Category Archives

914 Articles

dziennik pesymistyczny

Dwaj panowie z ławką plus poeta

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Gościu, siądź pod mymliściem, a odpoczni sobie!  – pisałwielki polski poeta i to jego zawołanie do czytelników przetrwało, jakprzekonałem się ostatnio, całe pokolenia. Czasem nam się wydaje, że dobrzewiemy, co poeta miał na myśli. Ale jak to, co pamiętamy ze szkoły zostaniezamglone przez opary wódeczki, a dodatkowo jeszcze wpadniemy w nocy na pomnikwieszcza to wiele może się wydarzyć. Przecież – niejeden z nas pamięta z lat szkolnych – jak nie zawszejednoznacznie było wiadomo, co poeta miał na myśli. I choć zapewne w wierszu,którego urywek zacytowałem na wstępie, najwyraźniej chodziło wieszczowi odrzewo zwane lipą, to widocznie jak się jest w stanie wskazującym na spożycie,to może się dokonać w umyśle człowieczym taki koktajl, że aż się drzewo zpomnikiem pomylić może. Bo to przecież w szkole uczyli żeby gościu usiadł podliściem a odpoczął sobie.  A tu przedzamglonymi od trunków oczyma stanął im pomnik poety. I dwóch Gości do domuwracało zmęczonych zapewne. To się nieszczęśnikom wszystko pomieszało. Inaraziło ich na wielkie nieprzyjemności. A oni może tylko przysiąść a odpocząćsobie chcieli? Pewnej nocy pracownik stacji monitoringu miejskiego obsługującjedną z kamer zauważył dwóch mężczyzn, którzy wnosili parkową ławkę na pomnikJana Kochanowskiego. Pewnie chcieli być jak najbliżej ukochanego poety. Niechcieli tak z oddalenia podziwiać oblicza wielkiego Polaka. Oni zapewne chcielizasiąść na ławce tuż przy nim. Przecież blisko trzymetrowym pomnik przedstawiasiedzącego poetę, który obejmuje Orszulkę, a w drugiej ręce trzyma książkę. Ipewnie ta scena obejmowania dzieciny dodatkowo wpłynęła na wyobraźnię panów, coto do domowych pieleszy wracali chwiejnym krokiem.  Pozazdrościli widać Olszulce tej bliskości zpoetą.  – Gościu, (…), a odpoczni sobie!– szumiało im pewnie w głowie, gdy ławkę dźwigali, by do wieszcza podobizny jaknajbardziej się zbliżyć. Oj, niebezpieczne są takie połączenia. Pomnikwielkiego wieszcza. Ciemna noc.  To, co wgłowie z lat szkolnych zostało. I całość zanurzona w oparach alkoholu. Tak imsię wszystko w głowie wymieszało, że im się lipa z pomnikiem wieszcza o niej piszącegopomieszała.  Pracownik monitoringu, gdyich zobaczył, przekazał informacje o chuligańskim wybryku oficerowi dyżurnemuStraży Miejskiej. Ten wysłał patrol, który zastał przy pomniku dwóch mężczyzn.Byli pod wpływem alkoholu jak informują mundurowi. Po wylegitymowaniu obaj panowiezostali ukarani kilkusetzłotowymi mandatami. Za potrzebę bliskości z poetątrzeba słono płacić. I tak wydaje mi się to łagodną karą, bo przecież moglitrafić do miejsca gdzie „ nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie”.

 

