Tag Archives

108 Articles

dziennik pesymistyczny

Wina i lustro

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

– Spojrzyjcie w lustro i tam zobaczycie winnych. Przez osiem lat nic nie zrobiliście – rzekła premier Becia przedstawiając w Sejmie informację na temat sytuacji w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie od trzech tygodni trwa strajk pielęgniarek.

Przeznaczenie chciało, że radio głos premier do mnie nadało. Dlatego czym prędzej, zgodnie z sugestią władz najwyższych, spojrzałem w lustro. Gębą tam była moja jak zwykle nijaka, ale ja już tak z nią mam, z tą facjatą. Mina nietęga. Brodą długaśna, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa. No cały ja, jak z obrazka. Spoglądam ci ja jeszcze raz w lustro i nagle jak mnie coś w gardle ściśnie, żałość taką straszną poczułem, żem myślał, że to już ostatnie chwile na mnie przyszły.

dziennik pesymistyczny

Rozmowy niedokończone. Cześć kolejna, ale zapewne nie ostatnia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Siadaj i częstuj się pan, panie szanowny – szerokim gestem wskazał gdzie mam przysiąść i czym mam się częstować. Zrobiłem, o co poprosił. – Bimbru bym się napił – rozmarzyłem się, bo mnie naszło tak dziś patriotycznie po naszemu, po polsku. – Tego, co pan sobie życzy to nie ma. Wódka jest.  Wódka może być? – zapytał nalewając. Mogła być, więc wypiliśmy.  – Mało będzie – stwierdził. Zrozumiałem aluzje. Zamówiłem więc jeszcze po cztery i coś na ząb. Po jednym i po drugim, jego wzięło na mówienie, a mnie na słuchanie. Można powiedzieć, że się dobraliśmy.

– Widzisz pan panie szanowny, ja to mam widocznie taką instynktowną potrzebę samozniszczenia. Nawet tego u siebie nie lubię – mówił. – Tak po prostu jest i już, tak się to czyni samo z siebie. Tak na rozum, to nawet tego przecież nie chce, a jednak robię to od lat. Uprawiam zaawansowany autodestrukcyzm. Może to hobby takie? Czas sobie płynie, a ja sobie zanikam. Powoli, lecz systematycznie.  Coś mnie pcha ku zagłady, choć chyba lepszym określeniem byłoby „popycha”, tak delikatnie, nic na siłę. Tak pach, pach paluszkiem, nie za mocno, z wyczuciem. Pewnie to ta siła wyższa, o której tyle czytałem.

dziennik pesymistyczny

Nim staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nim oddziały władzuchny pod mymi drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą, pozwolę sobie, puki mogę jeszcze, skrobnąć kilka linijek. Kiedy wyczytałem w publikatorze, że pewien obywatel, po tym jak na fejsbuku założył wydarzenie kpiące z prowokacji policyjnej, w try miga trafił na przesłuchanie, w jego domu odbyła się rewizja, a na koniec został oskarżony o terroryzm, to moja leciuchna, do tej pory, paranoja wzmogła się zdecydowanie.

Nie wiem czy Szanowny Czytelnik się orientuje, ja dotychczas też byłem niezorientowany, że władzuchna w oficjalnym katalogu, który powstaje na podstawie Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, umieściła miedzy innymi to, że za zdarzenie o charakterze terrorystycznym można będzie uznać: „próby uruchomienia lub uruchomienie internetowych portali, blogów, forów o charakterze ekstremistycznym, w szczególności funkcjonujących na serwerach zlokalizowanych na terenie RP”. A ja tu przecież taki ekstremistycznie pesymistyczny nie tylko politycznie Dziennik sobie prowadzę, więc pewnie jak się nie znalazłem, to się znajdę w kręgu zainteresowania służb.

dziennik pesymistyczny

Bombiarz – anarchista nade in Poland

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Sceny jak z sensacyjnego filmu rozegrały się w jednej z podwarszawskich miejscowości. Jak donoszą publikatory trzech strasznych anarchistów wpadło w zasadzkę, gdy ukradkiem podkładali ładunki wybuchowe pod radiowozy parkujące przy komisariacie policji państwowej. Blady strach padł na miasta i wsie naszej ukochanej ojczyzny.

