego  sierpnia przebywała na zwolnieniu lekarskim. Jak wyzdrowiała, to nadano jej nominację… i po trzech minutach odwołano ze stanowiska. To jest siła precyzji! Rządzenie polega na umiejętności podejmowania szybkich decyzji, jak pisałem. Ale żeby aż tak szybko? Ja wiem ,że pani dyrektor utraciła zaufanie władzy już wiosną, ale może teraz gdyby dano jej porządzić dłużej niż trzy minuty mogło być inaczej? Przecież jakoś ten konkurs wiosenny wygrała, więc kwalifikacje ma. Tak to nigdy nie wiadomo jak długo przyjdzie nam rządzić, kiedy narazimy się władzy silniejszej.

dziennik pesymistyczny

Hazard w szpitalu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Każda władza degraduje człowieka – mawiał Oscar Wilde. I trudno się z nim nie zgodzić. Mam nawet wrażenie, że władza degraduje myślenie u osób ochoczo ją sprawujących . Czym bardziej ochoczo sprawuje… tym bardziej zdegradowany. Zależność taka. Wiem, że bardzo łatwo jest wskazać tych zdegradowanych umysłowo w klasie próżniaczej,tej wysokiego szczebla. Wystarczy pooglądać telewizję, posłuchać radia,przeczytać gazety, przejrzeć internet, aby wiedzieć, że coś tym pasibrzuchom się we łbach zdegradowało. Ale my tu na prowincji też nie gorsi i też swoich wielkich zdegradowanych mamy. Jak donosiły ostatnio lokalne media, nasza lokalna klasa próżniacza idąc zapewne za przykładem tych wielkich myślicieli i wizjonerów ze stolicy, postanowiła pokazać, że oni też potrafią być…kontrowersyjni – jak mawia moja koleżanka. Na sesji rady miejskiej część radnych sprzeciwiła się zdecydowanie propozycji otwarcia kasyna w naszym mieście. Jeden radny był łaskaw przytoczyć za pewną gazetą ogólnopolską opinię,iż hazard rujnuje nie tylko gracza, ale także jego rodzinę, a hazardzisty – w przeciwieństwie do alkoholika – nie można zmusić do leczenia. Fakt, niech już raczej pozostaną u nas tylko alkoholicy, po co nam jeszcze problem z hazardzistami.

Mnie jednak najbardziej spodobała się argumentacje innego człowieka władzy. Radnemu nie podobała się idea ustawienia stołów do ruletki i black jacka w budynku, gdzie kiedyś mieścił się szpital. Mam nadzieję, że to tylko takie przeinaczenie słów radnego przez media,bo jeśli to prawda, to zdegradowało go zupełnie. Jeśli argumentem przeciw temu żeby nie otwierać kasyna jest to, że kiedyś w tym samym budynku znajdował się szpital, to jest to początek całego szeregu wyprowadzek instytucji i firm z budynków, które kiedyś miały inne przeznaczenia… no bo przecież nie wypada …Dla przykładu – magistrat mieści się w budynku, który kiedyś był siedzibą rosyjskiego gubernatorstwa, potem mieściła się tam komenda milicji obywatelskiej… no czy to wypada, żeby w takim budynku teraz władza się sprawowała.  Jest też u nas kościół katolicki,który kiedyś był cerkwią. No nie wiem, czy to dobry pomysł. Jak nie można w byłym szpitali, który teraz jest hotelem, urządzić kasyna, bo był on kiedyś budynkiem szpitalnym, to jak można władzę; miejską co prawda, ale władzę;sprawować z dawnej komendy milicji obywatelskiej, a katolicką, naszą narodową mszę,odprawiać w byłej cerkwi? A wracając do kasyna planowego w budynku po szpitalu,to nie wiem, czy o to chodziło radnemu, ale może jego obawy dotyczą przypadku ,w którym chory gapcio wejdzie do kasyna sądząc ,że wchodzi do szpitala? I trafi nie na stół operacyjny tylko na taki do ruletki. I przegra wszystko co przyniósł ze sobą, co miało być wyrazem wdzięczności dla lekarzy… Fakt, trzeba ludzi chronić, oni tacy roztargnieni.

