Szaro, buro i nijako
Kiedy byłem dzieckiemczęsto słyszałem, że jak dorosnę, to będę mógł ubierać się jak chcę, a terazmam się dostosować do woli i gustu rodziców i założyć na siebie to w czym, wich mniemaniu wyglądałem dobrze. Wiem, byłem małolatem., musiałem siędostosować do woli tych co mnie wychowują i mnie utrzymują. Gdy byłemnastolatkiem pragnienie wyrażania indywidualności poprzez sposób ubierania sięstał się dla mnie jeszcze ważniejszy. Ale znów w szkole i w domu słyszałem, żejestem niestosownie ubrany. Mój ojcieczawsze twierdził, że mam nieodpowiedniąfryzurę, nieodpowiednie spodnie, koszulkę z nadrukiem zamiast porządnej koszuli… w zasadzie dlaniego przeważnie wyglądałem źle. – Coludzie powiedzą, jak ty wyglądasz – słyszałem od starszych. – Idź do domu i sięprzebierz – mówiono do mnie w szkole. Mnie zawsze wydawało się, a nawet byłem otym święcie przekonany, że wyglądamdostatecznie dobrze, ale zawsze znalazł się ktoś komu nie pasowałem.Odróżniałem się. Tak było w latachsłusznie minionych, gdy byłem dzieckiem i społeczeństwo miało straszliwą ochotę, aby mnie dostosować na swojąmodłę. Miałem być szary, bury i nijaki.Taki praktycznie ubrany. W stroju na wszelkie okazje. A ja odstawałem od tejspołecznej normy. I tak jest do dziś.Gdy wyruszyłem z rodzinnego domu w samodzielność życia, postanowiłem sięabsolutnie nie przejmować tym co myślą o mnie inni ludzie. Starałem się… aleprzecież praca… tak, praca wymusza unifikację. Musiałem założyć mundur, wktórym dobrze się biega w wyścigu szczurów. – Młody człowieku, u nas w firmieobowiązują ściśle przestrzegane standardy dotyczące stroju pracowników –usłyszałem od przełożonego pierwszego dnia pracy i aby zarabiać, bo jeść trzeba, musiałem się przystosować. Ale co tam, damradę – myślałem – przecież to tylko kilka godzin, a potem będę znów sobą. Pracując dla korporacji wiedziałem, że muszę poddać się rygorowi ubrania, więc biegałem w koszuli, krawacie igarniturze. Nie powiem, czasami mi się to podobało. Ale wszystko co mnie wtapiaw otoczenie, co czyni mnie niewidzialnym jest chyba nie dla mnie. Pracując dlakorporacji czułem się jak dziecko, któreco dnia jest lustrowane przez rodzica czy wygląda schludnie i stosownie. Jamiałem to samo wrażenie… ten sprawdzający wzrok przełożonych kontrolujący, czy przypadkiem koszula nie jest w zbytciemnym kolorze, bo to nie jest dobrze widziane w firmie. Mnie garnitur nigdynie przeszkadzał, wręcz przeciwnie, ale nie lubię być do niczego zmuszany. Azdarzało mi się, że w pewnych firmach przepisy dotyczyły nawet fasonu obuwia, kolorukrawata i kroju garnituru. Starałem się szukać firm, w których to jak wyglądam prywatnie nie będzienikomu przeszkadzało, ale nie zawsze można było moje „ chcenie” pogodzić zrzeczywistością na rynku pracy. Przyzwyczaiłem się, że coraz rzadziej ludzie mówią mi, że jestemniestosownie ubrany do okoliczności. Ale ostatnio nastąpiła pewna zmiana. Choć jestem dorosły to znów, poczułem się jakdziecko. Koszmar wrócił. Teraz okazało się, ze jestem w nieodpowiednim wieku dostroju który mam na sobie. Tak, przecież jak już mam ileś tam lat to powinienemsię znów poddać standaryzacji, która przynależna jest osobom w moim wieku.Oczywiście nie tylko ja tak mam. Społeczeństwo wymaga ujednolicenia od wszystkich,no może od większości. – To chyba już nie pasuje do ciebie. W twoimwieku już nie wypada się tak ubierać – usłyszałem wczoraj w sklepie. Nie, tesłowa nie były skierowane do mnie, ale dopewnej pani w średnim wieku. A wypowiedziała je, dostatecznie głośno abym jemógł usłyszeć, koleżanka tej pani. Wnerwia mnie jak słyszę takie opinie. Jestem dorosły, ta pani zdecydowanie była jużdorosła a tu znów czegoś komuś zabraniają. Kiedyś byłem za młody, terazjestem za stary. Jak ubranie, w którym się dobrze czuję może nie pasować? Czyjest specjalny strój na dziesięciolatka, dla dwudziestolatka i specjalny dlaczterdziestolatka? A jak będę po osiemdziesiątce to mam już chodzić włachmanach i czekać na śmierć? Dlaczego mam się poddawać opinii innych? I tonajczęściej takich co wyglądają szaro, buro i nijako. To jakaś tyrania opinii.– Nie wypada Ci w tym wyjść, bo to za bardzo młodzieżowe dla ciebie – usłyszałem kiedyś. Czasem czuję się za stary by żyć, a za młody by umrzeć.