dziennik pesymistyczny

Po twarzy widać

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

– Oni tam strajkują, bo niedostali szesnastej pensji – powiedział mój znajomy komentując sytuację wGrecji. – Tam rozrabiają na ulicy tylko ci z budżetówki, którym urwały sięprzywileje – dodał.  Mój kolega jestprywatnym przedsiębiorcą. Jest człowiekiem o poglądach… no nie wiem jak jenazwać, choć egoistyczne, chyba najlepiej tu pasują. Ale przecież on taki niejest. Ale co ja tam wiem. Ja go znam tylko z kilkuminutowych spotkań, co kilkamiesięcy czy tygodni. Kiedyś było inaczej. Ale teraz żyjemy w dwóch osobnychświatach. On jest biznesmenem. A ja nadal pozostałem przedstawicielem wolnegozawodu. On zarabiał pieniądze, a mnie pociągała idea i praca, która częstozahaczała o wolontariat. I może, dlatego ja na zdjęciach z Grecji widzęprotestujących robotników, którzy nie chcą wegetować za grosze a on widzinierobów, którzy nie rozumieją, że doszło do „nieprzewidzianych okoliczności” iteraz trzeba zaciskać pasa.  Podobnieróżniliśmy się w ocenie tego, co się działo w Hiszpanii. On wspominał coś olewackiej dziecinadzie na ulicach Madrytu, a ja o buncie pokolenia, które niema już nic do stracenia, bo nawet marzenia straciło. Najczęściej w takichpolitycznych sporach staram się zachować spokojny ton. Raczej słucham i zadajępytania. Nie chcę nikogo nawracać na siłę. – Znasz kogoś, kto tam mieszka i był na tej demonstracji? – zapytałem znajomego,gdy ten po raz kolejny zaczął się rozwodzić nad tym, jakim skandalicznymskandalem jest ten grecki problem.  –Nie, nie znam – a co to ma do rzeczy? Przecież po twarzach widać kim są –usłyszałem w odpowiedzi. Nie miałem możliwości głębszego zapoznania się z jegoteorią dotyczącą związków twarzy z miejscem pracy jej posiadacza. Kolega przeszedł,bowiem do opowieści o tym, jak to przyjemnie spędził ostatnie dwa tygodnie wśródziemnomorskim kurorcie. Zawsze, gdy słucham jego wywodów zadziwia mnie to,jak bardzo zmienia się punkt widzenia w zależności od zasobności portfela.  W zasadzie powinienem sobie zdawać z tego sprawę,jakim on jest człowiekiem. Przecież ewolucję jego poglądów na politykę,społeczeństwo czy ekonomię mam możliwość obserwować niemal przez całe mojedorosłe życie. Ale nie zmienia to faktu, że zawsze potrafi mnie czymśzaskoczyć. Wiem z autopsji jak prowadzi on swoje interesy i jak potrafi być wnich ogólnie mówiąc bezwzględny. Nie zdziwiłem się więc zbytnio tym, cousłyszałem o protestujących na ulicach Aten czy Madrytu. Przecież, co chwilęsłyszę podobne opinie w telewizji czy czytam o nich w gazetach. Ale zauważyłempewną nowość w jego wypowiedzi. Co mu przyszło do głowy, aby powiązać fizjonomięprotestujących z tym gdzie pracują? Czy po mnie widać czym się zajmuję? Czy ponim widać, że jest tym, kim jest?  Skądmu się to wzięło? I nagle mnie olśniło! Przecież ja już gdzieś słyszałempodobne rewelacje!  – Nie sądzę, żeby byłdużo mądrzejszy niż po twarzy można zobaczyć – powiedział o polityku zkonkurencyjnej opcji, pewien polityk prawy i sprawiedliwy. No tak, wszystko sięzmienia. Nawet ten mój znajomy. Wyglądem nawet zaczął przypominać znanego polityka.Obydwaj są wzrostu… no nie należą do najwyższych. Jedno jest pewne.  Połączyła ich rewolucyjna metoda oceny mądrościludzkiej po wyglądzie ich twarzy.

 

dziennik pesymistyczny

Nocne muzykowanie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

– Czy może pan ściszyć to radio?!– usłyszałem i nie byłem do końca pewien czy to sen czy jawa. W głowiefaktycznie jeszcze pobrzmiewały mi dźwięki znanego hitu muzyki. – Czy to do mniektoś mówi – zastanawiałem się, bo stałem jeszcze przed chwilą na pięknej plaży,a tu ktoś wyrwał mnie z tych pięknych okoliczności przyrody i nagle znalazłemsię we własnym łóżku.  – Tak do panamówię… niech pan przyciszy radio – teraz już byłem pewien, że to nie do mniesię zwraca znajomy głos. Czym bardziej mój umysł powracał z krainy snu doświadomości, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że to jeszcze środek nocy. -Dlaczego zostałem obudzony?  – pomyślałemi jednocześnie skontrolowałem poduszkę obok, gdzie spodziewałem się znaleźćmoją śpiącą dziewczynę. Chciałem zapytać, dlaczego ktoś mnie budzi, ale jej niebyło. I nagle uświadomiłem sobie, że to ona woła do kogoś, aby wyłączył radio.Powróciła mi świadomość i zdałem siebie sprawę, że moja dziewczyna stoi w okniei woła do pana na ulicy, aby ten przestał raczyć okolicę dźwiękami, które wnocy raczej zmuszają do krwawych myśli niż koją nerwy. Spojrzałem na zegarek. Drugatrzydzieści pięć w nocy. Wszystko jasne. Pan z piekarni podjechał swoim dostawczakiem pod sklep znajdujący sięcztery piętra pod naszym balkonem i rozpoczął swój conocny rytuał. Na początkuhuk silnika. Kilka manewrów parkowania tyłem. I już można otworzyć drzwi. Potemnastępują kolejne dźwięki. Teraz czas na tylnie wrota do furgonetki. Aleprzecież nie można tak zwyczajnie otworzyć. Trzeba z taką siłą, żeby pacnęły zodpowiednim hukiem o burty samochodu. Potem szuranie plastikowych pojemników opodłogę dostawczaka. Następnie słyszę jak plastikowe skrzynki suną po chodnikuw stronę sklepu. Jeszcze tylko huk -z fasonem otwieranych rolet- i można wnosić,to znaczy wciągnąć pojemniki do sklepu.  Potem wszystko w odwrotnej kolejności. Rolety. Puste pojemniki szurającepo chodniki i lądujące w furgonetce. Zamakanie tylnych drzwi. Jeszcze tylkokłapnięcie tymi od szoferki. Zaczyna pracować silnik na wysokich obrotach … ijuż dostawcy nie ma. Można spać dalej. Ale ostatnio jest nowy akcent nocnejdostawy pieczywa do sklepu cztery piętra pod moimi oknami. Teraz pan kierowcapostanowił dodać akcent muzyczny. I to pewnie spowodowało reakcję mojejdziewczyny. – Może pan wyłączyć radio – powtórzyła moja dziewczyna, bowidocznie pan kierowca nie usłyszał. Muzyka nagle się urwała. Czyli możnajednak ciszej. – Przepraszam – dobiegł do mnie głos kierowcy z ulicy.  Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego dostawapieczywa jest o trzeciej w nocy, gdy piekarnia jest czynna od szóstej? Alewidocznie tak być musi. Proces technologiczny? Nie wnikam. Ale czy nie możnaciszej? Przecież w większości ludzie śpią o tej porze. Jest lato. Ciepło. Oknaotwarte. A tu radio i ta huczna, conocna dostawa. Gdy znów zasypiałemprzypomniał mi się dialog z filmu. Czy panowie muszą tak napierdalać od bladegoświtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano… Fakt, jest cośtakiego w niektórych przedstawicielach naszego narodu, że jak już nie śpią tonajwidoczniej uważają, że inni też muszą. I jakby na potwierdzenie tych moichrozważań i zachowania Polaków w nocy, obudziły mnie tuż przed szóstą ranogłośne pijackie dyskusje i krzyk: Ludzie, czemu śpicie??!!! Dobre pytanie?Dobranoc.

