Tag Archives

157 Articles

dziennik pesymistyczny

Ostateczności

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Prze pani, panienko, poprosimy jeszcze dwie, takie dalekobieżne i popychacza. Chcesz coś na ząbek? Nie? Ja też podziękuje.  Mówiłeś pan, panie kochany, że co ty tam sobie życzysz być po swym zejściu? Spopielony powiadasz. Dobrze zrozumiałem? Mówisz pan, że do piachu to ty się raczej nie przyzwyczaisz nawet przez wieczność? No, to ja cie nawet i rozumiem. Też chciałbym się zamienić w popiół jednorazowo i dokumentnie za niedługo po opuszczeniu tego łez padołu. Kto by tam chciał żeby go robaki na śniadanie, obiad i kolacje. Ale ja, i tu mnie się tak wydaje, że i szanowny kolega to raczej też nie, no że tego, że nie mamy co obydwaj liczyć na stos pogrzebowy w stylu wikingów. Ale chyba można by się zadowolić pospolitą usługą. Załatwić to w sposób bardziej cywilizowany, no i zgodny z prawem oraz przepisami sanitarnymi.

dziennik pesymistyczny

Siła w precyzyjnie równych chodnikach

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Byłem o włos od nieszczęścia. Niewiele brakowało a spacer, na który nabrałem ochoty, zakończyłby się dla mnie tragicznie. Co mnie tchnęło, coś mnie naszło. Nakłoniło mnie coś, i zachciałem, i wyszedłem z domu, aby spacerkiem, niespieszno przejść się do parku. Wlokłem się spokojnie, po maluśku chodnikami mojego prowincjonalnego miasta chłonąc uliczne życie.

Może ulica na prowincji, ale przecież miasto spore, prawie dwu stutysięczne. Nie jakiś tam zaścianek, nie pipidówa, ale gród starożytny prawie, z wiekowymi tradycjami. Ulica którą spacerowałem sobie w niespokojności tego wczesnego popołudnia też całkiem przyzwoita.

dziennik pesymistyczny

Rozmowy niedokończone. Cześć kolejna, ale zapewne nie ostatnia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Siadaj i częstuj się pan, panie szanowny – szerokim gestem wskazał gdzie mam przysiąść i czym mam się częstować. Zrobiłem, o co poprosił. – Bimbru bym się napił – rozmarzyłem się, bo mnie naszło tak dziś patriotycznie po naszemu, po polsku. – Tego, co pan sobie życzy to nie ma. Wódka jest.  Wódka może być? – zapytał nalewając. Mogła być, więc wypiliśmy.  – Mało będzie – stwierdził. Zrozumiałem aluzje. Zamówiłem więc jeszcze po cztery i coś na ząb. Po jednym i po drugim, jego wzięło na mówienie, a mnie na słuchanie. Można powiedzieć, że się dobraliśmy.

– Widzisz pan panie szanowny, ja to mam widocznie taką instynktowną potrzebę samozniszczenia. Nawet tego u siebie nie lubię – mówił. – Tak po prostu jest i już, tak się to czyni samo z siebie. Tak na rozum, to nawet tego przecież nie chce, a jednak robię to od lat. Uprawiam zaawansowany autodestrukcyzm. Może to hobby takie? Czas sobie płynie, a ja sobie zanikam. Powoli, lecz systematycznie.  Coś mnie pcha ku zagłady, choć chyba lepszym określeniem byłoby „popycha”, tak delikatnie, nic na siłę. Tak pach, pach paluszkiem, nie za mocno, z wyczuciem. Pewnie to ta siła wyższa, o której tyle czytałem.

dziennik pesymistyczny

Bo zdrowie najważniejsze!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Zobaczyłem go od razu. Siedział w kącie sali przy stoliku, który nie wiadomo dlaczego wszyscy uparli się nazywać „naszym”. Gdy podszedłem bliżej zauważyłem, że drżał na całym ciele tak, że odnosiło się wrażenie jakby powietrze wokół niego wirowało milionami cząsteczek kurzu jak to czasem bywa w letni upalny dzień.  On sam też jakby wibrował prawie niedostrzegalnie, migocząc przed moimi oczami jak obraz w zepsutym antycznym telewizorze.

