Zapominalski
– Gdzie jest Jaś – usłyszałem zdenerwowany głos sąsiadki. – O cholera, taki jestem zalatany… zostawiłem go w samochodzie – doleciała do mnie odpowiedź jej męża. – Jak można zapomnieć o własnym dziecku! – sąsiadka krzyczała w ślad za swym małżonkiem, który przeskakując po kilka stopni pędził w dół klatki schodowej. – Dzień dobry, uuuffff…zapomniałem zabrać dziecko z samochodu, wyobraża pan sobie…uuuuffff – rzucił mi zdyszany sąsiad w przelocie. – Zdarza się – odpowiedziałem. Faktycznie, co tu powiedzieć. Zdarza się. Gdy już wspiąłem się po schodach na swoje poddasze i wszedłem do mieszkania, postanowiłem sprawdzić, co tam się dzieje z małolatem uwięzionym przez rodzica w aucie. Gdy wyjrzałem przez okno zobaczyłem jak mój znajomy próbuje uwolnić lekko spanikowanego dzieciaka z fotelika samochodowego. Dla usprawiedliwienia mojego sąsiada muszę dodać, że on swojego potomka, zostawił na parkingu przed blokiem na dosłownie kilka minut. Mijał mnie przecież na klatce schodowej… a jego roztargnienie uświadomiła mu żona, gdy tylko zobaczyła go w drzwiach wejściowych do mieszkania. Nie minęło więcej niż cztery – pięć minut. – Pięknie – powiedziałem sam do siebie patrząc na ojca przytulającego swoją pociechę. Czy można być takim zapominalskim? Oczywiście, że można. Jesteśmy tacy zabiegani i zaaferowani własnymi sprawami, że czasem zapominamy o całym bożym świecie. – Zdarza się – jak już powiedziałem mojemu sąsiadowi. Nawet najlepszym. I tym mniej lepszym. Pamiętam jak pewien mój znajomy opowiadał mi o tym, jak uszkodził swą własną nogę zapomniawszy zabrać ją spomiędzy drzwi samochodu a progu karoserii. Trzasnął w złości drzwiczkami pojazdu tak mocno, że prawie złamał kończynę. Sam sobie zrobił krzywdę. Wiem, że to niewiarygodne… ale jednak to autentyczne zdarzenie. Mnie się często zdarza wejść do kuchni i… zapomnieć, po co się tam udałem. Moja koleżanka z pracy notorycznie zapominała zatankować auto. Przypominała siebie o tej, dość ważnej czynności, gdy gdzieś daleko od domu czy od najbliższej stacji samochód zatrzymywał się z powodu braku paliwa. Mnie kiedyś zdarzyło się zerwać z łóżka, umyć, ubrać, zjeść śniadanie – wszystko to w wielkim pośpiechu z powodu poczucia spóźnienia się do pracy…A gdy już stałem w drzwiach przypomniałem sobie, że jest sobota. I nie muszę iść do pracy. Dlatego spokojnie można powiedzieć, że to się zdarza. Jak w wierszu Tuwima: Był sobie słoń wielki – jak słoń. Zwał się ten słoń Tomasz Trąbalski. Wszystko, co miał, było jak słoń! Lecz straszny był Zapominalski.
