Tag Archives

124 Articles

dziennik pesymistyczny

Skończyło się…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Zaczęło się w piątek, to znaczy skończyło się w piątek. Skończyło się moje dotychczasowe życie, a zaczęło się coś nowego, choć niekoniecznie lepszego. Od razu uprzedzam tych wszystkich, którzy teraz sięgają po telefon, by sprawdzić czy jeszcze żyje, tak, jeszcze tak. To skończyło się życie, jakie miałem, a nie dokonałem fizycznego zejścia z tego świata.

Większość moich bliższych i dalszych znajomych od dawna mówiła, że tak się skończy. Ja też wiedziałem, ale u mnie to było tak, że niby byłem na to przegotowany, a jednak, gdy mnie dopadła ta samotność to się okazało, że na taki wielki wstrząs jednak nie byłem gotowy.

dziennik pesymistyczny

W drodze do zniknięcia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– To już nie potrwa długo – wyszeptał cichutko, tak jakby tylko do siebie. Siedział teraz skulony z kolanami podciągniętymi wysoko pod brodę.  Odwrócił się od niej tak, żebym nie widział jego twarzy.   – Niedługo? To znaczy ile? Tydzień, dwa, trzy tygodnie, miesiąc, pół roku, a może rok, dwa, dekadę? – spytała, choć nie była pewna czy mówi do niej.  – Zanikasz tak już od kilku lat? Jednak cały czas tak mało skutecznie. Może byś się w końcu zdecydował na coś ostatecznego?

Wzruszył tylko ramionami i coś tam wymamrotał niezrozumiałego. – To wszystko jednak wymaga czasu i pracy nad tym, wcale nie jest to takie proste i szybkie, jak to się może wydawać patrzącym na to z boku – powiedział nieco głośniej. –  Takie zanikanie jak moje, to proces, nie jednorazowy zryw. To zadziwiająco długi ciąg zdarzeń. Autodestrukcja to nie niedzielny spacerek słoneczną stroną ulicy do babci na obiad. To wymaga czasu. Tak, wiem, to już przecież trwa od lat. Nawet mnie teraz trudno jest jednoznaczne określić, kiedy to się zaczęło i kiedy się skończy. Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy pierwszy raz pomyślałem, że już nie warto.

dziennik pesymistyczny

Takie moje gorzkie żale

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Dostałem list, że: „dziękujemy za zainteresowanie! Niestety nie udało Ci się przejść kwalifikacji (…). Ilość zgłoszeń była bardzo duża, a wybór niezwykle ciężki”. Nic to dla mnie nowego. Przez tyle lat mego życia przyszło się przyzwyczaić to takich wieści. Przeważnie w ten deseń zaczynają się wszelkie listy, które dostaje, gdy tylko najdzie mnie ochota żeby się socjalizować.

Ale żal jest, że się na mnie nie poznali. Ja tu do nich ze szczerego serca, że od lat pisze mojego pesymistycznego bloga i mam wrażenie graniczące z pewnością, że teraz właśnie nadszedł ten właściwy moment, aby moje pisanie nie tylko przyciągało rzesze czytelników, czy też w jakimś sensie ewangelizowało społeczeństwo, ale także przyniosło wymierne korzyści finansowe. A Ci do mnie w odpowiedzi, że „dziękujemy za zainteresowanie! Niestety nie udało Ci się przejść kwalifikacji”. No i znów poczułem się jakby mnie wyrzucono z harcerstwa. Tam też nie za bardzo chciałem należeć, ale jak już mnie wyrzucono, to lekki żal był.

dziennik pesymistyczny

Siła w precyzyjnie równych chodnikach

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Byłem o włos od nieszczęścia. Niewiele brakowało a spacer, na który nabrałem ochoty, zakończyłby się dla mnie tragicznie. Co mnie tchnęło, coś mnie naszło. Nakłoniło mnie coś, i zachciałem, i wyszedłem z domu, aby spacerkiem, niespieszno przejść się do parku. Wlokłem się spokojnie, po maluśku chodnikami mojego prowincjonalnego miasta chłonąc uliczne życie.

