żeby mnie, osobiście mnie nękać

Obublikował pavvel dnia

Świt. Jeszcze nie jasno a już nie ciemno. Nadchodzi koniec tych kilku godzin, gdy w mieście jest prawe cicho i prawie spokojnie. Otwieram oczy. – Cholera! Znów tu jestem – to pierwsza myśl o poranku. Teraz można już sięgnąć po telefon sprawdzając godzinę i ile teoretycznie zostało do kolejnego snu. Tu i teraz to kolejne z uporczywie powtarzalnych nadziei, że coś się jednak zmieni. Tu i teraz to początek czekania na następną okazje.

Tak naprawdę niczego nie da się w moim życiu zaplanować. Jeśli postanowię, że zaraz po śniadaniu zabiorę się do pracy i coś popiszę, to w najlepszym razie rozboli mnie głowa a w najgorszym wyłącza mi prąd. Jeśli w planach będę miał dajmy na to spacer, to z pewnością rozpęta się burza dziesięciolecia, która pokrzyżuje moje plany względem bezcelowej włóczęgi się po mieście. Jak zechciałbym poczytać to zapewne zadzwoni do mnie zapewne ktoś, kto chce bym natychmiast stawił się u niego w bardzo ważnej sprawie. Jak zechce pooglądać w domu seriale to jak nic kosiarze umysłów zaczną golić trawę swoimi upierdliwie głośnymi maszynkami lub dzielni robotnicy, co stawiają blok za blokiem, postanowią zagrać symfonie napierdalania w co popadnie, pokrzykiwania i uruchomiania na pięć minut, co pięć minut swoich piekielnych machin. Tak, dokładnie tak, cały świat istnieje tylko po to żeby doprowadzać mnie do szału.

Nic nie można też zmienić, bo do wszystkich zmian potrzebne jest oprócz chęci także wsparcie finansowe. A z tym to u mnie nie najlepiej ostatnio. Do tych zmian na lepsze lub na cokolwiek innego przydałoby się też posiadać odpowiedni stan ducha. A tu też nawet wspomaganie farmakologiczne nie daje rady. Jak widać jak się nie da to się nie da. Można wylegnąć z norki na słoneczko. Dobra myśl. Zabieram więc książkę. Profilaktycznie słuchawki. W sklepie na dole kupuje coś do picia. I do parku. Zaszywam się w tych ostępach przy parkowych gdzie jeszcze nie dotarła magistracka mania totalnego uporządkowania świata. Siadam na betonowym kanale burzowym, wyciągam książkę, zaczynam czytać i w tym momencie słyszę jak pięćdziesiąt metrów ode mnie jakiś ogrodnik psychopata zaczyna walkę z zielenią przy pomocy piły spalinowej. Jeszcze mam nadzieje, że jak słuchawki do uszu i jak muzykę dam do oporu, to dam radę zagłuszyć pokrzykiwania ogrodników oraz huk silników i maszyn rodem z horrorów.  Nic to jednak nie daje. Zupełnie nie można zaplanować, bo przecież cały ten świat jest przeciwko mnie.

Miałem ostatnio chęć na mleko. To raczej marzenie z tych bardziej prostych do realizacji. Nie jest to wyszukane pragnienie. Napiłbym się mleka i już, bez żadnych podtekstów. Idę do sklepu w celu nabycia drogą kupna wyżej wymienionego produktu. Znajduje odpowiednie na półce, wlokę się do kasy, swoje tam odstałem, kasjerka sięga po karton z mlekiem, przesuwa nad czytnikiem, coś wpisuje, znów skanuje… – Nie wchodzi to mleczko. Nie będzie pan brał – informuje mnie, bo przecież nie pyta. Nie biorę. I nie chce już wracać do półek, z nowym kartonem stać w kolejce. Nie mam już ochoty. Przypominam sobie o tym mleku i mojej chęci na nie w innym sklepie, ale tu akurat się ono skończyło. Przed chwilą się skończyło. Następnego dnia w tym samym sklepie co poprzednio kod się tam nie skanował z kartonu i znów przypominam sobie o chęci na mleko. Ponownie: półka, kolejna, kasa, skanowanie… – Nie wchodzi to mleczko. Nie będzie pan brał – słyszę od kasjerki. No tak, przecież można się było tego spodziewać, a jednak za każdym razem tak samo to wkurwia.

I to tylko przykłady. Tak jest codziennie. Ten mój pech czy fatum nie dotyczy tylko małych przyziemnych, codziennych rzeczy i spraw, ale ma szerszy wymiar. Tak samo męczy mnie we wręcz sadystyczny sposób społeczeństwo, państwo, i wszelkie jego instytucje. Podobnie jak pogoda znęcaniem nade mną wszystko, co ożywione i nieożywione. To taki świat małych i większych codziennych rozczarowań – mówiąc bardzo łagodnie. A to niespodziewana podwyżka w piekarni a ja mam przy sobie dokładnie odliczoną kwotę na zakupy, więc muszę dymać jeszcze raz. A to czajnik błyska nagle ogniem, wywala korki w mieszkaniu i teraz już nie podświetla tak pięknie wody przy jej gotowaniu. Tak jest co chwila. Dlatego „doprawdy, nieraz zapytuję się (za poetą), komu zależało na stworzeniu tak ogromnej machiny z architekturą, wojskiem, prawem i przestępczością, żeby mnie, osobiście mnie nękać”.