 

dziennik pesymistyczny

Politycy jak dzieci

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Przecież to tylkodziecko – rzekła do mnie pewna mamusia, gdy zwróciłem się do niej z uprzejmąprośbą o uciszenie jej pociechy na tyle tylko, bym mógł usłyszeć to, co do mniemówi kasjerka w sklepie. Dzieciak, na oko tak trzy – czterolatek, darł się wniebogłosy usiłując – chyba, zaśpiewać lub może mu się tylko tak zdawało. Takczy inaczej małolat zdecydowanie nie miał talentu. Wył, jakby go, kto żywcemobdzierał ze skóry. Natężenie dźwięku porównywalne było z hukiem silnikówlądującego samolotu.  – Przecież dzieckumożna więcej wybaczyć – usiłowała mnie przekonać mama wyjca przekrzykując swegopotomka. – Cóż można poradzić, taki to już kult dziecka u nas panuje – pomyślałem.Dzieci, jak mi się wmawia, są przyszłością tego narodu, więc widocznie można nawięcej im pozwolić i jest ku temu powszechne społeczne przyzwolenie. Może tenmalec w przyszłości będzie wykorzystywany przez nasze dzielne wojsko jako broń akustyczna?Może dzięki temu przysłuży się do zwiększenia obronności naszej ojczyzny?  Kto może wiedzieć? Potencjał zdecydowaniemiał, czego doświadczyłem na własne uszy. Mafia tatusiów i mamuś zdecydowaniesterroryzowała naszą przestrzeń społeczną. – Dziecku można więcej wybaczyć –słyszę nader często. I nawet jestem skłonny w to uwierzyć. Malucha, któremunależy się specjalne traktowanie to ja jeszcze, choć z oporami, rozumiem. Alejakoś mi trudniej zrozumieć polityków, którzy zachowują się w ten sposób jakby oczekiwali,że ich działania zawsze pozostaną bezkarne. Dla mnie to mniej więcej to samo.Politycy są jak dzieci. Mogą czynić co im się żywnie podoba, bo za ichdziałania raczej nie spotka ich żadna kara. – Można ich nie wybrać ponownie – wmawia mi zazwyczaj moja koleżanka,gdy o tym rozmawiamy. Pewnie, że można. Ale w naszym systemie wyborczym, któryza państwowe pieniądze promuje głównie cztery partie polityczne, to raczej mamydo czynienia z autowyborami. Jak się nie uda wejść z jednej listy wyborczej tozawsze można dokonać transferu do innej partii. Byle takiej, która ma pieniądzena wybory i może zagwarantować teoretyczną przynajmniej wygraną. Zawsze wartozmienić barwy. Jak dzieci które zmieniają piaskownicę, gdy nie mają tam szansyna ciekawą zabawę. Żadnej ideologii poza chęcią władzy. A gdy już polityk jestu władzy i popełni błędy?  Nawetnajcięższe zarzuty, jakie im się stawia mogą w polityku wywołać tylko dziecinnypusty śmiech i drwinę z tego, kto im te zarzuty przedstawia. Nie ma w tym chęcitłumaczenia czy obrony. Jest tylko żart na poziomie przedszkola. Ale to tylko polityk,czyli może sobie na to pozwolić. Oni przecież jak te dzieci – mogą więcej. Komisjado sprawy śmierci Barbary Blidy żądała Trybunału Stanu dla dwóch polityków. Aco oni na to? Prezes prawych i sprawiedliwych wyśmiewa się z tego ipostanowienia komisji bagatelizuje. – Już się pakuję, wybieram na Sybir, bosądzę, że Tusk z Putinem już ustalili jakieś miejsce. Przygotowuję się już.Kupię sobie kożuch – z uśmieszkiem na ustach mówił dziennikarzom wódz. Naprawdępozostaje mi kierować się zasadą, że politykom jak dzieciom trzeba więcejwybaczać. Nie można się na nich denerwować, gniewać… Trzeba im wybaczyć, bo onijak dzieci. Chcieli dobrze, a wyszło nie najlepiej. Po co przez trybunał?Trzeba wszystko w żart obrócić. Bo oni skorzy do żartów jak te dzieci.

