dziennik pesymistyczny

Gnają po drogach z ufnością w Boskie ocalenie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 125

Gdzie można zobaczyć osoby pokładające najbardziej ufność w Bogu?  Na polskich drogach! Jeśli komuś to, co napisałem wydaje się dziwne czy niezrozumiałe spieszę z wyjaśnieniami. Obserwacji tego, że w naszym kraju występuje zjawisko kumulacji osób pokładający ufność w Bogu dokonałem podczas mojego powrotu z wakacji. Jako uczestnik ruchu drogowego napatrzyłem się przez te kilkaset kilometrów podróży tylu przykładów głębokiej wiary w to, że istota wyższa na w swej opiece kierowców i pieszych, że skłoniło mnie to do wysnucia wniosku, że jak nic najwięcej tych, co wierzą, że Bóg jest z nimi znajduje się na polskich drogach. Przykłady? Proszę bardzo. Widziałem pana, który w czasie deszczu wyprzedzał mój samochód oraz cztery ciężarówki pod górę na podwójnej ciągłej linii wymalowanej na szosie. Ileż trzeba mieć zaufania do stwórcy, aby coś takiego uczynić. Ile trzeba mieć nadziei na cudowne uratowanie, jeśli się tak ryzykuje. Pan gnając ile mu fabryka dała wyprzedza, i co się okazuje… na szczycie wzniesienia pędzi już na czołowe zderzenie z wielką ciężarówką… – Już po nim – wyrwało mi się do współtowarzyszy podróży. Ale gdzie tam, pan jakimś cudem wjechał w szparę między dwoma wielkimi samochodami i tyle go było widać. – Wierzący! Musi być głęboko wierzący… no nie ma innego wyjścia – skomentowałem. Bo ja naprawdę nie mogę zrozumieć, jak bez nadziei w Boską interwencję, w sytuacji zagrożenia można dokonać tak niewiarygodnie głupiej rzeczy. Szukałem samochodu i jego samego przy najbliższej przydrożnej kapliczce. Wydawało mi się, że jak nic będzie leżał, szanowny pan kierowca, pod krzyżem plackiem i dziękował Bogu i Matce Boskiej za ocalenie. Ale nic takiego się nie stało. Widocznie ma jakiś prywatny pakt ze stwórcą. I to nie był przypadek odosobniony. Mniej więcej, co kilka minut, zjawiał się za moim samochodem osobnik, który aż się palił, aby mnie wyprzedzić i pognać na złamanie karku. – Może oni tak przenieść się na łono Abrahama pragną w sposób przyspieszony i gwałtowny? – zastanawiała się moja koleżanka współpasażerka. – Pewnie, tak… dość już mają chodzenia ciemną doliną – dodałem. Gdy tak analizowaliśmy z przyjaciółmi religijne konotacje brawurowej jazdy części polskich kierowców… nagle wyprzedził mnie kolejny nawiedzony pędząc z taką szybkością jakby go gnała sfora czartów w najgłębszych czeluściach piekielnych. – Temu to się dopiero spieszy do światłości i stwórcy – stwierdziłem. Tak, zdecydowanie wielu jest na polskich drogach takich, co to wierzą, że ocali ich siła nadprzyrodzona. Że mogą łamać przepisy, gnając ile zdołają ze swoich pojazdów wycisnąć, to… No właśnie, to jest pytanie? Równie dobrze można takie zachowania na drodze tłumaczyć wrodzoną głupotą, ale można to też tłumaczyć wiarą w boskie ocalenie. Jedno jest pewne, ja po równo tych, którzy pokładają ufność w Panu i tych, co szarżują na drogach z czystej głupoty, jednako się boję.

 

