Tag Archives

242 Articles

dziennik pesymistyczny

Bezmyślenie osobnicze

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Cały czas myślę i to jest moje największe przekleństwo. Bo gdybym nie myślał lub myślał mniej, choć trochę, to może łatwiej bym się dopasowywał, uspołeczniał. Bez myślenia byłbym szczęśliwszy, pracowitszy, bardziej uporządkowany. Nie zastanawiałbym się, dlaczego co rano muszę wstać do pracy. Bo praca byłaby dla mnie czymś najzupełniej naturalnym. Żył bym spokojniej bez ciągłej potrzeby dociekań. Czy jakbym ograniczył narkotyczną wręcz potrzebę myślenia nie zadawałbym sobie tak społecznie bezsensownych pytań jak: dlaczego? Po co? Wykonywałbym polecenia i czułbym się szczęśliwszy. Stałbym się cennym członkiem społeczeństwa. Co dnia stawałbym przy maszynie. Siadał przy biurku. Stawałbym na stanowisku. Służyłbym pomocą. Skrzętnie bym pracował i zarabiał. Tak po prostu. Bez myślenia łatwiej by mi było znaleźć prace. Byłbym bardziej atrakcyjny dla wolnym rynku. Byłoby na mnie zapotrzebowanie. Stałbym się  społecznie kompatybilny. Byłym lepiej opłacany. Adekwatny. Taki swój. Masz. Kumpel. Byłbym wypłacalny. Miałbym zdolność kredytową. Byłbym wiarygodny dla banków. Gdybym tylko mniej myślał. Choć ociupinkę. Mniej analizował. Gdybym nie szukał dziury w całym. Byłbym szczęśliwszy. Bardziej lubiany. Miałbym więcej kolegów, no bo z pracy. Miałbym więcej przyjaciół, bo by mnie było stać na przyjaźnie. Miałbym lepszą opinie w środowisku.  Miałbym większy dom. Większe mieszkanie. Może nawet w wieku sześćdziesięciu trzech lat spłaciłbym w końcu hipotekę?  Mógłbym pracować wydajniej. Dosłownie wszędzie. Robić wszystko co się ode mnie by wymagało. Mógłbym bez problemów wyjechać za pracą. Żyć bez lęku. Bez nadmiernego myślenia byłoby łatwiej i sprawniej. Wydajniej.

Gdybym nie myślał tak wiele, mniej bym się denerwował. Wiadomości telewizyjne, nagłówki w gazetach napawałyby mnie tylko optymizmem. Zwiększałyby moją potrzebę bardziej wytężonej pracy dla dobra nas wszystkich. Gdybym tak, choć na chwile przestał się zastanawiać, dlaczego jest tak jak jest, a nie jest inaczej, byłbym o wiele szczęśliwszy. Gdybym nie czytał, nie oglądał, nie bawił się, nie przyglądał się, nie rozmyślał w nadmiarze… gdybym zwyczajnie nie chciał wszystkiego zrozumieć, świat tak bardzo by mnie nie przerażał. Lepiej bym sypiał gdybym w nocy nie myślał o dniu następnym. Może nie brałbym leków? Może byłbym bardziej realny. Mniej oddalony. Teraźniejszy. Nie denerwował się. Jakżeż ja byłbym spokojny bez nadmiernego myślenia. Może nawet byłbym bardziej wolny, bo przecież nawet nie zastanawiałbym się nad zniewoleniem. Ale chyba najważniejsze, że byłbym bardziej przystosowany do tego świata. Nie chciałbym nic zmieniać. Nie stawałbym niewygodnych pytań. Wiedziałbym przecież, że nic nie zmienię. Gdyby się tak dało nie myśleć. Wyłączyć pokrętłem, aż do kliknięcia oznaczającego koniec myślenie.  Jeśli nie wyłączyć całkowicie, to przynajmniej przyciszyć, stłumić myślenie.

Nie zagrażałbym sobie i innym, gdybym mniej myślał. Nie poszukiwałbym praw. Bo bym znał prawdy tak z boskiego nadania. Nie dociekałbym, nie pragnąłbym, bo wiedziałbym, że jest jak jest. Byłbym bardziej propaństwowy, prospołeczny, patriotyczny, bo przecież za pewnik bym przyjmował prawa i obowiązki. Gdybym nie myślał tak wiele, to pewnie doszedłbym do czegoś. Stałbym się posiadaczem. Miałbym i byłoby mnie stać. Byłbym wzorowym obywatelem każdego państwa. Czasem chce tego, chciałbym przestać być inny. Być zwyczajny. Szary. Uporządkowany.  Porachowany. Usystematyzowany. Może nawet bez natręctwa myślenia stałbym się lepszym, bo bym zapewniał i zaspokajał.  A to wszystko bym miał gdybym tak nadmiernie, tak pazernie nie starał się zrozumieć. Pojąc. Ogarnąć. Jakbym przestał myśleć, choć na czas jakiś. Do czasu aż bym się dorobił. Zapewnił sobie byt. Obrósł materialnie. Pewnie przed to moje wciąż myślenie, przez ten potok całego dociekania mam poczucie nierealności. W zasadzie, tak teoretycznie to wszystko wokół mnie nic, a nic mnie to obchodzi. No, może przynajmniej niewiele. Praktycznie jednak cały czas o tym myślę i to mnie osamotnia. Gdybym mniej myślał to byłbym szczęśliwszy?

