Zrób to sam
Kilka dni temu, w jednym z tekstów tu publikowanych napisałem, że straszliwie mnie denerwuje sytuacja, w której ktoś wymaga ode mnie opłaty za to, że czegoś nie zrobił. Jak za coś zapłaciłem to chciałbym żeby to było zrobione bez żadnych dodatkowych ponagleń z mojej strony. I takie zachowanie wydawało mi się całkowicie normalne. Lecz jak widać myliłem się bardzo. Z kilku komentarzy czytelników, zamieszczanych pod moim tekstem wynikało jasno, że jestem rozpieszczonym paniczykiem, co to jak płaci to jeszcze i wymaga, i że powinienem mimo poniesionych opłat sam zabrać się do roboty. Nie czekać aż ci, co powinni wykonać swoją pracę, zrobią to sami z własnej inicjatywy.
Jak widać część naszego społeczeństwa opanowało zbiorowe przekonanie, że trzeba być samowystarczalnym na wszelkie możliwe sposoby. Nie wolno krytykować kogoś tylko za to, że nie zrobił czegoś, choć mu za to zapłacono. Ba, nawet powinno się płacić słono za niewykonaną pracę, bo przecież trzeba sobie wzajemnie pomagać. To znaczy wykonać coś za kogoś tak z czystej życzliwości. Swoim tekstem chciałem tylko zaapelować do administracji, aby ta, bez moich ponagleń sama zainteresowała się zalegającym śniegiem na parkingu i go uprzątnęła. Za to przecież im płacę i to sporo. I właśnie taką postawą naraziłem część czytelników. Co prawda, jak co rano, kilka minut poświęcałem na odgarnianie śniegu, bo inaczej bym nie wyjechał do pracy samochodem, ale widać nie miałem prawa domagać się żeby ci, którym już zapłaciłem za tę pracę, zrobili to za mnie.
Lubię pomagać, ale przecież nie mogę tego robić przez cały czas. Czasami mam takie przekonanie, że jestem zmuszany do tego żeby zrobić samemu coś, za co już wniosłem stosowną opłatę komuś innemu. Jest tak najczęściej w przypadkach, w których nie przekazuję opłaty z ręki do ręki, a wnoszę ją w miesięcznych opłatach. A przykład idzie z góry. Płacę w podatkach na służbę zdrowia, ale jak już przyjdzie do tego, że potrzebuję skorzystać z pomocy lekarza specjalisty, to albo mam spokojnie czekać w nieskończoność albo zapłacić jeszcze raz, czyli prywatnie sam sobie pomóc. Zawsze jak czegoś chcesz od państwa, to ono traktuje cię jak petenta, starającego się złodziejsko coś dla siebie wyłudzić. Przykładem może być tu instytucja dobrze znana wszystkim, czyli Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Kiedyś choroba zmusiła mnie to skorzystania z prawnie gwarantowanych mi świadczeń. I tak dostałem się w tryby machiny, w której czułem się złodziejem, który stara się coś ukraść państwowej instytucji. Raz za razem byłem wzywany do ZUS-u na przesłuchania, gdzie po raz kolejny musiałem tłumaczyć przypadkowym osobom, że jestem chory naprawdę i naprawdę potrzebuję pomocy. Wszyscy jasno dawali mi do zrozumienia, żebym raczej dał już spokój i sam sobie pomógł. I tak też się stało. Nie wytrzymałem i zrezygnowałem.
Zawsze jak zacznę krytykować kogoś za to, że nie robi tego, za co płacę, od razu staje za nim chór obrońców, którzy głośno sugerują, że to raczej ja mam zrobić coś sam, a nie marudzić, że nie jest jeszcze zrobione. Jak narzekam na obsługę w sklepie to zaraz słyszę, że nie mogę tak robić, bo panie tak długo i ciężko pracują. Nawet jak widzę, że nic nie robią, to i tak powinienem iść sam poszukać w półkach tego, co mnie interesuje, bo przecież jak tak można krytykować i jeszcze czegoś wymagać. Jak list spóźni się trzy tygodnie, to przecież poczta jest niewinna tylko ja, bo przecież wiem, że jest z tym kłopot, więc, po co list wysyłam? Mailem nie mogłem? I tak ze wszystkim. Czyli jak kran cieknie to zamieniam się w hydraulika, bo nie ma co czekać na fachowca. Jak coś mnie denerwuje w telewizji nie ma, co narzekać czas założyć własną! Jak urzędnik mnie wnerwia bezczynnością to lepiej samemu załatwić, bo, po co go odrywać od tego, co on tam robi lub czego nie robi. Jak samochód nawali, choć dwa dni wcześniej był u mechanika, nie należy składać reklamacji. Po co gościa denerwować? Przecież można jeszcze raz zapłacić. A już najlepiej żeby samemu zabrać się za naprawę. I już nie wiem czy to dobrze czy może źle, że chcę tego, za co płacę. Boję się, że to jakieś moje fanaberie są tylko. Że może tak już jest, że są pewne opłaty, za które nie powinienem spodziewać się wykonania pracy.
