Tag Archives

6 Articles

dziennik pesymistyczny

Płaca bez pracy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Od zawsze męczyłem moich bliskich, przyjaciół oraz wszelkich znajomych wizją takiej pracy, w której dobrze bym zarabiał i nie miał żadnych obowiązków. Po prostu kusiła mnie płaca bez pracy, tak bardzo pożądana przez wielu, a do której tak niewielu się chce otwarcie przyznać.

Zawsze przy takich okazjach gdzie otwarcie lub w żartach mówiłem o tym, że piękną, choć trudną do zrealizowania, wizją jest taka praca za wysoką pensję, w której dostanę własny gabinet, prenumeratę prasy, dostęp do internetu oraz święty spokój od jakichkolwiek obowiązków, reakcją otoczenia na takie moje słowa najczęściej były drwiny, śmiech, wymowne stukanie się palcem w czoło, ogólne politowanie dla mej naiwności oraz krótkie stwierdzenie, że każdy by tak chciał tylko, że takiej pracy nie ma.

dziennik pesymistyczny

Zachęta w prezencie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Plan jest taki, że pieniądze z OFE chcemy przekazać Polakom – tłumaczył wicepremier Mateusz Morawiecki prezentując nowe plany rządu. Jednak niech nie ulega złudnej nadziej ten, kto uwierzył, że dostanie swoje pieniądze oszczędzone w funduszu emerytalnym do ręki i będzie mógł z nimi zrobić, co zechce. Tak dobrze to nie będzie. Pieniądze z Otwartych Funduszy Emerytalnych są środkami publicznymi, co usankcjonował zeszłorocznym orzeczeniem Trybunał Konstytucyjny, więc należą do państwa i do nikogo więcej. To urzędnik z politykiem będzie decydował jak je lepiej spożytkować dla Twojego dobra.

Według rządowego planu otwarte fundusze emerytalne miałyby jedną czwartą kapitału, czyli około 35 mld zł, oddać w formie gotówki do funduszu rezerwy demograficznej. Natomiast 75 procent aktywów OFE, ulokowanych w akcjach miałoby trafić, jako papiery wartościowe do III filara.

dziennik pesymistyczny

500 Plus bykowe?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Narodowy rząd, aby swój naród jak najbardziej powiększyć, postanowił zakontraktować u obywateli po dwójce dzieci. Plan jest taki, że za to drugie płacić będą po pięćset złotych miesięcznie. Ja nigdy nie chciałem i nadal nie chce mieć dzieci, przyjmijmy że to ze względów humanitarnych, więc nie mam szans na żadne wsparcie. Co więcej, obawiam się że narodowy rząd wpadnie niebawem na prodemograficzny pomysł i na takich jak ja, bezdzietnych z wyboru, nałoży podatek od nie posiadania potomstwa.

Premier rządu poinformowała, że przyjęto projekt ustawy, która wprowadza program „Rodzina 500 plus”. Zapowiedziała, że „za chwilę” przekaże go marszałkowi Sejmu. Pomijam już to, że projekt lasowany przez prawych i sprawiedliwych łamie zasadę równości obywateli wobec prawa, dyskryminując jedynaków i obywateli bezpłodnych z powodów biologicznych oraz obywateli preferujących antydemograficzny styl życia z powodów światopoglądowych.

Ja obawiam się, że na kolejnym nocnym posiedzeniu Sejmu jakiś nawiedzony poseł wlezie na mównice i o trzeciej nad ranem zgłosi poprawkę do ustawy, który nałoży karę pięćset złotych na obywateli, którzy z własnej woli nie posiadają potomstwa. No przecież jest to prawdopodobne.  Projekt ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci wprowadza świadczenie pięćset złotych miesięcznie na drugie i kolejne dziecko. Jak się dobrze policzy to może się okazać że najlepszy sposób finasowania tego wsparcia to nałożenie podatku na tych co się migają od posiadania potomstwa.

Teraz nowa władza ma wiele pomysłów z dawnych czasów, a czasami promują je nawet te same osoby co w czasach słusznie dawno minionych zajmowały poważne stanowiska państwowe, więc można przyjąć, że ktoś wpadnie na powrót do tradycji. W Polsce, w okresie po 1945 roku, obowiązywał podatek (a właściwie podwyższona kwota podatku dochodowego) potocznie nazywana bykowym. Płaciły go osoby bezdzietne, nieżonate i niezamężne powyżej 21 roku życia (od 1 stycznia 1946 do 29 listopada 1956), a później powyżej 25 roku życia (do 1 stycznia 1973). Obawiam się, że taki powrót do przeszłości jest bardzo blisko.