dziennik pesymistyczny

O wyższości platformy nad pis

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Pewnie wielu pamięta wykłady Katedry Mniemanologii Stosowanej O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Mam wrażenie, że w mediach od dobrych kilku lat trawa nieprzerwany wykład na temat wyższości jednej racji nad drugą, przy czym z założenia już wiadomo, że udowodnienie zadanej tezy jest niemożliwe. Poza tym, choć ideologiczny wykład do społeczeństwa klasy politycznej trwa nieprzerwanie, mam wrażenie graniczące z pewnością, że wytrwałych słuchaczy na tej uczelni jest coraz mniej. Bo część naszych obywateli, uczestnicząca w naukach o wyższości platformianej wizji świata nad tą, co jest prawa i sprawiedliwa, już znieść nie może profesorów. Zemdliło chyba słuchaczy, bo do wyborów tego „obywatelskiego sprawdzianu z patriotyzmu” przystępuje mniej niż połowa uprawnionych. Czyli w zasadzie można wysnuć wniosek, że ta druga połowa ma naszą klasę polityczną w głębokim poważaniu. Ale czemu tu się dziwić. To przecież spór czysto akademicki. Jakieś słowne utarczki, przy których ktoś, kto z wielką uwagą nie śledził ich przez kilka miesięcy za bardzo nie wie, o co chodzi. Jakieś listy w obronie i odpowiedzi na nie. Niekończące się konferencje i kontrkonferencje. To wszystko żyje sobie politycznym bytem w coraz to większym oddaleniu od społeczeństwa. – Wiesz, o czym oni mówią, bo nic a nic nie rozumiem – spytał mnie kolega, który przyjechał do naszego pięknego kraju z zagranicy gdzie stale przebywa od kilku lat. Oderwałem się na chwilę od czytania książki i spojrzałem w telewizor. Przemawiał tam pewien prezes bardzo we swym mniemaniu prawy i sprawiedliwy. Coś tam mówił. Coś gestykulował. Ale do mnie docierał tylko biały szum. Może to dlatego, że przez ostatnie dwa tygodnie przebywałem na wakacjach i nie uczestniczyłem w ogólnokrajowych politycznych wykładach? Nie wiem. Jedno jest pewne: nic nie zrozumiałem. Potem na telewizyjnej „mównicy” wystąpił premier. – A ten, o czym mówi? – spytał kolega. – A skąd ja mam wiedzieć? – odparłem. – Przecież to politycy – dodałem w kwestii wyjaśnienia. To prawda, jak się tak przez dwa tygodnie zaniedba śledzenie naszego życia politycznego to potem trudno jest zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Niby wszystko wiadomo, a jednak coś to takie jest niezrozumiałe. Jedno jest pewne i zdecydowanie jasne. Polityka nasza, to wszystko, co się w niej i wokół niej dzieje, bardzo mi przypomina wykłady o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia…, bo jest w nich tyle samo sensu. Czyli jest bez sensu.

 

dziennik pesymistyczny

Machacz niepospolity

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 17

Wakacje skłaniają doobserwacji ludzkich zachowań. A jeśli jeszcze wybrałeś się na odpoczynek, drogiczytelniku, nad polskie morze, to podpatrywanie jest czasami jedynym,co możesz tamczynić. Specyfiką naszego pięknego wybrzeża jest to, że jak nie mam pogody,a okolicezwiedziłeś już kilka razy, to pozostaje ci tylko przyglądanie się towarzyszomniedoli wypoczynku bez słońca. I tak oto rozgryzłem, że u Polaków występujepowszechnie zwyczaj machania rękoma jak tylko skieruje  się na nich okokamery.  U moich ziomków najbardziejpopularne i chyba najbardziej emocjonujące jest machanie przed kameramiprogramów informacyjnych, w szczególności tych nadawanych „na żywo”.Najczęściej mam możliwość obserwowania tego niezwykłego zjawiska w telewizji. Aletym razem przebywałem w tym samym czasie na plaży, co ekipa pewnej telewizjiśniadaniowej.  Pani pogodynka szczęściemi dopisało: widziałem machaczy na żywo. W ich naturalnym środowisku. Tak sięzłożyło, że opowiadała coś tam do kamery, zapewne o pogodzie, a za nią odbywałsię taniec machaczy. Za plecami dziennikarki natychmiast po włączeniu kamerypojawili się ludzie intensywnie machający rękoma.  Kamerzysta starał się zmienić ustawienie abyzapewne w kadrze nie mieć tych co machają, ale to na nic – machacze podążali zaokiem kamery jak zahipnotyzowani ,tak aby pozostać w zasięgu widzenia kamery.Drogi czytelniku, zwróć uwagę na to powszechnie w naszym kraju występującezjawisko. Machacze są wszędzie. Włącz telewizję i obserwuj, jak zachowują sięPolacy gdy tylko poczują że są na wizji. Machają. Machają rękoma zawzięcie.Największe skupisko machaczy występuje podczas wszelkiego typu komercyjnychfestiwali. Tam jest ich tysiące. Jak tylko kamera zaczyna pokazywać publiczność,tłumne machanie zaczyna się natychmiast. Jak wspominałem, machacze uwielbiająteż wszelkie programy nadawane „na żywo”. Nie da się przeprowadzić relacji telewizyjnej na ulicy,żeby nieznalazł się przynajmniej jeden przedstawiciel machacza ,który z komórką przyuchu macha zawzięcie do kamery.  Kiedyśwydawało mi się, że szczytem ludzkiej głupoty jest pozdrowienie kogośsiedzącego obok przez radio, do którego dzwonimy. Teraz wyraźnie w moimprywatnym rankingu dziwacznych zachowań pierwsze miejsce zajmuje właśniemachanie do kamery. Co Polaków pcha to takich reakcji? Czy to jakieśspecyficzne parcie na szkło?  Czy możealergia na kamerę wywołuje natychmiastową potrzebę machania? Nie wiem. Jednojest pewne- nasz machacz niepospolity jest u nas nowym, wartym odnotowaniazjawiskiem społecznym.