 

dziennik pesymistyczny

Wulgarnym słowem znieważał

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Dowiedziałem się z telewizji,że pewien młody uczeń technikum został skazany przez sąd na dziesięć miesięcywięzienia, w zawieszeniu na trzy lata, za wymalowanie antyrządowego napisu namurze szkoły. Do tego skandalicznego aktu wandalizmu doszło w miejscowości, októrej istnieniu dotychczas nie wiedziałem, więc zapewne promocja tejmiejscowości była chłopcu policzona, jako okoliczność łagodząca.  Zdecydowanie zgadzam się z sądem, że niemożna mazać po ścianach. Sam nie dalej, jak kilka dni temu, miałem krwawe myślina temat tego, kto na świeżo odremontowanej ścianie kamienicy postanowiłwymalować koślawymi literami napis. Autor hasła pragnął zapewne, nieporadnie,ale z uczuciem, przekazać ogółowi społeczeństwa jak bardzo nie lubi pewnegoklubu piłki kopanej. Młody uczeń technikum z miejscowości nad Wisłą oraz tenentuzjasta piłki nożnej z mojego miasta użyli tego samego słowa na wyrażenieswoich poglądów. Użyli dla wyrażenia swych emocji – wulgaryzmu o wielu znaczeniach- że przytoczę tu część definicji ze słownika języka polskiego. No tak,bezsprzecznie zniszczyli ścianę tym, co nabazgrali, ale chyba nie do końcatrzeba by ich ścigać z artykułu dwieście dwadzieścia sześć kodeksu karnego,który mówi o publicznym znieważaniu lub poniżaniu konstytucyjnego organu RP. Boczyż ten nastolatek z miejscowości, której nazwy nie pamiętam chciał znieważyćpublicznie nasz rząd? Moim zdaniem nie jest to tak jednoznaczne.   Słowo, którym określił w malunku na ścianieszkoły konstytucyjne organu RP w słownikowej definicji określane jest, jako „wulgaryzmo wielu znaczeniach, m.in.: uprawiać seks; nie liczyć się z czymś, olewać”.Należy zadać siebie pytanie czy uprawianie seksu to coś znieważającego? Jak dotychczaswydawało mi się, że to czynność dość przyjemna. Czyli on może tak nie do końcaznieważał, choć z drugiej strony biorąc pod uwagę, że czynił to publicznie tomoże jednak? Na pewno jednak uczeń technikum nie liczył się z naszym rządem.Ale czy to znaczy, że można za to skazać na dziesięć miesięcy więzienia, nawetw zawieszeniu? Przecież wystarczy posłuchać polityków opozycji, aby dojść do wniosku,że oni na pewno nie liczą się z rządem. Nastolatek więc może po prostu olewał –według słownikowej definicji – naszą władzę. A przecież zwykłe olewanie toraczej nie publiczne znieważanie? Zbyt wielu to czyni i to nie tylkonastolatków.  Chłopak późną nocąwymalował na murze swojej szkoły hasło, które zawierało słowo potocznie uważaneze wulgarne. Wandal? Tak! Ale czy znieważył publicznie konstytucyjne organy?Zdecydowanie nie! Jak napisałem, słowo to jest może i wulgarne, ale dośćwieloznaczne. Nie wiadomo więc do końca, czy uczeń technikum ma chęćzainicjowania seksualnego stosunku w stosunku do rządu, czy może chodziło ozamanifestowanie niechęci do rządu, co jak już pisałemnie czyni go przestępcą? A może nastolatek myślał o całkiem innym rządzie? Możeo rosyjskim, duńskim, amerykańskim? Skąd ta pewność, że miał chłopak na myślinasze konstytucyjne organy? Wyszło na to, że oni tam w prokuraturze dobrze wiedzieli,o jaki rząd tu chodzi. Z doświadczenia to wiedzieli?

 

