Tag Archives

113 Articles

dziennik pesymistyczny

Rozliczenia z samym sobą. Cześć druga

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

Ja wiem, że najtrudniej o sobie, ale czasem trzeba. Nie mam już złudzeń, co do tego gdzie zaprowadzi mnie moje życie. Więc może przyszedł właściwy czas na podsumowania z elementami autokrytyki póki jeszcze jest, co podsumowywać i co krytykować. Trwam tu sobie cichaczem nie narzucając się nadmiernie moją osobą, żyje sobie tak po prostu starając się podtrzymywać życie na takim poziomie abym mógł trwać przy nim najdłużej jak się da. Co prawda nie bardzo wiem, jak długo „się da”, ale jak na razie jest to możliwe, więc wdzięczy jestem losowi, Najwyższemu oraz moim najbliższym, że mnie w tym moim trwaniu wspierają.

dziennik pesymistyczny

Mam szare dni

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– To zaczęło się przed trzema laty – mówił powoli, tak jakby każde słowo wypowiadał z wielkim bólem. – Na początku było tylko zamieszaniem w głowie. Nawet nie bolało. Po prostu zapominałem o czymś. Nie było mnie tam gdzie powinienem być lub z nagłego przymusu musiałem wyjść, choć wiedziałem, że tego robić nie powinienem. Było dziwnie, ale wtedy nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo się to we mnie rozrośnie.

Teraz nie jest to już tylko małe dziwactwo, takie jak to wielokrotne wracanie do dobrze zamkniętych drzwi w celu sprawdzenia czy na pewno są zamknięte. Teraz to złożony stan, który doprowadził mnie w zaułek bez wyjścia i drogi powrotnej. Teraz mam inne objawy i inne problemy. Nie mogę wstać przez kilka dni z łóżka, po czym nagle czuje nieodpartą potrzebę natychmiastowego wyjścia z domu i dodatkowo nie mogę do domu wrócić przez wiele godzin, bo jest we mnie strach przed tym powrotem. Nie do końca mogę sprecyzować, czego się boje, to taki strach bez racjonalnego powodu. On po prostu jest we mnie i już.

dziennik pesymistyczny

Wielkie milczenie Boga

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Cud nie nastąpił. Przyznaje, że gdzieś tam w głębi siebie to nawet na niego nie liczyłem, ale tak to już jest z nadzieją. W zupełności wystarczyłaby mała boska interwencja. Ale jak można się było skądinąd spodziewać, nic się nie stało. To znaczy stało się coś, co na zawsze zmieni moje dotychczasowe życie i to bynajmniej nie na lepsze, ale nie stało się to, czego chciałem, czyli boska interwencja tego nie powstrzymała.

Oczywiście, jak wiem o tym, że jest to wielkie milczenie Boga i takie tam rzeczy. Ale jednak zgodnie z zasadą jak trwoga to do Boga to jak wszystkie inne środki zaradcze nie pomogły to poprosiłem istotę wyższą o wstawiennictwo za mną czy jak kto woli o cud. Który tradycyjnie, no przynajmniej dla mnie jest to tradycją, nie nastąpił.

dziennik pesymistyczny

Rozliczenia z samym sobą. Cześć pierwsza

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

Dryfuje w czasie bez obietnicy dotarcia do właściwego portu. Ta moja samotność dni ostatnich. Trwam sobie w tej ciszy przed wielką burzą, która z pewnością ostatecznie zmiecie mój papierowy stateczek. Nadal istnieje, bo przecież nic już innego nie pozostało do zrobienia jak tylko czekanie. Jestem tu, choć tak właściwie już jestem skazany. Samotny w dniach ostatnich w poczekalni życia. Bez nadziej na przyszłość i bez związków z przeszłością. Zagubiony w teraźniejszości. Trwam puki życia, ale już bez nadziej na jego poprawę.

