Polityka alternatywnie historyczna
– Jakby się Rosjanie nie wtrącili do sami byśmy wojnę z Niemcami wygrali – taką mniej więcej wizje początków II wojny światowej przedstawił pewien historyk nowego pokolenia podczas audycji w pewnej stacji telewizyjnej. Myślałem, że nic głupszego już nigdy w życiu nie usłyszę, ale znów się pomyliłem. – Nikt nam nie może ukraść zwycięstwa. To przecież flaga polska powiewała w Berlinie w maju 1945 roku – powiedział pewien Janusz, ekspert ds. dyplomacji i ceremoniału państwowego.
Ja tam do tej pory wiedziałem, że co prawda polscy żołnierze zdobywali Berlin, faktycznie nad gruzami stolicy III Rzeszy powiewała polska flaga, ale nie wiedziałem jednak, że Polska Armia dokonała tego samodzielnie. A tu proszę, taka niespodzianka. Janusz, ekspert ds. dyplomacji i ceremoniału państwowego uważa, że zwycięstwo było nasze i nikt nam tego zwycięstwa nie może ukraść. A już szczególnie Rosjanie, którzy jak pewnie uważa pan Janusz tylko Armii Polskiej pomagali w szturmie Berlina. – Trzeba odzwyczaić Rosjan, że obchody muszą odbywać się zawsze w Moskwie – stwierdził ekspert Janusz.
Przez ostatnie ponad dwadzieścia lat różni z Bożej łaski historycy razem z pożal się Boże politykami wmawiali mi, że Polska Armia, która przyszła ze wschodu to nie jest ta właściwa Armia Polska – mówiąc najłagodniej. A tu nagle Janusz, ekspert ds. dyplomacji i ceremoniału państwowego nazywa ich zwycięzcami. Życie jest pełne niespodzianek. Człowiek uczył się w kilku szkołach historii, potem przez lata studiował, coś tam przeczytał i nie wiedział, że polska była samodzielnym zwycięzcą w II wojnie światowej i szturmu na Berlin dokonała bez udziału i pomocy Armii Czerwonej.
Ale co się tam dziwić ekspertowi Januszowi przecież nasz minister od spraw zagranicznych też uwielbia zabawy z historią. Niedawno przez 70. rocznicą wyzwolenia hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau przez Armię Czerwoną, pan minister, zapytany przez dziennikarzy o to, dlaczego na uroczystości do Polski nie został zaproszony prezydent Federacji Rosyjskiej, oznajmił, że „to front ukraiński, pierwszy front ukraiński i Ukraińcy wyzwalali (Auschwitz), bo tam żołnierze ukraińscy byli wtedy w ten dzień styczniowy i oni otwierali bramy obozu i oni wyzwalali obóz”.
– To jest oczywiste, że Armia Czerwona wyzwoliła obóz, ale także oprócz Rosjan było wielu, setki tysięcy, ponad milion żołnierzy ukraińskich, Kazachów, Tatarów – mówił trochę później szef polskiej dyplomacji. Podkreślił jednak, że trzeba przypomnieć, iż pierwszy czołg, który rozbijał bramę obozu, był dowodzony przez Ukraińca.
Jakoś nie słyszę ciągłego podkreślania, że w szeregach Polskiego Wojska w 1939 roku służyli Ukraińcy, Żydzi czy Białorusini. A przecież szacuje się, że we wrześniu 1939 roku, gdy III Rzesza uderzyła na Polskę, w szeregach Wojska Polskiego walczyło od 100 do 115 tysięcy żołnierzy narodowości ukraińskiej. Najwięcej z nich służyło w jednostkach piechoty, choć można ich też było znaleźć w pododdziałach kawalerii, artylerii i innych rodzajach wojsk. Oprócz Ukraińców czy Białorusinów była też spora liczba zmobilizowanych do wojska obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Na ogół w literaturze szacuje się tę liczbę na 100 tysięcy czyli około 10 procent ogółu powołanych pod broń.
Szczególną walecznością odznaczali się ukraińscy oficerowie kontraktowi, dawni oficerowie armii petlurowskiej. W tym kontekście najczęściej wymienia się ppłk. Pawła Szandruka z 29. brygady piechoty, który uratował w czasie bitwy pod Tomaszowem Lubelskim brygadę przed całkowitą zagładą. Za wyczyn ten został on w 1965 roku odznaczony przez gen. Władysława Andersa orderem Virtuti Militari. Czy ktoś odważyłby się powiedzieć, że to Ukraińcy walczyli pod Tomaszowem Lubelskim z Niemcami, bo tam żołnierze ukraińscy byli wtedy w ten dzień wrześniowy i oni stawiali opor hitlerowcom – parafrazując ministra.
Uważamy, że trzeba skończyć z szydzeniem z historii i dochodzeniem swoich racji za wszelką cenę nawet przez naginanie i manipulowanie faktami. Chyba już dość licytowania się, kto bardziej zasłużył na miano zwycięzcy. Czas przystopować z propagandą historyczną. Dotyczy to w równym stopniu tak samo Rosjan jak i Polaków. Podsycanie histerii antyrosyjskiej w Polsce jak i antypolskiej w Rosji służy tylko politykom a im zależy tylko na własnych interesach.
Czasem brednie wypowiadane przez polskich czy rosyjskich polityków a następnie z uwielbieniem publikowane przez media po prostu zwyczajnie mnie śmieszą . Ale czasem jest mi śmieszno, i straszno zarazem.