dziennik pesymistyczny

Jaki stan konta, taki stan ducha

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 16

Kim ja będę lub w zasadzie powinienem zapytać, kim się stanę, gdy zabraknie mi pieniędzy? Gdy nie stać mnie będzie na opłacenie rachunków. Kim się stanę dla mojego państwa bez pieniędzy na jedzenie, na leki? Wyrzutkiem? Niedostosowanym? Kim będę, gdy przestanę być konsumentem? Gdy polityka finansowa oraz społeczna rządów, pod których panowaniem przyszło mi wegetować doprowadzi mnie na brzeg płatniczej przepaści?  Gdy bank zażąda ode mnie opłaty zaległych rat kredytu hipotecznego, bo nadal będę pełnoprawnym obywatelem mojej ojczyzny w państwowym znaczeniu.  Kim wtedy się stanę dla mojego państwa? Czy nadal będę dobrym, potencjalnym elektorem, gdy razu pewnego okaże się, że jestem nieprzystosowany do powszechnego kultu pieniądza? Że sobie w tym naszym systemie społecznym nie poradziłem dostatecznie dobrze. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Bo nikt nie chce wyobrażać sobie katastrofy i upokorzenia. Ale mam przypuszczenie, graniczące z pewnością, że przestanę być potrzebny temu korporacyjnemu państwu urzędników oraz polityków. Stanę się niepotrzebny, bo będę biedny. Bo nawet żeby legitymować rządy trzeba być kimś dla państwa, a bez pieniędzy to raczej niewiele się znaczy. Co ma zrobić taki ktoś, kto przestał zarabiać i to nie dlatego, że źle pracuje, ale dlatego że „obiektywne trudności„ pozbawiły go comiesięcznej pensji. W tym dziwnym kraju gdzie od dwudziestu lat panuje kult wyzysku pracowników i zarabiania pieniędzy za wszelką cenę nie jest łatwo zachować godność obywatela. W nowym, posocjalistycznym systemie, panuje jedna prawda i podstawowa  zasada. Nowy dogmat głosi, że tu nikt nikomu za nic nie płaci… jeśli nie jest do tego przymuszony. I tak firma X nie płaci firmie Y, a ta nie płaci firmie Z.  No chyba, że ktoś już naprawdę musi, no to coś zapłaci. Taki „kapitalizm” bezgotówkowy. Czym firma większa, zasobniejsza,tym z większym opóźnieniem płaci swe zaległości. Tu tylko podatki trzeba płacić w terminie. Bo ta państwowa korporacja nie znosi opóźnień w płatnościach.  Jest jeszcze podstawowa grupa płatników. Ci najmniejsi,zwykli ludzie. Ci muszą płacić zawsze. Tu nie ma odroczenia i anulowania długów. W myśl zasady, że „zwykli” płacić muszą zawsze. I tak, płacę, co dnia za zabawy zwane u nas polityką. A ci możni tego świata mówią mi, że tak się dziś zdarzyło, że w Gdańsku i w Warszawie spotkały się dwie Polski. A ja, że w zasadzie to ja jestem z tej trzeciej Polski. I spotykam się z podobnymi do mnie tu, u siebie, bo do tych z Warszawy i Gdańska, na salony władzy jest mi daleko. Mówią mi politycy, ci prawi i sprawiedliwi we własnym mniemaniu o sobie, że tam obradują syci i gnuśni, z karkami zgiętymi na wschód i na zachód. Nie wiem, czy tak jest czy tak nie jest, bo dla mnie zaczyna się liczyć tylko to żeby przeżyć. Gnuśność jednych czy drugich oceniam tylko przez moją sytość. I jak na razie jestem głodny. Codo tego, że oni leniwi, to się zgadzam. Ale ja już wiem, że wybory to tylko teatr z opcją na mniejsze zło. Co mnie tak naprawdę obchodzi, kto z nich „zdziczał” a kto uprawia polityczną pedofilię?Każdy jest taki sam. Ja mam kark zgięty przez wyzysk nowej władzy, niewidzącej we mnie człowieka, a zasób ludzki. Nie obchodzi mnie wschód czy zachód, ale toczy będzie mnie stać opłacić rachunek za prąd. A wszystko widzę poprzez własny brzuch, bo jest mi coraz trudniej na głodniaka rozmawiać o polityce. Jaka jest ta moja ojczyzna? – Jaki stan konta, taki stan ducha – mówi mi pan z reklamy i właśnie taka jest moja Polska.

 