Ja nie mogę mieć dzieci, to znaczy nie mogę ich urodzić, ale piewcy dziecioróbstwa, co rusz naciskają na mnie, abym wycisnął ze swych lędźwi soki i konieczne, na chwałę Polski i Narodu, zapłodnił moją partnerkę i to najlepiej dwa razy, bo to za drugie dziecko zapłacą.

– Moja wizja przyszłości jest tak precyzyjna, że gdybym miał dzieci, udusiłbym je natychmiast – napisał kiedyś Emil Cioran. Ja nie jestem aż tak radykalny w poglądach. Nie ma potrzeby od razu dusić.  Po prostu, mam podobnie taką precyzyjną wizje przyszłości, że za nic nie chce i nie chciałbym mieć dzieci i nawet pięćset złotych miesięcznie mnie nie przekona. Ale przy takim nacisku prodemograficznym, naprawdę obawiam się, że już niedługo będę płacić podatek od nieposiadania potomstwa.

dziennik pesymistyczny

Habemus praesidentem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Uznaję jego wybór, bo uznaję reguły demokracji. Wygrał wybory, a nie mam żadnych podstaw by sądzić, że zostały one sfałszowane. Natomiast w żadnym razie nie podam mu ręki – powiedział pewien bardzo znany polityk pięć lat temu. Jak myślisz drogi czytelniku kto jest autor tych słów? Tak, zgadza się to wódz prawych i sprawiedliwych niejaki Jarosław. Teraz ja też mogę być tak wspaniałomyślny jak kiedyś pan prezes i też stwierdziłam, że nie podważam wyboru nowego prezydenta, ale „w żadnym razie nie podam mu ręki”.

A tak, zgada się, jestem małostkowy. Stać mnie na to. Przez pięć długich lat słuchałem nawiedzonych oszołomów wmawiających mi, że żyje w niemiecko – rosyjskim kondominium. Przez długi, bardzo długi czas męczono mnie i wmawiano, że Jarosław tylko może zbawić okupowaną Polskę w ruinie, ale teraz doczekałem się i zemsta jest moja – jak mówi Pan. Co prawda mogłem sobie odpuścić, ale z drugiej strony dlaczego miałbym to zrobić?  Nade mną też nikt się nie litował, więc w sposób iście biblijny ja też nie będę miał litości.

Już podczas przysięgi nowego prezydenta w Sejmie zrodziły się we mnie pierwsze wątpliwości. Oto bowiem ten niezłomny, wykształcony i kompetentny mąż stanu (o czym mnie wielokrotnie przekonywano) podtrzymując obietnice dane podczas kampanii wyborczej zakończył ślubowanie prośbą o pomoc do Wszechmogącego.  Czyżby nie wierzył biedaczysko, że można dokonać „naprawy” Rzeczpospolitej bez boskiej interwencji? Czyżby bez wsparcia tego, co w niebiesiech nie można by było zmienić tego łez padołu w raj? No, ja dotychczas byłem sceptyczny co do obietnic nowego prezydenta, ale gdy teraz wiem, że mają się one dokonać z boską pomocą, to jestem już zupełnie spokojny. Przecież od dzieciństwa słyszę zapewnienie, że cuda się zdążają.

Ja już dawno straciłem wszelką nadzieje, że ta parodia demokracji, jaką obserwuje w polskiej polityce da jakieś zdrowe owoce. Ale trzeba przyznać, że po latach rządów pospolitych obłudników teraz będę miał ciekawszy teatrzyk. Teraz zaczną się rządy nawiedzonych obłudników, oszołomów pierwszej wody i choć władza w ich rękach może być straszna to i na pewno też śmieszna – parafrazując stare rosyjskie porzekadło.

– Jest poczucie czegoś odradzającego, oczyszczającego, jak przy wizycie Jana Pawła II – popadła w ekstazę pewna pani poseł obserwując wielogodzinne uroczystości z okazji ślubowania nowego prezydenta.  Inny uczestnik akademii ku czci wspominał coś o „pierwszym kroku w odbijaniu polski”.   „Prezydentura wraca w godne ręce dokładnie 1944 dni po śmierci Lecha Kaczyńskiego” – takim wpisem tuż przed zaprzysiężeniem Andrzeja Dudy podzielił się na Twitterze pewien były prawy i sprawiedliwy polityk, który teraz wrócił do łask prezesa. Jak widać i słychać już się zaczyna a jak prawi i sprawiedliwi wygrają wybory parlamentarne – a wygrają – zacznie się jazda na całego.

