Pytania bez odpowiedzi
– Jeszcze po jednym – zapytał. Odpowiedziało mu pełne aprobaty milczenie. Nikt nie zgłosił przeciwwskazań, więc nie czekając dłużej nalał wódki do kieliszków a wody do szklanek. Przeniósł też z kuchni na stół stos kanapek spoczywających na tacy. Można by rzec, że przygotował front robót. Teraz trzeba było tylko zabrać się do dzieła. Na chwałę Ojczyzny czy na chwalę czegoś innego, co tam kto wolał.
– Gdzie obudzi się jutro moja dusza? – padło pytanie Pierwszego, tradycyjnie już dla jego osoby tak ni w pięć, ni w dziewięć. Zawsze tak było. Zadawał takie pytania, na które nikt nie znał i nikt nawet nie oczekiwał odpowiedzi. To należało do ustalonego już od wieków rytuału ich wspólnego spożywania. I było to tak przewidywalne jak morderczy kac o poranku po przepitej nocy lub jak to, że ile by nie kupili wódki to zawsze i tak jej brakowało i trzeba było biec do sklepu. – Jak wygląda życie po życiu? – Pierwszy nie dawał za wygraną kompletnie nie zwracając uwagi na fakt, że nikt z nim nie zamierzał dyskutować. Pytał, choć w zasadzie przecież nikt nie chciał, żeby zadawał takie pytania. Czy on zawsze musiał robić coś takiego? Mimo przyzwyczajenia to jednak było męczące. Czy zawsze musiał tak smęcić po alkoholu? Nie mogli, choć raz, jak zwykli ludzie porozmawiać o sporcie, o kobietach, o majsterkowaniu czy sam już nie wiem o czym, może o samochodach? No widać nie mogli. Bo zawsze jak pili z Pierwszym to przecież w końcu musiało się skończyć na takich jego kurwa jebotliwie duszoszczypatielnych tekstach.
To chyba jednak prawda z tym, że pić trzeba umieć. Pierwszy potrafił wypić, ale chyba nadal nie potrafił pić. Bo choć to się wydaje dziwne to między jednym i drugim istnieje zasadnicza różnica. – Strach nie znika, jeśli przed nim uciekasz! – Pierwszy nie odpuszczał, tym razem stwierdzając bardziej niż pytając. Nadal uparcie trzymał się swojego stylu. Bez końca jego poważnie zamroczony alkoholem umysł zaprzątały pytania krążące wokół zagadnień związanych z sensem życia.
Nalano kolejnego i wszyscy wypili po kolejnym. Teraz Pierwszy jakby się przebudził. Usiadł sztywno. Chwile nasłuchiwał. Następie w wielce przyspieszonym tępię począł przeszukiwać kieszenie. Wszyscy już wiedzieli że szuka telefonu, który donoście wyśpiewywał pieśń włoskich rewolucjonistów. Aparat dzwonił uparcie i to pewnie tylko dzięki temu Pierwszy w końcu go namierzył. Wydobył, potrzymał go jeszcze chwile przed twarzą patrząc na ekran, po czym odebrał połączenie.
– Przepraszam, że nie odebrałem od razu – rzucił na dzień dobry. – Okoliczności niesprzyjające. Rozumiesz. Co robię? To samo robię, co zawsze. Nic nowego – mówił zadziwiająco trzeźwo jak na to, co wypił i na to, że jeszcze przed chwilą zadawał pytania, które wskazywały na jego głębokie oddalenie od rzeczywistości. – Wtedy nie mogłem odebrać. Byłem na ulicy. Co u mnie? A nic nowego. Mam takie huśtawki nastrojów. Buja mną od euforii w stylu „jakoś to będzie, wszystko będzie dobrze” aż do całkowitego przeciwieństwa, czyli do „nic już nie będzie, a na pewno nie będzie dobrze”. A tak, na co dzień to staram się pracować, choć idzie mi wyjątkowo opornie. Staram się nie myśleć o przyszłości i jakoś żyć dniem dzisiejszym. Coś zjem, coś wypije, coś przeczytam, coś napiszę. Żyje po prostu lub bardziej póki co żyje. Tak bardziej z przyzwyczajenia sobie żyje. To takie moje dobre życie tuż przed odejściem do krainy wiecznej szczęśliwości. Żyje trochę z nawyku a trochę z ciekawości. Tak żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. Wiesz jak to mówią: póki życia, póty nadziei. Choć w moim przypadku to chyba ta nadzieja jest raczej niewielka i raczej płonna. Tak. Tak. No dobrze, będę się odzywał. Paka. No, cześć. Pozdrowienia dla małżonki. To był koniec rozmowy i koniec trzeźwości Pierwszego. Jak tylko zakończył połączenie od razu sztywność jego postawy oraz łatwość wypowiedzi opuściły go na dobre.
– Boje się tego, że miłość może nie wystarczyć do mojego dalszego życia. Boje się tego, że ważniejsze dla życia, dla przeżycia jest wpasować się w społeczeństwo, a ja tego nie potrafię – rzekł Pierwszy. Nikt nie wiedział co powiedzieć, więc wszyscy milczeli w odpowiedzi.