dziennik pesymistyczny

Centrum informacji o amerykańskim śnie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Nie można powiedzieć , prezydentmojego prowincjonalnego miasta ciężko pracuje nad tym, żeby nam szarakom -poddanym jego magistrackiej władzy – żyło się coraz dostatniej i piękniej. Starasię nasz demokratycznie wybrany przywódca, aby  gród nasz rozrastał się i rozkwitał. Co prawda,ostatnio naszej władzy ukochanej  niewidać na mieście. Niczego uroczyście nie otwiera i nie przecina żadnych wstęg. Aleczemu się tu dziwić? Do wyborów samorządowych znów jest dużo czasu, więc niemusi.  Lokalne media narzekają, żeprezydent jakiś taki niedostępny, nieobecny, że na pytania dziennikarzy albowcale nie odpowiada albo robi to za niego jego rzecznik czy inny urzędnik. –Pracuje w zaciszu swego gabinetu – starał się wyjaśnić to zniknięcie z lokalnejpolitycznej sceny prezydenta mój znajomy urzędnik niskiego szczebla, gdy nasza rozmowazahaczyła o starania naszych władz względem poprawy jakości dróg w mieście. –Może tak właśnie jest, pożyjemy, zobaczymy – zgodziłem się z kolegą, odkładającjednocześnie weryfikację prezydenckich starań i poczynań na przyszłość.  I nie rozczarowałem się. Wieczoremprzeczytałem maila rozsyłanego przez miejskich urzędników, który zawierał międzyinnymi informacje o tym ,że w moim mieście powstanie Amerykański CentrumKultury i Informacji.  List intencyjny wtej sprawie podpisali siódmego czerwca Prezydent oraz Ambasador Stanów Zjednoczonychw Polsce – przeczytałem z lekkim niedowierzaniem. Wow! – wyrwało mi się wjęzyku naszych przyjaciół z dalekiego kraju. To dopiero wiadomość. Może i drogi budowane w nieskończoność, może ibezrobocie powyżej dwudziestu procent – jak słyszałem – ale za to będzie u nas  Amerykańskie Centrum Kultury i Informacji!. -Może w przyszłości ambasada? – rozmarzyłem się.  Przecież nie można tak z tym bezrobociem isięgającymi lat opóźnieniami w remoncie dróg, gdy u nas taka instytucja naświatową skalę – skarciłem sam siebie. Toż to sukces na miarę wybudowanialotniska na naszej prowincji! Ba, nieważne nawet to! Pewnie nigdy nie utworzą lotniska,nieważne też drogi, i w zasadzie nic nie jest ważne przy tej wiadomości. AmerykańskieCentrum Kultury i Informacji u nas w mieście! – Jest inicjatywą Prezydenta (…).  Będzie to czwarta tego typu placówka w kraju,po Gdańsku, Łodzi i Wrocławiu – przeczytałem w liście od urzędników.  Tak, to jest wiadomość dnia! Co ja tu piszę,całego roku! Teraz to dopiero „ każdy będzie tam mógł otrzymać informacje oStanach Zjednoczonych, głównym zadaniem placówki jest bowiem szerzenie wiedzyna temat społeczeństwa amerykańskiego.”  Dobry i ludzki Pan z tego naszego prezydenta. IAmeryka taka dobra! Tak o nas, mieszkańców miasta na prowincji dba. Czasem ażoczy bolą patrzeć, jak się przemęcza ten nasz prezydent. On dla nas, dla luduswego te Amerykańskie Centrum Kultury i Informacji wielkim staraniem uzyskał!Jak widać nieprawdę ludzie mówią! Nasz gospodarz ciągle pracuje! Wszystkiegoprzypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – towilki! To słuszna inicjatywa! W moim mieście jest centrum handlowe. Piękne iamerykańskie.  –Kogo stać na towary któretam są – słyszę wkoło narzekania. To prawda. Niewielu tam kupujących, więcej oglądających.A gdyby tak utworzyć Centrum Informacji ludzi, których nie stać na zakupy wdrogich sklepach? Będzie się można dowiedzieć o nich bez kupowania. Całkiem jako Ameryce bez jej odwiedzenia. Bo kto dostanie wizę do Stanów? I kogo stać nabilet? Niewielu… ale dowiedzieć się może każdy.

 

dziennik pesymistyczny

Ordnung muss sein

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 6

Uwaga będę chwalić! Ten,kto jest moim stałym Czytelnikiem pewnie się wielce zdziwi, że znajdzie tutekst w którym pochwalę polityka i to jeszcze dodatkowo wymieniając go zimienia i nazwiska. Sam się sobie dziwię, że tak jest. A jednak chwalę. Kilkatygodni  temu media doniosły że chorobotwórczyszczep pałeczki okrężnicy zaatakował w północnych Niemczech. Od razu w zasadzieniemieccy naukowcy wskazali winnego. Odpowiedzialne stały się ogórki z Hiszpanii. – Zobaczysz że od jutraprzestaną kupować jakiekolwiek ogórki i to bez względu na miejsce ichpochodzenia – powiedziałem do mojej dziewczyny. I moje słowa okazały się prorocze. I nie było trudno przewidzieć takistan rzeczy. Po prostu konsumenci minimalizowali zagrożenie, zwyczajnie rezygnującz zakupu tego, co przez niemieckich naukowców – znanych z solidności – jest źródłemzakażenia.  Potem jeszcze do gronawinowajców epidemii zatruć dołączyła sałata, pomidory, a ostatnio kiełki.Niemieccy naukowcy w zasadzie co dnia obarczają odpowiedzialnością innewarzywo.  – Powinniśmy bardzo dokładniemyć owoce i warzywa  – zaleca ministerEwa Kopacz. – Powinniśmy też bardzo często myć ręce – dodaje i przypomina podstawowezasady higieny. I to uchroni nas o zarazków. Ja podobnie jak pani minister jestbardzo dumny z Polaków i z tego że mieszkam w Polsce. Po raz pierwszyprzełamaliśmy stereotyp panujący u naszych zachodnich sąsiadów, że to myjesteśmy brudasami, a Niemiec to taki porządny i czysty. Wyszło na to i todzięki wzorowej postawie pani minister od zdrowia, że nie powinniśmy  się niczego wstydzić. Nie możemy mieć żadnychkompleksów. To u nas panuje ład i porządek. Nie to co u tych Niemców, co to niepotrafią porządnie rąk umyć.  Takie postawypromujące naszą dumę narodową są jak najbardziej wskazane, a przy okazji możnanaprawdę sporo ludzi ocalić. I to od śmierci. Po raz pierwszy ktoś publicznieprzyznał, że pod względem wyedukowania społeczeństwa co do zasad  dotyczących przestrzegania higieny jesteśmy weuropejskiej czołówce. Brawo pani minister! Trzeba teraz na każdym kroku uświadamiaćEuropejczyków,  że to w Polsce jestzdecydowanie więcej czyściochów niż na zachodzie.  To właśnie u nas panuje higieniczny porządek.Nie ma żartów, ręce trzeba myć, drodzy niemieccy sąsiedzi! – Szczotka, pasta,kubek, ciepła woda, tak się zaczyna wielka przygoda – że przypomnę polskąklasykę muzyczną.  Szkoda że nie mawersji niemieckojęzycznej tej piosenki. Teraz zrobiłaby tam zawrotnąkarierę.  Ordnung muss seinen – jakmawiają nasi sąsiedzi zza Odry.  Ale jakwidać, nie u nich tym razem, a w Polsce.

