dziennik pesymistyczny

W drodze do zniknięcia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– To już nie potrwa długo – wyszeptał cichutko, tak jakby tylko do siebie. Siedział teraz skulony z kolanami podciągniętymi wysoko pod brodę.  Odwrócił się od niej tak, żebym nie widział jego twarzy.   – Niedługo? To znaczy ile? Tydzień, dwa, trzy tygodnie, miesiąc, pół roku, a może rok, dwa, dekadę? – spytała, choć nie była pewna czy mówi do niej.  – Zanikasz tak już od kilku lat? Jednak cały czas tak mało skutecznie. Może byś się w końcu zdecydował na coś ostatecznego?

Wzruszył tylko ramionami i coś tam wymamrotał niezrozumiałego. – To wszystko jednak wymaga czasu i pracy nad tym, wcale nie jest to takie proste i szybkie, jak to się może wydawać patrzącym na to z boku – powiedział nieco głośniej. –  Takie zanikanie jak moje, to proces, nie jednorazowy zryw. To zadziwiająco długi ciąg zdarzeń. Autodestrukcja to nie niedzielny spacerek słoneczną stroną ulicy do babci na obiad. To wymaga czasu. Tak, wiem, to już przecież trwa od lat. Nawet mnie teraz trudno jest jednoznaczne określić, kiedy to się zaczęło i kiedy się skończy. Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy pierwszy raz pomyślałem, że już nie warto.

dziennik pesymistyczny

Sześć godzin prawdy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Czasem człowieka coś tak najdzie, nagle i niespodziewanie, że mu odbija od normy i robi takie bzdurne postanowienia. Postanawia wtedy, a to że przejdzie się paręset kilometrów dla bozi, a to że będzie wydajniej pracował, a to że nie będzie pił (tego, co wiecie) lub że będzie mniej się obżerał, że będzie biegał, ćwiczył, podskakiwał jak żabka, jeździł na rowerze i takie tam inne. Mnie też naszło, nie żebym tam od razu zaczął biegać, o toto to nie, ja skromnie postanowiłem, że przez sześć godzin będę mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.  Tak w ramach eksperymentu na żywym organizmie postanowiłem.

Co zadecydowałem, to zrobiłem, no i mało tego nie przypłaciłem ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu. W zasadzie to przepuszczałem od dawna, że pewnego dnia umrę gwałtowną śmiercią na bycie sarkastycznym w niewłaściwym momencie, ale nie sądziłem, że mówienie prawdy może być tak bardzo bolesne.

dziennik pesymistyczny

Czerwiec i gitara

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Pan jest zapewne muzykiem? – zapytał jeden z nich osobnika, który wychodził z pobliskiego sklepu dzierżąc w dłoniach dwie gitary akustyczne. Należy dodać dla pełności opisu, że rzeczone indywiduum wychodziło z muzycznego przez ówcześnie rozbite okno wystawowe. Takich sklepów, co to już nie miały szyb wystawowych było na tej ulicy sporo. Wszędzie biegali szczęśliwcy, którzy w wyniku niezwykłego zbiegu okoliczności weszli w posiadanie rzeczy, które były im mniej lub bardziej potrzebne.

Atmosfera była gęsta i to nie tylko w przenośni. W powietrzu unosił się kwaśny zapach dymu oraz gazów, co to się od nich płakać tak bardzo chce. Stali sobie w bramie przyglądając się biegającym bezładnie tłumom oraz zwartym oddziałom, które usiłowały nad tym chaosem zapanować. Brama była w kamienicy przy ulicy szklanej, skalanej od tych kawałków szkła z szyb wystawowych, co to teraz pokrywały grubą warstwą chodniki i jezdnie. Oczywiście ulica nosiła inna nazwę, taką na cześć wielkiego wieszcza naszego narodu, ale teraz ktoś tak ja w przypływie emocji nazwał i bardziej pasowało.

dziennik pesymistyczny

Piwo na rocznicę

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Po tych dwudzieści paru latach życia w oparach nowej polityki historycznej i dodatkowo przeszkolony kilkoma miesiącami dobrej zmiany, tak we mnie wzrosła świadomość prawdy historycznej, że nawet dobrze pamiętając jak drzewiej bywało, to teraz często łapie się na tym, że zaczynam wątpić zastanawiając się czy mnie przypadkiem pamięć mnie myli.