Nowy prezydent mówił, że będzie walczył z podziałem w społeczeństwie.  Niby wszystko dobrze, ale ja mam wrażenie, poparte obserwacją, że on i jego zaplecze polityczne pojmuje walkę z podziałami w ten sposób, że jednym sposobem na jedność jest to żebym myślał tak jak oni a jeśli nie, to przynajmniej się nie odzywał.

Dlatego, z nieukrywaną radością i pewną dozą ironii powtórzę za prezesem: uznaję jego wybór. Wygrał wybory, a nie mam żadnych podstaw by sądzić, że zostały one sfałszowane. Natomiast w żadnym razie nie podam mu ręki.

Ps. Mam nadzieje, że moje słowa nie obrażają nowego prezydenta, bo „kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”. Ale na szczęście w swoich subiektywnych ocenach podpierałem się słowami prezesa, wiec może nie posiedzę „do lat trzech”.

dziennik pesymistyczny

Tylko pod tym znakiem…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Postanowiłem dokonać aktu apostazja – rzekł przyjaciel siadając przy kawiarnianym stoliku. Czekałem na niego już od ponad trzydzieści minut wpatrując się w ścianę deszczu za oknem i przez to czekanie zamówiłem już dwie pięćdziesiątki, więc pomyślałem że najwidoczniej alkohol wpłynął na mnie bardziej niż się tego można było spodziewać po tak małej dawce. – Apostazji? – spytałem kontrolnie. – Tak, tak dokładnie – powiedział z entuzjazmem kolega i zajął się zamawianiem sporego co nieco u przybyłej właśnie kelnerki.

Nie czekając na wyjaśnienia, co skłoniło przyjaciela do tak nagłego opuszczenia łona kościoła katolickiego, postanowiłem przejść do sedna i zapytać dlaczego właśnie teraz. Mój rozmówca na początku zaordynował „po jednym” a następnie zaczął wyjaśniać, że jak mi wiadomo on od dawna był w konflikcie moralnym i duchowym z dostojnikami kościoła rzymskiego i po prostu teraz mu się to skumulowało, dojrzało w nim i przyniosło owoc w postaci decyzji o pożegnaniu się z kościołem. – No i właśnie chciałem Cię prosić o to żebyś został moim świadkiem – rzekł na zakończenie. Nawet nie zdążyłem zapytać, jakim świadkiem a już przyjaciel mi uprzejmie wyjaśnił.  Chcąc wystąpić z katolickiej wspólnoty należy się udać do parafii chrztu. Tam przedstawiając świadectwo tegoż sakramentu w obecności dwóch świadków właśnie zażądać usunięcia swego nazwiska z wykazu osób należących do religijnej wspólnoty, czyli dokonać aktu apostazji.

– Paszport masz, dokonasz aktu apostaci, więc dokąd emigrujesz? – zapytałem przyjaciela, czym zaskoczyłem go tak bardzo, że prawie wylał na stolik to, co tam stało cennego. – A po cóż miałbym emigrować? A czy mi tu źle? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Dni nas przecież dzielą od zaprzysiężenia nowego prezydenta, a jak wiesz on jest najzagorzalszym wyznawcą, obrońcą wiary katolickiej, który nie bacząc na okoliczności ratował hostie, nie wiadomo jak będzie zapatrywał się na takich zaprzańców – uprzejmie wyjaśniłem. – Toż nie dalej jak dwa tygodnie temu niejaki Jarosław, zbawca Polski, mówił na Jasnej Górze do swoich wiernych oraz wiernych kościoła, że „nie ma Polski bez Kościoła” – kontynuowałem. – Nie pamiętasz, że wódz prawych i sprawiedliwych głosił, że „nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół, a ty chcesz teraz dokonać apostazji? Naprawdę zły moment sobie przyjacielu wybrałeś – zakończyłem.

Mój rozmówca siedział blady i wpatrywał się we mnie oczami coraz większymi. – Myślisz, że będą wywozić i zaczną się pogromy? – zapytał, a ja zaproponowałem żebyśmy się napili, bo nie wyglądał dobrze. – No, wiesz jak jest, nie pamiętasz, że tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską a Polak a Polakiem? Ja tam nie wiem, jak będzie ale – tu posiłkując się techniką zacytowałem – „nawet gdyby ktoś miał wątpliwości, nawet gdyby ktoś nie wierzył, ale był polskim patriotą, to musi to przyjąć. Musi przyjąć, że nie ma Polski bez Kościoła, nie ma Polski bez tego fundamentu, który trwa od przeszło tysiąca lat”. A to mówił Jarosław, a wiesz już z doświadczenia ich poprzednich lat rządów, że jak on coś mówi to już mówi – dodałem.