Może ulica na prowincji, ale przecież miasto spore, prawie dwu stutysięczne. Nie jakiś tam zaścianek, nie pipidówa, ale gród starożytny prawie, z wiekowymi tradycjami. Ulica którą spacerowałem sobie w niespokojności tego wczesnego popołudnia też całkiem przyzwoita.

dziennik pesymistyczny

Rozmowy niedokończone. Cześć kolejna, ale zapewne nie ostatnia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Siadaj i częstuj się pan, panie szanowny – szerokim gestem wskazał gdzie mam przysiąść i czym mam się częstować. Zrobiłem, o co poprosił. – Bimbru bym się napił – rozmarzyłem się, bo mnie naszło tak dziś patriotycznie po naszemu, po polsku. – Tego, co pan sobie życzy to nie ma. Wódka jest.  Wódka może być? – zapytał nalewając. Mogła być, więc wypiliśmy.  – Mało będzie – stwierdził. Zrozumiałem aluzje. Zamówiłem więc jeszcze po cztery i coś na ząb. Po jednym i po drugim, jego wzięło na mówienie, a mnie na słuchanie. Można powiedzieć, że się dobraliśmy.

– Widzisz pan panie szanowny, ja to mam widocznie taką instynktowną potrzebę samozniszczenia. Nawet tego u siebie nie lubię – mówił. – Tak po prostu jest i już, tak się to czyni samo z siebie. Tak na rozum, to nawet tego przecież nie chce, a jednak robię to od lat. Uprawiam zaawansowany autodestrukcyzm. Może to hobby takie? Czas sobie płynie, a ja sobie zanikam. Powoli, lecz systematycznie.  Coś mnie pcha ku zagłady, choć chyba lepszym określeniem byłoby „popycha”, tak delikatnie, nic na siłę. Tak pach, pach paluszkiem, nie za mocno, z wyczuciem. Pewnie to ta siła wyższa, o której tyle czytałem.

dziennik pesymistyczny

I ujrzałem wszystkie swoje grzechy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

Tak, chyba już wiem, jaki jest mój największy grzech. Wygląda na to, że moją największą winą jest kompletny brak ambicji bycia najważniejszym czy najlepszym. Grzeszę tym, że nie staram się być najpiękniejszym, najdoskonalszym. No moja wina, że w żadnej z dziedzin nie jestem ten „naj”. Tak, wiem, moja wina, moja bardzo wielka wina.

Zawiniłem, i chociaż nie potrzebuje, to jednak robię taki malutki rachunek sumienia. Pieniądzu, tyś jest bogiem prawdziwym w tej krainie splendoru i biedy. Wybacz Panie, wybacz, że nie modle się nazbyt żarliwie do Ciebie każdego dnia, że za mało mi się chce i że za mało pragnę. O Panie nowej Polski, Mamono błogosławiona, wybacz, że nie składam Ci hołdów, że niedostatecznie się staram. Za mało chce mieć i nie chce za dużo posiadać. Ja wiem, że grzeszę tym, że chce tylko tyle mieć żeby starczyło i nic więcej mi nie potrzeba.

dziennik pesymistyczny

Zobojętnieć na politykę i polityków

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Życie staje się o wiele łatwiejsze, gdy pewne sprawy stają się obojętne. Nie żeby tam od razu absolutnie wszystko mieć w głębokim poważaniu, ale naprawdę warto sobie zrobić listę spraw, którymi nie ma potrzeby się przejmować i potem zwyczajnie na to co liście się znajduje zobojętnieć.