 

dziennik pesymistyczny

Mam dziecko, i nie zawaham się go użyć!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 77

– Przepraszam,chciałbym przejść, czy mogłaby pani przesunąć trochę wózek? – zwróciłem sięnajuprzejmiej jak potrafiłem.   Dwie panie, oraz stojące przed nimi wózeczkidziecięce całkowicie zatarasowały alejkę miedzy półkami w sklepie.  Mamusie tak były zajęte rozmową że nawet niezwróciły na mnie najmniejszej choćby uwagi. A może to ja za cichowypowiedziałem moja prośbę?  Nie wiem,bez względu na to, jaka była przyczyna tego ignorowania mojej osoby ja nadalstałem przed żywą barykadą.  – Czy możepani przesunąć wózek, chciałem przejść – powiedziałem głośniej, ale od krzykubyło to dalekie. Poskutkowało, w znaczeniu że zostałem dostrzeżony.  Panie spojrzały na mnie jak insekta, po czymbardzo wolno poczęły przesuwać wózeczek tak, że zrobiła się szpara, w któraszybko się wcisnąłem.  Straciłem jużtrochę czasu, więc mi się spieszyło. Wtłoczyłem swoje ciało miedzy wózeczek aregał z pieluchami prześlizgując się, jak mi się wydawało,  z dużo gracją. Ale zapomniałem o torbie, któradosłownie musnęła rączkę dziecięcego pojazdu. – Gdzie się pan tak pcha?! – wydarła się dla mnie mamusia. – Co pan robi?– zawtórowała jej koleżanka.  Zamurowałomnie. – Przeprosiłem przecież – starałem się bronić –  panie tak ustawiły swoje wózki, że w żadensposób nie dało się przejść – zaoponowałem, bo to przecież ja powinienem czućsię w tym przypadku poszkodowany.  –Jeśli potrąciłem, przepraszam – postanowiłem uspokoić emocje, choć nie czułemsię niczemu winny.  – Idiota się pcha, atu przecież dziecko! – wydarła się ponownie mamusia. Tak głośno że jej dzieckopostanowiło dać o sobie znać głośnym płaczem. Miałem odejść, ale… – Szanowne panie, ośmielę się zauważyć, że to raczeju pań trzeba szukać umysłowej przyczyny, która widać zdecydowała żeustawiliście wózki z pociechami tak, że zatarasowałyście całkowicie przejdzie –starałem się rzeczowo wyjaśnić.  – Niezasłużyłem na miano idioty, gdy zwracam uprzejmie uwagę na bezmyślnośćszanownych pań – dodałem i odszedłem. – Ale to przecież dzieci! – słyszałem zaplecami.  Poleciało jeszcze kilka zdań natemat tego, że w opinii mamuś nie jestem prawdziwym mężczyzną, no, bo przecieżone tam z dziećmi a ja tak bezczelnie staram się zwrócić im uwagę. W końcu toone przecież z racji pełnienia matczynych funkcji są od wychowywania a nie ja.Chłop jakieś, co się przepycha, zamiast grzecznie czekać aż mamuńcie zdecydująsię same zlikwidować blokadę.  Tonaprawdę zadziwiające, że kobiety traktują macierzyństwo, jako podstawę doszczególnego traktowanie. – Ależ to przecież dziecko – ileż to razy słyszałem tesłowa od mamusiek, gdy ktoś zwracał im uwagę, że je dziecko za głośno sięzachowuje albo coś niszczy.  – Nie bijpana, bo się spocisz – przypomina mi się cytat z polskiej komedii. Słowa: totylko dziecko” to usprawiedliwienie na wszywko. Zastawienie drogi wózkiem, na ryk i opętańczą bieganinę dzieciaka.Zawsze odpowiedzią są te same słowa: to tylko dziecko. – Mam dziecko i niezawaham się go użyć! – że sparafrazuje słowa pewnego osła. Dziecko to dziecko, zgadzamsię, ale też nie jest to usprawiedliwienie na wszystko i widomy znak, który mawymusić specjalne traktowanie dla mamusi i jej pociechy.

