dziennik pesymistyczny

Zabronione zgodnie z prawem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 3

W Polsce jest tak, że co nie jest zapisane w przepisach to od razu, tak z założenia, staje się zakazane. Pewna pani minister z naszego jaśnie oświeconego rządu, w rozmowie z dziennikarzem twierdziła, że nie może obywatel wykonywać pewnej czynności, bo nie ma do tego odpowiednich przepisów prawnych. Nieważna jest tu ta czynność, której dyskusja dotyczyła, ważne jest tu to, że nie wolno, bo jeszcze nikt nie pomyślał o regulacjach ustawowych. Czyli, jeśli nikt nie wydał pozwolenia na oddychanie to zgodnie z tym rozumowaniem nie wolno byłoby oddychać, bo nie ma na to odpowiednich rozporządzeń.

 

Tak naprawdę, to chyba nikt nie wie do ilu przepisów mamy się stosować. Każdy prawie aspekt naszego życia jest uregulowany zakazami i nakazami. A co najciekawsze, jesteśmy zaszachowani jeszcze jednym nakazem. Tym, że nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności za jego naruszanie. Czyli w zasadzie powinniśmy przed każdą czynnością dokładnie przestudiować wszelkie kodeksy i leksykony prawne w poszukiwaniu odpowiednich dekretów, które odnoszą się do tego, co zamierzamy wykonać. Bo jak nic może to być zakazane. U nas w zasadzie wszystko, co nie jest dopuszczone specjalnym pozwoleniem jest z automatu zakazane.

 

Nie wolno deptać trawników, nie wolno głośno słuchać muzyki, nie wolno się za głośno w kinie śmiać, nie wolno śmiecić, nie wolno palić, nie wolno pić w miejscach publicznych, nie wolno wszystkiego tak ogólnie, a co jednak wolno, to jest o tym mowa w specjalnym pozwoleniu. Oczywiście jest wiele słusznych zakazów, których stosowanie ułatwia nam nasze życie. Powoduje, że nie przeszkadzamy sobie wzajemnie. Powyższe przykłady miały tylko pokazać, że wiele spraw nawet tak oczywistych, że są oczywiste – jak chce klasyk – jest u nas uregulowanych prawnie. Mam takie wrażenie, że państwo reguluje nasze życie w prawie każdym jego przejawie. Nie tylko, jeśli odnosi się do naszego współuczestniczenia w życiu społecznym. Ale nawet wtedy, jeśli odnosi się to tylko do naszej osoby i nie ma najmniejszego wpływu na życie innych ludzi, naszych współobywateli.

 

U nas w każdym urzędzie w zasadzie nic nie można uzyskać tak od razu, bez czekania. Na początku każdej naszej interakcji z urzędem musi się znaleźć nasze podanie o łaskawe rozpatrzenie naszej prośby. Najlepiej jest, jeśli mamy do tego naszego podania jeszcze kilka podkładek z wyciągiem odpowiednich przepisów, żeby urzędnik nie musiał się męczyć i sprawdzać czy przypadkiem nie chcemy zrobić czegoś, czego nie wolno. Jak już złożymy odpowiednie podanie, poprzemy to stosem pozwoleń i uzyskamy tysiące podpisów i jeszcze więcej pieczątek to może się zdarzyć, że nie będziemy mogli czegoś zrobić, … bo nie ma ku temu odpowiednich ustaw. Czuję się jakbym żył w krainie pieczątkowców, do której trafił kiedyś bohater bajki, którą pamiętam z dzieciństwa.

 

Mój znajomy urodził się i wychował w jednym z zachodnich krajów europejskich, gdzie przepisy prawne są stare jak ten kraj właśnie. Gdzie obowiązują nadal prawa, które zostały uchwalone setki lat temu. Otóż ten mój znajomy przekonywał mnie, że u niego w ojczyźnie wszystko, co nie jest zabronione jest w zasadzie dozwolone. A u nas? U nas jest odwrotnie. Wszystko jest z założenia zabronione. Chyba, że jest dozwolone odpowiednimi przepisami. Jesteśmy, więc skazani na życie w Krainie Pieczątkowców – z kompletnym zakazem na wszystko. Chyba, że złożymy podanie i uzyskamy stosowne zezwolenia.

 

dziennik pesymistyczny

Bezstronne i neutralne

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Władze publiczne w Rzeczpospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym. To nie jest cytat z radykalno – lewackiej broszurki. To zdanie pochodzi z najważniejszego aktu prawnego, jakim jest Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej.  Na podstawie tego konstytucyjnego zdania mogę chyba wysnuć wniosek, że w Polsce istnieje rozdział państwa od kościoła. Że to, co publiczne, państwowe jest neutralne światopoglądowo a co jest kościelne, wyznaniowe jest sobie wolne i niezależne, i całkowicie oddzielone od spraw państwa i jego obywateli. Takie mam odczucie, kiedy czytam odpowiednie artykuły naszej konstytucji, ale nie mam już takiego przekonania, co do neutralności światopoglądowej naszego państwa, jeśli obserwuję życie wokół mnie.