U nas turbanowych terrorystów jak wiadomo nie uświadczysz, bo „dobra zmiana” w swej łaskawości nie dopuściła i zatrzymała na granicach Najjaśniejszej. A tu masz, jak raz ustawa wprowadzająca zamordyzm napisana. Wszystko przygotowane, a tu zagrożenia żadnego suweren nie czuje i marudzi coś ze nowe prawo niedobre. No to trzeba było dla suwerena znaleźć takiego terrorystę, aby się suweren posrał ze strachu.  Wtedy taki zestrachany suweren przyjmie z wdzięcznością ustawę antyterrorystyczną i jeszcze władzuchnę po rękach całować będzie, że tak dba o jego, suwerena znaczy, bezpieczeństwo.

dziennik pesymistyczny

Bo zdrowie najważniejsze!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Zobaczyłem go od razu. Siedział w kącie sali przy stoliku, który nie wiadomo dlaczego wszyscy uparli się nazywać „naszym”. Gdy podszedłem bliżej zauważyłem, że drżał na całym ciele tak, że odnosiło się wrażenie jakby powietrze wokół niego wirowało milionami cząsteczek kurzu jak to czasem bywa w letni upalny dzień.  On sam też jakby wibrował prawie niedostrzegalnie, migocząc przed moimi oczami jak obraz w zepsutym antycznym telewizorze.

Pochylona lekko nad stolikiem postać z brodą przywodzą na myśl dawnych socjalistycznych filozofów, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa – że pozwolę sobie pojechać wieszczem. A co do sukni? No zasadniczo, szata to go nawet i zdobiła, a już na pewno była hipstersko inna na tle i tak swobodnie odzianego towarzystwa zasiadającego w tym lokalu z wyszynkiem. Siedział sztywno z łokciami na stole i wpatrywał się w dal, choć w zasadzie patrzył na ścianę naprzeciwko, bo dali od jego stolika było do rzeczonej ściany ledwo ze trzy kroki. W dłoniach ściskał kieliszek, taką zwykłą pięćdziesiątkę. Miałem wrażenie, że szkło za chwile odpuści sobie swoją strukturę i eksploduje mu w garści.

dziennik pesymistyczny

Zobojętnieć na politykę i polityków

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Życie staje się o wiele łatwiejsze, gdy pewne sprawy stają się obojętne. Nie żeby tam od razu absolutnie wszystko mieć w głębokim poważaniu, ale naprawdę warto sobie zrobić listę spraw, którymi nie ma potrzeby się przejmować i potem zwyczajnie na to co liście się znajduje zobojętnieć.

Warto to zrobić przynajmniej dlatego, żeby żyło się prościej i mniej stresująco. Warto czasem po prostu odpuścić sobie pewne aspekty życia w społeczeństwie. Przecież jeśli nie możemy czegoś zmienić to nie warto się tym tak bardzo przejmować. Po co tracić nerwy.

dziennik pesymistyczny

Dość rządów zespołów kolesi

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Byłem w połowie wypełniania corocznego PIT-u, gdy usłyszałem płynące z radia słowa rzeczniczka klubu prawych i sprawiedliwych. – Tak naprawdę zebrał się zespół kolesi, którzy bronią status quo poprzedniej władzy – powiedziała pani Beata i tak mnie ta wypowiedź zainspirowała, że natychmiast przerwałem PITolenie, a do połowy wypełniona deklaracja wylądowała w koszu na śmiecie.

Przecież nie będę się starał i na każde zawołanie raportował do skarbowego jak tylko jakiś zespół kolesi sobie tego zażyczy. Dość tego, nie będę bronił jakiegoś status quo poprzedniej władzy a tym bardziej obecnej.  – Dzisiejsze stanowisko Sądu Najwyższego odbieram jednoznacznie. Jest to dalsze szerzenie się anarchii w naszym kraju. Tak naprawdę zebrał się zespół kolesi, którzy bronią status quo poprzedniej władzy – powiedziała rzeczniczka PiS – u podczas spotkania z dziennikarzami w Sejmie. No, przyznam szczerze, że dawno mnie tak nikt nie zainspirował jak wspomniana wyżej pani Beata.