 

dziennik pesymistyczny

Churching

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

– Byłam w niedzielę z dziećmi wkościele – powiedziała pani do swoje sąsiadki. Usłyszałem, bo siedziałem za kobietami w autobusie, a środki komunikacjimiejskiej od pewnego czasu stwarzają dogodne warunku do przysłuchiwania sięrozmowom innych pasażerów. Autobus oklejony reklamami nie pozwala na kontemplowaniekrajobrazu przesuwającego się za oknem. Nie miałem ze sobą książki. Wodtwarzaczu rozładowała się bateria, więc pozostało mi słuchanie otoczenia wtym tego, co mówią panie z fotela przede mną. A że panie nie mówiły cicho, więctak czy inaczej słyszałem.  – Byłam wniedzielę z dziećmi w kościele – powtórzyła kobieta, bo widocznie przez szumsilnika do koleżanki za pierwszym razem nie doleciało, co mówiła, choć do mniei owszem. – I co, było coś nowego? – Usłyszałem w odpowiedzi. – Nie, to samo,co zawsze – powiedziała ta pierwsza.  – To,po co byłaś. Było coś ciekawego? – Zapytała, przyznam całkiem rozsądnie, tadruga. –  Eeee, nic. To samo – padłaodpowiedź. – To, po co tam łazisz – starała się ustalić jej koleżanka. – Samanie wiem, dla dzieci, chyba? – Odpowiedziała ta, co w niedzielę była wkościele. Pewnie bym o tej, przypadkowo podsłuchanej rozmowie dwóch pań, szybkozapomniał gdyby nie to, że dwa dni później przeczytałem w lokalnej gazecie otym, że według badań instytutu statystyki kościoła katolickiego w moim mieścietylko około czterdziestu jeden procent mieszkańców zadeklarowanych, jakokatolicy, chodzi na mszę świętą. A reszta, choć uważa się za katolików samasobie jak widać ustanawia prawa i zasady „wyznawanej” wiary. Czyli jak nicprzynajmniej jedna z tych pań z autobusu łapie się w tej czterdziestojednoprocentowejmniejszości katolików zdeklarowanych jedynie. Choć jak widać z treści artykułuw gazecie, nawet tu jest jeszcze podział na tych, którzy przystępują do komuniioraz tych, co tego nie czynią. Z badań instytutu – o którym mowa – wynikarównież, że to kobiety są gorliwszymi katoliczkami. Na dziesięć kobiet obecnychna mszy świętej przypada sześciu mężczyzn, a na dziesięć przystępujących dokomunii pań tylko czterej faceci. – Wpływ na to może mieć też to, że do kościoła chodzą w większej liczbieludzie starsi, a mężczyźni umierają wcześniej niż kobiety poinformował mnieautor artykułu. Czyli okazuje się, że trafiłem w autobusie na całkowicie niereprezentowalnąw badaniach grupę polskich katolików. Bo to kobieta jeszcze w sile wieku byłanie staruszka. I chodzi do kościoła nie dla siebie, ale żeby dzieci mogłybywać. Swoją drogą ciekawe, dlaczego Bóg tak wcześnie powołuje do siebiemężczyzn czyniąc takie spustoszenie w statystyce własnego kościoła wPolsce?  Mnie najbardziej podoba sięzjawisko zwane churching, czyli „niedzielne pielgrzymowanie” – używającterminologii z gazetowego artykułu. Coraz bardziej popularne – jak wyczytałem. Wynika z tego, że ponadpołowa zdeklarowanych katolików nie odwiedza licznych w moim mieście kościołówa jak już się tam wybiorą to nie wszyscy aktywnie uczestniczą w przeżywaniumszy świętej. Łącząc moją obserwację z miejskiej komunikacji z badaniamiinstytutu wynika, że jak już tam kobieta się wybiera to nie zawsze dla siebie,lecz dla dzieci. Ale to chyba dobrze, że choć większość tych zdeklarowanychkatolików preferuje shopping to jest jeszcze mniejszość wybierająca churching.Teraz już rozumiem skąd ta tendencja wśród prawicowych polityków, aby walczyć zhandlem w niedzielę.  Jeśli zamkniętebędą centa handlowe to zdeklarowanemu katolikowi w niedzielny poranek niepozostanie nic innego do roboty jak tylko churching.

