Smerf Maruda, który ciągle marudzi
– Jest taki smerf Maruda, który ciągle marudzi, ciągle mówi, że coś jest nie tak, że coś jest najgorsze, coś jest najsłabsze, coś w Polsce idzie nie tak – powiedział prezydent i jednocześnie kandydat na prezydenta. – Kogo miał na myśl? – zastanawiają się dziennikarze i politycy. Żeby ukrócić wszelkie spekulacje, przyznaje się. To ja jestem tym poszukiwanym smerfem Marudą. Można już zakończyć tropienie. Tak, to ja jestem marudą i jestem z tego dumny.
To ja ciągle marudzę, o czym można się łatwo przekonać czytając wszystko co zamieściłem na tym blogu przez wszystkie te lata. To ja ciągle mówię, że „coś jest nie tak, że coś jest najgorsze, coś jest najsłabsze”. We mnie nie tkwi głębokie przekonanie, że właśnie jest „naj”. Raczej uważam, że wszystko jest „fuj”. A już zdecydowanie z niczego nie jest dumny. No taki już jestem i nic na to nie poradzę.
Na przykład teraz, gdy pisze te słowa kompania policjantów pięćdziesiąt metrów od mojego mieszkania urządziła sobie próbne strzelanie. Walą chłopaki równo salwami w powietrze ze swoich kałachów lub z tego, co tam aktualnie maja na wyposarzeniu, i nic sobie nie robą z tego, że ja za każdym razem, po takie serii, podskakuje pod sufit. To są przecież panowie Władza, im wolno. Przecież sami sobie nie wystawią mandatów. Mają – co prawda – poligon gdzieś na zabitej dechami wsi pod miastem, ale kto by się tam fatygował tyle kilometrów żeby pierdolnąć kilkadziesiąt serii z kałacha. Lepiej, no i łatwiej a także przyjemniej postrzelać w centrum miasta. Przecież im wolno, oni są policją państwową więc kto im zabroni postrzelać jak im przyjdzie na to ochota. O że huku narobią, przestraszą wiele osób, że to kilkadziesiąt metrów od bloków? A w dupie to mają, przecież to jak wspominałem policja państwowa nie obywatelska.
Tak, ja ciągle słyszę, że wszytko jest rozwiązane, wszystko jest super, znakomicie, że jest „naj”, że coś się udało, i z czegoś warto być dumnym. Wiem, że prezydent nie ma wpływu na tą policyjną kanonadę za oknem. Ale też wiem, że prezydent jest nam potrzebny… nie właśnie, do czego jest nam potrzebny prezydent? Nie tak teoretycznie, tylko praktycznie. Nikt pewnie nie wiem, i nie trzeba się obawiać, że ktoś zapyta. Pobawmy się więc w kapanie wyborczą, zabawmy się w wybory, koci łapci, koci łapci. Do wyboru znakomici kandydaci: leśny dziadek – gajowy Marucha, mało znany pan czyli nowa wersja starego prezesa, piękny Ken i małomówna Barbi, idiota i komediant plus kilku oszołomów. Bawmy się!
Ma prezydent i kandydat na prezydenta w jednej osobie racje, nie można Polski oddać we władanie smerfa Marudy, który będzie wszędzie podkreślał, że jest źle. Lepiej jest tak jak jest. Policja postrzela sobie, bo może a my zajmijmy się wyborami tak dla zabawy. A ja sobie pomarudzę, w końcu jestem smerf Maruda, który ciągle marudzi.