Gdy ponad trzy lata temu dopadło mnie moje przeznaczenie. Wybrało za mnie mój los i choć za wszelką cenę chciałem uzasadnić moje życie, wpisać w większą idee moje postępowanie, to przecież przez cały ten czas zdawałem sobie sprawę, że ja po prostu zwyczajnie przestałem chcieć. Do tego jednego słowa sprowadza się całe moje postępowanie. Może było w tym trochę chęci oderwania się od konsumpcyjnego społeczeństwa, próba wybrania innej drogi, ale ostatecznie przecież zawsze chodziło o tą utraconą chęć do życia. Oto, że nie było dla niego dostatecznego uzasadnienia. Nie widziałem potrzeby życia bez bliskości, miłości, przyjaźni.

dziennik pesymistyczny

Wyłącznik świata

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Tak, zgadza się jeszcze żyje. To miło, że pan szanowny zauważył ten niezaprzeczalny fakt. Nadal żyw jestem, zgadza się. Tak, ja wiem, no ja wiem, że od blisko trzech lat, co kilka tygodni, powtarzam, że to są moje ostatnie dwa tygodnie życia. Bo to wiesz pan jak jest, niby wszystko wskazuje na to, że czas się zbierać, ale jakoś tak i zostać by się chciało. To i jestem. Niniejsze nie jest takie łatwe, jak się – patrząc postronnie – wydaje. Ale nie martw się pan, co ma być to będzie, najwyżej trochę później.

Tak, wiem, że to najdłuższe dwa tygodnie w historii ludzkości. Zdaje sobie sprawę, że ja monotematycznie o tym, ale cóż czynić, jak ja wciąż o tym myślę. A że nie bardzo jest ostatnio, z kim porozmawiać, to i jak ktoś słucha to i o tym mówię. Stąd wrażenie takie. A poza tym, wiesz pan, co ktoś kiedyś powiedział: rozmyślanie o śmierci jest rozmyślaniem o wolności. Czyli można założyć, że ja o wolności tak wciąż myślę i mówię.

dziennik pesymistyczny

Socjopatycznie o urzędniczej korespondencji

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

I jeszcze ten skarbowy, co to absolutnie nie da o sobie zapomnieć śląc do mnie kolejne epistoły, których treść przekracza moje zdolności czytania ze zrozumieniem. Zawsze wynika z nich jedno, coś tam znowu ode mnie chcą. Jest podobno natychmiastowa potrzeba złożenia korekty do korekty innej korekty i to oczywiście wymaga mojego osobistego stawiennictwa w urzędzie. Oczywiście w listach od nich nie może zabraknąć informacji, że jak się nie stawie w wyznaczonym przez nich czasie to oni mnie już załatwią grzywną na ileś tam tysięcy.

Ciągle ktoś urzędowy coś ode mnie chce. Instytucje, sądy, organy władzy, o których istnieniu nawet nie wiedziałem wciąż mnie dręczą. Podatki, wyjaśnia, raporty, odpowiedzi na odpowiedzi, wezwania… no trafi mnie zaraz. Żyć się odechciewa. Mam takie wrażenie, graniczące z pewnością, że cały ten aparat państwowy z tymi jego instytucjami, ci wszyscy urzędnicy i funkcjonariusze istnieją tylko po to, że mnie, mnie osobiście upodlić, a w najmniej represyjnej formie to przynajmniej wkurwić.

dziennik pesymistyczny

Spotkania przy kieliszku. Cześć pierwsza i zapewne nie ostatnia.

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 1

– To ty żyjesz, przecież miałeś zejść chyba ze trzy tygodnie temu? – zapytałem, gdy tylko wypatrzyłem jego brodatą twarz wśród licznego grona bywalców placówki gastronomicznej z wyszynkiem. – Miałem, ale jakoś nie mogę w sobie przezwyciężyć instynktu samozachowawczego lub nie mogę się zdecydować, więc tak sobie wegetuje w samotności – odparł wskazując mi miejsce przy stole.