Warto to zrobić przynajmniej dlatego, żeby żyło się prościej i mniej stresująco. Warto czasem po prostu odpuścić sobie pewne aspekty życia w społeczeństwie. Przecież jeśli nie możemy czegoś zmienić to nie warto się tym tak bardzo przejmować. Po co tracić nerwy.

dziennik pesymistyczny

Niewola miłości kontra wola suwerena

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Z szacunku do wiary i wierzących trzymam się od tego z daleka. Przynajmniej chciałbym zawsze zachować właśnie taka postawę. Jak już mam w tym uczestniczyć, to jako niezaangażowany obserwator. Ale są takie chwile, a teraz jest ich coraz więcej, że już po prostu nie trzymam ciśnienia i muszę dać upust moim emocjom. Jeśli bym tego nie zrobił to chwila mojego całkowitego szaleństwa stała by się niebezpiecznie bliska.

Nie wiem jak Państwo, ale ja mam wrażenie, że od ponad dwudziestu lat żyje w kościele. No może dotychczas mieszkałem tak na samym skraju świątyni, tak na progu, ale teraz wbrew mojej woli znalazłem się w samym jej centrum.  Ja, jako suweren, czyli cześć polskiego społeczeństwa – powołując się na słowa prezydenta oraz prezesa – mam chyba czasem prawo zapytać czy państwo i kościół to samo? A jak nie to samo to czy wzajemne się przenikanie tych dwóch instytucji nie zagraża mnie, jako jednostce? A warto zaznaczyć że jestem jednostką, która nie za bardzo dowierza, żeby nie użyć słowa nie wierzy.

dziennik pesymistyczny

Plany

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

 – Wierzymy w Twój plan – zapewniła mnie panienka z telewizyjnego okienka kojącym reklamowym głosem. Ucieszyłem się, bo to oznaczało, że gdzieś na tym w wielkim wrogim świecie istnieje ktoś, a może nawet grupa ludzi, która wierzy w mój plan. Nie zraziło mnie nawet to, że to wyznanie wiary było tylko reklamą firmy kredytowej.  Ważniejsze było to, że oni wierzyli w mój plan.

Nie przypominałem sobie abym od kilku latach robił jakieś plany. Nie planowałem ani dalekosiężnie, ani na krótka metę. Ot tak sobie żyłem i żyje z dnia na dzień życiem z mianem społecznego pasożyta. Co prawda, zawsze wiedziałam, bo mnie do tej roli państwo przygotowała od dziecka, że plan dla mnie jest taki żebym pracował, zarabiał i płacił podatki. Powinienem zaplanować potomstwo dla dobra przyszłości mojej ojczyzny im liczniejsze tym lepiej. Ogólnie planowana przyszłość aż do śmierci to najlepszy plan dla obywatela.

No niestety ja taki nie byłem. Trwało to wiele lat nim zrozumiałem, że nie chce i nie mogę być narzędziem. Dla mnie najlepszym wyjściem jest przestać żyć przyszłością, bo ona może się nawet nie wydarzyć. Dlatego tak miło mi dowiedzieć się, że ktoś pokłada wiarę w moje nieistniejące plany.

Nie mam planu na życie. Jestem przecież niepracujący w sensie takim, jakim postrzega to społeczeństwo. Nie płace podatków. Nie udzielam się. Nie uczestniczę. Czyli jestem nieprzystosowany społecznie. Nie planuje zakontraktowania dzieciaków po pięćset złotych za główkę. Nie planuje nowego wysokopłatnego stanowiska. Nie mam w planach kolejnego kredytu na dom, samochód, wakacje i ogródek z drzewkiem. No taki jestem codzienny  a nie planowy.

Po przebudzeniu, każdego wyrwanego rzeczywistości dnia istnieje sobie do zaśnięcia. Nie potrafię nadal racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego takie życie bez planów jest lepsze, ale tak wewnątrz siebie, tak podskórnie czuje, że postępuje właściwie. Niestety wyczerpałem wszelkie możliwości i nie mogę już więcej uciekać przed karą za społeczne nieposłuszeństwo . Czuje że już niedługo zostanę ukarany za to moje nieplanowanie.

