Tag Archives

212 Articles

dziennik pesymistyczny

Rozliczenia z samym sobą. Cześć pierwsza

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Dryfuje w czasie bez obietnicy dotarcia do właściwego portu. Ta moja samotność dni ostatnich. Trwam sobie w tej ciszy przed wielką burzą, która z pewnością ostatecznie zmiecie mój papierowy stateczek. Nadal istnieje, bo przecież nic już innego nie pozostało do zrobienia jak tylko czekanie. Jestem tu, choć tak właściwie już jestem skazany. Samotny w dniach ostatnich w poczekalni życia. Bez nadziej na przyszłość i bez związków z przeszłością. Zagubiony w teraźniejszości. Trwam puki życia, ale już bez nadziej na jego poprawę.

Gdy ponad trzy lata temu dopadło mnie moje przeznaczenie. Wybrało za mnie mój los i choć za wszelką cenę chciałem uzasadnić moje życie, wpisać w większą idee moje postępowanie, to przecież przez cały ten czas zdawałem sobie sprawę, że ja po prostu zwyczajnie przestałem chcieć. Do tego jednego słowa sprowadza się całe moje postępowanie. Może było w tym trochę chęci oderwania się od konsumpcyjnego społeczeństwa, próba wybrania innej drogi, ale ostatecznie przecież zawsze chodziło o tą utraconą chęć do życia. Oto, że nie było dla niego dostatecznego uzasadnienia. Nie widziałem potrzeby życia bez bliskości, miłości, przyjaźni.

dziennik pesymistyczny

Wyłącznik świata

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Tak, zgadza się jeszcze żyje. To miło, że pan szanowny zauważył ten niezaprzeczalny fakt. Nadal żyw jestem, zgadza się. Tak, ja wiem, no ja wiem, że od blisko trzech lat, co kilka tygodni, powtarzam, że to są moje ostatnie dwa tygodnie życia. Bo to wiesz pan jak jest, niby wszystko wskazuje na to, że czas się zbierać, ale jakoś tak i zostać by się chciało. To i jestem. Niniejsze nie jest takie łatwe, jak się – patrząc postronnie – wydaje. Ale nie martw się pan, co ma być to będzie, najwyżej trochę później.

Tak, wiem, że to najdłuższe dwa tygodnie w historii ludzkości. Zdaje sobie sprawę, że ja monotematycznie o tym, ale cóż czynić, jak ja wciąż o tym myślę. A że nie bardzo jest ostatnio, z kim porozmawiać, to i jak ktoś słucha to i o tym mówię. Stąd wrażenie takie. A poza tym, wiesz pan, co ktoś kiedyś powiedział: rozmyślanie o śmierci jest rozmyślaniem o wolności. Czyli można założyć, że ja o wolności tak wciąż myślę i mówię.

dziennik pesymistyczny

Nie narzeka, bo nikt nie słucha

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 5

Co u mnie? A dziękuje, wszystko dobrze. Nie narzekam, bo co by to dało jakbym narzekał. I tak nikt by tego nie słuchał. Jak nikt nie słucha to nie ma sensu narzekać. Żyje sobie ciesząc się dniem. Każdy dzień jest podobny do tego, który się właśnie skończył i będzie podobny do tego, który przyjdzie. Ale nadal żyje i to chyba jest dobrze. No chyba, że nie będzie jutra, ale to już inna inszość. Nie mam w sobie na tyle odwagi, żeby sprawić żeby jutra nie było. No to zawsze jest, to jutro. Przychodzi porankiem i odchodzi późno w nocy. Trwam tak sobie w beznadziei codzienności. Ale nie jest źle, nie narzekam. Tak tylko mówię jak ktoś słucha. Jeśli jest ktoś, kto chce słuchać to mówię. Choć przeważnie nikt nie słucha. A ty teraz słuchasz. Bo słuchasz, czyż nie?

dziennik pesymistyczny

Boleści jesiennego poranka

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Obudził się, a raczej wyrwało go ze snu, w ten sposób jakby ktoś nagle zapalił światło w ciemnym pokoju. Przez dłuższą chwile nie bardzo mógł zrozumieć, co takiego się stało. Instynktownie wiedział, że otacza go przytłumiona jasność poranka, choć oczy miał nadal zamknięte.