dziennik pesymistyczny

Przypadkowy z prośbą

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Wygląda pan jak wiking. Taki rezolutny wiking. No, naprawdę, ta broda, bardzo ładna  – zagadnął mnie pewien jegomość usiłując przykuć moją uwagę. Coś jest chyba ze mną nie tak. Coś musi być we mnie, jakaś cecha wyróżniająca mnie z tłumu w sensie pozytywnym lub negatywnym, która powoduje, że notorycznie mnie ktoś na ulicy zaczepia i chce porozmawiać. Co ich tak przyciąga, skoro ja robię wszystko żeby przemknąć ulicą niezauważony? Naprawdę nie wiem.

– Przepraszam, przepraszam proszę pana, niech się pan na chwile zatrzyma, czy możemy chwilę porozmawiać? – usłyszałem i choć udawałem, że to nie do mnie to jednak byłem na sto procent pewny, że chodzi właśnie o moją osobę. Prawie każdego dnia spotkam kilku nowych przypadkowych znajomych którzy usilnie chcą chwile ze mną porozmawiać. Przechodziłem jedną z najbardziej ruchliwych ulic w moim mieście. Wokół mnie kłębił się nieprzebrany tłum. Matki z dziećmi. Osoby świeckie i duchowne. Mundurowi i ci w cywilu. Zabiegani biznesmeni z przyklejonymi do ucha telefonami. Panie i panowie w różnym wieku.  Młodzież szkolna i osoby starsze. Ludziska w garniturach i w strojach roboczych. I ci wyglądający zamożnie, i tacy w stroju przeciętni. Biedni i bogaci. Różni, jak to na ulicy. Cały przekrój społeczeństwa. Ale to właśnie mnie ten jegomość postanowił zaczepić. Ot takie moje szczęście lub może nieszczęście.

– W jakiem miesiącu się pan urodził? Jaki jest pana znak zodiaku jeśli mogę wiedzieć?  – zapytał ni stąd, ni zowąd mój nowy przypadkowy rozmówca, gdy już skutecznie zagrodził mi drogę własną osobą. Był to pan w wieku około czterdziestu kilku lat. Twarzy gładko ogolona, włos zwichrzony i nastroszony wystawał z pod czapki uszatki. Ubranie zmęczone, nie nowe, ale schludne.

– Witam pan – wysunął ku mnie dłoń, którą uścisnąłem niechętnie. – Jest pan z początku roku, urodził się pan w pierwszych miesiącach roku? – dopytywał. – Wie pan ja się trochę interesuje numerologią, więc mnie takie rzeczy ciekawią. – To rozumiem, ale ja się straszliwie spieszę, ja muszę już iść, czekają na mnie – starałem się znaleźć odpowiednie kłamstwo, aby się uwolnić od niespodziewanego rozmówcy. Jednak nic to nie dało. Z grzeszności udzieliłem mu więc informacji, co do miesiąca urodzin. A gdy zbierałem się podać kolejny powód usprawiedliwiający moje pospieszne oddalenie usłyszałem kolejne pytanie: – A czytał pan Biblie?

No, to wpadłem pomyślałem. Teraz się nie uwolnię. Co było robić? Rozmawiałem czy raczej słuchałem. Po powierzchownym omówieniu kilku zagadnień teologicznych mój interlokutor postanowił skomentować jeszcze problemy współczesnego świata. Wspominał też o filozofii, literaturze oraz ogólnie pojętej sztuce. Nasza rozmowa polegała na tym, że osobnik stojący przede mną mówił a ja przytakiwałem, co najwyżej odpowiadałem zdawkowo lub starałem się znaleźć odpowiednią wymówkę, która pozwoliłaby mi odejść od natręta. I w taki to sposób gawędziliśmy kilka minut.