dziennik pesymistyczny

Wiedział, nie powiedział, a to było tak

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 6

Wiem, ale nie powiem. To jest motto tych politycznych, wierzących. Tych święcie przekonanych. Badaczy ukrytych prawd. Tych, co doznają objawień. Tych, co posiedli wiedzę o faktach i zjawiskach ukrytych. Teraz oni wiedzą, znają prawdę, ale nie mogą o niej powiedzieć. Nie mają dowodów, ale wierzą, są przekonani. Znają dowody, ale nie mogą ich ujawnić. Odkryli nagle coś nieznanego ogółowi, ale nie ujawnią szczegółów dla dobra ogółu oczywiście. Posiadają wiedzę tajemną, która wyzwoli nas, Polskę całą, piękną, żyzną i niemałą… Prawda została im objawiona, ale nie mogą o niej teraz mówić. Oni coś wiedzą, ale konkretnie, co wiedzą, tego już nie powiedzą.

Dziecięce przekomarzanie było dla mnie wspomnieniem bardzo odległym w czasie, ale teraz to „ wiem, ale nie powiem” powróciło i bynajmniej nie za sprawą dziecięcych zabaw. Teraz to dokazywanie dla dorosłych. A nawet bardzo dorosłych. Teraz to sprawa polityczna. Teraz to sprawa wiary i przekonań. Całkiem niedawno pewien poseł powiedział, że są dowody na to, że trzy osoby przeżyły katastrofę smoleńską. Nie zdradził jednak, kto przeżył. – Po blisko trzech latach badań mogę powiedzieć z olbrzymią dozą pewności czy prawdopodobieństwa, że relacje o tym, że trzy osoby przeżyły (katastrofę), są wiarygodne – mówił ten szef zespołu do spraw. Jak dla mnie, powiedział tyle, że wie, ale nie powie skąd to wie. Czyli znów to dręczące dziecinne stwierdzenie powróciło, tym razem, w dorosłej politycznej formie. – Możemy powiedzieć na pewno. Tak, samolot został zniszczony przez eksplozję. A jak do tego doszło, w jakim zakresie i kto był autorem tej straszliwej zbrodni to jest rzecz, którą będziemy analizowali w przyszłości. Na razie stwierdzamy fakt – powiedział poseł. Czyli tradycyjne już: wiem, ale nie powiem.

Ten swoisty detektyw parlamentarny jest jak ten święty Antoni, patron osób i rzeczy zaginionych oraz spraw beznadziejnych. On doszedł do prawdy. Została mu objawiona. „Po blisko trzech latach badań” On już wie, On „z olbrzymią dozą pewności czy prawdopodobieństwa” zna prawdę, ale całej prawdy, tak wprost, tak zwyczajnie, bez owijania w bawełnę, nie może powiedzieć. – (…) nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy trzy osoby przeżyły. Ale są wiarygodne informacje z trzech źródeł, że tak było. Obowiązkiem polskiej prokuratury jest to sprawdzić – wtóruje mu rzecznik prawych i sprawiedliwych. I znów to denerwujące: wiem, że to prawda, ale nie powiem wszystkiego. Ten polityk mówi, a ja słyszę, że: ktoś coś tam wie, że On słyszał tylko, ale On w to wierzy. Bo On, jest przekonany, że ten, co mu powiedział, ten posiadacz prawdy, jest dla niego wiarygodny, ale na wszelki wypadek niech ktoś tę prawdę objawioną sprawdzi.

– Przy obecnej wiedzy jedyną teorią, która wszystko wyjaśnia, porządkuje wiedzę, i daje konkluzje, jest teoria zamachu. Natomiast z całą pewnością jeszcze trzeba te sprawy bardzo pogłębić – powiedział pan prezes, odwieczny i niespełniony zbawca Polski. Znów, no znów słyszę to: wiem, ale nie powiem.  Znów ktoś posiada wiedzę, jest przekonany o prawdzie, ale żebym ja mógł poznać prawdę, to trzeba tę wiedzę o prawdzie dla mnie specjalnie pogłębić.  Wszyscy coś wiedzą, ale nam nie powiedzą.  Dla naszego dobra oczywiście, bo prawda byłaby dla mnie, dla nas, tak bolesna, że chyba by nas zabiła… i kto by opłacał zabawę w ten cyrk? Kto by płacił podatki?