Gdy zasiadłem na wskazanym krześle mój towarzysz tradycyjnie dla siebie stracił natychmiast zainteresowanie moją osobą i popadł w zadumę. Cóż było robić, uszanowałem jego milczenie, ale mając na uwadze, że i ja i przyjaciel jesteśmy z krwi i kości Polakami, to postanowiłem przywoławszy uprzednio kelnerkę zamówić dla nas flakon wody rozmownej i coś, co z grubsza, a w właściwie z cieńsza, przypominało zakąskę.

dziennik pesymistyczny

Ciemny korytarz

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

W pustym domu codzienność czekania na nieuniknione. Samotne dni i jeszcze bardziej samotne noce. Dobrze, że przynajmniej zobojętniałem i to jest moja ucieczka. Dzięki Ci o Przedwieczny za farmacje, przecież szczęście to podobno dobrze dobrane leki. W moim przypadku to zdecydowanie nie jest szczęście, ale stan, który można nazwać spokojnym trwaniem z nadzieją na wyrwanie jeszcze jednego jutra.

Mijają kolejne dni a ja nie wróciłem do równowagi i już raczej nie wrócę. Jedynie ustabilizowałem moje trwanie na tyle, że mogę powiedzieć, że nadal świadomie istnieje i mniej mnie to istnienie boli. Budzie się o świecie, z dziwaczną regularnością tej pobudki o trzeciej trzydzieści osiem. Coś sprawia, że dzięki temu mam czas pomyśleć i dostatecznie nakręcić się pesymistycznie na cały dzień.  I choć ten poranny rytuał powtarzał się już lat to teraz wszystkie emocje się zwielokrotniły. O bardziej odpowiedniej do tego godzinie wstaje z łózka by wykonać kilkadziesiąt zbędnych w zasadzie czynności, ale jednak przyzwyczajenie jest silniejsze.

dziennik pesymistyczny

Skończyło się…

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 2

Zaczęło się w piątek, to znaczy skończyło się w piątek. Skończyło się moje dotychczasowe życie, a zaczęło się coś nowego, choć niekoniecznie lepszego. Od razu uprzedzam tych wszystkich, którzy teraz sięgają po telefon, by sprawdzić czy jeszcze żyje, tak, jeszcze tak. To skończyło się życie, jakie miałem, a nie dokonałem fizycznego zejścia z tego świata.

Większość moich bliższych i dalszych znajomych od dawna mówiła, że tak się skończy. Ja też wiedziałem, ale u mnie to było tak, że niby byłem na to przegotowany, a jednak, gdy mnie dopadła ta samotność to się okazało, że na taki wielki wstrząs jednak nie byłem gotowy.

dziennik pesymistyczny

W drodze do zniknięcia

Obublikował pavvel dnia Komentarzy: 0

– To już nie potrwa długo – wyszeptał cichutko, tak jakby tylko do siebie. Siedział teraz skulony z kolanami podciągniętymi wysoko pod brodę.  Odwrócił się od niej tak, żebym nie widział jego twarzy.   – Niedługo? To znaczy ile? Tydzień, dwa, trzy tygodnie, miesiąc, pół roku, a może rok, dwa, dekadę? – spytała, choć nie była pewna czy mówi do niej.  – Zanikasz tak już od kilku lat? Jednak cały czas tak mało skutecznie. Może byś się w końcu zdecydował na coś ostatecznego?

Wzruszył tylko ramionami i coś tam wymamrotał niezrozumiałego. – To wszystko jednak wymaga czasu i pracy nad tym, wcale nie jest to takie proste i szybkie, jak to się może wydawać patrzącym na to z boku – powiedział nieco głośniej. –  Takie zanikanie jak moje, to proces, nie jednorazowy zryw. To zadziwiająco długi ciąg zdarzeń. Autodestrukcja to nie niedzielny spacerek słoneczną stroną ulicy do babci na obiad. To wymaga czasu. Tak, wiem, to już przecież trwa od lat. Nawet mnie teraz trudno jest jednoznaczne określić, kiedy to się zaczęło i kiedy się skończy. Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy pierwszy raz pomyślałem, że już nie warto.