I choć zawęziłem swoje postrzeganie przyszłości do kilkunastu następnych godzin to względem mnie inny zdecydowanie mają swoje długoterminowe plany. Ja tylko nie chciałem być narzędziem. Dlatego stałem się społecznie nieużyteczny. Niepasujący do państwowości. Nie postępowy i nierokujący. Taki nieplanowy. Zupełnie przypadkowy.

dziennik pesymistyczny

Gdybym miał zniesioną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Tyle mam na tym świecie spraw niezałatwionych. Tylu takich co bym chciał im dosadnie a czasem i ręcznie wytłumaczyć, że nie mają racji. Całe mrowie polityków, urzędników, ministrów i im podobnych, których jakbym dorwał w swoje ręce to… no sami wiecie. Ale, no właśnie nic z tego, bo to albo mi nie pozwala spełnić zamierzać moje dobre wychowanie albo też wizja spędzenia wielu lat w pasiakach skutecznie odstrasza mnie od zamierzeń.

Ale jest nadzieja w polskiej prokuraturze, która coraz częściej orzeka umorzenie sprawy za przyczynę podając to, że sprawca czynu zabronionego miał w chwili zdarzenia zniesioną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów. Czyli dobra nasza, będę mógł przyłożyć temu i owemu, jeśli tylko zniosę w sobie tę zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów.

Nie tak dawno pisałem o pewnym panu prokuratorze, który buchnął dwa batoniki i krem w sklepie. Każdy zwyczajny szary człeczyna po czymś takim, jeśli nawet nie poszedłby pierdzieć w pasiaki, to przynajmniej załapałby surową grzywnę. No tak, każdy ale nie ten prokurator.  Pan prokurator nie poniesie dyscyplinarnej kary za swój czyn, bo prokuratura orzekła, że w chwili kradzieży był niepoczytalny.

– Można być poczytalnym w odniesieniu do pewnych zdarzeń, a do innych zdarzeń popełnionych w tym samym czasie i miejscu już nie – stwierdził wtedy pewien gość z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku wypowiadając się w tej sprawie. Mam nadzieje, że będę mógł to wykorzystać i w mojej szarej i marnej egzystencji, choć żaden ze mnie prokurator.

Teraz wyczytałem w lokalnej prasie, że Prokuratura Rejonowa na dalekiej prowincji umorzyła postępowanie w sprawie zaatakowania przez nauczycielkę swojego ucznia, bo uznano, że w tym momencie miała zniesioną poczytalność. No ja rozumiem, że mogła się wnerwić. Fakt, że w polskich powiedzeniach znalazło się: „Obyś cudze dzieci uczył”, świadczy o tym, że od dawien dawna ludzie zdawali sobie sprawę, że praca nauczycielki nie jest łatwa. Ale mnie zainteresowało to, że tak można z chwili na chwile stracić poczytalność, a następnie ją tak zwyczajnie odzyskać. To daje mi ogromne możliwości wyładowanie swoich frustracji. Przecież, kto mi udowodni, że dając w twarz z liścia politykowi dla przykładu byłem poczytalny? Może właśnie wtedy, w tym momencie, gdy uskuteczniałem czynną napaść na organy państwa, miałem zniesioną poczytalność? Przecież to możliwe.

– Według biegłych nauczycielka miała w chwili zdarzenia zniesioną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów – tłumaczy w gazecie, rzecznik Prokuratury Okręgowej. I słusznie! Jeśli kiedyś przez przypadek, z głupoty, czy z przymusu sytuacji zrobię coś zabronionego prawem, to zawsze będę mógł się wytłumaczyć, że miałem wtedy zniesioną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów. No i mam nadzieje, że mnie nikt nie zamknie jako zbzikowanego i zawsze będę mógł się powołać na opinie biegłych, że: „Można być poczytalnym w odniesieniu do pewnych zdarzeń, a do innych zdarzeń popełnionych w tym samym czasie i miejscu już nie.” Tak jest chyba uczciwiej.