– No tak, chyba tego nie przemyślałem – przyznał przyjaciel – wygląda na to, że tylko katolik będzie po wyborach prawdziwym Polakiem.  – Ty nie rób pochopnych kroków, pamiętaj że prezydent elekt nie raz wspominał, że tylko ludzie wierzący lepiej poradzą sobie z dziełem naprawy Rzeczypospolitej. I gdzie ty w nowej, wolnej Polsce prace znajdziesz jako jawnie niewierzący? – powiedziałem.

Siedział mój przyjaciel smutny i popijał po każdym moim wezwaniu, ale nie było w nim już tej radości co na początku naszego spotkania. Trochę mi było go żal, ale może przez to, że zrezygnował z jawnej apostazji ułatwiłem mu życie w nowej, powyborczej, wolnej, katolickiej, prawej i sprawiedliwej Polsce.

dziennik pesymistyczny

Przy obiedzie za miliony cierpię katusze

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Trzeba coś zrobić! Do cholery! Przecież tak być nie może! Nie można być biernym! Trzeba coś zrobić! Trzeba ratować człowieka! Nie można pozwolić żeby znów tak cierpiał! Co prawda mam w głębokim poważaniu cały ten cyrk nazywany wyborami parlamentarnymi, ale tym razem może jednak zagłosuje przeciw, tak z czystej empatii. Niech się chłopina nie męczy dla narodu. Po co człowieka męczyć?

– Nie lubię mówić o takich rzeczach, ale kiedy byłem premierem, jadłem wyjątkowo wręcz ohydne (…) obiady w kancelarii premiera. Chociaż twarz mi wykręcało, to jadłem – wyznał na konferencji prasowej w Sejmie były premier Jarosław K.

– Koniaków żeśmy wypili przez ten cały czas może, z moim udziałem, jedną butelkę. Czasem wicepremierów zapraszałem, bo musiałem ich do czegoś przekonać. To jest wszystko. Cygar w ogóle nie palę – kontynuował swe wyznania doktor, prezes Prawych i Sprawiedliwych.

Ratujmy chłopa! Przecież on gotów dla nas, dla narodu poświecić się i znów zostać premierem, który znów będzie musiał jadać „wyjątkowo wręcz ohydne”. Przecież nie można na to pozwolić. Są pewne granice. Jak ja mógłbym spać spokojnie wiedząc o tym, że gdzieś tam w stołówce kancelarii premiera Jarosław K. zjada z obrzydzeniem obiad aż twarz mu wykręca z cierpienia.

 – Za miliony kocham i cierpię katusze – pisał poeta. Ja wiem, że on jest gotów do poświeceń. Ale przecież nie można pozwolić na to żeby ten wybitny syn wielkiego narodu, polski polityk, doktor nauk prawnych, działacz opozycji demokratycznej w okresie PRL, twórca i prezes partii politycznych Porozumienie Centrum oraz Prawo i Sprawiedliwość, senator I kadencji, poseł na Sejm I, III, IV, V, VI i VII kadencji, były prezes Rady Ministrów, były kandydat na urząd Prezydenta RP tak cierpiał za miliony. W przenośni i dosłownie, żeby cierpiał za miliony. Bo to ani się chudzina koniaczku nie napije, ani cygarka nie zapali, a obiadki musi jeść ohydne. No jak tak można człowieka skazywać na takie cierpienie? Przecież to nieludzkie.

Dlatego apeluje do Was Polacy! Narodzie! Trzeba nam czynić co w naszej mocy, aby zapobiec nieszczęściu które może spaść na tego starszego, schorowanego jegomościa. Nie można przecież pozwolić, aby ten zasłużony mąż stanu znów się tak dla nas poświęcał. Ja wiem, że on tak z czystości serca wziąłby na siebie ten krzyż, ale przecież My naród chrześcijański nie może na to pozwolić.  On pewnie tak nas, dla narodu, tak kocha, że gotów za nas cierpieć katusze. Ale wykażmy się miłosierdziem. Polacy, nie pozwólmy aby ten starszy pan tak się dla nas męczył. Niech on znów nie musi jeść „wyjątkowo wręcz ohydne (…)  obiady w kancelarii premiera”. Niech mu ponownie twarzy nie wykręca z obrzydzenia podczas konsumpcji. Są przecież jakieś granice poświecenia.