Oto ujrzałem swój portret
To nie takie łatwe być mną. Jest to cholernie męczące zadanie. Jakbym mógł wybierać, a przecież nie mogę, ale jakbym jednak mógł, to na pewno nie obsadziłbym się w tej roli. Za nic nie chciałbym grać samego siebie. Ale cóż, nigdy nie miałem i nie będę mieć w tej kwestii najmniejszego wyboru, więc tylko robiłem i nadal robię, co tylko w mojej mocy i grałem w najbardziej przekonujący sposób. Na szczęście mam niezaprzeczalną cechę artysty, samoumartwienie się, więc jest dużo łatwiej.
Bo co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz. Tego nie sposób już zatrzymać. Jest zdecydowanie za późno. Wszystko zostało już ustalone. Wyroki wydane. Umowy podpisane. Sprawa zamknięta. Teraz tylko należy w spokoju poczekać na finalizacje. Trwa ostateczne odliczanie.
Zawsze było i zawsze jest tak samo. Zawsze źle. Nawet jak na chwile stanie się dobrze, to to właśnie zapowiada zbliżające się zło. No i ja nie zmienię się nawet jakbym tego bardzo chciał. Zawsze, gdy bardzie chciałem zrobić coś innego, zmienić swoje życie, to i tak zawsze z bliżej nieokreślonych powodów moje życie zataczało krąg i na koniec byłem w tym samym miejscu, z którego wyruszyłem. Jeśli oczywiście nie stawało się gorzej niż na początku kolejnego nowego początku.
Zawsze będę tylko sobą. Widocznie tak zwyczajnie, tak po prostu, nie potrafię być kimś innym. Próbowałem i nie wyszło. Dlatego nie pozostało nic innego jak być sobą do końca i konsekwentnie zrealizować mój życiowy plan choćby to oznaczało nieciekawy koniec mojej egzystencji. Teraz coraz częściej zdaje sobie sprawę z tego, że moja przyszłość nie istnieje. Jest tylko tu i teraz. Nic więcej. Każdy dzień może być ostatnim. A najbardziej denerwujące i niepokojące zarazem jest to, że jestem cholernym tchórzem. Tak samo boję się życia jak i śmierci. A najbardziej boje się momentu przejścia.
Najciekawsze jest to, że od wielu dni mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że to się nigdy nie skończy. Nawet po drugiej stronie będzie dokładnie tak samo. Tam też będę cierpiał. Tam też będzie źle. Będę się bał. Też będę biedny. Będę wiecznie niedopity. Będę samotny. Będę tęsknił. I na dokładkę pewnie ponownie zakocham się bez wzajemności. A na końcu ponownie umrę.
Mówią ratuj się, zrób coś robą. Ale to możliwe. Ile razy można zaczynać od nowa. Już przy ostatniej takiej okazji mówiłem do niej, że będzie tą ostatnią, że ja już zdecydowałem, że nie będę ponownie próbował. Bo i to już zwyczajnie nie ma najmniejszego sensu. Nie można powtarzać wciąż tego samego licząc na inny rezultat. A ja dobrze wiem, że nawet jakbym jednak spróbował to i tak wszystko się tylko powtórzy i nie zdarzy się nic pozytywnego. Nie, to już nie ma najmniejszego sensu. Ten plan jest nierealizowalny. Widocznie tak już musi być, że na tym świecie przetrwają tylko silni i tacy, co potrafią się dostosować do wymagań i sytuacji. Ja tu nie mam szans. Najmniejszych szans. Czas się z tym pogodzić.
„Oto ujrzałem swój portret – pijak, wariat, szaleniec, który szerzy szum, szał i pogardę” – Marek Hłasko