Dla radnych mojego prowincjonalnego miasta ważnym argumentem przeciwko nowemu kasynu jest też sąsiedztwo planowanej inwestycji. Budynek przyszłego kasyna  sąsiadowałby z Resursą Obywatelską, najstarszą placówką kulturalną w mieście. I jak to uzasadniał pewien radny „nie wypada, by miejsce, w którym uprawia się hazard, znajdowało się tuż obok instytucji, która zajmuje się kulturą na wysokim poziomie i sztuką, która przygotowuje ambitne propozycje dla mieszkańców i jest najprężniej (…) działającym ośrodkiem kultury”- cytuję za lokalną prasą. Zastanawiam się jak to jest, że w pewnej „placówce kultury” naszego miasta znajduje się, od zawsze prawie, lokal z wyszynkiem i tonie pierwszej kategorii. Ale jak to już pisałem co innego alkoholizm, a co innego hazard. Radny w swej łaskawości i mądrości uznał też, że „lokalizacje na obrzeżach miasta są znacznie odpowiedniejsze dla kasyna”. Fakt, takie Las Vegas z mnogością kasyn powstało na pustyni i teraz jest tam stolica hazardu. Można?Można! Po co zaraz się pchać do miasta i do budynku po szpitalu, przy placówce kultury i to w centrum miasta.


dziennik pesymistyczny

Propało…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Miałem w dawnych czasach, choć znów jeszcze nie tak odległych, koleżankę, no dobra znajomość to raczej była niż koleżeństwo. Ale wspominane z rozrzewnieniem. Panienka była zagraniczna, ale z tych terenów Europy pochodziła, co to nasi młodzi „wszechpolscy” mocarni , chętnie uważają za nasze ziemie odwieczne. Podobnie za swoje uważają tubylcy. Tak po prostu , bez metafor i porównań to ta koleżanka z Ukrainy była.Starodawnym, przedwiecznym zwyczajem tych ziem, wieczorową porą, postanowiliśmy coś wypić . „Na jeziorze wody glazur” – jak mówi poeta. Były piękne okoliczności przyrody, więc przysiedliśmy, przy aby oddać się spożywaniu i dysputom filozoficznym. Wiadomo, my faceci ze wschodu, (tego bliższego zachodowi),chcieliśmy pokazać,  że jesteśmy równie twardzi jak ci co byli tam u siebie , czyli jeszcze bardziej wschodni niż my. Piliśmy wódeczkę, bo jakżeby inaczej. Ichnią sklepową oraz tą nie sklepową. Kobiety,choć nie wszystkie co podkreślam z szacunkiem i podziwem, postanowiły tak bardziej z europejska wina czerwonego spróbować. I tu się narodził wielki problem: brak korkociągu. Klasyczny zważywszy na okoliczności. Jedna z dziewcząt zaoferowała ochoczo pomoc w rozwiązaniu tego przeszkadzającego w zabawie problemu.- Ja otworzę –rzekła chyba po polsku, bo w stanie spożycia w jakim przebywałem mógł być to dla mnie równie dobrze ukraiński czy rosyjski. Co dziwne, że po wódeczce, te języki zlewają mi się w jeden. Ale do sprawy.Dziewczę hożo chwyciło sporą butelczynę i w dosłownych podskokach zniknęło w bujnej ukraińskiej przyrodzie. My tam przy ognisku, w międzynarodowym towarzystwie nadal umacnialiśmy odwieczne przyjaźnie oraz wyjaśnialiśmy odwieczne spory. Tak mniej więcej po godzinie ktoś zainteresował się losem… nie będę ukrywał tej butelczyny z winem, co to uczynne dziewczę zabrało by je odkorkować. Ale i po dziewoi i po flaszce wina nie było ni widu, ni słychu. Wśród licznych toastów wróciliśmy do rozmów (zajęć) budujących przyjaźń między naszymi bratnimi narodami… Tak mniej więcej po godzinie, patrzę a tu wraca dziewczę, nasza krasawica z butelką w dłoniach. – Udało się otworzyć jak widzę – pytam bardziej aby zebranych poinformować o szczęśliwym powrocie tej, której powrotu tak oczekiwano. Panienka stanęła przed nami z lekka się kołysząc. W wyciągniętej do nas dłoni trzymała pustą, opróżniona butelką, teraz już po winie i rzekła do towarzystwa z rozbrajającym uśmiechem – propało… , wsjo propało, winko propało…

Po co przytaczam tę awanturniczo– przygodową opowieść?  Dlatego że przypominała mi się ona wczoraj podczas obrad sejmu.  Debata nad prywatną spółką, która oszukała około trzy tysiące osób, które dobrowolnie powierzyły tej firmie pieniądze,które stracili, trwała ponad piętnaście godzin. Ja tym oszukanym, jeśli zapadnie wyrok skazujący, bardzo współczuję, ale chciałbym się doczekać tak burzliwej i tak długiej debaty w sejmie nad sprawami związanymi z większą ilością obywateli, taką idącą w miliony przynajmniej. Opowieść o ukraińskiej krasawicy przypomniała mi się dlatego, że przez piętnaście godzin, pojawiali się różni mówcy…i jedna co mogli tym pokrzywdzonym oświadczyć  z marsową miną ludzi władzy, lub z rozbrajającym uśmiechem ich pomagierów i rzeczników, to znane mi już słowa: propało…przepadło… I tyle. I nic więcej.