Konkretnie, no błagam… Panowie! Konkretnie!, Raz! No błagam! Raz powiedzcie całą prawdę, niech i ja doznam objawienia. Raz, choć raz powiedzcie: Kto? Jak? I dlaczego? I co najważniejsze: po co? A nie tylko: ja wiem, ale wam nie powiem.

dziennik pesymistyczny

Czas idiotów

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

O jakże okrutne musi być bóstwo, które umieściło moją marną egzystencję, w tym kraju politycznych dziamdziaczy! Dlaczego już od urodzenia jestem skazany na słuchanie tych nawiedzonych politycznych głuptaków? Wiecznych wojowników o lepsze jutro, które dziwnym zrządzeniem losu zawsze jest przewidywane za kilka lat. Mam już serdecznie dość tych samych twarzy w zmiennych konfiguracjach. Od rana do wieczora, od poniedziałku do niedzieli, od stycznia do grudnia, rok po roku wysłuchuję rządzących, i tych, którzy aktualnie nie są u koryta. Słucham tego ich dziamdziania, tych zapewnień, pouczeń, wzajemnych oskarżeń. Tego nawiedzonego marudzenia. Mówienia o prawdzie, porządku, tragedii. I te zawsze cudowne recepty na świetlaną przyszłość. Śmierć, prezydent RP, pan premier, i ministrowie, senat i sejm, budżet i bezrobocie. Te mordy, gęby miniaste i nadęte, państwowo wypasione, politycznie umaszczone. Te ich „Zwyciężymy, jesteśmy silni. Tam gdzie jest wiara jest zwycięstwo”.

Mam dość tych ubranych w barwy narodowe ciamkaczy, głosicieli własnych praw, tych idiotów w komisjach i na trybunach. Tego ustawicznego potoku świętych praw absolutnych płynących ze stron, z każdego możliwego medium. Mam dość wypasionych świń w garniturach zapewniających mnie z wysokości urzędów i trybun, że ich prawda jest najważniejsza z najważniejszych.

Pokraki polityczne, pogrobowcy w wiecznej żałobie po dawnych bohaterach, krzyżowcy wierzący, że Polska Chrystusem narodów. Lewica jak prawica, prawica jak lewica. Tłumy z flagami, krzyże, krzyże i tragedie, wieczne tragedie. Groby, znicze, kwiaty, Jarosław, Jarosław, symbole walki. Marsze, i flagi, i ich patriotyzm ciągle atakowany, te wieczne, odwieczne sztandary narodowe. Czas wzajemnej adoracji. Korowód pasibrzuchów oderwanych od rzeczywistości. Ich usta wypchane frazesami o narodzie, kraju, ojczyźnie, państwie. Twarze zadowolone lub wiecznie niezadowolone, zacietrzewione, czerwone ze złości, uśmiechnięte lub wiecznie umęczone. Platforma w ruchach prawa i sprawiedliwa, w sojuszach lewicowa i demokratycznie ludowa, bo polska jest najważniejsza. Bo za miliony cierpią katusze.

Tłumaczą nam, że mamy żyć dokładnie według ich wizji świata. Dla nich nie jest ważne jak chcę przeżyć własne życie, oni doskonale wiedzą co dla mnie będzie najlepsze.  Pasibrzuchy  sejmowe zanurzone w  fotele. Pluskwy i karaluchy. Wieczni opozycjoniści. I ci wiecznie u władzy. Puchate panie i wymuskani panowie. Wszystkowiedzący. Upajający się bezsensowną paplaniną. I słowa, słowa, słowa. Tylko słowa. Coraz więcej słów. By Polska była silna, dumna i suwerenna. Zawsze przekonani, że dożyją w niedługim czasie Polski, w której będą stawały pomniki. Bo pomniki to ich pasja. Bo ich patriotyzm przecież nie jest pusty. Oni mają przekonania, oni są przekonani, oni przekonują, oni krzyczą, że mają święte prawo walczyć o prawdę i mają obowiązek tej walki. Wódz, nad wodzem flagi, przed wodzem tłumy. Na imię mu Legion, bo jest ich wielu. Krzyczą: „Chcemy prawdy” by Polska trwała. I trwać ma, bo są w Polsce miliony patriotów, którzy nie dadzą się zmanipulować. Póki oni żyją, to Polska nie umarła. Owacje. Marsze z pochodniami. Słowa. Słowa. Transparenty. „Zemsta, zemsta, zemsta na wroga, Z Bogiem, a choćby mimo Boga”.

dziennik pesymistyczny

Po prostu wstać i iść

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Tak czasem chciałbym po prostu wstać i iść. Uciec od tej wiecznej ciemności. Od śniegu za oknem, wiecznego już prawie ćmoku, listów w skrzynce pocztowej, telefonów, maili, pytań i konieczności odpowiedzi, spraw i obowiązków. Oderwać się od codzienności, powtarzanych czynności, od kłopotów i odpowiedzialności. Tak zwyczajnie wstać i wyjść. Zamknąć drzwi na klucz. A potem na dworzec kolejowy. Wsiąść do pociągu, ale nie koniecznie byle jakiego. Tylko takiego co to bez zbędnego dostosowania się do panujących okoliczności zawiezie mnie tam, gdzie inaczej. Gdzie będzie ciepło i jasno, spokojnie i cicho.

