Yearly Archives

81 Articles

dziennik pesymistyczny

Ten jedyny urokliwy z wielu listów

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Osobiście nie przepadam za otrzymywaniem listów poleconych. Zawsze wzbudzają we mnie lęk. I nic to nie zmienia, że zazwyczaj jest to strach nieuzasadniony.  Z tej całej poleconej korespondencji, która do mnie dociera, szczególnie nie cierpię dostawać listów, gdzie wymaga się ode mnie pisemnego potwierdzenia ich odbioru. Tak jak dla moich dziadków czy rodziców otrzymanie niespodziewanego telegramu stanowiło powód do wielkich stresów, tak dla mnie polecony za zwrotnym potwierdzeniem odbioru jest czymś, co przyprawia mnie o palpitację serca. Dlatego wszelka inna korespondencja, która do mnie dociera niebędąca listem poleconym zawsze mnie wzrusza do łez.

Jak wiadomo sztukę epistolarną podtrzymują u Polsce głównie instytucje, banki oraz inni biuraliści, którzy z jakichś powodów chcą o czymś zawiadomić obywatela i jednocześnie mieć dowód w postaci jego osobistego podpisu, że się obywatel z pismem zapoznał, a przynajmniej taką miał szanse. Sądząc po obfitości korespondencji zawsze mam nadzieje, że wszelkie instytucje publiczne wysłały już do mnie, to co tam miały wysłać i już starczy tych listów. Ale nie, o nie jest tak. Zawsze znajdzie się jakiś urzędnik czy funkcjonariusz państwowy, który zapragnął napisać do mnie i wyssała kolejny list.

dziennik pesymistyczny

Słonka Jaś nie doczekał, czyli rozważania przedemerytalne

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Mam dla nas dwóch dobrą i złą wiadomość jednocześnie – rzekł przyjaciel składając z pietyzmem gazetę, którą właśnie przestał czytać. –  Jak donosi ten dobrze poinformowany papierowy publikator, nasz dobrodziej lat starczych, czyli Zakład Ubezpieczeń Społecznych, ogłosił właśnie nowy projekt, z którego wynika, że osoby, które zbyt krótko płaciły składki na ubezpieczenia społeczne, nie dostaną żadnej emerytury – stwierdzał przyjaciel chowając gazetę do kieszeni kurtki.

– Fascynujące – przyznałem cofając się jeszcze bardziej wgłęb bramy, w której schroniliśmy się przed zacinającym jesiennym deszczem. – Ja osobiście to nawet w najpiękniejszych marzeniach nie widzę siebie na emeryturze. Mam taki syndrom „słonka Jaś nie doczekał”. Przecież powszechnie wiadomo, że przeciętny mężczyzna w kraju nadwiślańskim zwyczajnie emerytury nie dożyje – dodałem. Przyjaciel zgodził się ze mną, bo on przecież też raczej niewielkie miał szanse dożyć sędziwego wieku pomijając już nawet jego zapędy autodestrukcyjne. Dla nas zdecydowanie życie na emeryturze pozostawało w strefie zjawisk nadprzyrodzonych.

dziennik pesymistyczny

Dreptak codzienny nieutulony w żalu

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Nie wiem jak długo jeszcze będę krążył wokół tej samej sprawy. Czasem odnoszę wrażenie, że tak już będzie zawsze, dopóki starczy sił i życia. Chociaż ja przecież najlepiej wiem, że to, co było, i tak już nie powróci. Nie ma na to najmniejszej choćby szansy. Ja to wiem, ale nie potraf inaczej jak tylko dreptać w miejscu z nadzieją na coś, na cud chyba, bo ja wiem, na co innego? Dla mnie widocznie tak właśnie trzeba, choć wiem, że to jest niezdrowe, a może być i śmiertelne, to jednak robię to z dziwnym uporem ocierającym się o obłęd. Nie mogę się tego pozbyć. To silnie we mnie wrosło i się tam, blisko serca a daleko od rozumu, zakorzeniło. Nie potrafię tego wyrwać i o tym zapomnieć. To było, jest, i pewnie jeszcze długo będzie we mnie i chyba nie ma szans żeby kiedykolwiek odeszło.