– Wie pan, mam taki kłopot, coraz mniej znam ludzi w tym mieście, a z panem się tak miło rozmawia. Czasem jest w człowieku taka potrzeba żeby, pan rozumie. A tu akurat mam taki kłopot w którym mógłby mi pan pomóc. Czy może mi pan dać złoty siedemdziesiąt – wyrecytował prawie jednym tchem i tym samym doszedł do sedna sprawy, która miał do mnie. Oczywiście dałem. Zawsze daje jak mam. Ale muszę przyznać, że tym razem ten pan naprawdę zarobił na te drobne. Porozmawiał o filozofii, numerologii, Biblii, sztuce, literaturze, polityce i dopiero po tym przeszedł do prośby o dotacje. Dałem te złoty siedemdziesiąt z prawdziwą przyjemnością.

dziennik pesymistyczny

Jestem rybą w mętnej wodzie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ile to się to człowiek może dowiedzieć z przemówienia polityka o sobie samym. Ileż to prawd objawionych można usłyszysz z ust państwowego przywódcy o własnym narodzie, o jego prawdziwej historii, a także o własnym życiu. Niby człowiek wie najlepiej gdzie żył i jak żył, ale okazuje się, że są to tylko mrzonki, bo zawsze znajdą się tacy co zawsze wiedzą lepiej jak było naprawdę. Egzystowałem sobie w błogiej nieświadomości od dziesięcioleci, aż tu nagle i zupełnie niespodziewanie zostałem uwolniony z mroków własnego nieuświadomienia. Przyszedł ten właściwy i wymodlony prezydent, przemówił i ujrzałem prawdę, a z oczu mych opadły łuski niewiedzy. I ujrzałem światłość prawdziwej dobrej zmiany. Teraz już wiem, żyłem przez długie lata bez prawdziwej niepodległości i w braku tej prawdziwej suwerenności nie zdając sobie zupełnie z tego sprawy. Za to teraz będzie znacznie lepiej, bo on, nasz przywódca, oraz jemu podobni postarają się o to żebym nie miał co do tego żadnych wątpliwości.

Urodziłem się w Polsce. Zostałem ochrzczony w katolickim kościele.  Uczęszczałem do polskiej szkoły, gdzie na ścianie wisiało polskie godło państwowe a przed budynkiem powiewała polska flaga. Uczęszczałem też całkiem legalnie na lekcje religii. Co niedziela rodzice prowadzili mnie całkiem otwarcie do kościoła.  W szkole podstawowej nauczyłem się polskiego hymnu i wielu innych patriotycznych pieśni.  Gdy tylko uzyskałem minimum samoświadomości, wiedziałem już o tym, że jestem Polak mały, a mój znak to orzeł biały. Przez chwile nawet nie wątpiłem, że mieszkam w polskiej ziemi, miedzy swymi, ale o jednym nie wiedziałem, że przyszło mi żyć kilkanaście lat w „braku prawdziwej niepodległości i suwerenności”. Fakt, nie wszystko wtedy było dobre. Więcej było złego niż dobrego. Ale twierdzenie, że Polsce na prawie pięćdziesiąt lat, bez jej woli i świadomości jej obywateli, zrobiono przerwę we własnym istnieniu jest –  mówiąc najłagodniej – nieporozumieniem.

– Urodziłem się w państwie bezprawia, urodziłem się w państwie, gdzie wygodnie i dobrze mogło żyć się tylko takim, którzy lubią łowić ryby w mętnej wodzie; ja marzyłem o państwie silnego prawa, którego obywatel może być pewny, bo nie zależy od niczyjego kaprysu czy widzimisię – powiedział prezydent przywołując słowa marszałka Piłsudskiego. Nie wiem, jak prezydent, ale ja od zawsze miałem wrażenie, że żyje w państwie bezprawia „gdzie wygodnie i dobrze mogło żyć się tylko takim, którzy lubią łowić ryby w mętnej wodzie”. Zmieniał się system prawny, polityczny i gospodarczy. Zmieniały się rządy. Ale państwo trwało i się nie zmieniało. Zawsze był przywódca. Zawsze był rząd i jego prawa. Zawsze byli nadzorcy w mundurach i ci działający skrycie bez mundurów.  Zawsze byli obywatele i ich obowiązki. Zawsze byli politycy. Zawsze byli urzędnicy. Zawsze była elity władzy. To że się od czasu do czasu zmieni ten czy inny na stanowisku czy we władzach, to nie znaczy, że wszystko się zmienia. Nadal jest ta sama mętna woda gdzie żyje się dobrze „tylko takim, którzy lubią łowić ryby w mętnej wodzie”. Słowa marszałka są wiecznie żywe i to jest smutne. A ja nadal czyje się jak ryba w mętnej wodzie, którą ktoś próbuje złowić.  Usilnie dręczy świadomość, że „polityka historyczna” odłowi mnie i  uświadomi, że słowa Piłsudskiego odnoszą się do czasów minionych, a nie do czasów dobrej zmiany. A będzie tak, bo taki jest kogoś kaprys czy widzimisię.