Marzy mi się podróż w niekoniecznie nieznane, ale w miejsca dawno niewidziane, w takie niezapomniane. Chcę spokojnie, bez pośpiechu spacerować wśród starych domów. Iść do muzeum. Wypić setkę w barze. Przysiąść na ławce w parku. Obserwować ludzi. Poczytać wśród drzew. Wypić ze znajomymi tylko tyle, żeby poczuć chłód radości i wolności. Spacerować godzinami bez celu. Trzymać ukochaną za rękę. Oglądać wystawy sklepowe. Kupić coś. Znaleźć coś. Przeczytać gazetę. Zjeść coś, znów coś wypić. Nie spieszyć się. Nie rozmyślać. Nie przemyśliwać. Nie analizować. Nie zamartwiać się. Iść przed siebie. Cieszyć się ciepłym, słonecznym dniem. Być wolnym od ciężaru codzienności.

Jechać pociągiem wsłuchując się w rytm. Jechać samochodem bez kontrolowania poziomu paliwa. Podróżować.  Dotrzeć do celu i tam odpocząć. – Boże, jak ja kocham czynności niewymuszone – powiedział zapadając się w wygodny leżak. – Napijesz się jednego? – usłyszał znajomy głos. Wstał i poszedł wypić, i wypił kieliszek wódki, a potem następne. Zrobił to, bo tego chciał. Bo pragnął tego. I nie pił, żeby zapomnieć, ale żeby pamiętać.

A jeśli to będzie nad morzem, to leżeć na piasku. Iść przez las. Spacerować brzegiem morza. Patrzeć jak ukochana zbiera muszelki. A jeśli to będzie miasto to chcę spacerować, coś zobaczyć, gdzieś być. Potem leżeć w spokoju. To znów wstać i iść bez celu. Kochać i być kochanym. Spokojnie, wolno, przyjaźnie. Radośnie, bez lęku i bez skrępowania. Bez wyraźnego celu. Wejść do kościoła. Muzeum.    – Ile czasu można wpatrywać się w jeden obraz? – zapytała bez zniecierpliwienia. Potem park. Kawiarnie. Bary. Kina. Teatr. Chcę jeszcze coś zobaczyć. Coś zrobić. Być. I niech taki stan trwa.

A to wszystko… kiedyś, za pewien czas, może za tydzień, za miesiąc, latem, w wakacje, za dwa miesiące, za osiemdziesiąt i kilka dodatkowych dni…  Gdy będę znów mieć?

dziennik pesymistyczny

476

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Mój dom to moje więzienie. Mój umysł to strażnik. Moje mieszkanie to moja cela. Moje myśli to granice mojego istnienia. Cztery kroki do okna, trzy kroki do ściany. Pięć do kuchni. Cztery do łazienki.  Mapa doczesności. Dzień i noc. O trzeciej trzydzieści jeden, światłość i przytomność myśli wpatruje się we mnie z ciemności. Czekam na świt. Moje szczęście i miłość o poranku wychodzi z domu. Za szybki pocałunek w progu. Oczekiwanie. Udręczenia. Rozpacz. Samotność. A przede wszystkim strach.  I chwile, gdy miłość i szczęście wracają. Te kilka godzin aż do strachliwego, płytkiego snu o poczuciu własnej wartości  to moja wolność. Ulubione słowa, rozmowa, obecność. Wlewam w siebie alkoholowe zapomnienie. Trwanie.

Tam za oknem, przesuwają się jak na zwolnionym filmie dni, tygodnie, miesiące. A ja uwięziony przez moje myśli tkwię na poddaszu mojej egzystencji. Czasem świat do mnie puka groźnie w drzwi, by listownie w urzędowy sposób przypomnieć o swoim istnieniu. I te dni są najgorsze, bo czuję wtedy, że nawet we własnym więzieniu nie jestem  bezpieczny. Z ciemności i bólu, i strachu nocy, wyłania się strach dnia. Słyszę jak za drzwiami, jak za oknem szurają buciorami problemy. Słyszę kroki na schodach i ściszam się w sobie. Zapadam w nieistnienie. Udaję martwego i nieobecnego. Przystosowałem się do życia w strachu. Mimikra.

