Tag Archives

242 Articles

dziennik pesymistyczny

Żaden problemik

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ja to proszę pana za wrażliwy jestem. Na ten przykład, uważasz pan, ostatnio opowiadał mi taki jeden, co tu przychodził, ale już nie przychodzi, bo już przestał przychodzić, że on jest alkoholikiem i to na dodatek takim do tego anonimowym. Tak, no mówię panu, tak mi tu zasuwa, że takim alkoholikiem anonimowym jest. Że niby w ukryciu jest czy jak? Siedzimy tak, rozmawiamy, pijemy, znaczy ja pije, on nawija tylko, i ten z razu coś mi tam do kieszeni widzę ładuje. Myślę sobie pieniądze mi świnia daje. A co to mnie na wódkę nie stać? Co innego postawić głębszego, to rozumiem, to jest dobre i pożyteczne nawet jest, ale nie tak, że pieniądze do kieszeni.  Wnerwiłem się niepomiernie, bo jakżeż tak można.

dziennik pesymistyczny

Ogólne prawa pesymizmu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Podstawowe prawo Murphy’ego mówi, że jeżeli coś może się nie udać, to nie uda się na pewno, więc jak tu być zdziwionym, że jest się w tym właśnie miejscu swojego życia, w którym teraz jestem. To wszystko przecież od samego początku nie rokowało, było niemożliwe i nie mogło się udać, więc się nie udało. Proste.

Urodziłem się. Wychowywano mnie. Uczono. Dorastałem. Dorosłem. Tak, pamiętam początki dorosłości, tą nadzieje, że mogę zawojować świat jeśli tylko bardzo, ale to bardzo będę tego chciał. A ja chciałem, tak, bardzo tego chciałem. Byłem wręcz przekonany o swojej wyjątkowości, o tym, że jestem darem dla ludzkości i że musze się tej ludzkości a bliżej społeczeństwu oddać w całości w sensie pracować dla jej dobra oczywiście. Miałem przekonanie wyniesione z seansu w kinie, że – Ja jeden mam wizję, a reszta świata jest ślepa – jak mawiał Butch Cassidy.

dziennik pesymistyczny

Ja to w życiu szczęścia nie mam

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nie mam ja cholera szczęścia do kobiet. Mówisz pan żebym grał w gry losowe? Że jak kto nie ma szczęścia w miłości, ten ma w kartach? No cóż, powiem panu gram, nie powiem gram, nawet sporo gram, ale widzisz pan na tym polu też nie mam sukcesów. Ja to panie absolutnie nie mam szczęścia w życiu. Taki raczej bardziej pechowy jestem. Patrz Pan na ten przykład na robotę. Był człowiek przy forsie, na stanowisku, kierownikiem mnie nawet zrobili, że do niby staram się i rokuje na przyszłość. Ba! Nawet poszczęściło się i na kilka lat to i dyrektorem się było w kulturalnej instytucji o lokalnym zasięgu. Tak panie, prezesowało się nawet. Kasy się narobiło jak lodu i nawet więcej niż zarobiło się wydało tej kasy. Ale co z tego, że dużo było jak łatwo przyszło i jeszcze łatwiej poszło.

dziennik pesymistyczny

Bez planów, z zaskoczenia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Wbrew sobie, i temu co często powtarzam, czasami jednak robię plany. Tak mi się po prostu zdarza. Nie takie plany na wiele lat, na dekady czy pół życia, tylko takie skromniutkie dostosowane do mojego skromnego istnienia, takie na kilka dni lub tygodni. Takie planiki. Każdy przecież na wrodzony instynkt samozachowawczy i chociaż by nie lubił swojego życia, to jednak coś go przy tym życiu na siłę utrzymuje i często są to plany na przyszłość. Tak już jest i bardzo trudno to zmienić. Jednak najgorsze w tym moim nowym samotnym życiu jest to, że jak coś już zaplanuje, to potem jak już zamierzenia się ziszczają to przychodzi rozczarowanie.

dziennik pesymistyczny

Spotkania przy kieliszku. Cześć pierwsza i zapewne nie ostatnia.