 

W ostatnich dniach Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy dotyczące wliczania ocen z religii do średniej na świadectwie są zgodne z ustawą zasadniczą. No i zgodnie z zasadą nie dyskutowania z wyrokami sądów na tym powinienem zakończyć. Jest takie prawo i nie mam zamiaru podważać kompetencji Trybunału. Sędziowie tak zdecydowali i już. Ale chciałbym tylko tak ogólnie zwrócić uwagę, że po prostu nie rozumiem jak to się ma do tego rozdziału państwa od religii. Od religii rzymsko – katolickiej, bo co do innych wyznań państwo nasze, jest jak najbardziej, a nawet z przesadą bezstronne, obojętne i neutralne. Jeśli państwo jest neutralne wyznaniowo to jest i już i nie powinien nikt mieć, co to tego żadnych wątpliwości. A u nas z jest z goła odwrotnie. Każdy zastanawia się jak w zastałej sytuacji na siłę upchnąć państwo prawie wyznaniowe w konstytucyjne ramy światopoglądowej neutralności. Krzyże w sejmie, w urzędach, szkołach, w gminie i w stolicy wiszą sobie w bezstronnych wobec przekonań religijnych instytucjach państwa. I to z poparciem prezydenta, który skwitował wyrok trybunału w Strasburgu słowami, że: „ nikt nie będzie w Polsce przyjmował do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży, nie ma, na co liczyć.

 

A teraz nasz Trybunał konstytucyjny potraktował religię jak każdy inny przedmiot fakultatywny i zgodził się na dalsze obowiązywanie rozporządzenia wydanego w czasach, gdy ministrem edukacji był Roman Giertych, a mówiącego o tym, że religia, jako przedmiot będzie nadal wliczana w średnią z ocen na świadectwie szkolnym. Ciekawe czy oceny z innych zajęć szkolnych, też fakultatywne, takie jak grupa teatralna czy może sportowa też są wliczane w średnią ocen na świadectwie?  I tak oto Trybunał stojący na straży konstytucji uznał, że zgodne z jej zapisami jest to, że w polskiej szkole pod wiszącym na ścianie krzyżem będzie się wystawiać stopnie z religii. Czyli faktycznie jest teraz przyzwolenie na to, że w neutralnej światopoglądowo instytucji państwowej można będzie uczniowi wystawić ocenę za zaangażowanie w życie wspólnoty religijnej. Dostanie szóstkę za uczestniczenie w mszach świętych czy za wyprawę na pielgrzymkę do Częstochowy. Ja jednak zostanę przy swoim twierdząc, że rozporządzenie, o którym teraz wypowiadał się Trybunał jest jednak sprzeczne z konstytucyjną zasadą bezstronności władz publicznych oraz z ustawą o wolności sumienia i wyznania, oraz nijak ma się do zasady bezstronności władz publicznych w sprawach przekonań religijnych.

 

Ale jak to często bywa, spory o młodzież i ich wychowanie swoja drogą, a młodzi ludzie i tak wiedzą swoje i często wybierają drogę na skróty. Kiedyś, gdzieś wyczytałem, że w miastach centralnej i zachodniej części kraju z uczęszczania na lekcje religii rezygnują nawet wierzący i praktykujący uczniowie. Jak to często bywa o rezygnacji z katechezy decyduje przede wszystkim lenistwo lub chęć bycia innym, czyli tym, co to nie chodzi na religię, bo inni tam uczęszczają. Z tego samego tekstu z gazety pamiętam, że prawie połowa młodzieży szkolnej nie uczestniczy w lekcjach religii. Potwierdzają to badania kościelne. Uczniowie pojęli, że teraz będą musieli na ocenę zapracować. To znaczy, że będą musieli opanować przewidziany program, że będą z tego oceniani i będzie coś od nich wymagane. Zgodnie z zasadą nie przysparzania sobie dodatkowego zajęcia, z uczestnictwa w katechezach po prostu zrezygnowali. I w ten sposób życie dopisało swoje do światopoglądowego sporu.

 

dziennik pesymistyczny

Jednym telefonem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Dali mu paszport! Tak, ale pamiętaj po czyim telefonie mu dali…. Pamiętasz drogi czytelniku scenę z pewnej polskiej komedii, w której pada ta właśnie odpowiedź na wątpliwości pewnej pani – bohaterki tego filmu – związane z przyznaniem paszportu osobie, która normalnie na ten dokument w mrokach komunizmu nie miał szans. Takie to były czasy, że jeden telefon z wysokiego biura lub właściwego urzędu, otwierał wszelkie drzwi i przyspieszał wiele sprawy. Upłynęło wiele czasu od tych lat, o których opowiada komedia. Wydawałoby się że zdanie, które cytuję na wstępie tego tekstu jest już nie aktualne. No i może tak właśnie jest, jeśli chodzi o paszporty. Taki dokument ma teraz każdy w domu i nie koniecznie trzeba mieć poparcie z właściwego telefonu, aby go otrzymać.

 

Sprawy dotyczące paszportów faktycznie się zmieniły. Ale ponadczasowa i wiecznie żywa jest instytucja telefonu z ważnego miejsca, urzędu lub od wyniesionej ponad szare masy osobistości, który w sposób błyskawiczny załatwia to, co do tej pory nie było możliwe do załatwienia. W Polsce zmienił się nawet ustrój polityczny. U władzy są całkiem inni, nowi ludzie, ale jak widać mentalność się nie zmieniła. Jak u nas jest w gminie źle i nie można na to nic poradzić, bo urząd jakiś taki powolny, to wystarczy zadzwonić do pani redaktor z telewizji, lub do pana redaktora z gazety. Opowiedzieć, z czym mamy problem i jeden telefon z właściwej redakcji załatwi to, co do tej pory było nie do załatwienia w naszej gminie.

