dziennik pesymistyczny

Nowa bitwa warszawska z policyjna asystą

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Widziałem dziś w telewizji wojnę. No może nie od razu wojnę, może tylko bitwę. Bitwę państwa prawa z narodem. Po stronie państwa i prawa był komornik działający z upoważnienia prezydent Warszawy oraz oddziały bojowe z nazwą ochrona na plecach. Po drugiej stronie walczyli kupcy z warszawskich kupieckich domów towarowych.

 

Pierwszą bitwę jeszcze na sali sądowej przegrali kupcy. Tam miasto na czele z niezwyciężoną Hanną prezydent Warszawy odniosło pierwsze zwyciężyło. Dziś rano miałem szanse zobaczyć jak to jest, gdy prawo staje się ciałem. Komornik, którego nie było co prawda fizycznie, ale działał za to na zamówienie prezydent Warszawy, prawo to egzekwował.

 

Oglądałem sobie w telewizji prawdziwa bitwę. Przez czterdzieści pięć minut agencja ochrony atakowała kupców przy całkowitej bierności policji. Widać było wyraźnie, że doszło tam pod halą do narażenia życia i niszczenia mienia. Widziałem w telewizji jak ludzie uciekali po użyciu gazu bojowego. Lekarze udzielali im pomocy, ale to nie wzbudziło w policjantach żadnej reakcji. Na miejscu szturmu nie było komornika, więc nie można było powiedzieć, że ochroniarze działali z jego upoważnienia. Nie było tam żadnego przedstawiciela miasta a gdy już się pojawił zaczął twierdzić, że komornik jest, choć go i jego czynności widział tylko ten jedyny przedstawiciel miasta i nikt inny. Podobno komornik był nawet w budynku hali kupieckiej gdzie z narażaniem życia działał, ale nikt go tam nie spotkał. Choć telewizyjna kamera relacjonowała zamieszki też z wewnątrz hali. Był to najbardziej tajny z tajnych komorników. I tak przez godzinę trwała bitwa warszawska miedzy kupcami a ochroniarzami. Ludzie krzyczą, kobiecy płaczą, gaz się ściele. Krzyki, piski i wyzwiska. Bijatyka na całego. I nadal ani jednego policjanta. Żadnej interwencji. Zamieszki, walka, ofiary, pobici i poparzeni a policja w koszarach.

 

Nie zobaczyłem na ekranie żadnego policjanta. Nie było nikogo z warszawskiego ratusza. Na miejscu walk nie było nikogo z bogatszych jak zawsze, gdy ściera się biedny z bogatym. Bogaty wynajmuje tych mniej biednych i napuszcza ich na tych, którzy już niedługo, jako bezrobotni będą biedni bardziej.  I tak się stało dziś rano w Warszawie. Miasto zaatakowało ludzi używając do tej napaści agencje ochrony. Nikt z nikim nie rozmawiał, nikt nikogo nie słuchał, nikt nie dał szansy na rozmowy. Od razu doszło do walki. Zasadne jest pytanie czy agencja ochrony przy szturmie mogła używać gazów łzawiących? Odkąd to ochroniarze mają prawo do ataku a nie do ochrony? Czy mają takie uprawnienia? Zapewne nie, ale to i tak nie ma znaczenia, cała odpowiedzialność rozpłynie się w procedurach, opowieściach, zeznaniach, komisjach, protokółach i odwołaniach.

 

I nagle mnie olśniło. Policja jest przecież państwowa. Jeśli jest spór, jeśli jest eksmisja komornicza nie ma, co liczyć na pomoc policji nawet jeśli komornik łamiąc prawo wynajmie do szturmu firmę ochroniarską. Policja jak mówiłem jest państwowa i tylko państwowego interesu broni. Można być nawet pobitym, można nawet być poparzonym gazem pieprzowym przez prywatna firmę bojową przy całkowitej bierności policji. Policja tylko asystuje przecież.

 

Centrum stolicy. Centrum europy. Walka trwa miedzy prywatna firmą a prywatnym stowarzyszeniem kupieckim w najlepsze przez blisko godzinę i nikogo z policji to nie interesuje. Jakoś tak przypomniały mi się interwencje policji na stadionach gdzie całkowicie przecież prywatni ludzie nawalają się miedzy sobą. Tam policja jest i słusznie. A w centrum Warszawy jakoś tak już ich nie było. Gdzie tu jest różnica?

 

To, że miasto chce wyegzekwować swoje prawo nie oznacza jeszcze, że trzeba to robić łamiąc prawo. Przy pomocy siły, przy pomocy prywatnej armii używając prywatnej broni. A policja? Policja głosem swojego rzecznika informuje, że ona tylko asystuje. Fakt asystuje przy łamaniu prawa. Agencja ochrony jest przeznaczona do ochrony mienia a nie do walk szturmowych, jako asysta komornika. Jednak policjantów to jakoś nie zdziwiło. Czyżby w mundurach ochroniarskich rozpoznali swoich byłych i obecnych kolegów? I dlatego cos im się pomyliło?

