Prochem jesteś i w grosz się obrócisz
– Nie jest łatwo żyć a co dopiero umrzeć w Wąbrzeźnie – rzekł mój przyjaciel przesuwając w moją stronę kieliszek. – Pewna staruszka usłyszała tam od księdza, że albo zapłacimy od razu 2400 złotych, albo pogrzebu jej zmarłego syna nie będzie – dodał po tym jak wypiliśmy to, co było nalane.
Przyznaje, nie bardzo wiedziałem o co się szanownemu przyjacielowi rozchodzi z tym Wąbrzeźnem, bo wzorem pewnego byłego naczelnego lokalnej gazety poczułem się zmęczony „ludzką głupotą” i podobnie jak wspomniany zaaplikowałem sobie „radykalny odwyk od informacyjnych TV i portali internetowych”.
– Spokojnie, ja ci to szybko wytłumaczę – powiedział przyjaciel, po czym On nalał, My wypiliśmy a On mi opowiedział, co następuje. – W niejakim Wąbrzeźnie nie ma cmentarza komunalnego – rozpoczął swoja opowieść -są za to dwa parafialne miejsca wiecznego spoczynku którymi administruje proboszcz parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy. A że cmentarze to własność kościoła, a jak wiadomo w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej własność prywatna to podstawa, a zwłaszcza własność kościelna to podstawa to jak ksiądz dobrodziej administruje to i stawia twarde warunki – przyjaciel przerwał na chwile opowieść, bo nadszedł czas na kolejny kieliszek.
– Jego to własność to mu wolno. Takie są nieprzebłagane prawa rynku. Jest tam monopolistą, więc dyktuje warunki – wtrąciłem korzystając z przerwy w opowieści kilka wpojonych mi przez te wszystkie lata kapitalizmu zasad współżycia społecznego.
– Ten ksiądz proboszcz z Wąbrzeźna za pogrzeb zażyczył sobie około 2 tysięcy złotych. Nie chce On czekać, aż Zakład Ubezpieczeń Społecznych przeleje rodzinie pieniądze z zasiłku pogrzebowego na konto – kontynuował opowieść mój przyjaciel. – On chce pieniądze teraz, zaraz i natychmiast. A jak nie dostanie pieniędzy, to ciała syna biednej wdowy nie pochowa. – W myśl zasady nie ma kasy, niema pogrzebu? – zapytałem. Przyjaciel przytaknął i podjął przerwany wątek.
– Ksiądz dobrodziej wyjaśnia, że problem jest głębszy, niżby się wszystkim wydawało – mówił przyjaciel. Ostatnio były cztery pogrzeby, za które wierni nie zapłacili. A przecież to biznes i nikt tu niczego nie będzie robił za darmo. Ksiądz inkasuje po około 2 tysiące złotych za pogrzeb bez podatków, wystawia druk KP. z adnotacją „złożono w formie ofiary” i nie będzie dla nikogo robił wyjątków. Wdowi grosz jest mu potrzebny i będzie tak jak on chce – zakończył.
Wysłuchałem opowieści przyjaciela i przyznałem mu racje że nie jest łatwo żyć, a umrzeć jest jeszcze trudniej w tym Wąbrzeźnie. – Postanowiłem, że jeszcze pożyje, nie stać mnie na pogrzeb – powiedział na koniec przyjaciel i znów wypiliśmy, tym razem za długie życie. Bo tak wyjdzie taniej.