 Jestem zamknięty w domu, do którego swym wielkim przekrwionym okiem zagląda, co pewien czas świat. Słyszę jego okrutne i złowrogie sapanie. Czuję jak przez ściany mojej celi przenika jego kwaśny oddech. On ciągle coś ode mnie chce. Wymusza działanie. Poucza mnie. Ten On. Ten ukształtowany w wielkość urzędniczej masy On. Utuczony na posadach i etatach. Przystrojony w ustawy, wyroki, nakazy, rozporządzenia, przepisy – wielki On. Społeczny, polityczny, państwowy kolos ulepiony w masy pieniędzy. Wykuty z monet, podparty papierem, stalowo twardy wsparty na cokole własnych „praw i obowiązków” ciągle oczekuje ode mnie działania na swoją korzyść. Podporządkowania się jego woli. Asymilacji.

Golem ulepiony z gliny i błota setek tysięcy interesów. Społeczna bestia o stu obliczach, strasząca mnie karami za czyny, które popełniłem przez brak współdziałania. Słyszę pieści, które całymi dniami uderzają w ściany mojego domu przypominając mi o istnieniu świata za murem. – Nie możesz istnieć bez nas! – wołają golemy. Nie możesz być inny. Przystosuj się! Dokonaj czegoś! Bądź ambitny. Zarabiaj. Płać. Opłacaj! Kupuj. Sprzedawaj. Żyj społecznie. – Jednostka zerem, jednostka niczym – mimowolnie powtarzam sobie mantrę z dawnych czasów, która tak doskonale zaadaptowała się do współczesności. – O nie! Krzyczę, choć tylko ja to słyszę.  Wiem, że moje rebelianckie przekonania nie pozwolą mi się podporządkować. Czy istnieje tylko droga w górę?

– Jesteśmy tym, czym się tworzymy, odpowiedzialność! – słyszę telefoniczne dobre rady od wszelkiego wujostwa.  Tak, ukształtował mnie mój umysł. Wykuły mnie uparte dłuta moich własnych myśli. Jestem, jaki jestem. Czuję to, co czuję. Działam tak jak działam. Jestem uwięziony w ucieczce od problemów. Nie ocali mnie doustnie zaaplikowana tabletka szczęścia, bo musiałbym za nią zapłacić lub przynajmniej zdobyć pozwolenia na jej posiadanie. Uzdrowienie jest płatne i przypisane do porządku świata panującego za oknem mojego więzienia. Czasem za bardzo samotny. Bez zawiedzionych przyjaźni i bez żalu. Istnieje we mnie dumie jedna nadzieja uparta, gdy już wszystko wydaje się stracone i przegrane. Ta myśl przebijająca się uparcie przez inne. To ja mam rację!

dziennik pesymistyczny

Zabawne to FOMO

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Gdy tylko się przebudzę. Gdy tylko otworzę oczy. Gdy tylko zaloguję się w rzeczywistości, pierwsze co robię to sięgam po telefon, który już dawno przestał być tylko telefonem. Sprawdzam wiadomości na facebooku. Kontroluję, co nowego na wszystkich prowadzonych przeze mnie blogach i stronach.  Zaglądam do poczty. Przeglądam aplikacje informujące mnie, co nowego w prasie, radiu i telewizji. Artykuły, kilka maili, wpis na twitterze.  I już pora na poranne ablucje, tam nie jestem „on-line”. Ale śniadanie już w towarzystwie tabletu. Tam znów portale społecznościowe. Czytam i piszę. Poczta. Maile. Informacje. Telewizja śniadaniowa lub informacyjna. W samochodzie radio. Cały dzień w pracy przed komputerem. A jak nie przez cały, to na pewno przez większość dnia.  Jeśli nie wpatruję się w ekran to przecież i tak jestem zawsze w „zasięgu”. Jestem jak pies Pawłowa. Mam reakcje bezwarunkowe. Przechodzi mnie dreszcz, gdy słyszę pikanie telefonu. Podekscytowanie. Natychmiast dopada mnie nieodparta pokusa sprawdzenia przychodzącej wiadomości. Muszę być przez cały czas na bieżąco. W kontakcie. Informacja jest tak samo ważna dla mnie jak jedzenie, picie czy oddychanie. Nałogowo pragnę najnowszych wiadomości. Konsumuję informacje i je tworzę dla innych pożeraczy.

