10 powodów, dla których warto lub nie warto
– Nalej nam proszę dobry człowieku po dwie pięćdziesiątki wódki. Pamiętaj jednak, aby lać tak, jakbyś to robił dla siebie – zwróciłem się w tych uprzejmych słowach do pochylającego się w naszą stronę barmana. Zasiedliśmy przy kontuarze zakończywszy uprzednio przydługi rytuał wyswobadzania się z ubraniowej warstwy izolacyjnej. Cóż, zima w tym roku zaskoczyła wszystkich ostrym mrozem, większym zaskoczeniem pewnie byłby mróz w lipcu, ale zaskoczenie to zaskoczenie. Nie ma co wybrzydzać. – Dziękuje. Jestem na diecie płynnej. Muszę kolekcjonować kalorie – rzekł przyjaciel akceptując mój wybór, co do trunku i ilości.
W żyłach mieliśmy już po dwie pięćdziesiątki, więc alkohol poczynił w naszych umysłach pewną jasność, wzmocnił odwagę oraz wyostrzył elokwencje. Barman okazał się takim, jakim być powinien barman, dlatego zignorował moją jawną zaczepkę. Nalał nam w kieliszki – jak to się mówi – od serca, po czym odszedł na koniec baru by zająć się tam swoimi sprawami. Lubię taki profesjonalizm.
– Co nowego? – zapytałem przyjaciela tak jakbym nie wiedział, jaka będzie jego odpowiedz, ale tak czasem jest, że nawet jak wiesz jak będzie, to podświadomie liczysz na niespodziankę. – Jestem o krok od bezdomności – odpowiedział. Jak się okazało jednak nie było niespodzianki. – A poza tym? – starałem się mimo wszystko wywołać coś niespodziewanego. – Czytam. Dużo czytam. Ale głównie taką literaturę dla starców. Gogol. Dostojewski. Takie książki na śmierć i o śmierci – sam tego chciałem, więc dostałem w odpowiedzi to, czego się spodziewałem plus w promocji pewność, że i tym razem żadnej niespodzianki nie będzie.
Jednym gestem przywołałem barmana i poprosiłem o powtórzenie zamówienia. Nie chciałem testować jego spokoju swoim gadaniem. – Muszę odpocząć – powiedział przyjaciel. – Od czego ty chcesz odpocząć? Co Cię tak zmęczyło?– szczerze zdziwiło mnie jego wyznanie, bo przecież przyjaciel nie był typem człowieka, który na szóste do roboty i o czternastej do domu z fabryki czy biura. A jednak coś tam przecież robił, ale to żaden etat czy stałe zajecie nie było. – Przecież ty nie pracujesz? Ty tylko zarabiasz pieniądze, a to nie praca – przypomniałem. – I to właśnie przyprawia mnie o stres, od którego muszę odpocząć – usłyszałem w odpowiedzi. – Ja pracuje, tylko inaczej i ty tego nie dostrzegasz lub nie chcesz dostrzec – dodał.
Nie rozumiałem jego życiowej postawy. I mam wrażenie, dopracowane na podstawie opinii zróżnicowanej grupy przebadanych przeze mnie osób z kręgu naszych wspólnych znajomych, że nie tylko ja nie rozumiem jego życiowych wyborów. Z tą tylko różnicą, że ja przynajmniej staram się zrozumieć a inni przeważnie krytykują jego postawę lub pozostają w swych zdaniach na jego temat bierni z doklejonym nieszczególnie ukrytym przestaniem: dobrze tak nierobowi. Teraz widząc, że nasza dyskusja zmierza na dobrze znane tory, czyli ku nierozwiązywalności problemu, postanowiłem szybko zmienić temat, bo za mały dziś byłem na tak wielkie błędy.
– A jak tak z kobietami? Coś nowego? – zapytałem, bo przecież z tych pasujących nam tradycyjnie męskich tematów rozmów to już faktycznie zostały nam tylko kobiety. Sportem się przyjaciel nie interesował. Samochody doceniał, ale nie były dla niego fetyszem. Uznałem, więc, że kobiety to dobry wybór na temat rozmowy przy wódeczce. – Ktoś nowy? Jakaś nowa pani? – spytałem ponownie. Przyjaciel spojrzał na mnie wymownie, po czym zamówił u barmana jeszcze raz to samo. – Za wcześnie – rzekł na wydechu jak wypiliśmy zamówione i dostarczone przez barmana wódeczki.
– Mój świętej pamięci ojciec zanim odszedł z tego marnego świata powtarzał często, że ja nigdy nie znajdę porządnej kobiety, bo mam wybitną zdolność przyciągania tylko takich kobiety, które bardziej ode mnie kochają być niegrzeczne – powiedział przyjaciel stukając przy tym znacząco swoim kieliszkiem w mój.
Cdn.