 

dziennik pesymistyczny

Shopping czteroletnich dziewczynek

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Wiesz, na rynek wchodzimagazyn shoppingowy dla dziewczynek w wieku czterech do ośmiu lat –poinformował mnie kolega nadal wpatrzony w ekran komputera.  Podniosłem głowę znad gazety i zacząłem musię przyglądać, jednocześnie myśląc, że chyba się przesłyszałem. – Coś typowiedział? Gazeta shoppingowa dla czterolatek? – Postanowiłem się upewnić, czysię, aby nie przesłyszałem.  – Dokładnie,tak tu jest napisane – usłyszałem potwierdzenie. No proszę, a jednak słusznąlinię ma nasza władza – przypomniało mi się zdanie z pewnej polskiej komedii.Tyle ostatnio słyszałem o tym, że sześciolatki nie powinny iść do szkoły.–  Sama poszłam do szkoły o rok wcześniej,zawsze miałam poczucie, że rodzice zabrali mi rok dzieciństwa – przekonywałamnie kilka tygodni temu mama małej Julii. – Ja nie chcę tak krzywdzić dziecka –dodała. Nie ukrywam, że byłem przekonany do idei obrony małoletnich przedobowiązkiem szkolnym do siódmego roku życia aż do dziś. Aż do momentu, w którymusłyszałem o pomyśle wydawania magazynu dla małych dziewczynek. Bo jeśli ktośplanuje wydawać gazetę dla dzieciaków, to dobrze by było żeby one mogły jąprzeczytać. – Tytuł ma być przewodnikiem po najnowszych kolekcjach, które mogązbierać dziewczynki – poinformował mnie kolega, którego podobnie jak mnie,bardzo zaintrygował pomysł wydawania poważnego dwumiesięcznika dla małolatówdotyczącego problemów zakupowych. Z relacji przyjaciela oraz z własnychpóźniejszych ustaleń (nie chciałem żeby wyszło, że stary nie czytam, jak jużczteroletnie dziewczynki powinny czytać samodzielnie) dowiedziałem się, że wgazecie znajdą się prezentacje lalek oraz zestawy do projektowania strojów.Będzie tam plakat, przewodnik po kolekcjach książkowych i filmowych oraz różnequizy. A wszystko to dla dziewczynek w wieku od czterech do ośmiu lat. Słusznąlinię ma nasza władza. Takie małe a takie uzdolnione te dziewczynki.  Może to i lepiej żeby dzieci wcześniej doszkół wysłać. Bo to wstyd przecież będzie na cały świat. Tu poważna firmawydawnicza wypuści na rynek magazyn shoppingowy dla dziewczynek, a potem niktgo nie kupi, bo okaże się, że dziewczynki nie bardzo potrafią przeczytać, cotam dla nich zespół redakcyjny stworzył w trudzie i znoju. I znów się okaże, żespada nam w Polsce czytelnictwo gazet. Dlatego zdecydowanie zmieniłem zdanie.Jestem za posyłaniem małolatów do szkół jak najwcześniej, bo przecież potrzebanam jeszcze więcej konsumentów. Niech od dzieciństwa zaczytują się w tym, conajlepiej kupić i co modne niebywale w letnim sezonie. A jakby jeszcze mogłysame zarabiać? O, to dopiero byłby postęp! Może, więc jeszcze gazeta o karierze,dla dziewczynek w wieku od czterech do ośmiu lat.  – Jeśli to jest kultura, to ja jestem małądziewczynką – ośmielę się zacytować na koniec klasyka.

 