 

Policji nikt nie widział, bo tradycyjnie jak są potrzebni to ich nie ma. Za to byli ochroniarze uzbrojeni w gaz bojowy i kupcy broniący swoich miejsc pracy. I tak oto mieliśmy nowa bitwę warszawską z policyjna asystą.

 

dziennik pesymistyczny

Pan Kamiński z europejskiej perspektywy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Gdy jakiś polityk ogranicza się do dziwnych zachowań i jeszcze dziwniejszych wypowiedzi tylko na forum naszego polskiego podwórka to jeszcze to jest w porządku. Po prostu do dziwacznych polityków zdążyliśmy się przyzwyczaić i już nas tak nie denerwują, ich język i zachowanie nie rażą nas  w takim stopniu jak kiedyś. Największym nieszczęściem jest, gdy ten dziwny w zachowaniach polityk wyrwie się z klatki polskiej polityki i poszybuje na salony europy. Tam okazuje się, że nie tylko z siebie robi … no powiedzmy ekscentryka, ale też ośmiesza nas wszystkich. Bo mówi się o nim, że to polski polityk i prezentuje on opinie polskich wyborców. I mamy kłopot.

 

Tak właśnie się stało z Michałem Kamińskim z Prawa i Sprawiedliwości, który zaistniał dzięki woli polskich wyborców na salonach parlamentu europejskiego. Jest tam raptem kilka dni a już Rabin Barry Marcus, działacz społeczności żydowskiej w Wielkiej Brytanii, zaapelował do lidera brytyjskich konserwatystów Davida Camerona, by ten zerwał wszystkie kontakty z Michałem Kamińskim. To, co mu wybaczone zostało w Polsce na zachodzie europy już jednak nie jest tak pobłażane.

 

Gdy ktoś, jakiś polityk wygaduje głupoty i wyprawia dziwaczne rzeczy a jest tylko znany w Polsce to właściwie już się do tego tak bardzo przyzwyczaimy, że nikt z nas nie zwraca większej uwagi na ekstremalne wygłupy polityka. Jakoś tak brak jest nam perspektywy i jakoś tak więcej wybaczamy. A jeśli tylko polityk wybrany zostanie do instytucji, które działają też w innych krajach europejskich to nagle okazuje się, że te bzdurne zachowania polityka nagle zaczynają żyć swoim własnym życiem i zaczynają jego oraz innych polaków kompromitować w oczach europejczyków.

 

Rabin Barry Marcus twierdzi, że Kamiński, jako poseł, w którego okręgu znajdowało się miasteczko Jedwabne, w 2001 roku prowadził akcję przeciwko uznaniu Polaków za winnych współudziału w niemieckim mordzie na Żydach z 1941 roku. Prasa brytyjska przypomniała też, że 1999 roku Kamiński udał się wraz z Markiem Jurkiem do Anglii, by spotkać się z generałem Augusto Pinochetem. Chillijskim dyktatorem osadzonym w areszcie domowym na podstawie konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. W Hiszpanii oskarżonym o zbrodnie przeciwko ludzkości, zabójstwa i stosowanie tortur. W czasie wizyty wręczył on generałowi pamiątkowy ryngraf z Matką Boską. Zapewne logicznym jest fakt, że jeśli obdarował, bo ryngrafem, to znaczy, ze nie przeszkadzały mu metody stosowane przez faszystowskiego dyktatora a wręcz tym gestem poparł jego oraz jego czyny. Brytyjski Daily Telegraph przypomniał też że Kamiński należał w czasach studenckich do Narodowego Odrodzenia Polski (NOP) – organizacji uważanej przez Departament Stanu USA za organizację antysemicką. A gazeta Times zauważył, że eurodeputowany z PiS jest aktywnym zwolennikiem ruchu antyaborcyjnego oraz zdecydowanym przeciwnikiem praw dla osób homoseksualnych.

 

Każdy może mieć poglądy jakie chce, nawet tak bardzo ekstremalne jak pan poseł Kamiński, ale ciekawe jest w tej sprawie to, że w Polsce już takie poglądy nikogo nie rażą. Z takimi poglądami można został posłem a nawet bliskim doradcom prezydenta. I trzeba dopiero kogoś z zewnątrz aby nam pokazał, że takie wypowiedzi i takie zachowanie to już nie bardzo jest europejskie.

 

dziennik pesymistyczny

Dziwne zachowania banku z tradycjami.

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

W moim prowincjonalnym mieście jest bank. Siedziba tego banku jest też w każdym większym mieście w Polsce. Bo to duży bank, z tradycjami i ze zwierzęciem z Białowieży w herbie. I jak przystało na wielką i szacowną instytucje ma ten bank czasami dziwaczne zachowania. Tak jakby jego szacowność była jednocześnie jego przekleństwem.