 

dziennik pesymistyczny

Wyjątkowy stan kibicowania

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ja tam nie pamiętam stanuwojennego w Polsce. Znam go głównie z historii. Aletrudno nie znać, jak się przeżyło w naszym kraju ostatnie dwadzieścia lat, tozdecydowanie można nadrobić zaległości w tym temacie. I to dodatkowo wróżnorodnych, często nawet przeciwstawnych ujęciach histograficznych. Jakmówiłem niewiele pamiętam z tamtych odległych dni, ale mogę to sobie wyobrazić.A nawet mogłem to zobaczyć na własne oczy. I choć nie była to inscenizacjahistoryczna, to zdecydowanie wyglądało to bardzo realistycznie. Wybrałem się naniedzielny spacer. Nieświadom tego, że tego dnia w moim prowincjonalnym mieścieodbędzie się mecz piłki kopanej. Nie jestem entuzjastą wiec skąd do nagłejcholery miałem wiedzieć, że spacer połączony z wyprawą do centrum handlowego tow tym dniu dość ekstremalna wyprawa. Pierwszy sygnał, który postawił mnie wczujność to wycie syren policyjnych. – Pewnie jakiś wypadek – pomyślałem.Spacerowałem sobie niespiesznie w stronę centrum. Mijałem kolejne ulice.Wyszedłem zza rogu i… dosłownie wpadłem na policjantów ubranych w czarneuniformy. Stali przy zaparkowanym samochodzie zajmując całą szerokość chodnika.W rękach trzymali hełmy z plastikowymi przyłbicami. Na nogach i rękach mielinałożone solidne ochraniacze. W zasadzie swym wyglądem do złudzeniaprzypominali średniowiecznych rycerzy idących na bój śmiertelny w obroniechrześcijaństwa i korony.  – Przepraszam,chciałbym przejść – powiedziałem do ciężkozbrojnych. Nie wywołałem w nichjednak żadnej reakcji. Co było robić, ominąłem rycerstwo wielkim łukiem iposzedłem dalej. – Co to stan wojenny wprowadzili – zapytała starsza paniprzypatrująca się z ironicznym uśmiechem wojom stojącym w cieniu drzew przyswych bojowych maszynach? Pytanie nie było bezpośrednio skierowane do mnie.Było to raczej oznajmienie stanu rzeczy niż pytanie. Ale ja nie mogłem jużprzestać myśleć, że coś jest nie tak. Tym bardziej, że idąc tamtą ulicą,mijałem jeszcze kilka podobnych grup funkcjonariuszy w strojach bojowych. Kilkametrów dalej, nagle nalazłem się wśród grupy osobników ubranych w koszulach, w barwachjednej z drużyn piłki kopanej. Szli tłumnie a ja między nimi. A wokół krążyłypolicyjne auta. Oni w tych barwach i z hasłami: że honor… że drużyna… że kochaćbędą klub do śmierci… szaliki w kolorach zawiązane na rękach jak opaski…Ogólnie przeraziła mnie ta fala testosteronu podsycanego alkoholem, plus przyglądającysię im, no i mnie niestety między nimi, policjanci. Doszedłem do placu, a nanim stał już tłum liczący kilkaset osób, otoczony wianuszkiem ciężkozbrojnychmundurowych i drący się w niebogłosy. – Chodź, zaraz się zacznie – powiedziałosobnik z wąsami typ „ marian” do kolegi o podobnym obliczu. Odrzuciwszy zasiebie butelki po piwie, ruszyli chwiejnym krokiem na plac. – O nie… nie tędymoja droga będzie prowadzić – powiedziałem do siebie. Odstraszany okrzykami oniezrozumiałej treści, ale zdecydowanie odnoszącymi się do seksualnychskojarzeń postanowiłem znów obejść tłum kibiców. Było to łatwe, bo znajdowałemsię w zamkniętym kręgu. Wszystkie ulice prowadzące do placu zostały zamknięte izablokowane przez policję, więc moje przejście przez jezdnię w niedozwolonymmiejscu nie zrobiło na nikim najmniejszego wrażenia. Wszedłem do centrumhandlowego z nadzieją, że definitywnie pozbyłem się poczucia zagrożenia ipijackich śpiewów.  Ale gdzie tam! Tylkoprzekroczyłem próg… – Kochany klubie naaaasz – usłyszałem wycie kilkumłodzieńców w butelkami piwa w rękach. Co do tego, co śpiewali nie mam pewności,bo wyli jak zarzynane zwierzęta a i trzeźwi zdecydowanie nie byli. Nic niekupiłem w centrum handlowym. Bo większość sklepów została zamknięta wuzasadnionej jak widziałem obawie przed kibicami. Potem jeszcze kilka ulicdalej zgromadzili się kibice by dopingować piłkarzy zza ogrodzenia stadionu. Poleciałykamienie, cegły i butelki. Kilku funkcjonariuszy upadło. Zadyma zaczęła się nadobre. No tak, tak to już jest. Tak to już jest, że jesteśmy skazani na kibicówi ich bezkarność w asyście czy w starciu z policją. Zamknięte sklepy.Nielegalne zgromadzenie, zamknięte ulice. Bo kibice idą. Prawie stan wojenny.No bo mecz w piłkę kopaną dziś w mieście. Zdecydowanie, piłka kopana to u nasreligia. Nawet coś więcej, bo nikt nie jest tak bezkarny jak kibice. Ale co siędziwić tylu polityków piłkę kopie, ktoś musi im kibicować… na wyborach.