 

I mogłoby się wydawać, że problem ważnych telefonów załatwiających sprawy od ręki dotyczy tylko prowincji i maluczkich urzędników paraliżowanych przez głos w słuchawce należący do wielmożnych panów ze stolicy.  Ale jak uprzejmie doniosła mi telewizja, wystarczył jeden telefon do naszego premiera, a już nasi żołnierze szykują się do zwiększenia polskiego kontyngentu w Afganistanie. Wystarczył jeden telefon prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy, aby już następnego dnia wiadomości telewizyjne podały, że istnieje możliwość, iż nasze wojska zamiast wycofać się z wojny raczej się w nią bardziej zaangażują. Tu w kraju, siedemdziesiąt procent społeczeństwa nie chce obecności Polaków na tej wiecznej wojnie. Trwa nieprzerwana dyskusja o tym, że powinniśmy się z tej wojny jak najszybciej wycofać, a tu telefon z Waszyngtonu, jeden telefon wszystko zmienia. Jest nowa strategia sił NATO w Afganistanie! Ale pamiętajmy po czyim telefonie ona powstała… ta strategia.  

 

Zadziwia mnie, że niektórzy ludzie potrafią załatwić wszystko jednym telefonem. To niesamowita umiejętność tak zadzwonić i podczas jednej rozmowy załatwić sprawę tak ważną, że inni potrzebują na to samo kilkunastu spotkań twarzą w twarz. Jeszcze bardziej chciałbym mieć taką moc, że wystarczyłby mój jeden telefon, a już sprawa zaczęłaby być załatwiana, od razu nabierałaby tempa i oczywiście znalazłaby swój szczęśliwy finał. A impulsem do przyspieszenia byłby właśnie ten jeden, ważny telefon z mojej strony. Ale wiem, że ja to nie prezydent USA. Jo to najwyżej mogę tu sobie ponarzekać, że nikt nie pyta mnie o zdanie w sprawie wojny w Afganistanie. Ja to się tylko mogę przyglądać jak wystarczył jeden telefon do naszego premiera i już sprawa, która nie bardzo była do załatwienia w krótkim czasie od razu nabrała tempa. Czyli jak już pisałem, jeśli nasi znów pojadą na wojnę i tam będą ginąć to należy pamiętać po czyim telefonie tam pojechali.  

 

 

dziennik pesymistyczny

Rok bezrobotnego życia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 14

Spotkałem niedawno kolegę z czasów tak dawnych i tak odległych, że przez pierwsze kilka minut naszej przypadkowej rozmowy na ulicy zastanawiałem się, kto to taki i skąd on mnie zna. Z twarzy był zupełnie niepodobny do nikogo. A jednak wydawało mi się, że go znam. No i on mnie znał na pewno. I nagle rozjaśniło mi się w głowie i już wiedziałem, i już mi się skojarzyło, i już pamiętałem skąd to się znamy. Nie widzieliśmy się około dwudziestu lat. Bo kolega wyprowadził się z mojego prowincjonalnego miasta do wielkiego świata stolicy. A tu taki traf szczęśliwy, że spotkaliśmy się po latach na ulicy naszego rodzinnego grodu.

 

Pamiętam kolegę z czasów, gdy każdy dzień był dla nas walką o lepsze jutro dla nas oraz dla naszego przyszłych pokoleń. Słownej głównie walki, ale zawsze walki. Że tak grubo o tym boju, że przesadą i górnolotnie? Jak się ma naście lat to każda walka wydaje się ostatecznym starciem z siłami zła. A mój znajomy był wielce zaangażowany w działalność dla dobra i wolności nowej Polski. Z wielką werwą wyrywał murom zęby krat. Zrywał kajdany, łamał bat. Licząc, że mury dzięki niemu runą, runą, runą i pogrzebią stary świat! Czyli uparcie i wcale nie skrycie, wierzył w nowy lepszy świat kapitalistycznej, nowej wolnorynkowej, pluralistycznej i antykomunistycznej, świętej, z orłem w koronie, patriotycznej wolnej Polski.

 

Pamiętam też nasze wielkie spory o kształt nowej odrodzonej Rzeczpospolitej. O to, jak ma wyglądać i jakie ma to być to NASZE nowe państwo. Było nas kilkanaście osób rozpolitykowanych ponad miarę, i jak to często z Polakami bywa, każde z nas miało na tę naszą ojczyznę inną receptę. Byli wśród nas i radykalni wielbiciele wolnego rynku, i syndykaliści, narodowcy, anarchiści, socjaliści, centrowcy a nawet monarchiści. Łączyło nas jedno – nienawiść do systemu, w którym przyszło nam spędzić bardzo wczesną młodość oraz wielka nadzieja na nowe juto. Na lepszy, przyjaźniejszy świat. Dzieliły nas bardzo poglądy polityczne. I na tym punkcie dochodziło do wielkich i gorących sporów.  Nigdy jednak nie miało to nic wspólnego z obrażaniem i nienawiścią tak bardzo obecną w polskiej polityce po wielkiej zmianie. Byliśmy przyjaciółmi, którzy dyskusje traktują, jako formę rozrywki, z której przy pewnym szczęściu da się przeciągnąć dyskutanta na swoją stronę. Trafną argumentacją przekonać go do zmiany poglądów. 

 

Jak go tak zobaczyłem na ulicy i jak już ustawiłem go w mojej pamięci w odpowiednim czasie i przestrzeni, jak już powiązałem go z jego dawnymi poglądami to zadałem mu tradycyjne dla Polaków pytanie: co słychać? Spodziewałem się, bo go tak jakoś łączyłem w pamięci z sukcesami w szkole i na studiach, że odpowie coś w stylu: wspaniale! Niekończące się pasmo sukcesów! Bo przecież tak zawsze entuzjastycznie wypowiadał się o tym kapitalistycznym świecie, co to dla niego miał być tym, czym woda dla ryby. A tu spotkała mnie wielka niespodzianka. Usłyszałem bardziej charakterystyczną dla Polaków odpowiedź: fatalnie.