dziennik pesymistyczny

Dobry policjant

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– Co dziś robisz ze sobą? Nie zaprosiłbyś mnie na wódkę? – spytał przyjaciel na „dzień dobry”, gdy tylko wymieniliśmy się serdecznościami. Nic innego nie miałem ze sobą do zrobienia, więc perspektywa wspólnego picia alkoholu wydała się wielce kusząca. – Do mnie, do Ciebie, do restauracji, do baru, do parku, w inne urocze uroczysko? – zapytałem tak, aby mógł wybrać miejsce spożywania, które aktualnie najbardziej pasuje do dzisiejszej aury i mojego samopoczucia.

dziennik pesymistyczny

Ostateczność decyzji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Wiem, że zwycięstwo ostateczności nadchodzi. Czuje jak się zbliża. Słyszę jej kroki na schodach. Widzę jak zagląda do okien. Wiem, że chodzi za mną po ulicach.  Przesiaduje ze mną w restauracjach. Snuje się za mną po sklepach. Towarzyszy mi na spacerach. Już prawie mieszka ze mną. Razem oglądamy telewizje, razem jemy przy stole. Zagląda przez ramie, gdy czytam i gdy coś pisze. Siedzi na skraju mojego łóżka, gdy zasypiam i jest przy mnie, gdy się budzę.  Gdziekolwiek się udam ona jest tuż za mną. Dręczy mnie swoją obecnością. Swoją wytrwałością. Własną skutecznością.

Wiem, że ostateczność nadchodzi i będę musiał coś z tym zrobić.  Teraz już, ta moja ostateczność, mniej niż dawniej zapowiada się telefonicznie, choć całkowicie z tego nie zrezygnowała. Jednak nadal śle do mnie dziesiątki listów żądając potwierdzenia podpisem, że do mnie dotarły. Zapewne, dlatego, żeby mieć pewność, że zdaje sobie sprawę z jej obecności.

dziennik pesymistyczny

Dopóki będzie we mnie ból, to nieprzestane

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Wszystkim się wydaje, że jak kogoś spotka coś złego, to reakcja na to zło powinna być natychmiastowa. Uważają błędnie, że jak minie tydzień, dwa tygodnie, miesiąc lub dwa, to już okres w którym ktoś może być smutny czy przygnębiony, dawno minął. Bo przecież zgodnie z zasadą, że czas leczy rany, każde nieszczęście podlega przedawnieniu – powiedział na zakończenie swojej przydługiej spowiedzi mój przyjaciel podając mi otwartą i już do połowy opróżnioną butelkę wódki.

Staliśmy tak sobie w bramie, a w zasadzie to na przemian staliśmy i siedzieliśmy na kamiennych schodkach. Wstać trzeba było, co pewien czas, choćby, dlatego, żeby spojrzeć na ulice sprawdzając czy przypadkiem nie nadciąga patrol służ porządkowych. Bo tym razem nijak nie dałoby się wytłumaczyć ze spożywania w miejscu publicznym.

dziennik pesymistyczny

Nieważny dowód powodem antypaństwowej postawy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

O dłuższego już czasu, każdego już prawie ranka, budziłem się z antypaństwowym okrzykiem. Czułem, że cały stałem się taki odporny na narodową dumę, nie ulegałem dobrej ani złej zmianie i byłem całkowicie i zdecydowanie nie patriotyczny.

