dziennik pesymistyczny

Ostateczność decyzji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Wiem, że zwycięstwo ostateczności nadchodzi. Czuje jak się zbliża. Słyszę jej kroki na schodach. Widzę jak zagląda do okien. Wiem, że chodzi za mną po ulicach.  Przesiaduje ze mną w restauracjach. Snuje się za mną po sklepach. Towarzyszy mi na spacerach. Już prawie mieszka ze mną. Razem oglądamy telewizje, razem jemy przy stole. Zagląda przez ramie, gdy czytam i gdy coś pisze. Siedzi na skraju mojego łóżka, gdy zasypiam i jest przy mnie, gdy się budzę.  Gdziekolwiek się udam ona jest tuż za mną. Dręczy mnie swoją obecnością. Swoją wytrwałością. Własną skutecznością.

Wiem, że ostateczność nadchodzi i będę musiał coś z tym zrobić.  Teraz już, ta moja ostateczność, mniej niż dawniej zapowiada się telefonicznie, choć całkowicie z tego nie zrezygnowała. Jednak nadal śle do mnie dziesiątki listów żądając potwierdzenia podpisem, że do mnie dotarły. Zapewne, dlatego, żeby mieć pewność, że zdaje sobie sprawę z jej obecności.

dziennik pesymistyczny

Dopóki będzie we mnie ból, to nieprzestane

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Wszystkim się wydaje, że jak kogoś spotka coś złego, to reakcja na to zło powinna być natychmiastowa. Uważają błędnie, że jak minie tydzień, dwa tygodnie, miesiąc lub dwa, to już okres w którym ktoś może być smutny czy przygnębiony, dawno minął. Bo przecież zgodnie z zasadą, że czas leczy rany, każde nieszczęście podlega przedawnieniu – powiedział na zakończenie swojej przydługiej spowiedzi mój przyjaciel podając mi otwartą i już do połowy opróżnioną butelkę wódki.

Staliśmy tak sobie w bramie, a w zasadzie to na przemian staliśmy i siedzieliśmy na kamiennych schodkach. Wstać trzeba było, co pewien czas, choćby, dlatego, żeby spojrzeć na ulice sprawdzając czy przypadkiem nie nadciąga patrol służ porządkowych. Bo tym razem nijak nie dałoby się wytłumaczyć ze spożywania w miejscu publicznym.

dziennik pesymistyczny

Nieważny dowód powodem antypaństwowej postawy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

O dłuższego już czasu, każdego już prawie ranka, budziłem się z antypaństwowym okrzykiem. Czułem, że cały stałem się taki odporny na narodową dumę, nie ulegałem dobrej ani złej zmianie i byłem całkowicie i zdecydowanie nie patriotyczny.

Od rana do wieczora wygrażałem w słowach niecenzuralnych naszemu rządowi. Przeklinałem, na czym świat stoi, naszą panią premier. Nie szczędziłem szyderstw i mocnych słów całej rządzącej koalicji a nawet opozycji się ode mnie porządnie dostało. Mocnymi słowy obrzuciłem wszystkim przywódców partyjnym, ministrów, podsekretarzy stanu, kierowników gabinetów politycznych a nawet rzeczników kilku ważnych ministerstw.  Doszło do tego, że obraziłem niecenzuralnym słowem prezydenta, na szczęście tylko prezydenta mojego miasta, bo przecież jak nic poszedłbym siedzieć jakby moje przekleństwa dotyczyły majestatu głowy państwa.

dziennik pesymistyczny

Wkurw narodowy, czyli na parkowej ławeczce w dzień roboczy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Jest jeden całkowicie niezawodny sposób jak ludek pobożny mojego prowincjonalnego miasta doprowadzić do złości, która się im wymaluje na twarzach czerwienią, zielenią i żółcią a spojrzenia ich zabić by człeka zdołały. Nie trzeba się specjalnie wysilać w prowokacji. Wystarcz w dzień zwyczajny, taki pracujący, przysiąść na ławce w parku i w godzinach urzędowania czytać z rozkoszą książkę.

Ja właśnie tak postąpiłem. Przeto naraziłem się na krzywe i zawistne spojrzenia tych, co to nie mogli jak ja przysiąść sobie na ławeczce i poczytać w godzinach pracy. Wychynąłem ja ci tak jakoś nadzwyczajnie, jako ten żuczek z pod kamienia na słoneczko, którego pięknego dnia i przysiadłszy na parkowej ławce wystawiłem swe stare kości do słońca, po czym zanurzyłem się z upojeniem w lekturze. Czytanie pochłonęło mnie bez reszty. Ale jednak coś mnie tak jakby uwierało. Coś mnie kłuło, rozdrażniała, rozpraszała i za nic nie mogłem się skupić na książce. Nie bardzo wiedząc, co mnie tak rozprasza i co mnie tak kłuje, postanowiłem zaprzestać czytania i poobserwować świat dookoła.

