Z dnia na dzień czyli codziennie
– Cóż, żyjemy z kalendarzem w ręku – powiedziała pewna pani, dodając całkiem słusznie, że my ludzie, niestety nic na to nie możemy poradzić. Może i nie możemy, ale przynajmniej jedno można zrobić w takiej sytuacji , a mianowicie po marudzić w sprawach, na które nie mam najmniejszego wpływu lub przynajmniej mam wpływ minimalny. A każdy kto w tym miejscu czyta co piszę, wie doskonale jak niezmiernie lubię sobie po marudzić. A czynię to niejednokrotnie tylko i wyłącznie z bezsilności. Jeśli nie mogę nic zmienić to jest to moja ostateczna linia obrony. – Przynajmniej sobie ponarzekam – mówię sobie, i innym, i od razu mi z tym raźniej. Ale miało być o tym, że żyjemy zgodnie z kalendarzem. Wiem, że jakoś ten czas musimy dzielić, ale mnie bardziej chodzi o to, że ja coraz bardziej żyję, czy raczej przeżywam, coraz krótsze odcinki czasu. A już całkowicie prawie przestałem planować z wielkim wyprzedzeniem. Tak, jest i jak ustaliliśmy niewiele można z tym zrobić, ale w moim przypadku te terminy, czy jak kto woli okresy, przedziały czasowe, stają się coraz mniejsze. Dawniej czekałem na coś, co nadejdzie za kilka lub kilkanaście lat, potem czekałem już na to co będzie za kilka lat…termin coraz bardziej się szatkował. I coraz mniejszy był czas oczekiwania, ale też czas w którym coś planowałem. Jesteśmy niewolnikami kalendarza. Rok,miesiąc, dzień, godzina, minuta… Gdy byłem mały to moje życie dzieliłem nalata. – Jak będę dorosły – mówiłem – to będę mógł, to i to… I tak bardzo chciałem żeby czas szybciej płynął. A on wlókł się niemiłosiernie. Ten świat dorosłych wydawał mi się taki daleki i odległy. Potem, gdy zostałem objęty obowiązkiem szkolnym moje życie w sensie planów a potem realizacji, zaczęło się dzielić na semestry oraz na czas między wakacjami czy feriami. I to był pierwszy sygnał że mój czas wolności, czyli taki w którym nie ulegam jakiemukolwiek przymusowi jest coraz mniejszy. Potem była szkoła średnia i ten sam podział na czas wakacyjny i czas nauki. Potem studia, i znów czas zaczął dzielić się inaczej,ale zawsze na krótsze odcinki. Teraz już nie planowałem na kilkanaście lat do przodu. Teraz moje plany ograniczały się do lat. A w zasadzie nawet mniejszych okresów. Nie mogłem z wielką pewnością zakładać co stanie się za kilkanaście lat, bo świat wokół mnie stawał się coraz bardziej nieprzewidywalny. A to wymuszało na mnie życie, ten podział na lata. – Nieważne co będzie za kilka lat, ważne jest to co się dzieje tu i teraz – powtarzałem sobie. I tak nie miałem wpływu na to co się wokół mnie zmieniało. Nie załapałem się na podział spadku po komunie, więc mogłem liczyć sam na siebie. Ale ten wrogi świat zmuszał mnie żebym nie planował, bo jak tu planować jeśli wszystko jest płynne i nieustanie się zmienia. Nie ma w Polsce jednego stałego prawa,jednych niezmiennych przepisów, podatków które są takie same przez dziesiątki lat. Dlatego też gdy podejmowałem pierwszą pracę, ale i kolejne, to zawsze myślałem tak mniej więcej na kilka miesięcy do przodu. Teraz moje plany skurczyły się do dnia, no może dni najwyżej… Teraz planuję… nadal tak, ale to raczej w sensie marzeń, bo realnie nie mogę przecież przewidzieć co zdarzy się jutro. Może ktoś wpadnie na pomysł podatku vat w wysokości dwudziestu czterech czy pięciu procent? Może ktoś inny zmieni prawo tak, że uniemożliwi mi to działalność zawodową? Jeśli nie mam wpływu na państwo w którym jestem tylko poddanym, to jak mogę planować? – Boże,daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie.Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę – powiedział Marek Aureliusz i miał rację, ale chyba więcej jest wokół mnie spraw których zmienić się nie da, niż tych które można. A na dodatek jak byłem dzieckiem miałem wrażenie nieśmiertelności , teraz już nie jestem taki pewny swego. Też nie wiem, jak to będzie łykając codziennie rano kolejną porcję tabletek. Cieszę się każdym dniem, ale mam świadomość, że ten mój czas strasznie podzielił się na mniejsze odcinki. I choć każdy dzień jest dla mnie radością, to męczy mnie to,że nic nie można zaplanować. Teraźniejszość, ten właśnie dzień, który upływa,jest dla mnie teraz wyznacznikiem mojego życie. – Do jutra! – że tak napiszę z nadzieją. Do widzenia.