dziennik pesymistyczny

Ty polityku!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

-Ty to gadasz tak całkiem jakbyś był przynajmniej politykiem jakimś – usłyszałem jak starszy jegomość zwraca się do swojego kolegi wyraźnie nie zgadzając się z poglądami,które ten pierwszy był łaskaw zaprezentować. Zacne grono dyskutantów, jak co rano zasiadało na jednej z ławek w miejskim parku. Starsi panowie, w zdecydowanej większości, choć zdarzały się tez panie, omawiali w przyjemnych i nieprzyjemnych czasami okolicznościach przyrody ogólną sytuację polityczną w naszej ojczyźnie oraz poza jej granicami. Takie emeryckie kółko dyskusyjne jakich wiele. Wcale nie podsłuchiwałem, słyszałem tylko, bo trudno jest nie słyszeć jak ktoś prawie krzyczy. A że ławek nasza władza municypalna poskąpiła w tej części miasta, z konieczności  siedziałem blisko. – Ty to już naprawdę, gadasz takie bzdury jakbyś był politykiem czy innych urzędnikiem państwowym – kontynuował głosem oskarżycielskim jeden z panów dyskutantów. – A co zazdrościsz? –ripostował drugi – jakbym chciał to i ministrem mógłbym zostać . – Nawet premierem! – dodał. Myślałem, że usłyszę śmiech, wykpiwający tego ambitnego premiera z nizin społecznych, ale nic takiego się nie stało. Zamruczało,zahuczało towarzystwo i w końcu jeden z nich wyartykułował oburzenie które w nich narosło. – Słuchaj no ty, ty kłamiesz jak najprawdziwszy polityk! Ty jak nic w ministra, czy urzędnika możesz iść! – padło oskarżycielsko wypowiedziane słowo.– Ano mogę! – odparł ten, do którego inkryminacja się odnosiła. Po czym wstał…i poszedł. – Żegnam Panów! – rzucił na koniec w stronę kółka dyskutantów z parkowej ławki.  Po tym wybuchu złości, na ławce przycichło i parkowi sprawozdawcy i opisywacze rzeczywistości zabrali się za omawianie sytuacji w służbie zdrowia.

Mnie jednak wciąż nie dawał spokoju ten zasłyszany niedawno nowy epitet. Jak widać po reakcji tego, który wstał i poszedł, określenie go politykiem czy urzędnikiem państwowym miało bardzo pejoratywne znaczenie. Czyżby nasze nowe słowo obraźliwe? Już nie wystarczy: ty świnio, palancie, tłuku, złodzieju, kłamco… teraz doszło jeszcze: ty polityku? Z ławkowej dyskusji wynikało, że panowie utożsamiali kłamstwo z polityką. I pewnie dlatego jeden z panów nazwany politykiem tak bardzo się obraził. Ale czemu tu się dziwić jak sami politycy kłamstwo usprawiedliwiają.Przypominałem sobie, że kiedyś przeczytałem i zanotowałem pewną wypowiedź polityka, który myśli zapewne o sobie, że jest prawy i sprawiedliwy. Oto fragment: kłamstwo wyborcze w znaczeniu składania obietnic i deklaracji bez pokrycia, (…) takie obietnice i deklaracje składają wszystkie partie i wszyscy kandydaci, gdyż jest to pewien STANDARD kampanii wyborczej w systemie demokracji medialnej. Powiem więcej, Konstytucja RP oficjalnie przyzwala na kłamstwo, skoro poseł zawsze może powiedzieć swoim wyborcom (w jego okręgu), że nie spełni swojej obietnicy wyborczej, gdyż jest przedstawicielem całego suwerena, a w interesie narodu jest, by tej obietnicy nie spełnić. To samo może powiedzieć partia, a jedyną konsekwencją jest ewentualna przegrana w kolejnych wyborach.