 

I co się stało? Przecież miało być tak pięknie?  A tu to fatalnie?! Wolny rynek, twarde zasady biznesu? A tu fatalnie! To ja miałem przecież pesymistyczne spojrzenie na to, co w Polsce tworzyło się w z radosnym przyzwoleniem władzy. To ja nazywałem nowy system dziewiętnastowiecznym krwiożerczym kapitalizmem a on mnie wyśmiewał, że ze mnie taki nieoświecony, co to nie rozumie, że zawsze powinno istnieć kontrolowane bezrobocie dla przykładu. I właśnie to fatalnie odnosiło się do tego przymusowego bezrobocia mojego kolegi. A zaczynało się tak pięknie. Studia, pierwsza praca, druga praca, trzecie praca. Szybkie awanse i szybkie pieniądze. Korporacje i szczeble kariery. Kierownikowanie, dyrektorowanie, pogoń za sukcesem i kapitalistyczno – korporacyjne gry wolnego rynku. I nagle jak to mówi pewien mój inny znajomy: dobrze żarło, ale zdechło.

 

I teraz od prawie roku przymusowe bezrobocie z zasiłkiem. I tak mi nagle przyszło do głowy, gdy on tak narzekał i narzekał. Przypomniało mi się to, jak podczas dyskusji sprzed lat wychwalał on, ten mój kolega, zalety kapitalistycznego rynku pracy. Jak on wtedy przed dwudziestu laty perswadował, jak argumentował, jak był nieprzejednany w poglądach. Więc mu wtedy w nerwach powiedziałam: posiedzisz rok na bezrobociu to inaczej będziesz gadał. No i inaczej teraz gada, ten mój kolega z przeszłości.   

 

dziennik pesymistyczny

Untermensch

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 45

Nieudacznik życiowy – to określenie na osobę niezaradną, robi w naszym kraju zawrotną karierę. Każdy, kto z jakichkolwiek przyczyn jest wykorzystywany w pracy, nie potrafi przepychać się z użyciem łokci i pięści do przodu w życiu społecznym, nie chce z różnych przyczyn uczestniczyć w wyścigi szczurów, od razu staje się nieudacznikiem.  Nasza ojczyzna staje się powoli, ale uparcie krainą zamieszkałą przez nadludzi silnych, zaradnych i gnojących ze znawstwem wszystko, co nie przystaje do ich wyobrażenia porządku społecznego. Ta nowa rasa panów z przyzwoleniem i akceptacją państwa, wyhodowała w sobie poczucie wyższości nad tymi wszystkimi, którzy nie przystają do modelu kapitalistycznej doktryny zarabiaj i żyj.

 

Nie masz pracy – jesteś nieudacznikiem, zerem, co to nie potrafi sobie poradzić, bo przecież pracy jest w bród, tylko się schylić. A gdy już schylisz kark i zaczniesz pracować za tysiąc dwieście miesięcznie brutto, to nadal pozostajesz nieudacznikiem, bo przecież nie musisz za tyle tyrać po dwanaście godzeń na dobę. Nowy polski nadczłowiek ma i na do fantastyczne rozwiązanie: znajdź człowieku nieprzystosowany nową pracę, lepszą. Że się nie da? Jak to?! – Wykrzyknie nadczłowiek nadwiślański – przecież jak zaczniesz się rozpychać, jak zaczniesz kombinować, jak zaczniesz biznes na własny rachunek, to od razu jak nic staniesz się jak inni. Nie odstając znajdziesz poparcie rasy panów, bo się do niech przyłączysz.

 

Domek z ogródkiem, samochód twój i żony, dwójka dzieci przynajmniej, ich lekcje tańca, języka angielskiego, niemieckiego, malarstwa i muzyki, wakacje za granicą, a w niedzielę wizyta w kościele. Bo przecież nowy Polak to katolik. Niezbyt żarliwy wprawdzie, no może taki, co to nie bardzo zna i rozumie dziesięć przykazać, ale przecież tradycja zobowiązuje. Nadczłowiek masz swojski ma wrażanie, które go bardzo uwiera, że „w naszym kraju powszechnie panuje przekonanie, że należy pomagać nieudacznikom życiowym. Ogólnie ludziom, którzy sobie nie radzą”. A on przecież nie chce. On nie znosi pomagać. On stosuje zasadę radź sobie sam, a jak nie… no trudno.

 

Szczególnie nie znosi on „wszystkich pijaczków, życiowych degeneratów, całą powszechnie rozwijającą się w zatrważającym tempie patologię”. Nadludzie, życiowi zdobywcy, tryumfatorzy w wyścigu po dostatnie i szczęśliwe życie szczególnie nie znoszą, jak im się przypomina, że nie wszyscy są tak nadzwyczajnie przystosowani do życia społecznego. Całe szczęście, że osobniki takie szczególnie zdolne, dostrzegają jednak potrzebę pomocy matce z szóstką dzieci, co to pracuje i jeszcze wychowuje dzieciarnię w trudzie, znoju i niedostatku. Łaskawie pomaga takim nieudacznikom, bo wykazują oni przecież w ich mniemaniu to minimum, nadające się do resocjalizowania. Bo przecież ona uczestniczy jednak w szczurzym wyścigu po ser.  Odstaje od peletonu, ale jednak biegnie zdyszana.

 

Ale on nowy kapitalistyczny polski nadczłowiek stosuje złotą zasadę, że nic nie ma za darmo. Nauczono go przecież na płatnych studiach mądrości Miltona Friedmana o tym, że nie ma darmowych obiadów! Taki nieudacznik nie radzi sobie w życiu, bo całe życie miał podsuwane wszytko pod nos, i gdy „nieporadniaki stykają się z rzeczywistością i są pozostawieni sami sobie, po prostu nie są przyzwyczajeni do myślenia, bo całe życie, ktoś robił to za nich.” Nadczłowiek takiego postępowania nie znosi. On najchętniej wyrwałby spod nosa nieudacznika to koryto pomocowe, co nauczyłoby ich od razu pozytywnego myślenia i zresocjalizowało do bycia zdobywcą życia.