 

Moja koleżanka od wielu lat jest klientka tego banku, której kompletnie nie przeszkadzają kolejki przy kasach w jego siedzibach i archaiczne procedury. Uważa z jakiegoś nie jasnego nawet dla niej samej powodu, że trzeba popierać ten właśnie bank swoim w nim kontem, bo to polski bank i jak już pisałem bank z tradycjami.

 

Jednak ostatnio zachowanie jej własnego banku bardzo ją zdziwiło. Moja koleżanka od swojego banku dostała pocztą nowiuteńką kartę płatniczą. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że karta, którą moja koleżanka posiadała już w swojej torebce jest a właściwie była ważna jeszcze dwa i pół roku a ta nowa, która dostała pocztą będzie ważna tylko rok. Czyli gdzieś tu się zatraciła logika postępowania bankowców.  Należy zaznaczyć, że moja koleżanka ma konto vipowskie w banku i więc należą się jest specjalne względy jak zapewniali ją przedstawiciele banku. I zapewne zgodnie z tym bank unieważnił kartę, którą posiadała.  I dwa i pół roku ważności starej karty zastąpił nową kartą ważną tylko roku.

 

Zaniepokoiła się tym bardzo moja koleżanka, bo takie postępowanie banku jasno wskazywało na to, że bankowcy utracili zaufanie do stabilności finansowej mojej koleżanki i nie chcą być związani z nią dłużej niż rok. Poważnie zaniepokojona udała się, więc moja koleżanka do banku po odpowiedz na pytanie, dlaczego to nie jest godna posiadania karty z ważnością dłuższą niż jeden rok.

 

Tam w oddzielnym pomieszczeniu jak przystało na posiadaczkę konta VIP moja koleżanka spotkała się ze swym opiekunem z banku szumnie nazywanym doradcą finansowym. Gdy zapytała, dlaczego jest ofiarą takiej dziwnej dyskryminacji, przedstawiciel banku z rozbrajająca szczerością, ale po dłuższym sprawdzaniu i kilku wykonanych telefonach poinformował ją, że – nie ma pojęcia. Ale na pocieszenie dodał, że spotkało to wielu innych klientów tej szacownej instytucji i to świadczyć może o tym, że nie ma się, czym przejmować. Moja koleżanka, jako osoba światła i zapoznana z nowinkami technicznymi zapytała, więc pracownika banku czy może powodem wymiany karty płatniczej jest chęć jej lepszego zabezpieczenia. Co prawda nic się na karcie nie zmieniło poza data ważności, ale może gdzieś w plastiku są zalane jakieś kosmicznie nowe zabezpieczenia. Na to pytanie bankowiec również szczerze odpowiedział, że: z tego, co wie to nie ma tam nowych zabezpieczeń.

 

Moja koleżanka jednak postanowiła dalej dociekać, dlaczego to nastąpiły te dziwne wymiany kart u niej i jak mówił bankowiec u innych klientów. Ale tu już trzeba było napisać pismo, bo taka jest procedura jak wyjaśnił bankowy doradca. Więc koleżanka napisała i teraz będzie czekać na odpowiedz. Ja jednak mam już swoją teorie, w którą moja koleżanka nie wierzy. Ja uważam, że bank po prostu chciał zarobić, bo przecież za każdą nową kartę klient banku musi zapłacić ze swojego konta i tak oto bank zarobił dodatkowe pieniądze tylko na tym, że wymienił karty. I dzięki krótkiemu okresowi ważności już za rok zarobi znów przy następnej wymianie.

 

Moja koleżanka w to nie wierzy, bo przecież ma konto vipowskie w polskim banku z tradycjami. I ufa ona, że bankowcy już za miesiąc odpowiedzą jej na to trudne dla niej pytanie. I zapewne wyjaśnienie problemu będzie inne od tego, które ja przedstawiłem. Zapewne.

 

dziennik pesymistyczny

Dwa tragiczne zdarzenia, dwie tragiczne pomyłki.

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Dziś media doniosły, że sąd okręgowy w Poznaniu uniewinnił czterech policjantów, oskarżonych o udział w strzelaninie, w której w kwietniu 2004 roku zginął dziewiętnastoletni chłopak, a jego rówieśnik został ciężko ranny. Sąd uznał, że funkcjonariusze użyli broni zgodnie z przepisami. Następnie dowiedziałem się z prasy, że w pewnym mieście na wschodzie polski aż dziesięć miesięcy wymiarowi sprawiedliwości zajęło ustalenie, kto był odpowiedzialny za decyzję pomyłkowego wtargnięcia policji do mieszkania pewnego pana. Mężczyzna podczas interwencji policji doznał urazu kręgosłupa. Po czym okazało się, że to była tragiczna pomyłka, anty-terroryści wjechali z drzwiami nie do tego mieszkanie i tylko przez pomyłkę pobili ciężko niewinnego człowieka podczas interwencji.

