Administracja nakręcana kluczykiem
Już kilkukrotnie pisałem w tym miejscu o tym, że wszystko na to wskazuje, że my jesteśmy dla państwa a nie ono dla nas. Ale z moich obserwacji wynika, że to, co dotyczy instytucji centralnych dotyczy też urzędów i firm użyteczności publicznej nie z wyżyn władzy, ale takich bliższych nam nawet w sensie geograficznym. Podejrzewam, że wiele osób żyje w przekonaniu, że spółdzielnie mieszkaniowe, które administraturą naszymi kamienicami robią to dla nas. Bo przecież jak już za krwawicę życia kupiliśmy mieszkanie, to najczęściej z dobrodziejstwem inwentarza dostajemy zarządcę, któremu płacimy czynsz za to żeby się nami opiekował. Wywoził śmieci, zmieniał żarówki na klatce schodowej, zamiatał, mył okna, czyli ogólnie administrował i zarządzał. I wszystko jest dobrze, jeśli wykonuje minimum. Jednak czasami przychodzi zima. I jak to o tej porze roku bywa, z nieba pada śnieg. A jak pada to białą kołderką pokrywają się chodniki i parkingi osiedlowe.
Tu zaczynają się schody. Choć jeśli idzie o schody tak w sensie dosłownym, to wszystko jest w porządku przed moją kamienicą. Pan Zenek, który z nadania spółdzielni dzielnie walczy ze śniegiem łopatą i miotłą usuwa ze schodów i chodników śnieg oraz regularnie posypuje je piaskiem. Walczy z wielkim zapałem i poświęceniem z zimową aurą. Ale choć mi czasem pan Zenek, dozorca nasz ukochany wygląda na herosa, to nie dałby rady z wielkim parkingiem, na który spadło od początku zimy z kilka ton śniegu. Spodziewałem się, że jak kiedyś w dawnych latach, gdy zima też zaatakowała z taką siłą jak dziś, pojawi się przed moją kamienicą sprzęt odśnieżający i zawalczy z białym szaleństwem. Ale nic z tego. Od soboty, codziennie rano, wykuwałem z bryły lodu samochód z gracją godną rzeźbiarza, i następnie łopatą zakupioną za własne pieniądze w pobliskim supermarkecie, wykopywałem sobie tunel w zwałach śnieg. Po wielu minutach walki ze śniegiem i lodem udawało mi się w końcu opuścić parking.
I tak mnie magle tknęło podczas tych zapasów z zimową aurą. Przecież administracja mojej kamienicy ma w obowiązku oczyszczanie parkingu! Może by tak zainteresować się, dlaczego to ja muszę tak codziennie rano trenować jazdę ekstremalną oraz ćwiczyć kondycję z łopatą w dłoni, kiedy to w obowiązkach mojej spółdzielni, leży odśnieżania parkingu przed moim domem. Ale że ja nie jestem zdatny do rozmów z urzędnikami, nawet na tak niskim szczeblu jak administracja, bo mnie zaraz cholera bierze, nasłałem na nich moją dziewczynę. Kobietę z natury łagodn, ale konsekwentnie dążącą do celu. Zadzwoniła ona do administracji i jej rozmowę telefoniczną spróbuje w skrócie przytoczyć. – Czy można prosić o odśnieżenie parkingu, bo od soboty regularnie zakopują się na nim samochody mieszkańców i klientów firm i sklepów wynajmujących pomieszczenia w naszej kamienicy – zagaiła rozmowę moja dziewczyna. – Dobrze, ale trzeba by wynająć firmę zewnętrzną – stwierdziła pani z administracji. Po czy nastała cisza w słuchawce. – To czy ja mam tą firmę wynająć? – Zapytała moja konkubina (kocham to określenie) myśląc, że ta cisza w słuchawce to jakaś sugestia. – Oczywiście, że nie – padła odpowiedz – My ją wynajmiemy. Ale to kosztuje – kontynuowała pani z administracji. Po czym znów zapadła cisza. – To może ja mam zapłacić – spytała moja dziewczyna. – Nie, my – odparła przedstawicielka spółdzielni. – No to, kiedy można się spodziewać reakcji? – padło pytanie. – No, musiałabym wpisać panią na listę – padła odpowiedź od przedstawicielki zarządcy kamienicy. – To niech pani wpisze – zaproponowała moja dziewczyna. – Dobrze wpiszę, ale lista jest długa – padła odpowiedź. I tak mniej więcej rozmowa toczyła się w takim tonie i takim stylu z dziesięć minut. Strony, czyli moja dziewczyna i miła pani ze spółdzielni ustaliły w końcu, że zostanie parking odśnieżony jak tylko zatrudni spółdzielnia firmę i jak przyjdzie nasza kolej na liście.
Jakie było nasze zdziwienie, gdy po powrocie do domu na drzwiach klatki schodowej zobaczyliśmy ogłoszenia, w którym nasza kochana administracja uprzejmie informowała o tym, że jutro rano rozpocznie się maszynowe odśnieżanie parkingów i uprasza się uprzejmie lokatorów o usunięcie z placu boju swoich pojazdów. Czyli można! I to jak szybko! Należy też wspomnieć, że już od dzisiejszego poranka rozpoczęło się wielkie odśnieżanie zgodnie z zapowiedzą z ogłoszenia. No i wszystko jest dobrze i czego tu się czepiać? Ano tego, że denerwuje mnie to wieczne popychanie palcem do działania naszych instytucji. Nikt nie mógł się domyślić samodzielnie, że jak jest zima to i padający śnieg. A jak napada to zalega na parkingach. Instytucje użyteczności publicznej bardzo często u nas trzeba jakby włączyć do działania. Nie ma co liczyć na ich samodzielność czy domyślność. Jak u nas nie wykonasz telefonu, nie postraszysz panem redaktorem z telewizji to nic nikt nie zrobi tak sam z siebie. A przecież powinien. U nas instytucje często przypominają zabawkowego zajączka na kluczyk. Jak nie nakręcisz sprężyny to z miejsca nie ruszy. Na koniec z tego miejsca chciałbym podziękować mojej administracji za zrobienie rzeczy, która zimą jest oczywista, czyli za odśnieżenie parkingu. Tylko, dlaczego ja miałem ich to tego wysiłku nakręcić jak zabawkę kluczykiem.
