Przyjemności płynące z uwielbienia, gdy można połączyć jedno z drugim
Jest we mnie taki anarchista. On tam w duszy mej jest, czy go tam ktoś chce zobaczyć czy też nie chce. On tam jednak we mnie siedzi. Połączenie chaosu, buntu, autodestrukcji, pełnej i nieskrepowanej wolności, takiej bez przyszłości wyłazi ze mnie w takich chwilach potrzeby zmieszania ze sobą dwóch przyjemności. Alkoholu, jako wyzwalacza uczyć, takiego antyhamulca oraz kobiety, jako partnera w tych moralnych, cielesnych, zmysłowych odlotach.
Lubię jak pochłania mnie alkohol. Lubię jak mnie zajmuje, wnika we nie. Nie jestem uzależniony od żadnych substancji powodujących oderwanie od rzeczywistości. Nie jest do mój nałóg. Ja zwyczajnie to lubię. W taki sposób jak inni uwielbiają bieganie czy długi spacery o zmierzchu. Jestem w tym moim flircie alkoholem amatorem hobbistą. Nie zawodowcem.
Przechodząc do sedna. Tym, co naprawdę uwielbiam, jest przepiękne połączenie napoju wyskokowego i kobiet. Coś takiego jest we mnie, że pasjami przepadam za zespoleniem mojego jedynego uzależnienia z alkoholem. To tak, że to pierwsze czyni we mnie takie spustoszenie moralne, że puszczają we mnie wszelkie granice i mogę wtedy być bardziej otwarty na kobiety i ich potrzeby. Nie żebym był jakoś specjalnie zamknięty w tej sferze na trzeźwo. Zwyczajnie w stanie wskazującym wszystko postrzegam inaczej i przeżywam mocniej. Ja po prostu kocham to połączenie, tak jak inni uwielbiają whisky z kolą czy dżin z tonikiem.
Dla mnie jest ważne, że szumi mi w głowie podwójnie. Jak opanowuje mnie alkohol i jak szarga mną pożądanie oraz afekt. Potrzebuje w tym odpowiedniej partnerki. Bo przecież z zasady każda, jak nie tylko większość kobiet odrzuciłaby taki układ. Oczywiście na moje szczęście są odstępstwa od tej reguły. Ta zasada bezwzględnej trzeźwości i wymaganie jej od partnera jest bardzo często łamana przez płeć przeciwną. One przecież są w tym takie same jak my i czasem też potrzebują wyzwalacza uczuć, aktywatora pożądania, wyciszacza moralności. Też uwielbiają przekraczać swoje zahamowania.
Wtedy lubię je najbardziej. Nie żeby tak na szybko do nieprzytomności, to nie tak. Nie chodzi tu o perwersyjną potrzebę dążenia do uległości tak bym mógł zrobić więcej. To nic z tych rzeczy, choć wiem jak trudno w to uwierzyć, szczególnie paniom czytającym te słowa. Tu zdecydowanie chodzi o pełne partnerstwo. Pełne współistnienia w tym, co się dzieje. Pełne i całkowite zrozumienie potrzeb i akceptacje tego, co z tego wyniknie. Ani mnie ani pewnie żadnej mojej partnerce, tej przypadkowej czy też bardziej stałej, nie zależy i nie zależało, na kompletnym odpadnięciu od rzeczywistości w stanie wskazującym na spożycie. To ma być tylko wstęp, który rozwija się w przyjemność. Dodatkowo musi być na to pełne przyzwolenie z obu stron. Jak to w równouprawnieniu.
A jak już tak jest, że przełamany zostanie ambaras i obie strony chcę tego naraz – parafrazując poetę, to wtedy można osiągnąć to pełne porozumienia ciał i dusz. To jest jak u mnie z tańcem. Mogę tańczyć na trzeźwo, ale zdecydowanie lepiej idzie wtedy, gdy jestem lekko wstawiony. Mniej we mnie jest ograniczeń. Pewnie nie jeden psychiatra, terapeutą, psycholog miałby w tej sprawie dużo do powiedzenia. Wiem, możliwe że nie jest to społeczną normą i nie ma na to pełnego przyzwolenia społecznego, ale nic nie zrobię na to, że tak mam, że uwielbiam takie połączenia. Już ten taniec pod wpływem to pewnie nie jeden czy nie jedna by mi wybaczyła. Gorzej i tym drugim zmieszaniem. To połączenie zdecydowanie nie jest już tak w pełni i bezwarunkowo akceptowane przez społeczną moralność.
Tak, stanowczo doświadczam też takiej potrzeby, aby mówić i czynić te wszystkim ciekawe i przyjemne rzeczy na trzeźwo. Ale wtedy jest to robione z mniejszą przyjemnością. W pełnej świadomości odczuwam z tego ciut mniejszą przyjemność. To nie tak, że nie lubię napięcia uczuciowego na trzeźwo. To zwyczajnie jest tylko inny rodzaj haju. Taki, który jest czasami, bo nie zawsze, ciekawszy. Pełniejszy w odczuwaniu. Spokojniejszy dla mnie. Taki, który mnie wycisza w pewnych emocjach i pobudza do działania jednocześnie.
Możliwe, że również przez to jest to tak pociągające. Zawsze to przecież lepiej jest podróżować z partnerką niż samotnie. Dlatego przyznaje się wysoki składzie orzekający do swojej winy. Tak, jestem uzależniony od kobiet. Uwielbiam łączyć to uzależnienie z alkoholem. Lubię takie koktajle. Nie, za nic nie poddam się leczeniu. Czy mogę przestać? Pewnie! W każdej chwili. Tylko, po co? Jak tak bardzo to lubię.