Dwa tragiczne zdarzenia, dwie tragiczne pomyłki. Jedno je łączy policja oraz kompletny brak skruchy ludzi, którzy popełnili błędy. Każdy popełnia błędy, każdy może się pomylić, ale każdy, kto nosi broń, każdy, komu nadano prawo użycia tej broni musi być po dziesięciokrotność bardziej odpowiedzialny. Nie może dochodzić do sytuacji, w której ktoś ginie z ręki policjanta czy zostaje kaleką a tak naprawdę to nikt nie jest za to odpowiedzialny.

 

 Mam wrażenie, że często jest tak, że policjant na początku strzela sam nie wiem czy ze strachu czy z niewiedzy czy z tego, bo sobie coś wyobraził. A gdy odkrywa pomyłkę zaczyna się tłumaczenie, że ktoś nie zobaczył w ciemnościach jego odznaki policyjnej, że ktoś przy pomocy motocykla chciał zaatakować jego i trzech uzbrojonych policjantów. Słyszę tłumaczenie, że nie można było zobaczyć czy w samochodzie jest groźny przestępca czy go nie na. Tłumaczenia, że nie można było sprawdzić czy w mieszkaniu na pewno ukrywa się przestępca czy może już tam mieszka ktoś inny. Tłumaczenie, że oni na całe gardło krzyczeli, że są z policji, ale pewnie nikt nie słyszał. Nie zawsze policjanci wiedzą jak jest, nie maja właściwego rozpoznania, ale często na wszelki wypadek samochód zostaje ostrzelany albo do mieszkania się wpadają anty-terroryści tratując przy okazji niewinne osoby.

 

Ja wiem, że czasem tak jest, że nie wszystko jest wiadome a dla ochrony swojej i obywateli trzeba zrobić coś niż nic nie robić. Ale może by tak więcej pieniędzy wydawać na sprzęt do rozpoznania niż na nowe strzelby? A gdy już się popełni błąd, który skutkuje śmiercią niewinnej osoby czy kalectwem niewinnego człowieka z winy policjantów to cała policja powinna być skłonna do przeprosin. I ten, co strzelał i ten, co dowodził i ten, co w ministerstwie. A ja mam wrażenie, że jest często odwrotnie, jak tylko wyjdzie na jaw tragiczna w skutkach pomyłka to wszyscy działają tylko w jednym celu. Najpierw żeby to ukryć, potem żeby chronić mundurowych. I nikt nie pamięta o bólu tych, co stracili bliskich. Wszyscy chronią tych, co do pomyłki dopuścili a nikt nie chroni rodzin ofiar.

 

To są jakieś dziwnie zachwiane proporcje. Gdy ofiara strzelaniny z Poznania, która do końca życia będzie kaleka mówi, że nikt jej za pomyłkę nie przeprosił. A człowiek, do którego o szóstej rano wpadli anty-terroryści w kominiarkach i potraktowali go jak groźnego przestępcę. Uderzyli, powalili na podłogę, zakuli w kajdanki też nie doczekał się przeprosin a co ciekawsze jego pobicie było przez funkcjonariuszy bagatelizowane i wyśmiewane.

 

Ostatnio jak widzę patrol policji to, choć nie mam nic na sumieniu to jakoś mi tak dziwnie. Bo nie mam gwarancji, że coś tam się panom w kominiarkach może przywidzieć i stanę się w ich oczach podobny do znanego przestępcy i już do domu nie wrócę. Jest strach a powinno być zaufanie.

dziennik pesymistyczny

Moherowe imperium

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Za kilka miesięcy ruszy nowa sieć telefonii komórkowej przeznaczonej dla słuchaczy Radia Maryja i widzów TV Trwam. Jest to kolejny etap budowania przez ojca Tadeusza Rydzyka swojej własnej wersji społeczeństwa alternatywnego.

 

Redemptorysta w Torunia stworzył już koncern medialny z własna gazeta, radiem i telewizja, które prezentują jedynie słuszny obraz świata. Jeśli czegoś wyznawcy nie pojmują to im się to wszytko wyjaśnia zgodnie z linia programową. Podobnie będzie i z telefonami.  Zanim słuchacze stacji ojca dyrektora zaczną dzwonić z nowej komórki, obejrzą w telewizji ojca Rydzyka edukacyjny program, który nauczy ich, jak się takim sprzętem posługiwać. Tak pewnie dowiedzą się, że nie jest to szatański wynalazek, jeśli jest to telefon zakupiony w sieci rodziny radia Maryja.

 

Sygnał jest jasny, wszystkie zdobycze cywilizacji, które nie są namaszczone przez przywódcę rodziny radia Maryja są złem. Dobro jest tylko w tym, co ojciec z Torunia naznaczy, jako dobro. I nie ma tu znaczenia czy chodzi tu o radio czy o telefon. Przecież równie dobrze kuchenka mikrofalowa może stać się dobra tylko, dlatego że posiada logo radia z Torunia.