Tak, wiem, jestem uzależniony. Wiem, to nic nowego. Nic odkrywczego. Ale dzięki naukowcom (zapewne amerykańskim) teraz przynajmniej wiem/wiemy jak nazwać takie uzależnienia.  Zjawisko, pod którego jestem przemożnym wpływem, ma już swoją fachową nazwę. Dzięki Bogu za naukowców i za ich nieustającą chęć nazywania wszystkiego, chęć do nadawania wszystkim naszym fobiom nazwy. FOMO (termin ten pochodzi oczywiście z języka angielskiego: fear of missing out), bo o tym tu mowa to lęk przed tym, że coś nas omija. Zjawisko FOMO dotyczy nie tylko strefy prywatnej, ale też zawodowej. Mam bezustanną potrzebę sięgania po smatfona, co kilka minut. Bez względu na to, co robię, gdzie jestem, zawsze, co kilka chwil na ekranie telefonu sprawdzam wiadomości z sieci społecznościowych, maile, esemesy. Brak dostępu do sieci wywołuje u mnie klasyczne objawy odstawienia. Czyli jestem FOMO. Po prostu muszę, nie mogę się powstrzymać. Kiedyś wyczytałem w internecie, że wibracje ekranu nowoczesnych telefonów mogą wywoływać poprzez ich dotykanie reakcje podobne do euforii. Teraz, dzięki naukowcom, wiem, że mam kolejne przyjemne uzależnienie. A że kolekcjonuję takie stany, to wiedza ta jest dla mnie nawet przyjemna.

Na wakacjach, w kinie, w restauracji, w knajpie, w parku na ławce, nawet w pracy, nad morzem i górach, w autobusie, samochodzie, pociągu, wszędzie gdzie się da sprawdzam wiadomości i maile, co kilka minut. Wiem, że w esemesie mogę użyć stu sześćdziesięciu znaków, a wiadomość na twitterze to tylko sto czterdzieści znaków. Żyję sobie po części wirtualnie. Myśli wyrażam określoną liczbą znaków.  Chętnie uległem pladze nowoczesnej technologii. Zmieniła ona moje życie. Nie mam jak na razie o to pretensji. Raczej obserwuję z zainteresowaniem moje zachowania w tym nałogu, niż się go boję. Tworzę spokojnie wiadomości w nadmiarze prawie tak dużym, jak je czytam. Podobno psycholodzy zachowanie FOMO traktują, jako lęk przed przeoczeniem jakiegoś wydarzenia lub istotnej informacji, która może mieć wpływ na moje życie. No i ja się właśnie z przyjemnym dreszczykiem emocji boję, że „coś” przegapię. Ciekawi mnie to moje FOMO. Mam tak, że nie bardzo lubię społeczeństwo. Ludzie, w sensie społeczeństwo, bardziej odpowiadają mi w wersji elektronicznej. Mój brak przystosowania do życia w cywilizacji idealnie rekompensuję sobie w internecie. Zabawnym skutkiem ubocznym, i raczej nieszkodliwym dla mnie, jest coś, co teraz nazwano FOMO. To na tyle.  Jadę na zakupy. Ale zabieram telefon. Muszę być przecież na bieżąco. Jestem FOMO. Zabawne to FOMO.

dziennik pesymistyczny

Pozbawiony słodkiego życia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia nietrwałym, jałowym związkom osób, z których społeczeństwo nie ma żadnego pożytku, tylko ze względu na łączącą ich więź seksualną – grzmiała z mównicy sejmowej posłanka prawych i sprawiedliwych pani Krystyna P. Jako mężczyzna żyjący już ponad dziesięć lat w wolnym związku z kobietą, poczułem się zdecydowanie dotknięty wypowiedzią posłanki. Przez te mijające właśnie dwie dekady nowej Polski nie doświadczyłem szczególnie „słodkiego życia” fundowanego mi przez społeczeństwo czy państwo, jako instytucję. Nie przypuszczam też, żeby przepisy nowej ustawy o związkach partnerskich w jakiś szczególny sposób mnie, oraz mojej życiowej partnerce takie „słodkie życie” zafundowały.

Nie chcę szczególnych przywilejów. Po prostu chciałbym, żeby moja dziewczyna mogła się dowiedzieć o moje zdrowie gdy, nie daj Boże, znajdę się w szpitalu. Chciałbym, żeby mogła po mnie zwyczajnie dziedziczyć, gdyby przytrafiło mi się coś złego. Chcę prostych, zwykłych praw. Nic szczególnego. Chciałbym takich praw, jakie mają związki zalegalizowane przez kościół czy przez państwo. Chciałbym praw, które przysługują małżeństwom, bo dlaczego by nie? Jesteśmy gorsi, bo nie „uświęciliśmy” naszego związku obrzędem w świątyni? Bo nie przysięgaliśmy przed urzędnikiem państwowym? Nie chcę przywilejów, lecz równych praw! A pani posłanka Krystyna P. mi ich odmawia.