dziennik pesymistyczny

Weźmy się i zróbcie

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Przynieście polskie flagi w niedzielę, czeka was niespodzianka, będziecie musieli wziąć tę niespodziankę na siebie – tak ponad dwa lata temu w Rio de Janeiro kardynał, metropolita krakowski, mówił do zgromadzonych na papieskiej mszy Polaków. No i po dwóch latach okazało się, że faktycznie za zapowiadaną niespodziankę, czyli za Światowe Dni Młodzieży, które odbędą się w Krakowie w 2016 roku zapłacą wszyscy podatnicy.

– To, co dotyczy Kościoła, liturgii, ołtarzy, spraw religijnych, Kościół bierze na siebie. Inne wydatki, miedzy innymi organizacja miejsc, inwestycje w drogi, to sprawa nie nasza, tylko samorządów – powiadomił społeczeństwo kardynał na dziesięć miesięcy przed planowaną przez kościół imprezą. I jak tu nie wierzyć w proroctwa hierarchów kościoła. Zapowiedział niespodziankę i niespodzianka jest. Zapowiadał, że za kościelną imprezę zapłacą wszyscy, wierzący i niewierzący? Zapowiadał i słowa dotrzymał. Strona kościelna załatwi co tam potrafi najlepiej, czyli śpiewy i modlitwy a inne wydatki to już nie oni, to już bardziej ci świeccy.

To tak jakbym zaprosił moich znajomych na imprezę, od razu zaznaczyć, że ja na siebie biorę tylko sprawy duchowe, to znaczy mogę dla nich zatańczyć i zaśpiewać a sprawy dojazdu, jedzenia i picia, ewentualnego noclegu, obsługi, sprzątania oraz transportu i wszystkiego co wiąże się z udaną i bezpieczną imprezą weźmie ma siebie jeden z przyjaciół, o czym go właśnie powiadamiam. Wiem, że moim porównaniem zapewne obrażam uczucia religijne, szkaluje i szydzę, ale nic na to nie poradzę, że ta sytuacja tak właśnie wygląda.

W połowie września odbyła się nadzwyczajna sesja rady miasta Krakowa. Na której radni usiłowali dowiedzieć się od urzędników miejskich oraz od reprezentującego stronę kościelną księdza, jaki jest przewidywany budżet Światowych Dni Młodzieży. Rajcy krakowscy starali się dociec ile na imprezę organizowaną przez kościół wyłoży Archidiecezja Krakowska, a ile będzie musiał dołożyć samorząd. Na zakończenie sesji ustalono jedynie, że pieniędzy na organizacje Światowych Dni Młodzieży jest za mało i że trzeba poprosił o pieniądze rząd.

Tak dokładnie to chyba nikt nie wie ile samorząd czy państwo ma dopłacić do kościelnej imprezy, bo szacunki są różne. Według doniesień prasowych brakująca kwota to około 80 milionów złotych. Zadziwia mnie po raz kolejny arogancja hierarchów kościoła, którzy organizując imprezę religijną kompletnie ignorują fakt, że ich na nią nie stać. Nie przejmują się wydatkami, bo wiedzą że nikt nie śmie się im przeciwstawić. Żaden polityk nie chce zadzierać z kościołem, więc urzędnicy sypną groszem, choćby nawet niechętnie.

– W krajach biednych nikt się nie pytał, ile będą kosztowały Światowe Dni Młodzieży. Tylko w krajach bogatych. Oznacza to, że Polska należy do krajów bogatych – rzekł kardynał, metropolita krakowski. Czyli stać nas, to znaczy ich na organizacje imprezy w myśl zasady: weźmy się i zróbcie.