 

Mnie przeraża wizja, w której ojciec dyrektor stworzy wokół siebie świat, w którym dobra i święta będzie nie tylko telewizja czy radio, ale dojdą to tego jeszcze na przykład samochody. Można sobie wyobrazić przecież produkcje samochodów tanich z przeznaczeniem do odbywania pielgrzymek i tylko dla wyznawców ojca z Torunia. Do tego sieć rodzinnych stacji paliw. Gdzie po podbiciu specjalnej świętej karty paliwo na podróż do Częstochowy czy Torunia będzie można zatankować za darmo.

 

Do tego jeszcze żywność uświęcone logiem radia Maryja. Przecież nie trudno sobie wyobrazić chlebuś z taki logo. Podobnie środki higieny, proszki do prania, lodówki, pralki, rowery, parówki, garnitury i tak dalej. Wszystko to sprzedawane byłoby tylko w sieciach handlowych pod patronatem ojca dyrektora. Produkowane zgodnie z wymogami ojca dyrektora. I tak powstanie moherowe imperium oderwane całkowicie od świata zewnętrznego. Taka nowa rydzykowna wersji alternatywnego społeczeństwa. Bo przecież nie sekta, sekty to są poza rodziną radia Maryja w tym złym i wrogim świecie.

 

Może moje proroctwa to czysta utopia, ale jak by ktoś powiedział mi piętnaście lat temu, że doczekam się sytuacji, w której grupa wyznaniowa, która pozwala sobie czasami nawet na krytykę własnej hierarchii kościelnej będzie zdolna do stworzenia własnej sieci telefonii to bym nie uwierzył. A teraz proszę bardzo jest taka sieć! Jeszcze promocja tego produktu odbyła się na Jasnej Górze! W tej sytuacji już nic nie może mnie zdziwić.

 

Jeśli za kilka lat usłyszę, że ojciec Rydzyk wykupił pod Toruniem wielkie połacie ziemi i buduje tak osiedla dla prześladowanych wyznawców rodziny radia Maryja to też się nie zdziwię. Jeśli za dziesięć lat w Toruniu przeważać będą wśród mieszkańców moherowi wyznawcy a ojciec dyrektor zażąda dla tego miasta pełnej autonomii to nawet będę się cieszył, że to przewidziałem.

 

dziennik pesymistyczny

Ocalić od zapomnienia, czyli tajne bary szybkiej obsługi.

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Jest w moim mieście lokal, który nawiązuje do wiekowych tradycji konspiracyjnych narodu polskiego. Istniało u nas w Polsce konspiracyjne szkolnictwo, w podziemiu działały sądy, wojsko i inne instytucje państwowe. O nich pamiętamy, ale jakoś nikt nie chce się przyznać to tradycji konspiracyjnych lokali gastronomicznych. A one działały od zawsze bez względu na panujący ustrój polityczny i co ciekawsze działają nadal!

 

W moim prowincjonalnym mieście taki utajniony lokal działa przy jednej z głównych ulic. Jak dowiedziałem się od mojej znajomej która mieszka dokładnie naprzeciwko utajnionego lokalu początki jego działalności należy datować na lata stanu wojennego. Więc jest to jeden z najstarszych działających nieprzerwanie lokali gastronomicznych w moim mieście. Działa tak długo zapewne, bo niewielu o nim wie a gośćmi baru mogą zostać tylko osoby wybrane. Całkiem jak w angielskich klubach dla dżentelmenów z tą tylko różnicą, że do tego lokalu, o którym pisze wpuszczane są kobiety oraz klientela nie zawsze jest szlachetna.

 

Budynek, w którym mieści się lokal posiada obecnie nową elewacji. Jednak klatka schodowa, którą można się dostać do przybytku tajnej gastronomii nie była remontowana od wojny, tej z ubiegłego wieku, więc sprawia przygnębiające wrażenie. Ale może to właśnie nadaje lokalowi tego smaczku tajemniczości. Zniszczone ściany pokrywają setki większych i mniejszych napisów i naściennych obrazków. Do tradycji weszło już pozostawianie przez klientów napisów w stylu: pozdrowienia z wolności – Dzidek. Okna klatki schodowej straciły szyby jakieś dziesięć lat temu, co jest nawet dobre dla reszty mieszkańców kamienicy, bo schody do lokalu to również szalet dla klientów, więc bez okien jest tam po prostu bardziej rześko.

 

Może teraz przejdę do menu lokalu, które ustaliłem dzięki uprzejmości jednego z członków klubu, który akurat był w potrzebie a którego poratowałem pożyczką dwóch złotych. Mój nowy znajomy opowiadał, że przebojem baru jest wódeczka serwowana na kieliszki. Można oczywiście zakupić na wynos butelkę, ale nie zawsze klienci są do tego zdolni finansowo. Potrawy z barze są mało wyszukane, ale za to tradycyjnie polskie, jeśli chodzi o zakąszanie do kieliszeczka.

 

Podstawowa daniem jest ogórek kiszony, który czasami jest ogórkiem małosolnym, gdy jest na niego sezon. Oczywiście pieczywo jest te z serwowane a czasami nawet można dostać kaszankę czy pasztetówkę. Przebojem lokalu są żeberka po polsku, czyli cebula pokrojona na ćwiartki. Mało oryginalne? Może, ale też nikt tam nie przychodzi jeść, tak się przychodzi głównie pić. A pić można wódkę, choć lepiej jest to nazwać po prostu alkoholem.