 

W nowym kapitalistycznym społeczeństwie podludzie powinni o siebie sami zadbać. A zasady etyczne, które nakazują pomagać bliźniemu? No, przecieżświat jest dla ludzi silnych i tylko najbardziej zaradni przetrwają, to jest prawo dżungli a życie to tor z przeszkodami. Ten, kto sobie nie radzi, odpada”. I tak oto nastał Nowy Świat, ale chyba nie dla wszystkich jak widać, bo nadal jest wielu nieudaczników życiowych.

 

 

 

 

dziennik pesymistyczny

Przyczyny wielu chorób…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Każdy, kto pali papierosy i ten, kto jest i zawsze był daleki od wciągania dymu tytoniowego, choć raz w życiu widział jednak napis na pudełku z papierosami informujący, że palenie może być przyczyną wielu chorób. Oczywiście przytoczyłem tu mniej drastyczną i bardziej ogólną informację zawartą na pudełkach z wyrobami tytoniowymi. Bo są też inne bardziej dosadne ostrzeżenia o tym, co nam grozi, jeśli sobie zapalimy. Czy to dobrze, że takie ostrzeżenia są na kartonikach z papierosami? Sam już nie wiem. Jeśli choć jedna osoba zastanowiła się nad tym, co tam napisano i nie zapaliła to dobrze. Ale zaciekawiło mnie to, że istnieje całe grono osób w sejmie i poza nim, które na wszystkim, co popadnie zamieszczałyby informacje ostrzegające o tym, że to, co legalnie kupujemy w sklepie może nas zabić lub przynajmniej przysporzyć nam kłopotów, pod postacią choroby.

 

Ostatni rewelacyjny pomysł z ostrzegawczą informacją należy do pewnego posła z Prawa i Sprawiedliwości, który chciałby, żeby na łóżkach w solarium znalazły się ostrzeżenia analogiczne do tych, jakie znajdują się na paczkach papierosów. Może to taki spóźniony odwet polityczny na byłym pośle Andrzeju, z dawnej partii koalicyjnej PiSu, który to polityk zbudował swój wizerunek wokół opalenizny z solarium właśnie? Możliwe, bo taki opalony przeciwnik polityczny jest bardzo niebezpieczny. Członkowie prawej i sprawiedliwej partii bardzie preferują, bowiem szarzyznę na twarzy i z daleka trzymają się od sztucznego słoneczka. Tak przynajmniej wynika z moich obserwacji polityków poprzez okienko telewizyjne.

 

Tak czy inaczej pomysł z ostrzeganiem o szkodliwości opalania się zamieszczony na łóżku powiększyłby ogromną liczbę zakazów i przestróg, jakie atakują nas na każdym kroku. Inny poseł z Prawa i Sprawiedliwości zapragnął umieszczania ostrzeżeń o szkodliwości nadmiernego picia alkoholu przez młode osoby czy kobiety w ciąży, który powinien jego zdaniem znajdować się na każdym opakowaniach piwa, wódki, wina, szampana, koniaku czy innych trunków tego typu. Czyli mamy sytuację taką, że państwo wydaje zgodę na produkcję substancji, która jest szkodliwa i może prowadzić do licznych chorób.  Następnie zezwala na jej sprzedaż w legalny sposób. Obkłada to wszystko podatkami i akcyzami a na koniec, to samo państwo namawia do niekupowania tych samych produktów i ostrzega przed szkodliwością działania czegoś, co samo zaakceptowało i z czego ciągnie zyski w postaci podatków. Czy tylko ja widzę tu niekonsekwencję?

 

Pan poseł od ostrzeżeń na łóżkach do opalania, poszedł w swej twórczości jeszcze dalej, bo poza naklejkami o szkodliwości proponuje rejestrowanie wszystkich klientów salonów z opalającymi łóżkami. Faktycznie jakże byłoby pięknie dla organów państwowych, gdyby posiadał on w swoich archiwach wszelkie informacje o tym, co pijemy, co palimy i w jakiej ilości, oraz oczywiście jak często chodzimy do solarium. Można by dodać rejestr tych wszystkich, którzy nałogowo grają w kasynach, tych, co to nie mogą żyć bez komputera i tych, co to uprawiają sporty ekstremalne. Bo jak sobie szkodzą, jak stwierdził pan poseł, to nie powinni liczyć na refundowane leczenie.

 

Jaka to oszczędność na państwowej służbie zdrowia! Za dużo komputera – zero refundowanych okularów. Za dużo pijesz i palisz – zapomnij o pomocy. Jedziesz samochodem – to na własne ryzyko, jak masz wypadek to już koniec nie ma możliwości leczenia. I oczywiście na komputerze i na samochodzie powinien pojawić się wielki napis o szkodliwości używania, które może grozić chorobą.

 

dziennik pesymistyczny

Kredytowanie życia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Kilka dni temu wybuchła afera związana z aroganckim zachowaniem pracowników pewnego banku wobec ich własnych klientów, banku, który jeśli za wyznacznik jakości przyjmiemy europejskość to na pewno nie powinien mieć odniesienia do europejskości w nazwie. Już raczej powinien pierwszy człon nazwy tej instytucji finansowej nawiązywać do wulgarności czy grubiaństwa. Chyba wszyscy słyszeli jak pan z windykacji, no może z tym tytułowaniem tej osoby panem to przesada, w niewybredny sposób poniżał i straszył klientów banku zalegających ze spłatą kredytu. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że bank ten reklamował się i chyba nadal reklamuje się sloganem:, co jeszcze możemy dla Ciebie zrobić?