Pochylona lekko nad stolikiem postać z brodą przywodzą na myśl dawnych socjalistycznych filozofów, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa – że pozwolę sobie pojechać wieszczem. A co do sukni? No zasadniczo, szata to go nawet i zdobiła, a już na pewno była hipstersko inna na tle i tak swobodnie odzianego towarzystwa zasiadającego w tym lokalu z wyszynkiem. Siedział sztywno z łokciami na stole i wpatrywał się w dal, choć w zasadzie patrzył na ścianę naprzeciwko, bo dali od jego stolika było do rzeczonej ściany ledwo ze trzy kroki. W dłoniach ściskał kieliszek, taką zwykłą pięćdziesiątkę. Miałem wrażenie, że szkło za chwile odpuści sobie swoją strukturę i eksploduje mu w garści.

dziennik pesymistyczny

I ujrzałem wszystkie swoje grzechy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Tak, chyba już wiem, jaki jest mój największy grzech. Wygląda na to, że moją największą winą jest kompletny brak ambicji bycia najważniejszym czy najlepszym. Grzeszę tym, że nie staram się być najpiękniejszym, najdoskonalszym. No moja wina, że w żadnej z dziedzin nie jestem ten „naj”. Tak, wiem, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Zawiniłem, i chociaż nie potrzebuje, to jednak robię taki malutki rachunek sumienia. Pieniądzu, tyś jest bogiem prawdziwym w tej krainie splendoru i biedy. Wybacz Panie, wybacz, że nie modle się nazbyt żarliwie do Ciebie każdego dnia, że za mało mi się chce i że za mało pragnę. O Panie nowej Polski, Mamono błogosławiona, wybacz, że nie składam Ci hołdów, że niedostatecznie się staram. Za mało chce mieć i nie chce za dużo posiadać. Ja wiem, że grzeszę tym, że chce tylko tyle mieć żeby starczyło i nic więcej mi nie potrzeba.

dziennik pesymistyczny

Zobojętnieć na politykę i polityków

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Życie staje się o wiele łatwiejsze, gdy pewne sprawy stają się obojętne. Nie żeby tam od razu absolutnie wszystko mieć w głębokim poważaniu, ale naprawdę warto sobie zrobić listę spraw, którymi nie ma potrzeby się przejmować i potem zwyczajnie na to co liście się znajduje zobojętnieć.

Warto to zrobić przynajmniej dlatego, żeby żyło się prościej i mniej stresująco. Warto czasem po prostu odpuścić sobie pewne aspekty życia w społeczeństwie. Przecież jeśli nie możemy czegoś zmienić to nie warto się tym tak bardzo przejmować. Po co tracić nerwy.

dziennik pesymistyczny

Zatrzymany do ustalenia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Dwadzieścia jeden osób zatrzymano w związku z fałszywym alarmem na lotnisku w Modlinie – poinformował media młodszy aspirant z nowodworskiej policji. Pracownicy portu lotniczego odebrali telefon z informacją o podłożonej bombie. Policja szybko ustaliła, że telefon wykonał jeden z uczestników domowej imprezy świątecznej. – Nikt się nie przyznał, więc zatrzymano wszystkich – przyznał pan policjant. I teraz rodzi się pytanie: a jakby tak jakiś debil żartowniś zadzwonił, dajmy na to, z kina i tam też nikt się nie przyznał do winy to posadzono by na „cztery osiem” wszystkich przebywających w tym czasie w tym miejscu?

dziennik pesymistyczny

Plany

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

 – Wierzymy w Twój plan – zapewniła mnie panienka z telewizyjnego okienka kojącym reklamowym głosem. Ucieszyłem się, bo to oznaczało, że gdzieś na tym w wielkim wrogim świecie istnieje ktoś, a może nawet grupa ludzi, która wierzy w mój plan. Nie zraziło mnie nawet to, że to wyznanie wiary było tylko reklamą firmy kredytowej.  Ważniejsze było to, że oni wierzyli w mój plan.

Nie przypominałem sobie abym od kilku latach robił jakieś plany. Nie planowałem ani dalekosiężnie, ani na krótka metę. Ot tak sobie żyłem i żyje z dnia na dzień życiem z mianem społecznego pasożyta. Co prawda, zawsze wiedziałam, bo mnie do tej roli państwo przygotowała od dziecka, że plan dla mnie jest taki żebym pracował, zarabiał i płacił podatki. Powinienem zaplanować potomstwo dla dobra przyszłości mojej ojczyzny im liczniejsze tym lepiej. Ogólnie planowana przyszłość aż do śmierci to najlepszy plan dla obywatela.