 

Idąc z duchem czasu lokal zmienił się z bar szybkiej obsługi. W ciągu godziny naliczyłem tam pięćdziesięciu trzech odwiedzających, z których żaden nie pozostawiał tam dłużej niż trzy minuty. Wszystkie mcdonalny mogłyby pozazdrościć tak szybkiej i sądząc po chwiejnym kroku klientów opuszczających bar profesjonalnej obsługi.

 

Można tylko żałować, że już niedługo zgodnie ze słowami mojego informatora właściciele sterani życiem i piciem odejdą na wieczny odpoczynek. I w taki sposób swój żywot zakończy jeden z najstarszych tajnych barów w moim prowincjonalnym mieście.

 

dziennik pesymistyczny

Żądasz czystości zachowaj ją sam!

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Jak się gdzieś wyjedzie a potem wróci to widzi się więcej. Tak było i ze mną gdy wyjechałem z mojego miasta a po tygodniu jak wróciłem to ze zdziwieniem zauważyłem, że moje miasto jest po prostu brudne. Wszędzie na każdej prawie ulicy walają się butelki, reklamówki, papiery. Zapewne było tu już tak i przed moim wyjazdem, ale tak się to tego widoku śmieci na ulicach przyzwyczaiłem, że teraz po powrocie mogłem to zobaczyć wyraźniej.

 

Na pocieszenie samego siebie chyba tylko mogę dodać, że tam gdzie przez ten tydzień przebywałem jest równie brudno, ale tam przynajmniej ten brud się staranie ukrywa. Widać śmiecenie to nasza cecha narodowa. Na mojej prowincji czysto jest tylko w samym centrum i to tylko rano. Wtedy, gdy jeszcze nie ma tak dużo mieszkańców na ulicach i nie zdołali oni zniweczyć śmieciami pracy ekip sprzątających.

 

Nie wiem, co jest w tym moim narodzie, że jak polak pali papierosa na ulicy to peta wywali tam gdzie stoi, jak je na ulicy batonik to nie przejdzie dwu kroków do kosza na śmiecie tylko wyrzuci opakowanie tam gdzie się obecnie znajduje.

 

Największa subkulturę śmieciową stanowią ci, którzy uwielbiają z racji młodego wieku lub z racji pasji po prostu wypić piwko lub coś mocniejszego na ulicy lub w krzakach. Ci już z zasady zostawiają szkło i resztki z biesiady tam gdzie się raczyli jakby licząc, że jakaś służba kelnerska za nich posprząta.

 

Ostatnio byłem uczestnikiem scenki, która w sposób wyjątkowy prezentuje mentalność polaków. Dwie panie w wieku średnim odpoczywały na ławce z lubością przyglądając się zabawie własnych milusińskich. Czas relaksu umilały sobie utyskiwaniem na to, jakie to nasze prowincjonalne miasto jest brudne. Wynajdywały drastyczne przykłady brudu i nieładu na ulicach i w parkach. Po chwili jedno z dzieciątek przybiegło do mamusi z informacja, że batonik rozpuścił mu się w rękach. Pani z zatroskaniu kazała milusieńkiemu wyrzucić batonik z papierkiem na chodnik a sama zajęła się usuwaniem śladów czekolady z dziecka. Dziecko już czyste powróciło do zabawy a do papierka z resztkami batonika, który spoczywał na chodniku dołączyły chusteczki. Panie podjęły na nowo rozmowę i po chwili wstały udając się w swoja stronę ciągnąc za sobą wrzeszczące dzieci. Liczyłem, że może przez nieuwagę i roztargnienie nie zabrały i nie usunęły do kosza resztek batonika i chusteczek. O czym ich poinformowałem bardzo grzesznie. To, co usłyszałem w odpowiedzi niestety nie nadaje się do publikacji. Krótko mówiąc okazało się, że moja uwaga jest chamska, nie na miejscu i taki pijak (dlaczego pijak?) jak ja nie ma prawa ich przy dzieciach krytykować i tu dodały stek wyzwisk.

 

Tak to już jest, że wszyscy narzekamy na śmieci, ale naprawdę niewielu się chce uczynić wysiłek i z papierkiem po batoniku czy z innym opakowaniem udać się do kosza na śmiecie. Smutna prawda jest taka, że za kilka lat utoniemy w śmieciach, ale wszyscy będziemy głośno się nawzajem a tym informować i szukać winnych wszędzie tylko nie u siebie.

 

dziennik pesymistyczny

Krucjata, Madonna i promocja

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Magistrat mojego prowincjonalnego miasta ogłosił w ostatnich dniach konkurs na opracowanie koncepcji przebudowy fragmentu centralnej ulicy wraz z fontannami. Mam tylko nadzieje, że władze miejskie wyjdą naprzeciw dziesiątkom młodych obywateli mego miasta, którzy z racji pozbawienia ich dostępu do otwartych basenów na terenie miasta te właśnie fontanny wykorzystują do ochłody w upalne dni.