 

Po wysłuchaniu wulgarnych wynurzeń tego pana z windykacji jest możliwa tylko jedna odpowiedź na pytanie z reklamy banku. A najprzyzwoitsza i najmniej grubiańska to ta, że: nic. Już nic nie możecie dla mnie zrobić panowie z europejskiego banku tylko z nazwy. Zastanawiałem się czy nie związać się z wami bardziej, czy może przenieść do was konto, ale po tym, co słyszałem to wypada odpowiedzieć wam tylko na wasze ponawiane po tysiąckroć pytanie reklamowe:, co jeszcze możemy dla Ciebie zrobić? Tylko jednym słowem: NIC!

 

W Polsce istnieje pewna, nawet bardzo dużo grupa społeczeństwa, która nie bierze kredytów tylko dlatego, że chce zaszaleć i kupić nowe auto na przykład. A potem w dogodnych ratach je spłacić. Ludzie ci zmuszeni są do zaciągania kredytów, aby przeżyć kolejny miesiąc. Pieniądze z banku przeznaczają na spłatę zadłużenia w spółdzielniach mieszkaniowych, na rachunki za gaz i za wodę, na jedzenie i na lekarstwa. Oni nie tyle z radości, co z konieczności życiowej stają się dłużnikami. U nas powszechne jest to, że pracownikowi na pełnym etacie płaci się tyle tylko, aby przeżył, albo w zasadzie tyle żeby się urzędnicy nie czepiali. A naprawdę dość trudno jest we współczesnej Polsce przeżyć za pensję minimalną. Więc pozostaje oferta banków. Ich kredyty są łatwo dostępne, więc większość ludzi stając przed wyborem jeść lub nie jeść wybiera jedzenie. Wybiera skredytowane posiadanie własnego domu, oświetlenia w nim, ogrzewania, licząc zapewne błędnie, ale z nadzieją, że ich los się odmieni i spłacą kiedyś to, co teraz pożyczyli.

 

To, że ktoś pożyczył pieniądze z banku i teraz ma kłopot z ich zwrotem nie czyni go jeszcze przestępcą i nie stawia go po za nawiasem społeczeństwa. Chyba najwyższy czas zwrócić uwagę na to, że banki coraz częściej stanowią instytucję pomocy społecznej. Ludzie ratują swoje życie w społeczeństwie poprzez kredytowanie życia w nim. Bo jak wszyscy wiemy bez pieniędzy nie można przeżyć w nowoczesnym społeczeństwie. A nie wszyscy chcą zaraz umierać lub żebrać na ulicy. Zastają banki z ich odczłowieczonym podejściem do klienta. Dla nich to tylko kredyt a nie człowiek. Jeśli jest zaległy – ten kredyt, to trzeba wykonać wszystko, żeby na kredycie zarobić i oczywiście odzyskać to, co się pożyczyło.

 

Dla banku najważniejszy jest zysk i trudno mu się dziwić. Po to jest ta lichwiarska instytucja stworzona i po to istnieje. Ważniejszym tu pytaniem jest to, dlaczego nie można w przypadku, gdy nasze życie w społeczeństwie jest na granicy załamania, zwrócić się z tym problemem do instytucji państwowych? Przecież taki jest sens istnienia państwowości. Po to stanowimy wspólnotę żeby się wzajemnie wspierać i ratować w potrzebie. A u nas? U nas jest tak, że instytucje państwowe wykazują chęć pomocy, gdy już naprawdę jesteś bliski śmierci głodowej. Gdy nie masz już nic i tak naprawdę już znalazłeś się poza granicą życia w społeczeństwie.

 

Czy nie lepiej byłoby pomagać w ten sposób, żeby osoba z przejściowymi trudnościami ekonomicznymi mogła liczyć na kredyt na nie lichwiarskim poziomie? Sam nie wiem. Ale jedno jest pewne. Jeśli jesteśmy skazani na kredyty w bankach, to nie znaczy, że możemy być przez pracujących tam egzekutorów długów, traktowani gorzej niż bydło. To, że mam zaległości w spłatach nie znaczy ze przestaję być człowiekiem i trącę godność.

 

dziennik pesymistyczny

A mnie się to nie podoba i już!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 3

Ja naprawdę nie wiedziałem, że nasz najważniejszy w państwie człowiek, to taka anarchistyczna dusza. Bo to niby na straży państwa i prawa stoi niezłomnie, a tu taki numer! No jak nic anarchista! On się nie będzie stosował do prawa unijnego, bo ono jest w jego przekonaniu niedobre i już! Po sprawie! I jeszcze innych namawia do niestosowania tego prawa. – Nikt nie będzie w Polsce przyjmował do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży, nie ma na co liczyć. Być może gdzie indziej tak, ale w Polsce nie – zapewnił w swym przemówieniu Lech Kaczyński. Nie będzie się on – najwyższy urzędnik  stosował do wydanych zgodnie z prawem europejskim, obowiązującym także w Polsce, wyroków trybunału w Strasburgu, bo on wie lepiej, co dobre. I koniec.

 

Wielokrotnie i bardzo wielu powtarzało mi, że prawa trzeba przestrzegać i je szanować. Że choć wydawać się może nam czasem za surowe, a czasem kompletnie bezsensowne, to jednak jest ono obowiązujące i nic go nie zmieni. Do czasu aż ponownie mądrzy ludzie, wybrańcy narodów zasiądą do jego nowelizacji lub kompletnej zmiany. Niejednokrotnie i znów od niejednej ważnej osoby w tym państwie słyszałem, że po to państwo polskie przystąpiło do unii europejskiej żeby nie tylko czerpać z niej pełnymi garściami dotacje. Poza korzyściami z przynależności dostaliśmy też sporo obowiązków. 

