Naginanie rzeczywistości
Zdecydowanie za dużo czasuminęło od czasów realnego socjalizmu w polskim wydaniu, czyli od systemu realnegostania w kolejkach przez większość naszego społeczeństwa. Teraz nie stoimy, boi po co stać, jak i tak większości nie stać na to, co jest w sklepach ogólniedostępne. Zmieniło się też nasze myślenie o kolejkach. No może nie u wszystkich, ale u niektórych, tych,co teraz nami władają to już na pewno. Kiedyś, jeśli ktoś wpychał się bezczekania to uważany był za… no, był niegodny szacunku społecznego. – Pan tu niestał – można mu było powiedzieć, ale to i tak nie zawsze działało, bo wodpowiedzi można było usłyszeć: – Panie wsiądzie pan w 125, dojedzie na placZamkowy. Tam jest kolumna Zygmunta. Pójdzie pan i mu powie: Pan tu nie stał. Takbyło dawniej, ale dawniej to były czasy błędów i wypaczeń. Teraz jestzdecydowanie lepiej, przynajmniej w służbie zdrowa. Teraz nie musimy takfizycznie stać w kolejce do lekarza dniami i nocami. Teraz możemy się zapisaćna wizytę u specjalisty i już za sześć miesięcy mamy szanse się do niegodostać. No oczywiście przy założeniu, że nas wcześniej jasny szlag nie trafi znerwów, że tyle czekamy lub nie wykończy do tego czasu nas choroba. Jeśli sięnad tym głębiej zastanowić to nasze zejście z tego świata jest nawet dobre dlasystemu zdrowotnego, bo gdy już przeniesiemy się na łono Abrahama czy do krainywielkich łowów – jak kto woli – to zwolnimy miejsce w kolejce i sytuacjazdecydowanie się poprawi. Ale zmiany są widoczne, nie ma co narzekać. Co prawdanadal większość Polaków spędza sporo życia w kolejce do lekarza, to przecieżidzie ku lepszemu. Jaśniepaństwo nam panujące robi przecież, co kilka miesięcy kolejnewspaniałe reformy. I tak te zmiany bez zmian trwają już ponad dwadzieścia lat. -Każdy, kto kupi dodatkowe ubezpieczenia, zwolni miejsce w kolejce dla tych, którychnie stać na ubezpieczenie – usłyszałem wczoraj w telewizji. I taki było ogólnyton większości medialnych doniesień o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych.I to mnie zmusiło do zastanowienia się nad zdrowiem tych, którzy to proponują. Jeślidobrze rozumiem zasadę kolejki, to ktoś, kto stał za mną w kolejce wejdzie dogabinetu lekarskiego pierwszy to ja i tak będę stał w tym samym miejscu dalej,bom biedny. Kocham taką logikę. Załóżmy teoretycznie, że jestem osobnikiem,który ma pieniądze i chce się dostać do specjalisty. W kolejce jest sto osób,ale oni nie są ubezpieczeni dodatkowo, więc ja macham swą złotą kartąubezpieczeniową i wchodzę do gabinetu lekarskiego bez kolejki. Czyli jeślibyłem sto pierwszy to teraz za mną jest sto osób i ten w kolejce, który byłpierwszy jest teraz drugi i tak dalej. Chyba, że ci z super kartą ubezpieczeniowąbędą chodzić do całkiem innych lekarzy niż ja. A ja nadal będę stał w kolejcedla tych, którzy są w zasadzie obywatelami tego państwa, ale z racji zamożnościnie zaliczają się do godnych opieki zdrowotnej na godziwych warunkach. Ale wtedy tłumaczenie mi, że nie jestemdyskryminowany w dostępie do lekarza – gdy mnie na niego nie stać – jest jak iteraz zdecydowanym nagnaniem rzeczywistości. Czyli teraz ten, kto ma dodatkoweubezpieczenie zdrowotne, bo go na nie stać może mi powiedzieć: pan tu nie stał.A ja? Ja mogę wsiąść w 125, dojechać na plac Zamkowy. I tej kolumnie sięwyżalić, bom biedny.