dziennik pesymistyczny

Bozia ich ukarała?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 6

Obudził mnie rechot i gromkie okrzyki.To nasza młodzież. Przyszłość naszego narodu powracała w nocnych zabaw nadranem. W zasadzie, to pierwsze, co usłyszałem to był ryk silnika samochodu anastępnie pisk opon trących o bruk podczas efektownego hamowania. Po tympopisie brawury i kozactwa radosna gromadka wyszła z pojazdu i nastąpiła seriaradosnych, serdecznych i przede wszystkie głośnych pożegnań. Okraszone towszystko było chłopięcym rechotem i dziewczęcymi piskami. – No, pa… No cześć…siemka, narka… – usłyszałem chóralne zawołania. Podniosłem się ciężko z poduszki by sięgnąć po zegarek. Piątatrzydzieści.  – Że to kary boskiej nanich nie ma, żeby się tak wydzierać o tej niegodnej godzinie w dzień ustawowowolny od pracy – wymamrotałem do siebie. Ryk silnika wprowadzonego na wysokieobroty wyrwał mnie z rozmyślania o kondycji młodego człowieka we współczesnymświecie oraz o karze boskiej. Samochód ruszył gwałtownie piszczącniemiłosiernie oponami.  Potem zapewneprzeszedł w poślizg, – co wywnioskowałem z tarcia opon o jezdnię. Samochód znówzapiszczał kołami o bruk i przy okropnym huku silnika wyrwał z parkingu pod moimioknami w stronę ulicy.  – Czy to niemożna tak spokojnie odjechać? Czy trzeba tak z piskiem i przy wyciu silnika? Żeich Bozia nie ukaże za takie zachowanie – takie myśli przemknęły mi przezgłowę. Równocześnie słyszałem jak samochód wszedł w zakręt z nadmiernąprędkością. Jego silnik zawodzeniem prosił o litość, bo tak był przeciążony.Koła pojazdu darły jezdnię z niemiłosiernym piskiem. Po chwili usłyszałem hukuderzenia – jak się później okazało o krawężnik – potem kłapanie gumycharakterystyczne dla pękniętej opony i było po wszystkim. To znaczy był tonowy początek.  – No pięknie żeś kurwa przyjebał– usłyszałem. – Co teraz – dopytywał się kolejny głos? Nie mogłem sobie odmówićtego widoku, więc wstałem z łóżka by zobaczyć, co też się stało. A stało się tyle,że samochód stracił oponę w tylnym kole. – Co to było? – zapytała mojadziewczyna przebudzona o świcie przez rajdowców.  – Nic, Bozia idiotów ukarała w to wielkiekatolickie święto – odrzekłem. Na dole, na ulicy trwała w tym czasie głośnadebata kierowcy z zespołem wsparcia pod tytułem:, co teraz, kurwa z tymzrobimy. Postanowiono – ku mojemu zdziwieniu dość szybko – że należy zmienićkoło. I wśród okrzyków: dawaj, kurwa, nie pierdol – i tym podobnymi – młodzimechanicy przystąpili do wymiany koła w swym pojeździe. Jednak nie było to tempo,jakie widywałem na wyścigach formuły 1. Pit-stop nie trwał  10 sekund aprawie pół godziny. Nie żebym kibicował im przez cały czas stojąc w oknie, poprostu słyszałem ich głośne zagrzewania się wzajemne do większego wysiłku, sutoudekorowane słowami powszechnie uważanymi za wulgarne. Wreszcie koło zostałonaprawione i samochód wolno, podkreślam wolno, odjechał. – Jednak kara jestnajlepszą nauczką – pomyślałem. Czyli Bozia ich ukarała za to, że ludziom spaćw dzień wolny nie dają.  I jak tu w Bozienie wierzyć, gdy się widzi przykłady jej interwencji.

 

dziennik pesymistyczny

Ubrany w garnitur onanista przed kościołem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Do strasznej zbrodni przeciwdobrym obyczajom doszło – jak poinformowała mnie po południu lokalna prasa – okołogodziny ósmej rano. Ja dowiedziałem się o tym już dwie godziny przed tym jakmogłem o tym przeczytać na portalu pewnej popularnej w moim mieście gazety.Wiedzę o zboczeńcu uzyskałem od kolegi, który pozyskał tę straszliwą informacjęod swojej dziewczyny. Ta z kolei dowiedziała się od swoich koleżanek z pracy, atamte od swoich przyjaciółek. Czyli w niespełna dwie godziny wiadomość obiegłaprawie pół miasta. I pewnie informacja o akcie zgorszenia publicznego zostałabydla mnie tylko niesprawdzalną plotką, gdyby nie moja skłonność do przeglądaniastron internetowych lokalnych gazet, w poszukiwaniu takich ciekawostek. Mam takąjedną ulubioną stronę, która nie żałuje czytelnikom grozy w tytułach swychdoniesień. Myślę, że przez ostatni rok dziennikarze tego pisma odmienili przezwszystkie przypadki słowa horror, skandal, tragedia i tym podobne. Przyznam odrazu, że korciło mnie sprawdzić, jak to, co działo się na jednej z ulic mojegoprowincjonalnego miasta, zostanie skomentowane na łamach tej właśnie gazety.Liczyłem na coś specjalnego i nie zawiodłem się. Chciałbym za to złożyćserdeczne podziękowania całemu zespołowi redakcyjnemu. – Ohyda! Starszyczłowiek onanizował się na oczach dzieci… pod (…) katedrą! – głosił tytułnotki. Dowiedziałem się ze wzmianki, że w środę o godzinie ósmej „ oficerdyżurny Straży Miejskiej (…) dostał anonimowe zgłoszenie o tym, że przedkatedrą stoi starszy mężczyzna, który onanizuje się na oczach dzieci imłodzieży”. Czyli plotka okazała się prawdziwa. – Na początku powinno byćtrzęsienie ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć – przypomniała mi się częstocytowana wypowiedź Hitchcocka o filmach. W notce było tak samo. Na początek ohydai onanizm w tytule. Potem kościół katedralny. Dzieci niewinne. Interwencjafunkcjonariuszy Straży Miejskiej. Ach to napięcie! – W kościele w tym czasiebyła odprawiana msza na zakończenie roku szkolnego – przywalił autor wiadomościostatecznym argumentem opisującym degradację obyczajów u onanisty. A tam gdziejest zbrodnia powinna być kara. -Najbliższy patrol zastał tam wskazanegomężczyznę, ubranego w garnitur, który nadal onanizował się przed kościołem.65-latek został wylegitymowany i za czynienie zgorszenia w miejscu publicznymukarany mandatem w wysokości 500 złotych – informuje rzecznik prasowy Straży Miejskiej,o czym informuje czytelników gazeta żeby nie było wątpliwości, że zboczeniec –onanista został przykładnie ukarany. Ja się nie nabijam. Ja naprawdę zszacunkiem. Chciałem zupełnie poważnie powiedzieć, że ja wprost kocham takieinformacje z tej gazety. Nikt tak jak oni nie potrafi zbudować napięcia w kilkuzdaniach i donieść o grozie i ohydzie onanizmu w taki niepowtarzalny sposób.Wielki szacun! – że się tak wyrażę. Na zakończenie chciałbym tylko coś jeszczedopisać… no, bo nie byłbym sobą jakbym nie skomentował. – Nie krytykujmasturbacji! To seks z kimś, kogo się kocha – powiedział kiedyś Woody Allen.Ale co kraj to obyczaj. U nas to nie przejdzie, w szczególności przed katedrągdzie trwa msza na zakończenie roku szkolnego.