 

Ile to razy wmawiano mi, że są w Polsce przedunijnej przepisy, które powinny być zmienione, bo nie przystają do tych europejskich. Bo choć zdarzało się, że czasami były lepsze, rozsądniejsze to były złe, bo nie unijne. A przecież w unii powinny obowiązywać jednakowe przepisy i prawa, tak dla Hiszpana, Anglika czy Polaka. No i mnie przekonali. Byłem pewien, że jak już zdecydował naród w referendum, że chce do Europy to jednocześnie uznał, że prawo unijne obowiązuje i u nas.

 

Orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który uznał, że w imię świeckiego charakteru państwa, z włoskich szkół powinny zniknąć krzyże, obowiązuje też na terenie Polski. Ale najwyższy urzędnik nie bardzo się z tym prawem zgadza i już zapowiedział, że „nie ma na co liczyć” na stosowanie unijnych wyroków sądowych w Polsce. Czyli jest teraz tak, że są prawa lepsze i gorsze i mogę sobie swobodnie wybierać, czemu mam się podporządkować, a co mi niespecjalnie pasuje. Bo przecież przykład idzie z góry. Podatki nie bardzo mi odpowiadają? Nie płacę. Pan w sądzie czy na lotnisku poddaje mnie szczegółowej kontroli. A to niby, dlaczego? Mnie się to nie podoba i mam prawo protestować i nie zważać, że są jakieś ku temu przepisy uchwalone. Mnie się to nie podoba i już! I zawsze mogę się powołać na to, że przecież to złe prawo i trzeba je zmienić i właśnie zamierzam, a do tego czasu nie będę się do nielubianych praw stosować, bo mi się nie podobają po prostu.

 

Ja się już przyzwyczaiłem do symboli jednej religii w budynkach użyteczności publicznej w z założenia neutralnym wyznaniowo państwie. Nie przeszkadza mi to, choć wydaje mi się to niestosowne. Nie zamierzam przeciwko tej religijnej obecności wokół mnie głośno protestować na ulicy. Ale jeśli zapadnie w tej sprawie zadowalający mnie wyrok trybunału w Strasburgu to ze zrozumieniem uznam go za obwiązujący tak jak ze zrozumieniem przyjąłem poprzednie rozporządzenia w tej sprawie. Nadal będę stał na stanowisku, że sprawy wiary są sprawą prywatną każdego wyznającego obojętnie, jaką religię. Ale nie może być tak, że neutralne wyznaniowo państwo tej neutralności nie przestrzega.

 

 Jak już jestem zmuszony przez systemy państwowe do przestrzegania prawa to przynajmniej dla przyzwoitości oczekiwałbym, że tego samego prawa będą przestrzegać i je szanować najwyżsi urzędnicy państwowi. Bez względu na to czy będzie to prawo wewnętrznie polskie, czy obowiązujące na terenie całej unii europejskiej. I czy będzie to zgodne z ich przekonaniami lub nie. Chcę tyle, albo przynajmniej tyle.

 

 

dziennik pesymistyczny

A może się ich pozbyć?

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Jest taka telewizyjna reklama kostek rosołowych gdzie pani już na samym jej początku, zadaje bardzo interesujące pytanie: a może się tak ich pozbyć? Oczywiście odnosi się to do chęci zlikwidowania przez ową gospodynię, nadmiaru soli i tłuszczu. Ale to tylko reklama koski bulionowej, czy innego środka mającego poprawić smak zup i sosów, to nie jest aż tak ważne. Mnie najbardziej zaintrygowało to panine reklamowe pytanie: a może się ich pozbyć?

 

W niedalekiej przeszłości pewien polityk, który kandydował do sejmu i nawet został premierem dużo mówił o potrzebie likwidacji senatu. Ale o zaletach likwidacji poszczególnych ośrodków władzy ustawodawczej czy wykonawczej mówi się u nas w Polsce dość często i to zazwyczaj wtedy, gdy zbliżają się wybory. Pamiętam jak kiedyś Sojusz Lewicy miał zachcianki kasacji senatu, a już przy następnych głosowaniach zmienił zdanie. Prawie każda z partii w tym kraju raz domaga się zwinięcia wyższej izby parlamentu, a raz jest temu przeciwna. Jedno jest jednak stałe, wielka walka medialna o aktualnie wyznawane poglądy w tej sprawie.

 

Nie ulega wątpliwości, że każdy lub prawie każdy z nas obywateli najjaśniejszej Rzeczpospolitej, miał kiedyś takie myśli w stylu tej pani z reklamy. A może się pozbyć tych posłów, senatorów i całego z nimi związanego wydawania pieniędzy. No dobrze, nie wszystkich posłów, ale dobrym pomysłem byłoby przynajmniej ograniczenie ich liczby. I zawsze jak tylko słyszę o takich pomysłach, to zwiększa się moje zainteresowanie partią, która proponuje takie rozwiązanie. Jak teraz na ten odgrzewany pomysł wpadła po raz kolejny Platforma, to znów mi się tak jakoś raźniej zrobiło i znów odżyła nadzieja, że może tym razem będzie można się ich pozbyć? Ale z doświadczenia wiem, że to mogą być tylko obietnice, bez pokrycia w działaniu. I w tym względzie, że jest to kolejny wybuch promocyjny Platformy, zgadzałam się, choć niechętnie z przedstawicielami Prawa i Sprawiedliwości.

