Obywatel, choć nietrzeźwy
Człowiek pod wpływem alkoholu nie przestaje być człowiekiem i nie traci swych podstawowych praw obywatelskich. Jednak z przekazów medialnych wyłania się obraz państwa, w którym w konfrontacji z policją, zwykły obywatel będący „pod wpływem” prawie zawsze nie ma najmniejszych szans na zachowanie nawet minimum godności.
Państwo koncesjonuje sprzedaż alkoholu, czerpie z jego produkcji i sprzedaży ogromne zyski w postaci podatków a potem, gdy ktoś znajdzie się pod wpływem tej legalnie sprzedawanej substancji, automatycznie traci podstawowe prawa obywatelskie. Może czas umieszczać na butelkach z alkoholem ostrzeżenia podpisane przez stosowego ministra informujące, że po spożyciu traci się prawa obywatelskie i naraża się na pobicie i znieważenie przez policje.
Prawie rok temu pewien poseł twierdził, że został pobity przez policjantów. Na początku zareagowałem standardowo. Skazałem zaocznie parlamentarzystę na wieczne potępienie za to, że był pijany, że się awanturował i po prostu pasował do tego, co myślę o wszelkiej maści politykach. Jednak gdy usłyszałem w telewizji jak rzecznik komendy stołecznej policji przekonywał, że poseł zachowywał się „agresywnie i wulgarnie, chciał wydawać policjantom polecenia” to uświadomiłem sobie, że ja takie oskarżenia słyszę od mundurowych wręcz standardowo.
Po tym, jak w mediach ujawniono nagrania z monitoringu sprzed roku, na których wyraźnie widać, że to nie poseł wszczął bójkę, ale został przez policję pobity – wybuchła afera. Jednak z reakcji większości polityków wynika, że to poseł był winny, bo był pijany. Tak jakby stan upicia prowadził do czasowego zawieszenia praw obywatelskich. Prokuratura i policja nadal twierdzą, że to poseł atakował funkcjonariuszy, a oni tylko odpowiednio zareagowali. To bardzo ciekawe stanowisko. Bo nawet sześcioletnie dziecko może zobaczyć na filmie jak było i z łatwością policzyć jak policjantka szesnaście razy uderzyła parlamentarzystę pałką, a gdy poseł przed razami starał się wyrwać, chwyta go za pasek i usiłuje zdjąć mu spodnie. A przecież policjantom nie wolno stosować pałek wobec osób stawiających bierny opór.
Warunkiem użycia środka przymusu bezpośredniego wobec określonej osoby jest uprzednie wezwanie jej do zachowania zgodnego z prawem. Czy słowa – jak relacjonuje parlamentarzysta – o tym, żeby spierdalał, można uznać za „wezwanie jej do zachowania zgodnego z prawem”? Na filmie z zajścia widać wyraźnie, że policjantka bije leżącego posła. Czy to jest użycie odpowiedniego do rodzaju zagrożenia środka przymusu bezpośredniego?
Medialne doniesienia o brutalności funkcjonariuszy polskiej państwowej policji są już codziennością. Co kilka dni można przeczytać czy zobaczyć w telewizji relacje o nadużyciu przez mundurowych władzy, przekraczaniu uprawnień czy łamaniu przez nich prawa. Jak powszechnie wiadomo nasz naród jest trunkowy, za kołnierz nie wylewa to i pewnie nie raz trzeba, i trzeba będzie, zbierać z ulic tych, co to nie dotarli do własnych domów z powodu zbyt dużego spożycia. Ale nie może być tak, że w konfrontacji z policją, zwykły obywatel prawie zawsze stoi na przegranej pozycji.
Zdarza się, że nawet jak ktoś jest w stanie wskazującym, ale spokojny i nieawanturujący się to i tak nie ma szans w przypadkowych kontaktach z władzą, bo zawsze, jeśli nawet jest ofiarą a nie napastnikiem, to koronnym argumentem przeciw niemu jest to, że był pijany.
W czasach słusznie dawno minionych policja, o przepraszam milicja, była przynajmniej z nazwy obywatelska. Teraz jest państwowa. I chyba to stanowi różnice. Teraz to uzbrojone formacje nadzorcze, stojące zdecydowanie ponad prawem i w sposób szczególny prawnie chronione. Czy dlatego że służą państwu, nie społeczeństwu? Gdzieś już dawno zatarły się proporcje. Chyba już nikt nie pamięta, że głównym zadaniem policji jest służba obywatelom. Nie może być tak, że naruszania praw obywatelskich dopuszczają się ludzie, których podstawowych obowiązkiem jest stać na ich straży. No chyba, że tak nie jest.
