Nierówności w wieczności
Jest taka ogólnie znana zasada przyjęta przez prawie wszystkich, że o zmarłych mówi się dobrze, albo wcale się nie mówi. A jeśli ten, który odszedł w zaświaty był kimś ważnym, w sensie państwowym, to już absolutnie nie wolno o nim powiedzieć nic złego. Jeśli mamy jakieś podejrzenia czy wątpliwości, to i tak lepiej zachować je dla siebie. Trzeba siedzieć cicho, bo przecież nie wolno szargać pamięci osoby trzymającej kiedyś władzę. Nie wolno się zastanawiać nad przyczynami tragicznej śmierci możnowładcy, bo przecież on przez tę nagłą utratę życia natychmiast osiąga stan męczeństwa. Nie ma to znaczenia, że nie oddał życia za ojczyznę na polu bitwy. Nie ma znaczenia, że nie stawał bohatersko w jej obronie. On, jako ważny dla państwa, nawet, jeśli zginął w wypadku komunikacyjnym, to jednak natychmiast staje się nietykalnym symbolem. Takim, co to mówić można o nim dobrze tylko, albo wcale. Na konferencji prasowej w Lublinie, poseł Janusz Palikot powiedział, że „trzeba wyraźnie przypomnieć, że najbardziej prawdopodobną hipotezą dotyczącą tragedii smoleńskiej jest hipoteza współwiny Lecha Kaczyńskiego za tę tragedię”. No i się zaczęło. Bo jakżeż można tak o kimś, kto spoczywa na Wawelu. Taki wstyd. Taka hańba. Ta kolejna hipoteza dotycząca tej katastrofy lotniczej nie jest przecież bardziej abstrakcyjna, niż ta, o której kiedyś czytałem w całkiem poważnej gazecie, dotycząca ściągnięcia rządowego samolotu przez wielkie rosyjskie magnesy. Ale różnica jest taka, że w swej teorii poseł pozwolił sobie na szukanie personalnej winy u kogoś, kto powinien być nietykalny, jako nowy, narodowy symbol wszelkich cnót. I to wywołało tak wielkie oburzenie posła prawego i sprawiedliwego, że zaczął się on zastanawiać, co jeszcze jego kolega poseł musi powiedzieć, żeby można się go było pozbyć z polityki.
Kilka lat temu zginął w wypadku samochodowym pewien biskup. Zaraz potem zaczął się w moim mieście prawdziwy festiwal nadawania imienia wszystkiemu, co by tylko mogło nosić imię tragicznie zmarłego duchownego. A może ulica? Proszę bardzo. Może most? Ależ oczywiście? I nikt nie powiedział nawet słowa o tym, co prawie wszyscy wiedzieli. Kiedyś zupełnie przypadkowo usłyszałem od mojego dobrze poinformowanego kolegi, że ten duchowny podczas wypadku był pod wpływem – jak to pięknie określają mundurowi. Zapytałem kilku znanych w moim mieście dziennikarzy o to, dlaczego o tym nie przeczytałem w prasie. – A po co? Co to zmieni? Po co szargać pamięć tego człowieka – zawsze padała ta sama odpowiedź. Każdy prawie wie, że tak było, ale oficjalnie wszyscy udają, że jest inaczej. Choć nazwanie wiaduktu imieniem biskupa w tej sytuacji uważam za dość dziwne, to jednak jest to zrozumiałe, bo przecież nikt oficjalnie nie wie jak było naprawdę. Poseł Palikom szukając odpowiedzi dotyczących przyczyn smoleńskiej tragedii zadaje szereg pytań: Czy zostały pobrane próbki krwi z ciała Lecha Kaczyńskiego? Czy w dniu katastrofy prezydent znajdował się pod wpływem alkoholu? Dlaczego Lech Kaczyński spóźnił się o 25 minut na samolot? I to wszystko zdaniem jego partyjnego kolegi łamie statut platformy obywatelskiej i tym samym jej szkodzi. – Ostatnie wypowiedzi posła Palikota są nieetyczne i hańbiące – mówił poseł, zbulwersowany wypowiedziami Palikota.
A czy ja, pytając znajomych dziennikarzy o to czy biskup był pod wpływem alkoholu podczas tragicznego wypadku, dokonałem czynów nieetycznych i hańbiących. Czy dociekanie prawdy jest tak bardzo naganne? Czy są u nas osoby, które nie mogą być narażone na zniesławienie, bo zajmują ważne stanowiska państwowe lub duchowne? Co powstrzymuje dziennikarza od powiedzenia prawdy o biskupie? Co wywołuje taką reakcję polityków na pytania dotyczące przyczyn katastrofy lotniczej? – Brak zdrowego rozsądku oraz prawdopodobnie wypity wcześniej alkohol stały się przyczyną tragedii na zalewie – mówiła dziennikarzowi lokalnej gazety nadkomisarz, rzecznik prasowy komendy miejskiej policji. Czyli zwykły człowiek może być posądzony o „ brak zdrowego rozsądku” i o stan wskazujący w godzinie śmierci, a człowiek ze szczytów władzy już nie?