– W tamtych czasach piwo było praktycznie nie do zdobycia – przekonywał mnie onegdaj pewien jegomość znacznie ode mnie młodszy. – W sklepach nic nie było, tylko ocet i musztarda – dodał z wielką pewnością.  Nie oponowałem, bo jak już zaznaczyłem na wstępie, często sam zaczynam mieć wątpliwości, co do tego, co jest prawdą, a co nią nie jest.

dziennik pesymistyczny

Takie moje gorzkie żale

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Dostałem list, że: „dziękujemy za zainteresowanie! Niestety nie udało Ci się przejść kwalifikacji (…). Ilość zgłoszeń była bardzo duża, a wybór niezwykle ciężki”. Nic to dla mnie nowego. Przez tyle lat mego życia przyszło się przyzwyczaić to takich wieści. Przeważnie w ten deseń zaczynają się wszelkie listy, które dostaje, gdy tylko najdzie mnie ochota żeby się socjalizować.

Ale żal jest, że się na mnie nie poznali. Ja tu do nich ze szczerego serca, że od lat pisze mojego pesymistycznego bloga i mam wrażenie graniczące z pewnością, że teraz właśnie nadszedł ten właściwy moment, aby moje pisanie nie tylko przyciągało rzesze czytelników, czy też w jakimś sensie ewangelizowało społeczeństwo, ale także przyniosło wymierne korzyści finansowe. A Ci do mnie w odpowiedzi, że „dziękujemy za zainteresowanie! Niestety nie udało Ci się przejść kwalifikacji”. No i znów poczułem się jakby mnie wyrzucono z harcerstwa. Tam też nie za bardzo chciałem należeć, ale jak już mnie wyrzucono, to lekki żal był.

dziennik pesymistyczny

Ostateczności

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Prze pani, panienko, poprosimy jeszcze dwie, takie dalekobieżne i popychacza. Chcesz coś na ząbek? Nie? Ja też podziękuje.  Mówiłeś pan, panie kochany, że co ty tam sobie życzysz być po swym zejściu? Spopielony powiadasz. Dobrze zrozumiałem? Mówisz pan, że do piachu to ty się raczej nie przyzwyczaisz nawet przez wieczność? No, to ja cie nawet i rozumiem. Też chciałbym się zamienić w popiół jednorazowo i dokumentnie za niedługo po opuszczeniu tego łez padołu. Kto by tam chciał żeby go robaki na śniadanie, obiad i kolacje. Ale ja, i tu mnie się tak wydaje, że i szanowny kolega to raczej też nie, no że tego, że nie mamy co obydwaj liczyć na stos pogrzebowy w stylu wikingów. Ale chyba można by się zadowolić pospolitą usługą. Załatwić to w sposób bardziej cywilizowany, no i zgodny z prawem oraz przepisami sanitarnymi.

dziennik pesymistyczny

Wina i lustro

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

– Spojrzyjcie w lustro i tam zobaczycie winnych. Przez osiem lat nic nie zrobiliście – rzekła premier Becia przedstawiając w Sejmie informację na temat sytuacji w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie od trzech tygodni trwa strajk pielęgniarek.