dziennik pesymistyczny

Żołnierz strzela, Pan Bóg kule nosi

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Jak to na wojence ładnie, kiedyułan z konia spadnie! Wojenka jest straszna, bo na niej giną nie tylko dzielniułani. I choć pioseneczka chce inaczej to na wojnie nie jest wcale tak ładnie. Czasemumierają na niej dzieci „w wieku od trzech do pięciu lat” – jak to zwykłynazywać media. Nikt nie znał ich imion? Pewnie nie i nikogo to chyba już nieobchodzi. Dwa lata temu w wyniku ostrzału wioski z broni maszynowej imoździerza zginęło sześć osób – dwie kobiety i mężczyzna oraz troje dzieci.Strzelali polscy żołnierze. Dwie kolejne osoby zmarły w szpitalu. I co? I nic. Ci,co strzelali są zgodnie z decyzją sądu niewinni. Żołnierz strzela, Pan Bóg kulenosi – że przypomnę kolejny popularny frazes. Ten jak ulał pasuje do sytuacji.Choć to żołnierze strzelali to przecież nie oni są w tej sprawie winni. Bóg zawinił? Ale czyj bóg? Ich czy nasz? Kto wtedy kulenosił? Jeśli sąd zadecydował, że żołnierze są niewinni to równocześnie z tymisłowami powinienem usłyszeć, wyraźnie i dobitnie, kto odpowiada za śmierćcywili w wiosce leżącej setki mil od naszej granicy. Mam jednak przepuszczenie,graniczące z pewnością, że nigdy już się nie dowiem, kto zawinił. Jeśli niewojsko polskie zawiniło to, kto? Może sprzęt, którego używali był wadliwy? Aleto znów mi przypomina banał z tym strzelaniem i noszeniem przez siłynadprzyrodzone pocisków moździerzowych gdzie podanie.  – Na wojnie zdarza się wiele takich rzeczy,których nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić w czasie pokoju – powiedziałpewien minister. To bardzo ciekawy pogląd, bo chyba nadal oficjalnie naszedzielne wojska znajdują się w dalekim i obcym kraju nie na wojnie, a na „misjistabilizacyjnej”. Widać czasami wojenka to wojenka bez znaczenia jakby ładnie jąnazywać.  Jeśli zaś chodzi o granicewyobraźni to faktycznie, jestem sobie w stanie teraz wyobrazić, że może nie byćwinnych śmierci cywili. Do tej pory uważałem, że w warunkach pokoju, jakiepanują w naszym kraju, można dojść prawdy, kto zawinił. Myliłem się.  – To jest nieprawdopodobny stres i napięcie,w jakim pozostają żołnierze. I dlatego wiele spraw można usprawiedliwić – takżetakie błędy – dodał minister. Czyli śmierć cywili w wyniku ostrzału z bronimaszynowej i moździerza to taki… błąd. Pomyłka tylko. Jeśli istnieje jakieśżycie po śmierci to ciekawe, czy zabite dzieci zgadzają się z tympoglądem?  Sąd uniewinniając oskarżonych żołnierzyuznał, że brakuje wystarczających dowodów, by wydać wyrok skazujący. Wytknąłprokuraturze błędy i zaniedbania w śledztwie. Słusznie. Nikogo nie można skazaćbez dowodów. Ale mnie denerwuje ten zwycięski ton polityków, z którego wynika,że nic się nie stało poza błędem jedynie. Że choć cywile zginęli, to nie możnajasno wskazać winnych. Nikt nie ma ochoty wyjaśnić rodzinom ofiar, dlaczego ichbliscy zginęli. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Żebym był dobrzezrozumiany. Jeśli żołnierze są niewinni, to są niewinni. Ale nie może być tak,że jedynym winnym masakry jest ogólna sytuacja polityczna, wojna oraz pomyłki.Bo jeśli czynimy odpowiedzialnym za masakrę cywili tylko błąd, czyli przypadek,który może się zdarzyć na wojnie, to ja zaproponuje własne rozwiązanie jakwygrać wojnę (lub misję stabilizacyjną) w tym rejonie świata. Wiem, że toradykalne i wręcz absurdalne. Ale absurdem, absurd sytuacji chcę uwidocznić. Potym jak widzę, że prawie nikogo nie obchodzi los zabitych to mam prawo donieprawdopodobnych i skrajnych rozwiązań w założeniu teoretycznym. Przywalmytam atomówką przez przypadek oczywiście. Potem powiedzmy, że na wojnie wielespraw można usprawiedliwić – także takie błędy. Będzie po sprawie. A że zginąteż niewinni ludzie? No cóż… na wojnie czasem błędy się zdarzają, nieprawdaż? Pokażmytym złym, co to jest siła i… jaki jest nasz honor.