Yearly Archives

81 Articles

dziennik pesymistyczny

Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– Powiedz mi, po co jest ten miś? – zapytał klasyk swojego przyjaciela od interesów. – Otóż to! Nikt nie wie, po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta – padła odpowiedź. No może w przypadku radomskiego lotniska, to niezupełnie jest tak, że nikt nie zapyta. Wielu spytało i wielu jeszcze pewnie nieraz zapyta. Teraz o koszty funkcjonowania radomskiego Portu Lotniczego zapytał pewien radny. A gdy usłyszał, jakie są to koszty, to szybko obliczył, że każdy mieszkaniec dokłada do biletu tych, co odlatują czy przylatują, po 4,4 tysiące złotych.

dziennik pesymistyczny

Wyłącznik świata

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Tak, zgadza się jeszcze żyje. To miło, że pan szanowny zauważył ten niezaprzeczalny fakt. Nadal żyw jestem, zgadza się. Tak, ja wiem, no ja wiem, że od blisko trzech lat, co kilka tygodni, powtarzam, że to są moje ostatnie dwa tygodnie życia. Bo to wiesz pan jak jest, niby wszystko wskazuje na to, że czas się zbierać, ale jakoś tak i zostać by się chciało. To i jestem. Niniejsze nie jest takie łatwe, jak się – patrząc postronnie – wydaje. Ale nie martw się pan, co ma być to będzie, najwyżej trochę później.

Tak, wiem, że to najdłuższe dwa tygodnie w historii ludzkości. Zdaje sobie sprawę, że ja monotematycznie o tym, ale cóż czynić, jak ja wciąż o tym myślę. A że nie bardzo jest ostatnio, z kim porozmawiać, to i jak ktoś słucha to i o tym mówię. Stąd wrażenie takie. A poza tym, wiesz pan, co ktoś kiedyś powiedział: rozmyślanie o śmierci jest rozmyślaniem o wolności. Czyli można założyć, że ja o wolności tak wciąż myślę i mówię.

dziennik pesymistyczny

Miedzy samotnością a dogmatem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 4

– Oddycham samotnością – tyle do mnie powiedział nim zapadł w swoisty letarg. Nie odezwał się przez dobrych parę minut tak jakby przyzwyczajenie do milczenia musiało w nim powoli ustąpić.  Siedzieliśmy w kompletnej ciszy. On zajęty obserwowaniem kropli wody, która po spłynięciu z oszronionej butelki teraz wędrowała zygzakami po blacie stołu. A ja – w oczekiwaniu aż mowa w nim odtaje – zajęty przeglądaniem po raz trzeci tego samego pisma dla kobiet, które ktoś pewnie zapomniał i zostawił na stoliku. Choć po tak dokładnym zapoznaniu się z treścią magazynu dla pań byłem skłonny uwierzyć, że ten nieznajomy zapominalski zostawił pisemko umyślnie, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego.

dziennik pesymistyczny

Socjopatycznie o urzędniczej korespondencji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

I jeszcze ten skarbowy, co to absolutnie nie da o sobie zapomnieć śląc do mnie kolejne epistoły, których treść przekracza moje zdolności czytania ze zrozumieniem. Zawsze wynika z nich jedno, coś tam znowu ode mnie chcą. Jest podobno natychmiastowa potrzeba złożenia korekty do korekty innej korekty i to oczywiście wymaga mojego osobistego stawiennictwa w urzędzie. Oczywiście w listach od nich nie może zabraknąć informacji, że jak się nie stawie w wyznaczonym przez nich czasie to oni mnie już załatwią grzywną na ileś tam tysięcy.