 

Teraz premier zaproponował wprowadzenie systemu politycznego, w którym za państwo odpowiada rząd i premier, pod kontrolą parlamentu, wybieranego według ordynacji większościowej. Prezydent za to miałby być wybierany przez Zgromadzenie Narodowe, a nie jak dotychczas, w wyborach powszechnych. I w zasadzie nie mam zastrzeżeń, bo istniejący system dwuwładzy poza tym, że jest nieefektywny to dodatkowo kosztowny. I znów jak pani z reklamy powtórzyłbym z nadzieją – a może się ich pozbyć?! Ale poszedłbym dalej. Nie tylko ograniczyłbym władzę prezydenta do funkcje czysto reprezentacyjnych, ale nawet rozważyłbym likwidację takiego państwowego etatu. Bo jakież byłyby tego pozytywne skutki. Oszczędności w pieniądzach i w czasie.

 

Mam nadzieję, że obietnice przestaną być obietnicami i przerodzą się w prawdziwe zmiany. A oprócz ostatnich zmian konstytucyjnych zaproponowanych przez premiera, przez sejm przejdą jeszcze inne pomysły, jak na przykład likwidacji Senatu, wprowadzenie okręgów jednomandatowych, zmniejszenie Sejmu. I choć ja nadal mam pozytywne myśli związane z tym -a może się ich pozbyć- to raczej jakieś takie mam przeczucia, że żaden z posłów, senatorów, ani nikt z urzędu prezydenta, nie bardzo będzie nastawiony pozytywnie do tych zmian. Bo przecież jakoś nie mogę sobie wyobrazić entuzjazmu u posłów i senatorów z powodu likwidacji potencjalnych miejsc pracy. Ale powie ktoś, że przecież oni w tej polityce z poczucia troski o naszą Rzeczpospolitą i, że potrafią się wynieść ponad swoje partykularne interesy. Ale ja w to nie uwierzę z doświadczenia. Choć byłoby miło w końcu się pozbyć ich nadmiaru.

 

dziennik pesymistyczny

Maska jest wyrazem duszy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

    

 

Zmarł dziś mój przyjaciel… człowiek mi bardzo bliski… ktoś, kogo mi bardzo będzie brakować… ktoś, kto nie powinien odejść tak szybko… ktoś, kto powinien jeszcze być. Istnieć, życ… dla mnie i dla wszystkich, którzy go kochali i podziwiali… Dlaczego tak jest? Dlaczego?… to nie jest sprawiedliwe …

 

Ten tekst napisałem w styczniu 2007 roku…

 

Jest w naszym mieście artysta, o którym niektórzy „znawcy sztuki” mówią”: – on już zamalował pół miasta, nie ma lokalu w mieście bez jego dzieła. A czy to źle? Na pewno nie ,bo jeśli ktoś jest dobrym artystą i zarazem płodnym to dobrze. Jeśli ktoś wyrażą siebie poprzez sztukę i na jego sztukę jest zapotrzebowanie do bardzo dobrze, dla nas i dla przyszłych pokoleń.

 

 

Paweł Biernacki urodził się w Radomiu.  Jest malarzem samoukiem, bo przecież talentu nie można się nauczyć można go, co najwyżej szlifować.  Malarstwo, rysunek oraz inne formy plastyczne uprawia od ponad 30 lat i dla tych wszystkich, którzy mieli z nim styczność przez te lata jest jasne, że jego warsztat „samouka” coraz bardziej się rozwija. W 1995 roku zostałem przyjęty do Związku Polskich Artystów Plastyków w Warszawie rekomendowany przez Andrzeja Bieńkowskiego.

 

Teraz z właściwą sobie pasja i zaangażowaniem pracuje nad nowym projektem, nad Weneckimi maskami kanałowymi. W jego pracowni, powstało ich dziesiątki, każda z takiej samej plastikowej formy. A jednocześnie Paweł Biernacki poprzez wielobarwność, zmienia je poprzez farby w dzieła jak żywcem przeniesione z Wenecji.  – Każdą jest wycięta z tej samej matrycy a każda jest inna – mówi artysta. Maski i nie powstała jeszcze gondola i jeszcze kilka weneckich szczegółów będą wystrojem na bal „studniówkowy” w radomskim liceum im. Czachowskiego. Następnie, jak wiele prac jego prac, maski trafia na aukcje charytatywne. Będzie je tez można podziwiać w jednym z pomieszczeń skaryszewskiego lokalu „ Cyganeria” gdzie artysta stworzył na potrzeby balu sylwestrowego panoramę Wenecji i właśnie maski będą stanowiły jej uzupełnienie. 

– Praca nad maskami to swoista medytacja nad „gęba ludzką”. Maska jako taka ma zasłaniać nasza prawdziwa twarz, ale zarazem w magiczny sposób przekazywać nasze wnętrze, bo co najważniejsze z nas jest na styku maski i naszej własnej twarzy – mówi Paweł Biernacki.

 

Twórca ten to od lat jeden z najciekawszych i najbardziej płodnych artystów.

Od wielu lat działa w kulturze w takich placówkach jak  Klub Mewa, Wojewódzki Dom Kultury, Wyśmierzycki Dom Kultury, Ośrodek Upowszechniania Kultury czy Galeria Pierrot.  Przez te wiele lat pracy w szeroko rozumianej kulturze dorobił się imponującego grona przyjaciół, wśród nich są tak znane postacie jak: Jacek Bieleński, Bronek Duży, Przemek Greger, Włodzimierz Kiniorski, Jorgos Skolias, Stanisław Sojka czy Tomasz Stańko . Slajdy plac Pawła Biernackiego stanowią często tło i ilustracje koncertów muzycznych tych uznanych gwiazd. Od 1994 roku we wsi Gąsawy Rządowe prowadzę swoją Galerię Autorską Pierrot.