Obraźliwa jest też dla mnie sugestia pani poseł, jakoby mój związek z partnerką jest takim, z którego „społeczeństwo nie ma żadnego pożytku”. Nie wnikałbym w to, jaki pożytek jest z samotnego życia pani poseł, ale ta pani mnie sprowokowała, więc sobie pozwoliłem.  Tyle lat, chcąc nie chcąc, płaciłem podatki na utrzymanie tego państwa i w miarę możliwości spełniałem moje powinności wobec społeczeństwa. Jestem przekonany, że kto, jak kto, ale pani poseł Krystyna P. nie powinna oceniać czy moje życie w związku z moją dziewczyną przynosi „korzyści” społeczeństwu. Jest to w najwyższym stopniu bezprawne, a jeśli nie bezprawne, to przynajmniej niesprawiedliwe.

Nie wiem też, dlaczego niezamężna i bezdzietna pani poseł Krystyna P. mówi  o „nie – trwałym, jałowym związkom”. Nie znam tej pani, więc nie wiem, co spowodowało, że jej życie jak rozumiem zostało pozbawione nawet tego jałowego związku. Chciałbym tylko podkreślić, że mój związek partnerski przetrwał zdecydowanie dłużej, niż związek uświęcony przez urząd i duchowieństwo, więc nie widzę tu żadnej nietrwałości. A pozostajemy w nim nie TYLKO ze względu na łączącą nas „więź seksualną”. Ale chyba, pani poseł, jako niezamężna i pewnie nieżyjąca w związku partnerskim (wnioskuję ze słów pani poseł) nie bardzo rozumie te zagadnienia.

– Zjawisko związków jednopłciowych jest sprzeczne z naturą. Pozwalają obnosić w przestrzeni publicznej skłonności seksualne, czym naruszają poczucie estetyki i moralności większości Polaków – raczyła wyjaśnić Polakom posłanka prawych i sprawiedliwych. Pani poseł Krystyna P. mnie uraziła, więc czuję się, choć trochę usprawiedliwiony w tym co zrobię.  Odważę się ocenić fizyczną powłokę tej parlamentarzystki. Jeśli posłanka Krystyna P.,  pozwala sobie na ocenianie, co „jest sprzeczne z naturą” a co nie jest,  to i ja mogę pooceniać. Nie chcę, ale muszę – jak mawiał klasyk.  Jako heteroseksualnemu mężczyźnie zdarza mi się, że oceniać piękno i nie piękno kobiet. Chyba to nie jest „sprzeczne z naturą” a wręcz naturalne, prawda?  Widywałem podobizny tej pani wiele razy, w telewizji, na zdjęciach w gazetach czy w internecie.  I jakbym miał ocenić, tak jak pani poseł ocenia innych, to zmuszony byłbym stwierdzić, że to, co widzę zdecydowanie narusza moje „poczucie estetyki”.  Co ja poradzę? Tak jest zapewne, dlatego, że słodko sobie żyję, a społeczeństwo nie ma ze mnie „żadnego pożytku”.

Ps. Krystyna P., bo imię i nazwisko byłoby reklamą, a nie chciałbym reklamować…

 

dziennik pesymistyczny

Analiza uzależnień

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Jestem na tyle wolny, na ile pozwalają mi na to moje uzależnienia. Czyli tak naprawdę jestem powszednim niewolnikiem. Wstaję rano, bo tak wypada czynić z rana. Bo tak jestem zaprogramowany. Przedszkole, szkoła, praca. Ósma rano. Znak – nakaz.  Zniewolenie. Możesz się oczywiście uwolnić, ale spróbuj nie zarabiać. Bez tego nie można żyć. Jestem niewolnikiem pieniądza. Niewolnikiem czasu, który powinienem poświęcić na jego zarabianie. Jestem niewolnikiem banków.

dziennik pesymistyczny

Nie mogę być członkiem tej wspólnoty…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Temperatura za oknem bliska zeru. Były minister sprawiedliwości podobno też jest zerem. Choć według ostatnich doniesień i to może być znacznie niedoszacowane.  Zimno. Klimat taki nieznośny. Za oknem śnieg. Po  chodnikach przemykają  przechodnie. Dzień zimowy jak co dzień. W zasadzie nic się nie zmieniło. A jednak wydaje mi się że to co obserwuję jest jakieś takie…  nie moje. Obce. Wrogie. Śnieg pada spokojnie tysiącami płatków. Teraz już wiem, że funkcjonariuszom państwowych służb specjalnych i prokuratorom nie grozi kara za manipulowanie dowodami. Nastąpiło przedawnienie. Co czuję? Nic nie czuję. Bo tak mnie nauczono. Zima w pełni. Spokojnie. Patrzę na swoje dłonie. – To tylko kolejna afera – uspokajam sam siebie. Taka aferka z tych telewizyjnych. Pojawiła się to i zniknie. Stopi się. Przyjdzie nowa, lepsza. Przyglądam się jak dzieci lepią bałwana ze śniegu.