Ciągle ktoś urzędowy coś ode mnie chce. Instytucje, sądy, organy władzy, o których istnieniu nawet nie wiedziałem wciąż mnie dręczą. Podatki, wyjaśnia, raporty, odpowiedzi na odpowiedzi, wezwania… no trafi mnie zaraz. Żyć się odechciewa. Mam takie wrażenie, graniczące z pewnością, że cały ten aparat państwowy z tymi jego instytucjami, ci wszyscy urzędnicy i funkcjonariusze istnieją tylko po to, że mnie, mnie osobiście upodlić, a w najmniej represyjnej formie to przynajmniej wkurwić.

dziennik pesymistyczny

Nie narzeka, bo nikt nie słucha

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 5

Co u mnie? A dziękuje, wszystko dobrze. Nie narzekam, bo co by to dało jakbym narzekał. I tak nikt by tego nie słuchał. Jak nikt nie słucha to nie ma sensu narzekać. Żyje sobie ciesząc się dniem. Każdy dzień jest podobny do tego, który się właśnie skończył i będzie podobny do tego, który przyjdzie. Ale nadal żyje i to chyba jest dobrze. No chyba, że nie będzie jutra, ale to już inna inszość. Nie mam w sobie na tyle odwagi, żeby sprawić żeby jutra nie było. No to zawsze jest, to jutro. Przychodzi porankiem i odchodzi późno w nocy. Trwam tak sobie w beznadziei codzienności. Ale nie jest źle, nie narzekam. Tak tylko mówię jak ktoś słucha. Jeśli jest ktoś, kto chce słuchać to mówię. Choć przeważnie nikt nie słucha. A ty teraz słuchasz. Bo słuchasz, czyż nie?

dziennik pesymistyczny

Aniołek mojego sumienia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 6

Czasem tak mam jak w tym wierszu Bursy. „Podstawiasz staruszkowi nogę, że wyrżnie mordą o bruk, aniołek spuszcza główkę. Dasz staruszkowi pięć groszy aniołek podnosi główkę”. Mam wrażenie, pewnie tylko takie wrażenie niepodparte rzeczywistością, że wszystko, no prawie wszystko, działa na tym świecie na zasadzie buddyjskiej karmy. Jak zrobisz dobry uczynek, to on do Ciebie wróci dobrym uczynkiem. I na zasadzie odwrotności, jak ty coś lub komuś coś źle, to to do Ciebie wróci złem. Dlatego staram się bardzo nie robić nikomu krzywdy, a jak tylko mogę pomoc to pomagam.

W życiu jest jak w tym wierszu „stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary, aniołek spuszcza główkę. Ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju, aniołek podnosi główkę”. Wczoraj spotkał mnie na ulicy pewien jegomość, co to ja już od razu wiedziałem nim mnie zauważył, że on będzie coś ode mnie chciał. Tak się też oczywiście stało. – Przepraszam, przepraszam, czy może mnie pan poratować kilkoma groszami na jedzenie – usłyszałem to, co się spodziewałem usłyszeć. Wiedziałem, czułem w zasadzie, że te moje kilka złotych to nie na jedzenie zostanie przeznaczone, ale niech mu tam – pomyślałem – na jedzenie czy na picie, teraz mam, to dam. Bo przecież „wylejesz staruszkowi na głowę nocnik, aniołek spuszcza główkę. Powiesz staruszkowi „szczęść Boże” aniołek podnosi główkę. Dałem kilka złotych, i szczęść mu Boże.

dziennik pesymistyczny

Boleści jesiennego poranka

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Obudził się, a raczej wyrwało go ze snu, w ten sposób jakby ktoś nagle zapalił światło w ciemnym pokoju. Przez dłuższą chwile nie bardzo mógł zrozumieć, co takiego się stało. Instynktownie wiedział, że otacza go przytłumiona jasność poranka, choć oczy miał nadal zamknięte.

Postanowił rozkleić powieki i otworzyć oczy. – Pięknie – powiedział, choć chciał tylko tak pomyśleć. Powoli wracało do niego to, co było wczoraj. Za dużo, za dużo wszystkiego. Za duże tempo. Tak nie powinno być, to już nie jest ten organizm, co dawniej. Wiek już nie ten. Tak to można było działać za szczeniaka a nie teraz w jesieni życia.