Fajnie być takim suwerenem i w interesie narodu kłamać. Tylko potem chyba nie należy się dziwić,że lud, naród, społeczeństwo… czy jak to nazwać zaczyna się przyzwyczajać, że polityk to kłamca i te dwa słowa stanowią dla ludzi zwyczajny synonim. Jeśli kłamstwo jest dopuszczalne, to jak można wierzyć, że kiedykolwiek mówią prawdę? Czyli można założyć, i tak pewnie zrobiło parkowe towarzystwo dyskusyjne, że kogoś kto notorycznie mija się z prawą dla jakichś swych mitycznych, wyższych celów może być nazwany politykiem lub urzędnikiem. Może to jest uogólnienie. Ale nazwanie kogoś wariatem, też nie definiuje do końca i na stałe jego stanu umysłu. Tak kłamliwy jak polityk może być ten, kto dla swych prywatnych celów kłamią i obiecuje coś czego nie chce nawet dotrzymać. To ciekawe, że teraz nie trzeba już używać słowa kłamca, można powiedzieć: polityk. Tak przynajmniej uważa ławkowe koło dyskusyjne emerytów. A że starość , to jak mawiali w szkole,mądrość… to chyba coś w tym jest.

dziennik pesymistyczny

Kiedy byłeś ostatni raz w kinie?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 12

Podczas kolejnej wędrówki ulicami mojego miasta, moją uwagę już z daleka przykuł wielki plakat z podobizną gwiazdy światowego kina, zawieszony na słupie ogłoszeniowym. Afisz reklamował  premierowy pokaz filmu, który zaplanowany był w najbliższym czasie w jednym z lokalnych kin. A właściwie to seans miał się odbyć w jednym z dwóch multipleksów, bo teraz to przecież nie ma u nas zwykłych kin, jakie zapamiętałem z dzieciństwa, tylko są właśnie multipleksy.  Ostatnie małe kino z kameralną  salą splajtowało kilka lat temu.  Teraz podobno ma być tam galeria handlowa.  Kiedy ja ostatni raz byłem w kinie – zamyśliłem się,  gdy zatrzymałem się podziwiając na plakacie nadnaturalnych rozmiarów twarz blond piękności. –Na czym to ja ostatnio byłem w kinie? – starałem sobie przypomnieć ten fakt z mojego życia.  Nie przypomniałem  sobie. Miałem jakieś mgliste wspomnienia. – A prawda! –  nagle w moim mózgu otworzyła się odpowiednia zapadka – byłem w kinie dwa miesiące temu, mniej więcej . Ucieszyłem się,  że z tego, ze sobie przypomniałem i z tego, że jednak nie jest że mną tak źle, bo nadal, mimo ciągłego braku funduszy,nadal bywam w kinie. Wygrałem bilet w radiowym konkursie – dotarły do mnie kolejne fragmenty wspomnień. Czyli jednak nie zapłaciłem za bilet – dostałem bilet.Czyli nie liczy się. – Kiedy to w takim razie, sam, z własnych pieniędzy,zapłaciłem za bilet wstępu do kina – zastanawiałem się. Wyszło mi z tych dociekań, że to już jakieś siedem miesięcy, może więcej. Naprawdę nie bardzo mogłem sobie przypomnieć. Jak już się zatrzymałem przy tym słupie ogłoszeniowym,to postanowiłem poczytać, co tak jeszcze jest na tych plakatach  ciekawego. Plakat zachęcał do odwiedzin teatru. – Kiedy ostatnio raz byłem w teatrze? – pomyślałem, i znów nie bardzo mogłem sobie przypomnieć datę. Zrobiłem kilka kroków wokół słupa i przed oczami miałem  plakat reklamujący koncert. – A kiedy byłem na koncercie? – zgodnie z logiką mojego umartwiania się zapytałem sam siebie. Też nie pamiętałem. W dalszej drodze do biura zastanawiałem się kiedy ostatni raz kupowałem książkę? Nie pamiętałem, ale wiedziałem , że dawno.Kiedy kupiłem płytę w sklepie muzycznym?  Też dawno.  A dlaczego? Dlaczego jestem tak daleko od kultury? Dlaczego choć kiedyś bywałem na każdej premierze w teatrze i w kinie,teraz tam nie bywam?. Dlaczego nie kupuje książek,  albumów, płyt? Odpowiedz przyszła do mnie od razu – z oszczędności. Bo choć pracuję, i choć zarabiam, to z trudem starcza mi tylko na opłaty i jedzenie, z naciskiem na jedzenie. A kultura? Kino, teatr, książka?Zrezygnowałem z kina,z  teatru, z książek i płyt z oszczędności, bo mnie nie stać na to. To smutne. Czy czytam? Czy oglądam? Staram się korzystać z darmowego dostępu. Ale jest to dziwne, że dwadzieścia lat wolnej Polski tak bardzo oddaliło mnie od tego, co kiedyś było dla mnie tak oczywiste. – Kiedy byleś ostatni raz w kinie? Kiedy kupiłeś książkę w księgarni? – zapytałem spotkanego przyjaciela. – A wiesz, że nie pamiętam – odparł. I to jest właśnie znak czasów. To nie jest tak, że stajemy plecami do kultury. To jest czas w, którym kino, teatr, książka są dostępne tylko dla bogatych.  Kolejna zdobycz czasów, w których pieniądz jest bogiem. Teraz chyba jedyna rzeczą, która będę miał doczytania, to to,  co wypisano na banknotach, i to tylko do czasu aż, je wydam w piekarni na chleb.