Postanowił rozkleić powieki i otworzyć oczy. – Pięknie – powiedział, choć chciał tylko tak pomyśleć. Powoli wracało do niego to, co było wczoraj. Za dużo, za dużo wszystkiego. Za duże tempo. Tak nie powinno być, to już nie jest ten organizm, co dawniej. Wiek już nie ten. Tak to można było działać za szczeniaka a nie teraz w jesieni życia.

Przepełniał go jakiś irracjonalny lęk. Można było śmiało powiedzieć, że był przerażony. Serce waliło mu młotem. Czuł się jak po biegu na sto metrów, a że bieganiem się brzydził, tym bardziej był przerażony swym stanem. Starając się uspokoić dyszał ciężko, wyobrażając sobie, że wydmuchuje i wdycha powietrze z papierowej torby.

dziennik pesymistyczny

Żal, że nie urodził się Holendrem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ernest nie był Holendrem, ba, nawet nie był obywatelem holenderskim. Był niestety, ku jego wielkiej żałości, zwykłym, klasycznym Polakiem, a przez to stał się też katolikiem. Bo przecież w tym kraju nadwiślańskim bycie Polakiem w duże mierze oznaczało bycie wyznawcą kościoła katolickiego. Przynajmniej do uzyskania przez obywatela pełnej świadomości umysłowej. Potem różnie już bywało, i z tą polskością, i tym katolicyzmem.

W tym jednak dniu, w którym Ernest przeczytał w gazecie informacje o tym, że rząd holenderski nie tylko jest pierwszym krajem świata, który zalegalizował eutanazję, ale jeszcze, niejako dodatkowo, rządzący Holandią chcą do prawa tego kraju wpisać instytucje zwaną „asystentem śmierci”. W tym właśnie dniu Ernest bardzo pożałował, że przypadek, czy też istota wyższa, nie uczyniły mu tego zaszczytu i nie sprawiły, że urodziłby się Holendrem. Żałował też, że nie stał się obywatelem tego kraju przez świadomy wybór zmiany obywatelstwa. A teraz było już za późno, i na jedno, i na drugie.

dziennik pesymistyczny

Się zdarza

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Wiedziałem, że na jednej butelce się nie skończy. Spraw – ogólnie rzecz ujmując – ludzkich nie sposób omawiać na trzeźwo. Toż to przecież już starożytni Rosjanie mawiali ze znawstwem, że „biez wodki nie razbieriosz”. Dlatego, gdy tylko wykryliśmy braki w zaopatrzeniu, nie pozostało nam nic innego jak udać się do najbliższego monopolowego w celu nabycia większej ilości alkoholu i do tego kilka odpowiednich utensyliów pozwalających na przyjemne kontynuowanie naszej rozmowy o boleściach duszy ludzkiej, o kobietach, które nas zostawiły, (bo to złe kobiety były), czyli ogólnie rzecz ujmując o nieszczęsnej naszej doli, która przypadła mam w udziale z wyroku stwórcy lub jak kto tam woli w wyniku ewolucji.

– Czy masz świadomość, drogi przyjacielu, że poza światem romantycznej literatury kobiecej, każdy związek lub relacja damsko – męska wcześniej czy później się kończy? – zapytałem, gdy znów zajęliśmy nasze miejsca przy stole obrad. Niechętnie i z pewnym ociąganiem, ale jednak przyznał, że jest tego świadom. A jako zatwardzały pesymista dodał, że nawet zakładał taki scenariusz rozwoju wypadków życiowych. Ale zawsze to, co innego jest zakładać coś teoretycznie i co innego przeżyć i doświadczyć na własnej skórze.

dziennik pesymistyczny

Dreptak codzienny nieutulony w żalu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nie wiem jak długo jeszcze będę krążył wokół tej samej sprawy. Czasem odnoszę wrażenie, że tak już będzie zawsze, dopóki starczy sił i życia. Chociaż ja przecież najlepiej wiem, że to, co było, i tak już nie powróci. Nie ma na to najmniejszej choćby szansy. Ja to wiem, ale nie potraf inaczej jak tylko dreptać w miejscu z nadzieją na coś, na cud chyba, bo ja wiem, na co innego? Dla mnie widocznie tak właśnie trzeba, choć wiem, że to jest niezdrowe, a może być i śmiertelne, to jednak robię to z dziwnym uporem ocierającym się o obłęd. Nie mogę się tego pozbyć. To silnie we mnie wrosło i się tam, blisko serca a daleko od rozumu, zakorzeniło. Nie potrafię tego wyrwać i o tym zapomnieć. To było, jest, i pewnie jeszcze długo będzie we mnie i chyba nie ma szans żeby kiedykolwiek odeszło.