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– To ty żyjesz, przecież miałeś zejść chyba ze trzy tygodnie temu? – zapytałem, gdy tylko wypatrzyłem jego brodatą twarz wśród licznego grona bywalców placówki gastronomicznej z wyszynkiem. – Miałem, ale jakoś nie mogę w sobie przezwyciężyć instynktu samozachowawczego lub nie mogę się zdecydować, więc tak sobie wegetuje w samotności – odparł wskazując mi miejsce przy stole.

Gdy zasiadłem na wskazanym krześle mój towarzysz tradycyjnie dla siebie stracił natychmiast zainteresowanie moją osobą i popadł w zadumę. Cóż było robić, uszanowałem jego milczenie, ale mając na uwadze, że i ja i przyjaciel jesteśmy z krwi i kości Polakami, to postanowiłem przywoławszy uprzednio kelnerkę zamówić dla nas flakon wody rozmownej i coś, co z grubsza, a w właściwie z cieńsza, przypominało zakąskę.

dziennik pesymistyczny

Sześć godzin prawdy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Czasem człowieka coś tak najdzie, nagle i niespodziewanie, że mu odbija od normy i robi takie bzdurne postanowienia. Postanawia wtedy, a to że przejdzie się paręset kilometrów dla bozi, a to że będzie wydajniej pracował, a to że nie będzie pił (tego, co wiecie) lub że będzie mniej się obżerał, że będzie biegał, ćwiczył, podskakiwał jak żabka, jeździł na rowerze i takie tam inne. Mnie też naszło, nie żebym tam od razu zaczął biegać, o toto to nie, ja skromnie postanowiłem, że przez sześć godzin będę mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.  Tak w ramach eksperymentu na żywym organizmie postanowiłem.

Co zadecydowałem, to zrobiłem, no i mało tego nie przypłaciłem ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu. W zasadzie to przepuszczałem od dawna, że pewnego dnia umrę gwałtowną śmiercią na bycie sarkastycznym w niewłaściwym momencie, ale nie sądziłem, że mówienie prawdy może być tak bardzo bolesne.

dziennik pesymistyczny

Siła w precyzyjnie równych chodnikach

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Byłem o włos od nieszczęścia. Niewiele brakowało a spacer, na który nabrałem ochoty, zakończyłby się dla mnie tragicznie. Co mnie tchnęło, coś mnie naszło. Nakłoniło mnie coś, i zachciałem, i wyszedłem z domu, aby spacerkiem, niespieszno przejść się do parku. Wlokłem się spokojnie, po maluśku chodnikami mojego prowincjonalnego miasta chłonąc uliczne życie.

Może ulica na prowincji, ale przecież miasto spore, prawie dwu stutysięczne. Nie jakiś tam zaścianek, nie pipidówa, ale gród starożytny prawie, z wiekowymi tradycjami. Ulica którą spacerowałem sobie w niespokojności tego wczesnego popołudnia też całkiem przyzwoita.

dziennik pesymistyczny

Rozmowy niedokończone. Cześć kolejna, ale zapewne nie ostatnia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Siadaj i częstuj się pan, panie szanowny – szerokim gestem wskazał gdzie mam przysiąść i czym mam się częstować. Zrobiłem, o co poprosił. – Bimbru bym się napił – rozmarzyłem się, bo mnie naszło tak dziś patriotycznie po naszemu, po polsku. – Tego, co pan sobie życzy to nie ma. Wódka jest.  Wódka może być? – zapytał nalewając. Mogła być, więc wypiliśmy.  – Mało będzie – stwierdził. Zrozumiałem aluzje. Zamówiłem więc jeszcze po cztery i coś na ząb. Po jednym i po drugim, jego wzięło na mówienie, a mnie na słuchanie. Można powiedzieć, że się dobraliśmy.

– Widzisz pan panie szanowny, ja to mam widocznie taką instynktowną potrzebę samozniszczenia. Nawet tego u siebie nie lubię – mówił. – Tak po prostu jest i już, tak się to czyni samo z siebie. Tak na rozum, to nawet tego przecież nie chce, a jednak robię to od lat. Uprawiam zaawansowany autodestrukcyzm. Może to hobby takie? Czas sobie płynie, a ja sobie zanikam. Powoli, lecz systematycznie.  Coś mnie pcha ku zagłady, choć chyba lepszym określeniem byłoby „popycha”, tak delikatnie, nic na siłę. Tak pach, pach paluszkiem, nie za mocno, z wyczuciem. Pewnie to ta siła wyższa, o której tyle czytałem.

dziennik pesymistyczny

Niewola miłości kontra wola suwerena

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Z szacunku do wiary i wierzących trzymam się od tego z daleka. Przynajmniej chciałbym zawsze zachować właśnie taka postawę. Jak już mam w tym uczestniczyć, to jako niezaangażowany obserwator. Ale są takie chwile, a teraz jest ich coraz więcej, że już po prostu nie trzymam ciśnienia i muszę dać upust moim emocjom. Jeśli bym tego nie zrobił to chwila mojego całkowitego szaleństwa stała by się niebezpiecznie bliska.