No niestety ja taki nie byłem. Trwało to wiele lat nim zrozumiałem, że nie chce i nie mogę być narzędziem. Dla mnie najlepszym wyjściem jest przestać żyć przyszłością, bo ona może się nawet nie wydarzyć. Dlatego tak miło mi dowiedzieć się, że ktoś pokłada wiarę w moje nieistniejące plany.

Nie mam planu na życie. Jestem przecież niepracujący w sensie takim, jakim postrzega to społeczeństwo. Nie płace podatków. Nie udzielam się. Nie uczestniczę. Czyli jestem nieprzystosowany społecznie. Nie planuje zakontraktowania dzieciaków po pięćset złotych za główkę. Nie planuje nowego wysokopłatnego stanowiska. Nie mam w planach kolejnego kredytu na dom, samochód, wakacje i ogródek z drzewkiem. No taki jestem codzienny  a nie planowy.

Po przebudzeniu, każdego wyrwanego rzeczywistości dnia istnieje sobie do zaśnięcia. Nie potrafię nadal racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego takie życie bez planów jest lepsze, ale tak wewnątrz siebie, tak podskórnie czuje, że postępuje właściwie. Niestety wyczerpałem wszelkie możliwości i nie mogę już więcej uciekać przed karą za społeczne nieposłuszeństwo . Czuje że już niedługo zostanę ukarany za to moje nieplanowanie.

I choć zawęziłem swoje postrzeganie przyszłości do kilkunastu następnych godzin to względem mnie inny zdecydowanie mają swoje długoterminowe plany. Ja tylko nie chciałem być narzędziem. Dlatego stałem się społecznie nieużyteczny. Niepasujący do państwowości. Nie postępowy i nierokujący. Taki nieplanowy. Zupełnie przypadkowy.

dziennik pesymistyczny

Kto ustrzeże nas przez strażnikiem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Mam wybity ząb, bark, nie widzę na jedno oko. Grozili mi śmiercią, wywieźli do lasu – tak nocną interwencję straży miejskiej relacjonuje ich ofiara. A podobno – jak donoszą media – wszystko zaczęło się od tego, że ten nieszczęsny obywatel zwrócił mundurowym uwagę, bo radiowozem blokowali miejsca parkingowe. Na swoje nieszczęście próbował on całe zajście sfilmować swoim smartfonem, a tego już strażnicy nie zdzierżyli.

Kilka lat temu pisałem o tym, że rozszerzenie uprawnień dla straży miejskiej uważam za bardzo niebezpieczne. Nadal tak uważam, i co więcej, takie przykłady jak ten przytoczony przeze mnie powyżej tylko potwierdzają moje obawy.

Strażnik miejski jest tylko pracownikiem samorządu, czyli magistrackim urzędnikiem, a nie funkcjonariuszem policji. Mundur jednak daje mu wielką władzę. Strażnik jednakże nie podlega ostrym rygorom naboru i szkolenia, jakie przechodzą kandydaci na policjantów. Zasadne jest więc pytanie, czy strażnik miejski jest dobrze przygotowany do pełnienia funkcji policyjnych?  Czy te uprawnienia, które ma na mocy odpowiednich ustaw, z braku odpowiedniego szkolenia, wiedzy, czy nawet odpowiednich predyspozycji psychicznych, nie są nadużywane?

Przyszły policjant musi mieć, co najmniej średnie wykształcenie i świadectwo o niekaralności. Musi charakteryzować się dobrą kondycją fizyczną. Kandydat do pracy w policji musi przejść skomplikowane egzaminy: test z wiedzy ogólnej, egzamin sprawnościowy, test psychologiczny, rozmowa i badania lekarskie. Jak widać nie jest to łatwe.

Aby służyć w straży miejskiej wystarczy tylko przejście przez procedury rekrutacyjne takie jak na stanowisko urzędnika gminnego oraz rozmowę kwalifikacyjną. Podstawowe szkolenie na policjanta trwa siedem miesięcy i stanowi dopiero początek skomplikowanej procedury doskonalenia zawodowego. Lecz kiedy ktoś zapragnie zostać strażnikiem miejskim czeka go jedynie dwutygodniowa nauka na stróża prawa. Jednak, jeśli nawet taki kontakt z nauką jest dla przyszłego strażnika porządku nie do zniesienia to nic nie szkodzi. Takie wydawałoby mizerne szkolenie nie jest przecież obowiązkowe.