dziennik pesymistyczny

Ostateczność decyzji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Wiem, że zwycięstwo ostateczności nadchodzi. Czuje jak się zbliża. Słyszę jej kroki na schodach. Widzę jak zagląda do okien. Wiem, że chodzi za mną po ulicach.  Przesiaduje ze mną w restauracjach. Snuje się za mną po sklepach. Towarzyszy mi na spacerach. Już prawie mieszka ze mną. Razem oglądamy telewizje, razem jemy przy stole. Zagląda przez ramie, gdy czytam i gdy coś pisze. Siedzi na skraju mojego łóżka, gdy zasypiam i jest przy mnie, gdy się budzę.  Gdziekolwiek się udam ona jest tuż za mną. Dręczy mnie swoją obecnością. Swoją wytrwałością. Własną skutecznością.

Wiem, że ostateczność nadchodzi i będę musiał coś z tym zrobić.  Teraz już, ta moja ostateczność, mniej niż dawniej zapowiada się telefonicznie, choć całkowicie z tego nie zrezygnowała. Jednak nadal śle do mnie dziesiątki listów żądając potwierdzenia podpisem, że do mnie dotarły. Zapewne, dlatego, żeby mieć pewność, że zdaje sobie sprawę z jej obecności.

dziennik pesymistyczny

Dopóki będzie we mnie ból, to nieprzestane

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Wszystkim się wydaje, że jak kogoś spotka coś złego, to reakcja na to zło powinna być natychmiastowa. Uważają błędnie, że jak minie tydzień, dwa tygodnie, miesiąc lub dwa, to już okres w którym ktoś może być smutny czy przygnębiony, dawno minął. Bo przecież zgodnie z zasadą, że czas leczy rany, każde nieszczęście podlega przedawnieniu – powiedział na zakończenie swojej przydługiej spowiedzi mój przyjaciel podając mi otwartą i już do połowy opróżnioną butelkę wódki.

Staliśmy tak sobie w bramie, a w zasadzie to na przemian staliśmy i siedzieliśmy na kamiennych schodkach. Wstać trzeba było, co pewien czas, choćby, dlatego, żeby spojrzeć na ulice sprawdzając czy przypadkiem nie nadciąga patrol służ porządkowych. Bo tym razem nijak nie dałoby się wytłumaczyć ze spożywania w miejscu publicznym.

dziennik pesymistyczny

Wkurw narodowy, czyli na parkowej ławeczce w dzień roboczy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Jest jeden całkowicie niezawodny sposób jak ludek pobożny mojego prowincjonalnego miasta doprowadzić do złości, która się im wymaluje na twarzach czerwienią, zielenią i żółcią a spojrzenia ich zabić by człeka zdołały. Nie trzeba się specjalnie wysilać w prowokacji. Wystarcz w dzień zwyczajny, taki pracujący, przysiąść na ławce w parku i w godzinach urzędowania czytać z rozkoszą książkę.

Ja właśnie tak postąpiłem. Przeto naraziłem się na krzywe i zawistne spojrzenia tych, co to nie mogli jak ja przysiąść sobie na ławeczce i poczytać w godzinach pracy. Wychynąłem ja ci tak jakoś nadzwyczajnie, jako ten żuczek z pod kamienia na słoneczko, którego pięknego dnia i przysiadłszy na parkowej ławce wystawiłem swe stare kości do słońca, po czym zanurzyłem się z upojeniem w lekturze. Czytanie pochłonęło mnie bez reszty. Ale jednak coś mnie tak jakby uwierało. Coś mnie kłuło, rozdrażniała, rozpraszała i za nic nie mogłem się skupić na książce. Nie bardzo wiedząc, co mnie tak rozprasza i co mnie tak kłuje, postanowiłem zaprzestać czytania i poobserwować świat dookoła.