Specjalnie powołany Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych Pro Polonia wystosował w ostatnich dniach specjalny list do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w którym prosi go o interwencję i pomoc w odwołaniu koncertu gwiazdy pop Madonny.

Protest z lubością nagłaśniany przez media dotyczy przede wszystkim daty koncertu. Zdaniem protestujących środowisk katolickich termin piętnastego sierpnia to antykatolicka prowokacja, gdyż tego dnia przypada jedno z największych świąt maryjnych – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, zwane też świętem Matki Boskiej Zielnej.

Warto to przypomnieć, bo zapewne niewielu zdawało sobie z tego sprawę. Bo tak tylko można wytłumaczyć fakt, że nikomu z organizatorów nie przyszło do głowy, że wybór tej daty na koncert Madonny to nie najlepszy pomysł. A może właśnie o to chodziło. Może specjalnie wybrano taką datę na koncert właśnie tej artystki, bo nic bardziej nie sprzyja promocji jak wielki skandal z religią w tle.

A tak promocja obu stron konfliktu rozwija się w najlepsze. Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych Pro Polonia, o którym nikt dotychczas nie słyszał może się spokojnie promować pisząc listy i odezwy oraz organizując w centrum stolicy w światłach kamer odmawianie różańca. Przywódca komitetu radny Marian były działacz LPR może teraz powrócić przed kamery i aparaty fotograficzne dziennikarzy stając na czele krucjaty w obronie wiary i wartości. Po drugiej stronie organizatorzy koncertu coś tam cichutko dementują jednocześnie dziękując za darowany rozgłos i reklamę koncertu. Obustronna darmowa promocja rozwija się w najlepsze.

Koncert Madonny odbędzie się piętnastego sierpnia i to podobno budzi największe kontrowersje, ale co z tego. Zapewne nie zobaczymy w dniu koncertu specjalnych komand, które wyłapywać będą na ulicy katolików i silę się wywozić ich na koncert Madonny. Z pewnością nie zobaczymy wyłapywania katolików idących na msze piętnastego sierpnia, którzy zostaną stłoczeni przymusowo na koncercie. Więc, o co ta wrzawa. Jeśli ktoś nie chce iść zobaczyć gwiazdy popu to nie pójdzie i nie zobaczy. Jeśli jego wiara zabrania mu uczestniczenia piętnastego sierpnia w koncertach to zgodnie z tą wiarą postępując nie weźmie on udziału w hucznych zabawach. Jeśli ktoś jest wierzącym katolikiem to postępuje on zapewne zgodnie z zasadami wyznawanej wiary i to ona zabroni mu udziału w koncercie. Nikt też nie może siłą katolikowi narzucić udziału w koncercie, ale też nikt nie może narzucać swojej woli wszystkim tym, którzy nie chcą tego dnia uczestniczyć w religijnych uroczystościach i planują inaczej spędzić dzień wolny od pracy. Wiara i czynności religijne to jeszcze w Polsce wolny wybór, więc dopóki tak jest to każdy ma prawo sam zdecydować, co chce robić piętnastego sierpnia.

Działania takie, jakie prowadzi organizacja Pro Polonia udowadniają, że tak naprawdę hierarchia kościelna nie ma żadnej władzy nad wyznawcami. Bo przecież, jeśli w Polsce zgodnie z tym, co opowiada kościół jest ponad dziewięćdziesiąt procent katolików to wystarczy odczytać w kościołach nakaz nie uczestnictwa w koncercie Madonny i już po sprawie. Dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa zgodnie z zaleceniem hierarchów kościelnych i swojego proboszcza nie udaje się po bilety na koncert, jego organizatorzy plajtują i jest dokładnie tak jak tego chce protestująca organizacja katolicka. Ja oczywiście wiem, z jakiego powodu nie wyda nikt w kościele takiego zakazu a czytelnicy się domyślają zapewne, dlaczego. Nikt z tak błahego powodu nie narazi na upadek mitu o dziewięćdziesiąt procentowej dominacji jednej religii w Polsce.

 

dziennik pesymistyczny

Pan prezydent i nie pan, choć wiceprezydent

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

W moim prowincjonalnym mieście jest urząd. W urzędzie jest ściana, na której wisi tablica a na niej jest przypięta wielgachna kartka, na której ktoś umieścił informacje, do kogo to należy się zgłosić, jeśli się widzi jakiś nieład, nieporządek czy inną niesprawiedliwość w mieście. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie nadczynność i zwykle lizusostwo urzędnicze.

 

Na pierwszym miejscu listy urzędników, do których można wnosić skargi jest oczywiście prezydent. A dokładniej PAN PREZYDENT i tu imię i nazwisko.  Wielkimi literami to napisano widać z wielkiego szacunku. Poniżej jest wiceprezydent z imieniem i nazwiskiem zapisanym mniejszymi literami a następnie lista wszystkich wyższych notabli miejskich.