Jak widać na przykładzie tego poturbowanego przez strażników obywatela to nie tylko akademicka dyskusja. To problem z którym przychodzi nam się zmierzyć coraz częściej. Ci uzbrojeni, uprzywilejowani, umundurowani i wyposażeni w środki przymusu bezpośredniego ludzie spacerują po naszych ulicach i nikt nigdy nie sprawdził ich predyspozycji do pełnienia służby, bo nie są to policjanci tylko urzędnicy magistratu.  Taki urzędnik miejski w mundurze to jednak już prawie policjant, ale jak powszechnie wiadomo, prawie robi dużą różnicę.

dziennik pesymistyczny

Gdybym miał zniesioną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Tyle mam na tym świecie spraw niezałatwionych. Tylu takich co bym chciał im dosadnie a czasem i ręcznie wytłumaczyć, że nie mają racji. Całe mrowie polityków, urzędników, ministrów i im podobnych, których jakbym dorwał w swoje ręce to… no sami wiecie. Ale, no właśnie nic z tego, bo to albo mi nie pozwala spełnić zamierzać moje dobre wychowanie albo też wizja spędzenia wielu lat w pasiakach skutecznie odstrasza mnie od zamierzeń.

Ale jest nadzieja w polskiej prokuraturze, która coraz częściej orzeka umorzenie sprawy za przyczynę podając to, że sprawca czynu zabronionego miał w chwili zdarzenia zniesioną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów. Czyli dobra nasza, będę mógł przyłożyć temu i owemu, jeśli tylko zniosę w sobie tę zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów.

Nie tak dawno pisałem o pewnym panu prokuratorze, który buchnął dwa batoniki i krem w sklepie. Każdy zwyczajny szary człeczyna po czymś takim, jeśli nawet nie poszedłby pierdzieć w pasiaki, to przynajmniej załapałby surową grzywnę. No tak, każdy ale nie ten prokurator.  Pan prokurator nie poniesie dyscyplinarnej kary za swój czyn, bo prokuratura orzekła, że w chwili kradzieży był niepoczytalny.

– Można być poczytalnym w odniesieniu do pewnych zdarzeń, a do innych zdarzeń popełnionych w tym samym czasie i miejscu już nie – stwierdził wtedy pewien gość z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku wypowiadając się w tej sprawie. Mam nadzieje, że będę mógł to wykorzystać i w mojej szarej i marnej egzystencji, choć żaden ze mnie prokurator.

Teraz wyczytałem w lokalnej prasie, że Prokuratura Rejonowa na dalekiej prowincji umorzyła postępowanie w sprawie zaatakowania przez nauczycielkę swojego ucznia, bo uznano, że w tym momencie miała zniesioną poczytalność. No ja rozumiem, że mogła się wnerwić. Fakt, że w polskich powiedzeniach znalazło się: „Obyś cudze dzieci uczył”, świadczy o tym, że od dawien dawna ludzie zdawali sobie sprawę, że praca nauczycielki nie jest łatwa. Ale mnie zainteresowało to, że tak można z chwili na chwile stracić poczytalność, a następnie ją tak zwyczajnie odzyskać. To daje mi ogromne możliwości wyładowanie swoich frustracji. Przecież, kto mi udowodni, że dając w twarz z liścia politykowi dla przykładu byłem poczytalny? Może właśnie wtedy, w tym momencie, gdy uskuteczniałem czynną napaść na organy państwa, miałem zniesioną poczytalność? Przecież to możliwe.

– Według biegłych nauczycielka miała w chwili zdarzenia zniesioną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów – tłumaczy w gazecie, rzecznik Prokuratury Okręgowej. I słusznie! Jeśli kiedyś przez przypadek, z głupoty, czy z przymusu sytuacji zrobię coś zabronionego prawem, to zawsze będę mógł się wytłumaczyć, że miałem wtedy zniesioną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów. No i mam nadzieje, że mnie nikt nie zamknie jako zbzikowanego i zawsze będę mógł się powołać na opinie biegłych, że: „Można być poczytalnym w odniesieniu do pewnych zdarzeń, a do innych zdarzeń popełnionych w tym samym czasie i miejscu już nie.” Tak jest chyba uczciwiej.