Nie wiem jak Państwo, ale ja mam wrażenie, że od ponad dwudziestu lat żyje w kościele. No może dotychczas mieszkałem tak na samym skraju świątyni, tak na progu, ale teraz wbrew mojej woli znalazłem się w samym jej centrum.  Ja, jako suweren, czyli cześć polskiego społeczeństwa – powołując się na słowa prezydenta oraz prezesa – mam chyba czasem prawo zapytać czy państwo i kościół to samo? A jak nie to samo to czy wzajemne się przenikanie tych dwóch instytucji nie zagraża mnie, jako jednostce? A warto zaznaczyć że jestem jednostką, która nie za bardzo dowierza, żeby nie użyć słowa nie wierzy.

dziennik pesymistyczny

Plany

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

 – Wierzymy w Twój plan – zapewniła mnie panienka z telewizyjnego okienka kojącym reklamowym głosem. Ucieszyłem się, bo to oznaczało, że gdzieś na tym w wielkim wrogim świecie istnieje ktoś, a może nawet grupa ludzi, która wierzy w mój plan. Nie zraziło mnie nawet to, że to wyznanie wiary było tylko reklamą firmy kredytowej.  Ważniejsze było to, że oni wierzyli w mój plan.

Nie przypominałem sobie abym od kilku latach robił jakieś plany. Nie planowałem ani dalekosiężnie, ani na krótka metę. Ot tak sobie żyłem i żyje z dnia na dzień życiem z mianem społecznego pasożyta. Co prawda, zawsze wiedziałam, bo mnie do tej roli państwo przygotowała od dziecka, że plan dla mnie jest taki żebym pracował, zarabiał i płacił podatki. Powinienem zaplanować potomstwo dla dobra przyszłości mojej ojczyzny im liczniejsze tym lepiej. Ogólnie planowana przyszłość aż do śmierci to najlepszy plan dla obywatela.

No niestety ja taki nie byłem. Trwało to wiele lat nim zrozumiałem, że nie chce i nie mogę być narzędziem. Dla mnie najlepszym wyjściem jest przestać żyć przyszłością, bo ona może się nawet nie wydarzyć. Dlatego tak miło mi dowiedzieć się, że ktoś pokłada wiarę w moje nieistniejące plany.

Nie mam planu na życie. Jestem przecież niepracujący w sensie takim, jakim postrzega to społeczeństwo. Nie płace podatków. Nie udzielam się. Nie uczestniczę. Czyli jestem nieprzystosowany społecznie. Nie planuje zakontraktowania dzieciaków po pięćset złotych za główkę. Nie planuje nowego wysokopłatnego stanowiska. Nie mam w planach kolejnego kredytu na dom, samochód, wakacje i ogródek z drzewkiem. No taki jestem codzienny  a nie planowy.

Po przebudzeniu, każdego wyrwanego rzeczywistości dnia istnieje sobie do zaśnięcia. Nie potrafię nadal racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego takie życie bez planów jest lepsze, ale tak wewnątrz siebie, tak podskórnie czuje, że postępuje właściwie. Niestety wyczerpałem wszelkie możliwości i nie mogę już więcej uciekać przed karą za społeczne nieposłuszeństwo . Czuje że już niedługo zostanę ukarany za to moje nieplanowanie.

I choć zawęziłem swoje postrzeganie przyszłości do kilkunastu następnych godzin to względem mnie inny zdecydowanie mają swoje długoterminowe plany. Ja tylko nie chciałem być narzędziem. Dlatego stałem się społecznie nieużyteczny. Niepasujący do państwowości. Nie postępowy i nierokujący. Taki nieplanowy. Zupełnie przypadkowy.