 

Nadal wszystko dobrze powiecie, ale czy na przedrostek PAN przed funkcją i nazwiskiem zasługuje tylko prezydent? Bo tylko on został tym panem zaszczycony. A już wiceprezydent nie, bo pewnie w oczach urzędnika przygotowującego tą tablicową informacje inni urzędnicy z wiceprezydentem na czele nie zasłużyli na to Pan przed funkcją i nazwiskiem. I słusznie, bo przecież PAN jest tylko jeden jak wiadomo od dawna. Ale może warto by tak użyć tam na tym spisie adresowym staromodnego obywatela? W końcu przecież wszyscy jesteśmy jak nie Panami czy Paniami to przynajmniej obywatelami.

 

Może warto tak już, jeśli taka forma w języku polskim istnieje wszystkich tytułować, jeśli się z nim nie jest po imieniu Pan czy Pani. I niech będzie i Pan Prezydent i Pan Wiceprezydent. Albo odwrotnie nie wypisywać przez funkcja słowa Pan czy Pani. Bo to naprawdę wygląda dziwnie a nawet śmiesznie, jeśli na Pana zasługuje tylko prezydent miasta a jego zastępcy to już nie.

 

dziennik pesymistyczny

Dyskryminowanie parytetem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 3

Ja nie mam nic przeciw kobietom w polityce, ja nawet chętnie zamieniłbym obecnego prezydenta na pewną moją znajomą. Zdziwił mnie jednak sondaż gazety wyborczej, z którego wynika, że 70 procent kobiet i 52 procent mężczyzn jest za parytetem dla kobiet na listach wyborczych. Nie chciałbym przecież żeby mojej znajomej zarzucano, że stanowisko prezydenta zdobyła dzięki specjalnym przywilejom.

 

Stosowanie parytetów jest bez sensu i ma się nijak do demokracji. Ja i nikt, z kim dziś rozmawiałem na ten temat nie słyszał o przypadku, w którym gdzieś w Polsce zabroniono by kobiecie startu w wyborach. Więc, po co stosować zasadę, aby partie polityczne przyznawały połowę miejsc na listach wyborczych do Sejmu, parlamentu europejskiego i do samorządów kobietom?

Całkowicie nie rozumiem argumentacji, w której małą liczbę kobiet w polityce chce się zmieniać poprzez stworzenie kobietom specjalnych warunków startowania w wyborach. W ławach sejmowych jest bardzo mało ludzi rudych czy łysych, a nie słyszałem żeby ktoś chciał dla nich gwarancji pięćdziesięciu procent miejsc na listach wyborczych.

Podobno kobiety przez lata były wykluczone z polityki i na pewno, właśnie przez to wykluczenie premierem naszego kraju została Hanna Suchocka. Nie da się i nie można narzucać komuś jak ma głosować w wyborach i na kogo a jednocześnie wmawiać, że to przejaw demokracji. Jeśli ja mam wybrać między dobrym a złym politykiem to wybieram dobrego i nie myślę wtedy czy jest on kobietą czy mężczyzną. Po wprowadzeniu parytetów może dojść do sytuacji, że na siłę na listach będzie się umieszczać kobiety tylko po to, by zachować równowagę nawet wtedy, gdy będą marnymi politykami. A dobry polityk się tam nie znajdzie tylko, dlatego że natura stworzyła go mężczyzną.

Ja nie byłem w Ameryce, ale znam kogoś, kto był i mi o tym jak tam jest opowiedział. Wspominał on czasem o tamtejszym programie parytetów rasowych w straży pożarnej. Tam jest tak, że jeśli starają się o pracę w straży dwie osoby i jedna z nich jest powiedzmy stworzona na to stanowisko, ma wykształcenie i spełnia wszelkie wymagania to, jeśli jest rasy białej to pracy i tak nie dostanie. Bo jeśli w straży jest za dużo białych to jeszcze jeden biały pracownik zaburzyłby równowagę rasową. Pracę dostanie czarny bo choć nie jest tak dobry jak biały, to jednak ma poprawny kolor skóry. I tak to rasizm zamieniono na coś nowego i to już nie jest rasizm tylko wyrównywanie szans. Chyba za daleko to poszło.

Z naszego podwórka zapewne wielu pamięta specjalne punkty za pochodzenie przy egzaminach na studia stosowane za PRLu. Tyle się wtedy mówiło, że to złe i chore, a teraz cześć z tych osób nie widzi w parytetach politycznych nic zdrożnego.

Całe szczęście, że u części kobiet stosowanie parytetów w polityce czy w nauce budzi kontrowersje tak jak i u mnie. Zgadzam się z nimi, że wprowadzenie takich rozwiązań „zamiast promować kobiety, sugeruje, że nie są na tyle zdolne i przedsiębiorcze, by samodzielnie, bez wsparcia, osiągać sukces”.