Tag Archives

14 Articles

dziennik pesymistyczny

Rok samotności

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nie ma Cię już ze mną od ponad roku. A ja nadal, każdego niemal dnia, ulegam złudzeniu, że wyszłaś z domu tylko na chwile i zaraz zapewne wrócisz. Ciągle czekam w nadziei, że ponownie usłyszę Twoje kroki na schodach a potem chrobot klucza w zamku.

– Mówisz, że to moja wina, że to ja do tego doprowadziłem. Może i tak właśnie jest. Ale ludzie tak już mają, że do każdego czynu potrzebują impulsu, który spowoduje ich działanie. Czasem taki impuls powoduje działania a czasem jak w moim przypadku powoduje stan totalnego zniechęcenia życiem. Takiego nic nie robienie, bo przecież nic już nie warto robić. Pozostanie już tylko trwanie w stuporze. Może i mam naturę destrukcyjną. Nawet bez tego „może”. To pewne, że taką mam naturę. Ale nawet ja, z tym moim wiecznym pesymizmem, musiałem przezwyciężyć instynkt samozachowawczy. Coś mnie zmusiło to tego, że stało się to co się stało.  Przyznasz, że musiało być coś, co spowodowało taki powolny rozpad mojego życia. To nie stało się tak samo z siebie. Coś musiało to zapoczątkować.  I tak właśnie było. A pamiętasz, kiedy to było?

dziennik pesymistyczny

Się zdarza

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Wiedziałem, że na jednej butelce się nie skończy. Spraw – ogólnie rzecz ujmując – ludzkich nie sposób omawiać na trzeźwo. Toż to przecież już starożytni Rosjanie mawiali ze znawstwem, że „biez wodki nie razbieriosz”. Dlatego, gdy tylko wykryliśmy braki w zaopatrzeniu, nie pozostało nam nic innego jak udać się do najbliższego monopolowego w celu nabycia większej ilości alkoholu i do tego kilka odpowiednich utensyliów pozwalających na przyjemne kontynuowanie naszej rozmowy o boleściach duszy ludzkiej, o kobietach, które nas zostawiły, (bo to złe kobiety były), czyli ogólnie rzecz ujmując o nieszczęsnej naszej doli, która przypadła mam w udziale z wyroku stwórcy lub jak kto tam woli w wyniku ewolucji.

– Czy masz świadomość, drogi przyjacielu, że poza światem romantycznej literatury kobiecej, każdy związek lub relacja damsko – męska wcześniej czy później się kończy? – zapytałem, gdy znów zajęliśmy nasze miejsca przy stole obrad. Niechętnie i z pewnym ociąganiem, ale jednak przyznał, że jest tego świadom. A jako zatwardzały pesymista dodał, że nawet zakładał taki scenariusz rozwoju wypadków życiowych. Ale zawsze to, co innego jest zakładać coś teoretycznie i co innego przeżyć i doświadczyć na własnej skórze.

dziennik pesymistyczny

Nie warto żyć normalnie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Mój przyjaciel zaordynował „po setce na dzień dobry”, gdy tylko zdążyliśmy usiąść przy barze. – W grube szkło nalać czy w cienkie? – zapytała matowym głosem dziewczyna stojąca za barem. Teraz z barmanką odbywali ten sam tradycyjny już przy takich okazjach dialog.  – Wszystko jedno, wódka jest wódka – odpowiedział mój towarzysz.  – Bo to czasem trafi się taki, co to nie wypije z grubego szkła żeby nie wiem co – powiedziała dziewczyna nalewając wódkę do kieliszków.

– Nie warto żyć normalnie, trzeba żyć ekstremalnie – rzekł przyjaciel, co stanowiło zaproszenie do wypicia wódeczki. – Wiesz, tak mi czasem brakuje takich prawdziwych rozmów z facetami, takich spotkań w męskim gronie – powiedział mój towarzysz jednocześnie delikatnie chwycił mnie za łokieć. Mówił jeszcze coś o tym, że teraz uczęszcza na takie luźne spotkania gdzie poruszany jest zawsze jakiś temat z życia faceta. Wspomniał coś o tym, że to bardzo wartościowe, że przychodzą tam mężczyźni niezależnie od wieku czy przekonań. On tak mówił i mówił, a ja słuchałem go jak przez ścianę, bo cała moją uwagę skupiłem na jego dłoni trzymającej mój łokieć w uścisku.

Nie skądże znowu, ani przez chwile nie podejrzewałem przyjaciela, że ten nagle zmienił orientacje. A nawet jakby tak było to nie mnie go sądzić i oceniać. Ale ta jego przemowa o męskim gronie w połączeniu z tym moim łokciem w jego uścisku… to wszystko wzbudziło moje lekkie zaniepokojenie.   – Dziś w strefie ducha brakuje mężczyzn, a przede wszystkim przekazu dla mężczyzn – kontynuował wywód przyjaciel. – Faceci przecież mają zupełnie inne od kobiet cele i zdecydowanie różne role do spełnienia w swoim życiu, potrzebują mocnego, męskiego głosu który wskaże im drogę. Spotkania o których mówię organizowane są po to, aby mężczyźni mieli szansę na osobiste spotkanie z Przedwiecznym, tylko w męskim towarzystwie, gdzie nie muszą się niczego wstydzić – dodał.

– Poproszę bardzo, bardzo szybko poproszę cztery setki, kolega postradał rozum, ale może da się go jeszcze uratować – niemal wykrzyczałem zamówienie do barmanki. Gdy co zamówione zostało polane, wypiliśmy po pierwszej setce. – Znowu Cię wzięło na mistycyzm? – zapytałem mając w pamięci kilka poprzednich flirtów mojego przyjaciela ze strefą duchową jego osobowości. – No wiesz jak jest, nie warto żyć normalnie, trzeba żyć ekstremalnie – odparł przyjaciel, po czym wskazał wzrokiem na stojące przed nami kolejne setki. Zrozumiałem. Wypiliśmy.