Od rana do wieczora wygrażałem w słowach niecenzuralnych naszemu rządowi. Przeklinałem, na czym świat stoi, naszą panią premier. Nie szczędziłem szyderstw i mocnych słów całej rządzącej koalicji a nawet opozycji się ode mnie porządnie dostało. Mocnymi słowy obrzuciłem wszystkim przywódców partyjnym, ministrów, podsekretarzy stanu, kierowników gabinetów politycznych a nawet rzeczników kilku ważnych ministerstw.  Doszło do tego, że obraziłem niecenzuralnym słowem prezydenta, na szczęście tylko prezydenta mojego miasta, bo przecież jak nic poszedłbym siedzieć jakby moje przekleństwa dotyczyły majestatu głowy państwa.

dziennik pesymistyczny

Wkurw narodowy, czyli na parkowej ławeczce w dzień roboczy

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Jest jeden całkowicie niezawodny sposób jak ludek pobożny mojego prowincjonalnego miasta doprowadzić do złości, która się im wymaluje na twarzach czerwienią, zielenią i żółcią a spojrzenia ich zabić by człeka zdołały. Nie trzeba się specjalnie wysilać w prowokacji. Wystarcz w dzień zwyczajny, taki pracujący, przysiąść na ławce w parku i w godzinach urzędowania czytać z rozkoszą książkę.

Ja właśnie tak postąpiłem. Przeto naraziłem się na krzywe i zawistne spojrzenia tych, co to nie mogli jak ja przysiąść sobie na ławeczce i poczytać w godzinach pracy. Wychynąłem ja ci tak jakoś nadzwyczajnie, jako ten żuczek z pod kamienia na słoneczko, którego pięknego dnia i przysiadłszy na parkowej ławce wystawiłem swe stare kości do słońca, po czym zanurzyłem się z upojeniem w lekturze. Czytanie pochłonęło mnie bez reszty. Ale jednak coś mnie tak jakby uwierało. Coś mnie kłuło, rozdrażniała, rozpraszała i za nic nie mogłem się skupić na książce. Nie bardzo wiedząc, co mnie tak rozprasza i co mnie tak kłuje, postanowiłem zaprzestać czytania i poobserwować świat dookoła.

dziennik pesymistyczny

Podtrzymanie życia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Czy drogi czytelnik kojarzy filmy sifi, w którym główny komputer statku międzygwiezdnego po kolej wyłącza wszystkie urządzenia i funkcje okrętu a całą pozostałą moc przekazuje tak oby jak najdłużej powstrzymać życie na statku? Pewnie, że kojarzy. Ten motyw powtarza się w prawie połowie książek, filmów czy seriali z tego gatunku. Porównując moją skromną osobę do gwiezdnego statku, to uległem nagłej i niespodziewanej awarii jakieś trzy lata temu i od tego czasu systematycznie wyłączam wszystkie swoje funkcje społeczne, życiowe i wszystkie swoje siły kieruje na to oby podtrzymać swoje życie. Choć wiem, że już nigdzie nie zmierzam i nic nie zdobywam, że dryfuje raczej, to jednak trwam.

dziennik pesymistyczny

Rozbudowa radomskiego lotniska, czyli kto bogatemu zabroni

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Jak tylko wyczytałem, że pojawił się egzotyczny inwestor, który podobno ma zainwestować w radomskie lotnisko od razu wiedziałem, że chodzi tu o pieniądze. Takie wiadomości o możliwym sukcesie Portu Lotniczego na Sadkowie pojawiają się zawsze wtedy, gdy miasto ma dorzucić się kasiorką do tej wiecznie głodnej spółki.

Teraz Lotnisko na Sadkowie pochwaliło się kolejnym sukcesem. Wojewoda mazowiecki wydał pozwolenie na przebudowę i wydłużenie drogi startowej wraz z oświetleniem i systemem nawigacyjnym. Decyzja ma rygor natychmiastowej wykonalności, a inwestor – Spółka Port Lotniczy Radom S.A.  może przystąpić do prac. Tylko jest mały, nieduży problemik. Spółka tradycyjnie nie ma pieniędzy.