dziennik pesymistyczny

Gdzie jest moja gwarantowana wygrana?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 3

– W końcu się udało! Wygrywasz gwarantowaną nagrodę w grze o 100.000 zł! Po odbiór odeślij darmowego sms na numer (…) Wow! Gratulujemy – taka wiadomość tekstowa przyszła na mój telefon dziś rano. Każdy, kto dostał takiego smsa pierwszy raz jest pewnie mile zaskoczony tym, że mimo tego, że nie wykazał żadnej inicjatywy, aby pomóc szczęściu to jednak wygrał i to okrągłe sto tysięcy. Ja jestem już przyzwyczajony. Wygrywam tak teoretycznie przynajmniej raz na dwa dni. To nic szczególnego dla mnie. Takie smsy są dla mnie czymś naturalnym jak to, że muszę mój telefon komórkowy podładowywać, co pewien czas. Kiedyś próbowałem walczyć z tym, aby takich esemesów nie dostawać. Wydzwaniałem do operatora, denerwowałem się… niepotrzebnie. Teraz już wiem, że tak jak nie mam wpływu na pogodę tak nie mam wpływu na wyłudzaczy. Bo ja po prostu jestem szarakiem bez dostatecznej ilości pieniędzy na walkę, a za tymi firmami, które planują mnie zmusić do wysłania płatnego smsa obietnicą wygranej stoją wielkie pieniądze. – Pilny komunikat! Ten nr został wskazany do odbioru 20.000 zł! Zgarnij wygraną!20.000zł czeka na przelew! Odpowiedz TAK!  na nr… – to kolejna próbka radosnej twórczości mającej mnie przekonać do wysłania płatnej odpowiedzi. Jakby tak zliczyć to z tą dzisiejszą „wygraną” i tą wczorajszą mam już teoretycznie 120.000 zł – Gratulujemy! Ten nr telefonu został wybrany z puli! Decyzja o przekazaniu 20.000 zł zapadła! Odpowiedz TAK na nr (…) i usiądź, odpowiedź będzie zaskakująca – przeczytałam kolejnego esemesa. Czyli już sto czterdzieści tysięcy złotych.  Kiedyś w ramach badań mojej naiwności wysłałem wiadomość zwrotną i odpowiedź rzeczywiście mnie zaskoczyła. Okazało się,że mam szanse na kolejną wygraną, jeśli znów coś wyślę. I tak w kółko. A przecież decyzja zapadła, więc gdzie są moje pieniądze?!  Czyli jestem teoretycznie bogaty. –Zablokowane wiadomości! Twój numer otrzymał 4 wiadomości MMS. By je zobaczyć odpisz odbieram na numer … – to kolejny sms z mojej kolekcji dziwnych smsów. Czyli jak nie kusi mnie kasa to może połaszczę się na MMSy, które z jakiegoś powodu nie przyszły do mnie na telefon tylko do nich i tam się zablokowały. –Apelujemy do właściciela tego telefonu! Odbierz nagrodę! Odpisz TAK! na… – to kolejna wiadomość. Ciekawe, kiedy będą mnie błagać?  – Przecież piszemy! Komisja ds. nagród przyznaje Ci nagrodę gwarantowaną w grze o 100.000! Po odbiór pisz.. – to kolejna próbka. Tym razem autor wiadomości ma do mnie chyba pretensje, że jestem głuchy na jego starania. Na koniec zostawiłem prawdziwą perełkę: – Dla Ciebie Noworoczny bon o wartości aż 50 zł do wykorzystania w Aptece na leki lub kosmetyki! Wyślij sms na … dalej jest standardowo. Czy to normalne żebym w kilka tygodni wygrał tyle pieniędzy plus nagrody i bon do apteki? Nie przekonam się, bo raz już się raz nabrałem. Czy oni muszą mnie denerwować tymi wiadomościami? – Pytam retorycznie sam siebie. I sam sobie odpowiadam. Pewnie,bo zawsze jest szansa, że się w końcu złamię i oni na mnie zarobią.