dziennik pesymistyczny

Dwaj panowie z ławką plus poeta

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Gościu, siądź pod mymliściem, a odpoczni sobie!  – pisałwielki polski poeta i to jego zawołanie do czytelników przetrwało, jakprzekonałem się ostatnio, całe pokolenia. Czasem nam się wydaje, że dobrzewiemy, co poeta miał na myśli. Ale jak to, co pamiętamy ze szkoły zostaniezamglone przez opary wódeczki, a dodatkowo jeszcze wpadniemy w nocy na pomnikwieszcza to wiele może się wydarzyć. Przecież – niejeden z nas pamięta z lat szkolnych – jak nie zawszejednoznacznie było wiadomo, co poeta miał na myśli. I choć zapewne w wierszu,którego urywek zacytowałem na wstępie, najwyraźniej chodziło wieszczowi odrzewo zwane lipą, to widocznie jak się jest w stanie wskazującym na spożycie,to może się dokonać w umyśle człowieczym taki koktajl, że aż się drzewo zpomnikiem pomylić może. Bo to przecież w szkole uczyli żeby gościu usiadł podliściem a odpoczął sobie.  A tu przedzamglonymi od trunków oczyma stanął im pomnik poety. I dwóch Gości do domuwracało zmęczonych zapewne. To się nieszczęśnikom wszystko pomieszało. Inaraziło ich na wielkie nieprzyjemności. A oni może tylko przysiąść a odpocząćsobie chcieli? Pewnej nocy pracownik stacji monitoringu miejskiego obsługującjedną z kamer zauważył dwóch mężczyzn, którzy wnosili parkową ławkę na pomnikJana Kochanowskiego. Pewnie chcieli być jak najbliżej ukochanego poety. Niechcieli tak z oddalenia podziwiać oblicza wielkiego Polaka. Oni zapewne chcielizasiąść na ławce tuż przy nim. Przecież blisko trzymetrowym pomnik przedstawiasiedzącego poetę, który obejmuje Orszulkę, a w drugiej ręce trzyma książkę. Ipewnie ta scena obejmowania dzieciny dodatkowo wpłynęła na wyobraźnię panów, coto do domowych pieleszy wracali chwiejnym krokiem.  Pozazdrościli widać Olszulce tej bliskości zpoetą.  – Gościu, (…), a odpoczni sobie!– szumiało im pewnie w głowie, gdy ławkę dźwigali, by do wieszcza podobizny jaknajbardziej się zbliżyć. Oj, niebezpieczne są takie połączenia. Pomnikwielkiego wieszcza. Ciemna noc.  To, co wgłowie z lat szkolnych zostało. I całość zanurzona w oparach alkoholu. Tak imsię wszystko w głowie wymieszało, że im się lipa z pomnikiem wieszcza o niej piszącegopomieszała.  Pracownik monitoringu, gdyich zobaczył, przekazał informacje o chuligańskim wybryku oficerowi dyżurnemuStraży Miejskiej. Ten wysłał patrol, który zastał przy pomniku dwóch mężczyzn.Byli pod wpływem alkoholu jak informują mundurowi. Po wylegitymowaniu obaj panowiezostali ukarani kilkusetzłotowymi mandatami. Za potrzebę bliskości z poetątrzeba słono płacić. I tak wydaje mi się to łagodną karą, bo przecież moglitrafić do miejsca gdzie „ nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie”.

