Tak po prostu odeszła?
– Co słychać? Co u Ciebie? – zaatakowała serią pytań, na które nie chciało mi się odpowiadać. Doznałeś po stokroć już tego samego uczucia, że właściwie to nie wiesz, co masz na takie pytanie odpowiedzieć. Mogłeś w tradycyjny dla siebie sposób w stylu: że fatalnie, że nic dobrego, że absolutnie jest do dupy, że czekasz i wypatrujesz końca żywota swego. Mogłeś odpowiedzieć w nowoczesnym nowopolskim radosnym nawet bez powodu stylu: że zajebiście, że wszystko bardzo dobrze, że niekończące się pasmo sukcesów, że wspaniale i że nigdy nie było lepiej. Ale, po co kłamać w tak błahej sprawie. Narzekać też jakoś Ci się nie chciało.
– Nic nie słychać – odpowiedziałeś w końcu zgodnie z prawdą.
– Odeszła? – zapytała ona w taki sposób jakbyście o tym rozmawiali wczoraj a nie, do kurwy nędzy, przeszło pół roku temu. – Tak po prostu? – dopytała. Czasami tak jest, że masz wrażenie, że ludzie żyją tylko wtedy, gdy są w interakcji z tobą a poza tym czasem, gdy znikają z kręgu twojego widzenia, pozostają w jakimś letargu. No bo jak tu inaczej wytłumaczyć coś takiego. Mija pół roku odkąd widzieliście się po raz ostatni a ona powraca do tamtej rozmowy tak jakby to było przed pięcioma minutami i tylko na chwile przerwaliście rozmowę, bo ona wyszła do kibla przypudrować nosek.
– I tak po prostu odeszła? – powtórzyła swoje pytanie.
– Nie, kurwa! Wcale nie tak po prostu! Odeszła ode mnie wśród gromów z jasnego nieba i śpiewów anielskich. Z orkiestra dętą odeszła, w abyście honorowej wojska polskiego. Z błogosławieństwem przedstawicieli kościoła, najwyższych władz państwowych oraz lokalnych organizacji kobiecych. Wcale nie tak po prostu – odpowiedziałeś i już wiedziałeś, że znów wracasz do domu sam.