Podczas odczytywania uzasadnienia wyroku w procesie pewnego lekarza – łapówkarza, sędzia państwowy ocenił taktykę organów ścigania jako „przerażającą”. Ale to nie ma znaczenia, bo się przedawniło. – Budzi to skojarzenia nawet nie z latami osiemdziesiątymi, ale z metodami z lat czterdziestych  i pięćdziesiątych, czasów największego stalinizmu – mówił sędzia. I co? I nic. Przecież nic nie było – jak chcą prawi i sprawiedliwi.  Nie było „przewinień dyscyplinarnych” ze strony funkcjonariuszy państwowych służb specjalnych i prokuratorów, którzy prowadzili nocne, następujące jedno po drugim,  wielogodzinne przesłuchania oskarżonych i świadków. Podobno zainteresowani sami tak chcieli. Nic się nie stało. – Sędzia przesadził – mówi poseł partii, której poparcie jest bliskie zeru. Sąd uznał za „fałszywy i zmanipulowany, sporządzony przez kiepskiego reżysera” emitowany w telewizjach materiał służb specjalnych z zatrzymania lekarza-łapówkarza.  Pamiętam też, na moje nieszczęście,  jak minister sprawiedliwości mówił, że już „nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. I co, i nic… Nie mogę być już członkiem tej wspólnoty…

 

dziennik pesymistyczny

Polska – oto jest pytanie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

W polskojęzycznej Wikipedii najczęściej wyszukiwanym hasłem okazała się być… Polska. Wychodzi na to, że najczęściej wpisujemy w wyszukiwarkę nazwę naszego kraju! Mam nadzieję, że nie jest to tylko przejaw tego, że Polacy zwyczajnie, co kilka dni sprawdzają, aby się upewnić, gdzie to, w jakim kraju i w jakim państwie żyją. – Co to jest Polska?  – czyżby to pytanie było tym, które najczęściej zadają w internecie mieszkańcy tej pięknej, acz jak widać zagadkowej, krainy? – Gdzie ja właściwie jestem? – pytają polscy internauci i szukają odpowiedzi w Wikipedii.

Może moje nadzieje, co do intencji rodaków szukających w internetowej bazie wiedzy, odpowiedzi na to, co to jest Polska są za bardzo naciągane. Tak, jest to możliwe. Ale również nie można wykluczyć takiej możliwości, że to wielbiciele myśli politycznej wodza prawych i sprawiedliwych, co kilka dni sprawdzają czy Polska to nadal kondominium rosyjsko-niemieckie?  A najłatwiej sprawdzić w internecie, który jest naszym oknem na świat – jak mawiał klasyk. I to zapewne, dlatego tak znakomity rezultat hasła „Polska”. Bo to zdecydowanie zdyscyplinowany elektorat.  Może się też wydawać, że tak dobry wynik w Wikipedii, to zasługa młodzieży z wszechpolskich ruchów narodowych. Przecież to niewykluczone, że ci patriotycznie nastawieni młodzi ludzie chcąc się dokształcić szukają informacji o Polsce. Poza tym, w naszym kraju z dużą regularnością prawdziwi Polacy demonstrują pod hasłem „Tu jest Polska”. Może wcześniej sprawdzają w Wikipedii gdzie to ich „Tu” jest obecnie.  Co roku, prawie w połowie listopada, nacjonaliści organizują swoje marsze ulicami polskich miast i miasteczek. Od zeszłego roku kroczą pod hasłem Marsz Niepodległości. Jest przecież możliwe, że tuż przed wyruszeniem z domu, kontrolnie sprawdzają w internetowym kompendium wiedzy pod hasłem „ Polska” czy aby od ostatniego ich protestu ojczyzna nasza, jest mniej, czy też już bardziej niepodległa.

– III Rzeczpospolita jest szybko rozwijającym się państwem – czytamy w Wikipedii i od razu jaśniejszy staje się kolejny dzień. Nie wiem, co spowodowało, że tak wielu z nas, Polaków, szukało w roku dwa tysiące dwunastym wiedzy o tym państwie gdzie przyszło im się z wyroku losu lub Boga narodzić i być do niego przypisanym. Na szczęście w tym ciągłym ustalaniu i dowiadywaniu się, w jakim to kraju i państwie żyjemy nie jesteśmy osamotnieni. Podobnie problemy z ustaleniem – gdzie ja to aktualnie jestem? Co to za kraj? – mają Szwedzi. U naszych sąsiadów zza morza, podobnie jak u nas, nazwa ich kraju to najczęściej przeglądane hasło w Wikipedii.

Jeszcze większym zaskoczeniem jest drugie miejsce w zestawieniu. Znalazło się hasło: „zamek swobodny” oznaczające element broni strzeleckiej. I to jest dopiero informacja. Szczególnie bolesna, jeśli na pierwszym miejscu najczęściej wyszukiwanym hasłem w polskojęzycznej Wikipedii okazała się być „Polska”. Strach się bać.

 

Źródło badań: Wirtualnemedia.pl.