– No wiesz jak jest, im głównie zależy na osobach, które zaczynają swoją przygodę z wiarą, a ja nie lubię żyć normalnie. Ja musze żyć ekstremalnie. To mnie do nich ciągnie – powiedział mój przyjaciel, po czym wstał, lekko się zatoczył, ale już po chwili wrócił do pionu, by znów usiąść przy barze. – Może rozchodniaczka? – zaproponowałem, na co mój przyjaciel przystał z ochotą, choć zaznaczył, że to będzie jego ostatni na dziś, bo on musi na spotkanie, tam gdzie w męskim gronie rozmawia się o sprawach duchowych.

– Poproszę jeszcze dwie setki i koniec, idziemy – zamówiłem. – Albo, wie pani co? Niech Pani poda jeszcze po dwie od razu – dodałem przemyślawszy szybko sprawę. Kiedy podano wypiliśmy po pierwszej setce. – Oj, musze iść – rzekł mój towarzysz – czekają na mnie. Na te słowa zaproponowałem szybkie wypicie drugiej setki, co natychmiast uczyniliśmy. Po rozchodniaczkach mój przyjaciel wstał ze stołka barowego, po czym znów na nim usiadł, ale tym razem jakoś tak niepewnie. – Płacić – rzuciłem do barmanki. Zapłaciłem. Potem w taksówce, i jak targałem przyjaciela do jego mieszkania na poddaszu rozmyślałem o tym, że tak całkiem normalnie udało mi się dziś uratować jego podatną na wpływy dusze przed ekstremalnymi doznaniami.

dziennik pesymistyczny

499

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Moje oczy nie widzą tego, co pragnę zobaczyć. Ciało nie czuje tego, do czego się wyrywa. Usta nie mówią, bo im ktoś nie pozwala. Dłonie nie dotykają, bo nie mogą dotykać. Sam wśród tak wielu. Sam w swojej samotności. Przegrany. Poniżony. Schorowany. Beznadziejny. Bezsensowny. Stoję i patrzę na swoje odbicie w lustrze. Oto Ja! Kiedyś tak dumny z tego mojego Ja. Teraz już bardziej niepewny swojego „Ja”. Teraz coraz bardzo obcy sobie. Czy to nadal Ja? Czy już nie „Ja”? Ale wiem, że istnieje. Jestem tu nadal. Choć przemijam coraz szybciej i szybciej, to jednak nadal coś odczuwam. Jestem tu! Czegoś pragnę. Coś kocham choć beznadziejnie. Puki żyje, to przeżywam. Odczuwam. Cierpię. Chce! Łaknę! Potrzebuje! Puki życia, puki oddychania… zawsze będzie we mnie pragnienie. I choć bym cały był już zbudowany z przemijania, to i tak nieprzestane kochać i potrzebować kochania.

Jestem taki sobie bliski, a taki jednak w sobie daleki. Samotny, pusty, sflaczały, słaby. Sam bez miłości upragnionej.  Sam bez kochania. Beznamiętny. Bezużyteczny. Taki niczyj. Teraz gdy się zatrzymałem przyglądam się sobie. Oto moje oczy, co już nie zobaczą. Oto moje usta, które nie poczują. Oto moje dłonie, które nie dotkną. Oto moje ramiona, w których już nie zamknę. I chociaż będę widział, czuł i dotykał, to już nie tak jak bym tego chciał.  Tak jak tego pragnę. Oto ja – tak bardzo niepotrzebny. Oto moja męskość tak bezużyteczna. Oto jestem. Taki beznadziejny. Oto moja samotność. Oto moje ciało. Oto ja – tak bardzo nieważny. Moje przeznaczenie. Moja rozpacz. Moja niepewność.

Wdepnąłem w śmiertelność jak w kałuże na chodniku. Nasiąkam jest brudem. Spada na mnie kroplami jak deszczem. Czuje chłód tej ostateczności. Zimno wieczności wpływa we mnie. Wilgoć niebytu przenika mnie do dreszczy. Nasiąkam mim. Wdycham je. Napełniam nim płuca. Przenikam niebytem. Upływam. Znikam. Rozpływam się w samotności. Przestaje istnieć. Taki niezauważalny. Nieobecny. Samotny wśród ludzi i samotny bez nich. Coraz bardziej nieistniejący. Niezauważalny. Nietolerancyjny. Nieinteresujący. Taki za bardzo i nie bardzo. Za mało i za dużo. Taki nie w sam raz. Taki za bardzo pusty i za bardzo pełny. Taki nierokujący. Niezarabiający. Niewypłacalny.  Niedążący. Bezcelowy. Nieprzystający. Za bardzo wątpiący.  Za mało chory i za bardzo schorowany. Za głupi i za mądry. Niezauważalny. Obcy. Nie ten.

Żyje sobie obok. Istnieje z dnia na dzień. Trwam. Jestem powtarzalny. Jestem niezaskakujący. Jestem nie rozrywkowy. Niezabawowy. Nietaneczny. Nietowarzyski. Nierodzinny. Nieprzysiadalny. Ale za to nadmiernie kochający. Za dużo pijący. Za bardzo przytulający. Irytujący. Za bardzo potrzebujący. Nierealistyczny. Za bardzo chcący. Za bardzo proszący. Za mało dający i za dużo biorący. Za bardzo potrzebujący. Za bardzo domowy. Rutynowy. Powtarzalny. Niezaskakujący. Udomowiony. Wciąż kochający.

„Ile wiary fałszywej tyle męki komicznej tyle śmiesznej tęsknoty tyle miłości próżnej”