Przeznaczenie chciało, że radio głos premier do mnie nadało. Dlatego czym prędzej, zgodnie z sugestią władz najwyższych, spojrzałem w lustro. Gębą tam była moja jak zwykle nijaka, ale ja już tak z nią mam, z tą facjatą. Mina nietęga. Brodą długaśna, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa. No cały ja, jak z obrazka. Spoglądam ci ja jeszcze raz w lustro i nagle jak mnie coś w gardle ściśnie, żałość taką straszną poczułem, żem myślał, że to już ostatnie chwile na mnie przyszły.

dziennik pesymistyczny

Siła w precyzyjnie równych chodnikach

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Byłem o włos od nieszczęścia. Niewiele brakowało a spacer, na który nabrałem ochoty, zakończyłby się dla mnie tragicznie. Co mnie tchnęło, coś mnie naszło. Nakłoniło mnie coś, i zachciałem, i wyszedłem z domu, aby spacerkiem, niespieszno przejść się do parku. Wlokłem się spokojnie, po maluśku chodnikami mojego prowincjonalnego miasta chłonąc uliczne życie.

Może ulica na prowincji, ale przecież miasto spore, prawie dwu stutysięczne. Nie jakiś tam zaścianek, nie pipidówa, ale gród starożytny prawie, z wiekowymi tradycjami. Ulica którą spacerowałem sobie w niespokojności tego wczesnego popołudnia też całkiem przyzwoita.

dziennik pesymistyczny

Rozmowy niedokończone. Cześć kolejna, ale zapewne nie ostatnia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Siadaj i częstuj się pan, panie szanowny – szerokim gestem wskazał gdzie mam przysiąść i czym mam się częstować. Zrobiłem, o co poprosił. – Bimbru bym się napił – rozmarzyłem się, bo mnie naszło tak dziś patriotycznie po naszemu, po polsku. – Tego, co pan sobie życzy to nie ma. Wódka jest.  Wódka może być? – zapytał nalewając. Mogła być, więc wypiliśmy.  – Mało będzie – stwierdził. Zrozumiałem aluzje. Zamówiłem więc jeszcze po cztery i coś na ząb. Po jednym i po drugim, jego wzięło na mówienie, a mnie na słuchanie. Można powiedzieć, że się dobraliśmy.

– Widzisz pan panie szanowny, ja to mam widocznie taką instynktowną potrzebę samozniszczenia. Nawet tego u siebie nie lubię – mówił. – Tak po prostu jest i już, tak się to czyni samo z siebie. Tak na rozum, to nawet tego przecież nie chce, a jednak robię to od lat. Uprawiam zaawansowany autodestrukcyzm. Może to hobby takie? Czas sobie płynie, a ja sobie zanikam. Powoli, lecz systematycznie.  Coś mnie pcha ku zagłady, choć chyba lepszym określeniem byłoby „popycha”, tak delikatnie, nic na siłę. Tak pach, pach paluszkiem, nie za mocno, z wyczuciem. Pewnie to ta siła wyższa, o której tyle czytałem.

dziennik pesymistyczny

Emerytury musiały być niższe, no i są niższe

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Emerytury muszą być niższe, bo to był jeden z celów reformy – wyznała z rozbrajająca szczerością, dwa lata temu, była prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. I choć podobno nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, tym razem się udało. Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Wałbrzychu co miesiąc przelewa na konto emeryta trzydzieści siedem groszy. To może być najniższa emerytura wypłacana w Polsce, ale pewnie niebawem padnie kolejny rekord. Co by nie mówić, reforma przyniosła zamierzony skutek.

Po naprawie systemu emerytalnego okazało się, że wcale nie poprawił się los obywateli, jak wmawiają nam politycy, ale poprawiło się działania systemu, który teraz jest o wiele sprawniejszy. Tu człowiek liczy się najmniej. To system, dla którego został stworzony jest najważniejszy.  System, który ma być wydajny i zapewnić egzystencje państwowym urzędnikom. Państwo postrzega swojego obywatela, jako woła roboczego, który ma pracować, zarabiać i płacić podatki. A gdy już nie nadaje się do pracy to należy mu zapewnić dokładnie tyle, żeby wegetował w biedzie i jak najszybciej pożegnał się ze światem doczesnym.