dziennik pesymistyczny

Podtrzymanie życia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Czy drogi czytelnik kojarzy filmy sifi, w którym główny komputer statku międzygwiezdnego po kolej wyłącza wszystkie urządzenia i funkcje okrętu a całą pozostałą moc przekazuje tak oby jak najdłużej powstrzymać życie na statku? Pewnie, że kojarzy. Ten motyw powtarza się w prawie połowie książek, filmów czy seriali z tego gatunku. Porównując moją skromną osobę do gwiezdnego statku, to uległem nagłej i niespodziewanej awarii jakieś trzy lata temu i od tego czasu systematycznie wyłączam wszystkie swoje funkcje społeczne, życiowe i wszystkie swoje siły kieruje na to oby podtrzymać swoje życie. Choć wiem, że już nigdzie nie zmierzam i nic nie zdobywam, że dryfuje raczej, to jednak trwam.

dziennik pesymistyczny

Rozbudowa radomskiego lotniska, czyli kto bogatemu zabroni

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Jak tylko wyczytałem, że pojawił się egzotyczny inwestor, który podobno ma zainwestować w radomskie lotnisko od razu wiedziałem, że chodzi tu o pieniądze. Takie wiadomości o możliwym sukcesie Portu Lotniczego na Sadkowie pojawiają się zawsze wtedy, gdy miasto ma dorzucić się kasiorką do tej wiecznie głodnej spółki.

Teraz Lotnisko na Sadkowie pochwaliło się kolejnym sukcesem. Wojewoda mazowiecki wydał pozwolenie na przebudowę i wydłużenie drogi startowej wraz z oświetleniem i systemem nawigacyjnym. Decyzja ma rygor natychmiastowej wykonalności, a inwestor – Spółka Port Lotniczy Radom S.A.  może przystąpić do prac. Tylko jest mały, nieduży problemik. Spółka tradycyjnie nie ma pieniędzy.

dziennik pesymistyczny

Niech nie pozostanie po mnie niczyje prawdziwe wspomnienie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Każdy snuje swoją własną wersje opowieści, więc nie istnieje jedna prawda. Sami ubarwiamy opowieści o nas. Czasem inni je ubarwiają, dodają coś od siebie. Historia, jako opis naszego życia zmienia się nieustanie, a jej wersje ewoluują. To jak zostaniemy zapamiętani, jaki pozostawimy ślad w umysłach tych, których spotkaliśmy na swojej życiowej drodze nie zależy tylko od nas i nie jest to zapisem rzeczywistych wydarzeń. To wieloelementowa układanka praw, półprawdy, fantazji, przeinaczeń i zwykłych kłamstw. Możemy oczywiście starać się zmienić nasz obraz i to jak nas postrzegają i jak będą nas pamiętać, ale całkowicie nad tym zapanować się nie da.

dziennik pesymistyczny

Mandat za spożywanie na odludziu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Znów to samo. Ileż razy można? No nie, to już staje się nudne. Kolejny mandat za usiłowanie spożycia w miejscu publicznym. No i ponownie policjanci musieli się przedzierać przez zarośla by odszukać nas spożywających na świeżym powietrzu. Ja to nawet rozumiem tą determinacje mundurowych, którzy brnęli do nas przedzierając się przez gęste zarośla niczym wyprawa poszukująca źródeł Amazonki. Taka służba. Takie rozkazy. No i tym razem to jeszcze ktoś musiał nas wypatrzyć, choć sam nie wiem jak, i doniósł służbą. Naród taki u nas, że zawsze coś mu przeszkadza, więc zdążył się donosik.

dziennik pesymistyczny

Żaden problemik

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ja to proszę pana za wrażliwy jestem. Na ten przykład, uważasz pan, ostatnio opowiadał mi taki jeden, co tu przychodził, ale już nie przychodzi, bo już przestał przychodzić, że on jest alkoholikiem i to na dodatek takim do tego anonimowym. Tak, no mówię panu, tak mi tu zasuwa, że takim alkoholikiem anonimowym jest. Że niby w ukryciu jest czy jak? Siedzimy tak, rozmawiamy, pijemy, znaczy ja pije, on nawija tylko, i ten z razu coś mi tam do kieszeni widzę ładuje. Myślę sobie pieniądze mi świnia daje. A co to mnie na wódkę nie stać? Co innego postawić głębszego, to rozumiem, to jest dobre i pożyteczne nawet jest, ale nie tak, że pieniądze do kieszeni.  Wnerwiłem się niepomiernie, bo jakżeż tak można.

dziennik pesymistyczny

Ogólne prawa pesymizmu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Podstawowe prawo Murphy’ego mówi, że jeżeli coś może się nie udać, to nie uda się na pewno, więc jak tu być zdziwionym, że jest się w tym właśnie miejscu swojego życia, w którym teraz jestem. To wszystko przecież od samego początku nie rokowało, było niemożliwe i nie mogło się udać, więc się nie udało. Proste.

Urodziłem się. Wychowywano mnie. Uczono. Dorastałem. Dorosłem. Tak, pamiętam początki dorosłości, tą nadzieje, że mogę zawojować świat jeśli tylko bardzo, ale to bardzo będę tego chciał. A ja chciałem, tak, bardzo tego chciałem. Byłem wręcz przekonany o swojej wyjątkowości, o tym, że jestem darem dla ludzkości i że musze się tej ludzkości a bliżej społeczeństwu oddać w całości w sensie pracować dla jej dobra oczywiście. Miałem przekonanie wyniesione z seansu w kinie, że – Ja jeden mam wizję, a reszta świata jest ślepa – jak mawiał Butch Cassidy.