Przepełniał go jakiś irracjonalny lęk. Można było śmiało powiedzieć, że był przerażony. Serce waliło mu młotem. Czuł się jak po biegu na sto metrów, a że bieganiem się brzydził, tym bardziej był przerażony swym stanem. Starając się uspokoić dyszał ciężko, wyobrażając sobie, że wydmuchuje i wdycha powietrze z papierowej torby.

dziennik pesymistyczny

Pod wpływem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ranek witał go zazwyczaj przyjaźnie. Przez kilka pierwszych minut było nawet znośnie. Leżał w bezruchu. Był spokojny i odprężony. Organizm sprawował się poprawnie. Potem niestety przypominał sobie, kim jest, kim był i kim się stanie. Nagle następowało nieuniknione samouformowanie, po którym wszystko wracało do przykrej dla niego normy. Depresja przypominała o swoim istnieniu. Ale teraz było jeszcze w miarę dobrze. Lubił te poranne chwile, w których organizm oraz świadomość były jeszcze w zawieszeniu miedzy snem a rzeczywistością.

Najważniejsze, że nie było kaczorka. Co najwyżej niewielka dysfunkcja zmysłów wzroku, słuchu i równowagi. Nie żeby tam, jakieś przykre skrajności. Było znoście. Można by śmiało powiedzieć, że było wręcz nieźle.  Gdy już odtajał po śnie to zabierał się za zwyczajne poranne czynności. By potem już czysty, pachnący i najedzony udawać się do biura. Tam przez następne osiem, dziesięć godzin zabijał czas pisząc, co tam miał do napisania, czytając, co było do przeczytania oraz przeglądając internet, w którym zawsze coś było zajmującego.

dziennik pesymistyczny

Żal, że nie urodził się Holendrem

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ernest nie był Holendrem, ba, nawet nie był obywatelem holenderskim. Był niestety, ku jego wielkiej żałości, zwykłym, klasycznym Polakiem, a przez to stał się też katolikiem. Bo przecież w tym kraju nadwiślańskim bycie Polakiem w duże mierze oznaczało bycie wyznawcą kościoła katolickiego. Przynajmniej do uzyskania przez obywatela pełnej świadomości umysłowej. Potem różnie już bywało, i z tą polskością, i tym katolicyzmem.

W tym jednak dniu, w którym Ernest przeczytał w gazecie informacje o tym, że rząd holenderski nie tylko jest pierwszym krajem świata, który zalegalizował eutanazję, ale jeszcze, niejako dodatkowo, rządzący Holandią chcą do prawa tego kraju wpisać instytucje zwaną „asystentem śmierci”. W tym właśnie dniu Ernest bardzo pożałował, że przypadek, czy też istota wyższa, nie uczyniły mu tego zaszczytu i nie sprawiły, że urodziłby się Holendrem. Żałował też, że nie stał się obywatelem tego kraju przez świadomy wybór zmiany obywatelstwa. A teraz było już za późno, i na jedno, i na drugie.

dziennik pesymistyczny

Się zdarza

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Wiedziałem, że na jednej butelce się nie skończy. Spraw – ogólnie rzecz ujmując – ludzkich nie sposób omawiać na trzeźwo. Toż to przecież już starożytni Rosjanie mawiali ze znawstwem, że „biez wodki nie razbieriosz”. Dlatego, gdy tylko wykryliśmy braki w zaopatrzeniu, nie pozostało nam nic innego jak udać się do najbliższego monopolowego w celu nabycia większej ilości alkoholu i do tego kilka odpowiednich utensyliów pozwalających na przyjemne kontynuowanie naszej rozmowy o boleściach duszy ludzkiej, o kobietach, które nas zostawiły, (bo to złe kobiety były), czyli ogólnie rzecz ujmując o nieszczęsnej naszej doli, która przypadła mam w udziale z wyroku stwórcy lub jak kto tam woli w wyniku ewolucji.

– Czy masz świadomość, drogi przyjacielu, że poza światem romantycznej literatury kobiecej, każdy związek lub relacja damsko – męska wcześniej czy później się kończy? – zapytałem, gdy znów zajęliśmy nasze miejsca przy stole obrad. Niechętnie i z pewnym ociąganiem, ale jednak przyznał, że jest tego świadom. A jako zatwardzały pesymista dodał, że nawet zakładał taki scenariusz rozwoju wypadków życiowych. Ale zawsze to, co innego jest zakładać coś teoretycznie i co innego przeżyć i doświadczyć na własnej skórze.