 

dziennik pesymistyczny

Po twarzy widać

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

– Oni tam strajkują, bo niedostali szesnastej pensji – powiedział mój znajomy komentując sytuację wGrecji. – Tam rozrabiają na ulicy tylko ci z budżetówki, którym urwały sięprzywileje – dodał.  Mój kolega jestprywatnym przedsiębiorcą. Jest człowiekiem o poglądach… no nie wiem jak jenazwać, choć egoistyczne, chyba najlepiej tu pasują. Ale przecież on taki niejest. Ale co ja tam wiem. Ja go znam tylko z kilkuminutowych spotkań, co kilkamiesięcy czy tygodni. Kiedyś było inaczej. Ale teraz żyjemy w dwóch osobnychświatach. On jest biznesmenem. A ja nadal pozostałem przedstawicielem wolnegozawodu. On zarabiał pieniądze, a mnie pociągała idea i praca, która częstozahaczała o wolontariat. I może, dlatego ja na zdjęciach z Grecji widzęprotestujących robotników, którzy nie chcą wegetować za grosze a on widzinierobów, którzy nie rozumieją, że doszło do „nieprzewidzianych okoliczności” iteraz trzeba zaciskać pasa.  Podobnieróżniliśmy się w ocenie tego, co się działo w Hiszpanii. On wspominał coś olewackiej dziecinadzie na ulicach Madrytu, a ja o buncie pokolenia, które niema już nic do stracenia, bo nawet marzenia straciło. Najczęściej w takichpolitycznych sporach staram się zachować spokojny ton. Raczej słucham i zadajępytania. Nie chcę nikogo nawracać na siłę. – Znasz kogoś, kto tam mieszka i był na tej demonstracji? – zapytałem znajomego,gdy ten po raz kolejny zaczął się rozwodzić nad tym, jakim skandalicznymskandalem jest ten grecki problem.  –Nie, nie znam – a co to ma do rzeczy? Przecież po twarzach widać kim są –usłyszałem w odpowiedzi. Nie miałem możliwości głębszego zapoznania się z jegoteorią dotyczącą związków twarzy z miejscem pracy jej posiadacza. Kolega przeszedł,bowiem do opowieści o tym, jak to przyjemnie spędził ostatnie dwa tygodnie wśródziemnomorskim kurorcie. Zawsze, gdy słucham jego wywodów zadziwia mnie to,jak bardzo zmienia się punkt widzenia w zależności od zasobności portfela.  W zasadzie powinienem sobie zdawać z tego sprawę,jakim on jest człowiekiem. Przecież ewolucję jego poglądów na politykę,społeczeństwo czy ekonomię mam możliwość obserwować niemal przez całe mojedorosłe życie. Ale nie zmienia to faktu, że zawsze potrafi mnie czymśzaskoczyć. Wiem z autopsji jak prowadzi on swoje interesy i jak potrafi być wnich ogólnie mówiąc bezwzględny. Nie zdziwiłem się więc zbytnio tym, cousłyszałem o protestujących na ulicach Aten czy Madrytu. Przecież, co chwilęsłyszę podobne opinie w telewizji czy czytam o nich w gazetach. Ale zauważyłempewną nowość w jego wypowiedzi. Co mu przyszło do głowy, aby powiązać fizjonomięprotestujących z tym gdzie pracują? Czy po mnie widać czym się zajmuję? Czy ponim widać, że jest tym, kim jest?  Skądmu się to wzięło? I nagle mnie olśniło! Przecież ja już gdzieś słyszałempodobne rewelacje!  – Nie sądzę, żeby byłdużo mądrzejszy niż po twarzy można zobaczyć – powiedział o polityku zkonkurencyjnej opcji, pewien polityk prawy i sprawiedliwy. No tak, wszystko sięzmienia. Nawet ten mój znajomy. Wyglądem nawet zaczął przypominać znanego polityka.Obydwaj są wzrostu… no nie należą do najwyższych. Jedno jest pewne.  Połączyła ich rewolucyjna metoda oceny mądrościludzkiej po wyglądzie ich twarzy.